Mówią Wieki 3/2026. Fot. Materiały prasowe
Przewodnim tematem marcowego numeru „Mówią wieki” w 2026 r. jest X Pawilon Cytadeli Warszawskiej. Nie zabrakło jednak miejsca także dla innych ciekawych spraw.
Zbudowana na rozkaz cara Mikołaja I cytadela miała być strażnikiem rosyjskiego panowania nad Wisłą, a także symbolem militarnej dominacji w kraju, który próbował się wybić na niepodległość.
Dla tych, którzy ważyli się brać udział w patriotycznych spiskach, cytadela była ostrzeżeniem: „w tych murach znajdą się niepokorni, a reszty zniszczenia dopełnią nasze armaty”.
Mikołaj I nawet nie ubierał swoich intencji w jakieś eufemizmy. 16 października 1835 r. w przemowie do Polaków zapowiedział, że przy najmniejszym „zaburzeniu” nakaże miasto zbombardować. „Zburzę Warszawę i z pewnością nie ja ją odbuduję!” – zagroził.
Na łamach marcowego wydania miesięcznika „Mówią wieki” historycy przypominają, że cytadela, będąca jedną z form represji i wybudowana za pieniądze Warszawiaków, była dla stolicy nie tylko ponurą groźbą, lecz także przeszkodą w normalnym rozwoju.
To w murach osławionego X Pawilonu, najbardziej ponurego miejsca cytadeli, polscy patrioci płacili wolnością, zdrowiem i życiem za marzenia o wolności.
„Zażywali tu wątpliwej gościny spiskowcy, wszelkiej maści insurgenci i rewolucjoniści – bez różnicy stanu, zamożności i płci” – podkreślił Wojciech Kalwat. Przypomniał, że w X Pawilonie przetrzymywano m.in. czekającego na egzekucję Romualda Traugutta, a ponad ćwierć wieku później Józefa Piłsudskiego, który na kulcie insurekcji 1863 roku i jej bohaterów budował zręby i tożsamość odrodzonej Rzeczypospolitej. Nieprzypadkowo już w 1919 roku Piłsudski jako naczelnik państwa rozkazał stworzenie w X Pawilonie muzeum.
Skrócone dzieje zlokalizowanego w X Pawilonie za carskich czasów centralnego więzienia śledczego dla więźniów politycznych przedstawił na łamach marcowego numeru miesięcznika „Mówią wieki” Jarosław Jaskólski.
Przypomniał, że osadzani byli tam członkowie tajnych organizacji konspiracyjnych, uczestnicy powstań narodowych, działacze polskiego ruchu robotniczego, a także uczestnicy rewolucji 1905 roku, manifestacji patriotycznych, strajków robotniczych.
Wielu z więźniów cytadeli wyznawało zupełnie sprzeczne z sobą poglądy i reprezentowało różne grupy społeczeństwa. Za mury cytadeli trafił na jakiś czas Józef Piłsudski, ale też jego adwersarz - Roman Dmowski. Dla znacznej części cytadela stanowiła tylko jeden z etapów. Z niej wywożeni byli na katorgę lub syberyjskie zesłanie, a setki innych wyprowadzano na miejsce straceń na stokach Cytadeli.
Jarosław Jaskólski w marcowym numerze miesięcznika „Mówią wieki” zwraca uwagę, że ze względu na swoją przeszłość X Pawilon to obiekt niezwykły, a pewnością jeden z nielicznych – poza siedzibami władców – przez które przewinęło się tyle znamienitych postaci naszej historii.
Oprócz działaczy politycznych i konspiratorów do cytadeli trafiali też wybitni artyści uczeni oraz literaci. W tym gronie znaleźli się poeci Gustaw Ehrenberg, Adam Asnyk i Apollo Nałęcz-Korzeniowski, pisarze Wacław Sieroszewski i Tadeusz Gałecki (Andrzej Strug), malarz Aleksander Sochaczewski, a także uczeni: Benedykt Dybowski, Ludwik Krzywicki, Bolesław Antoni Dobrowolski.
W innych artykułach w marcowym numerze „Mówią wieki” Michał Cieślak napisał o Andrzeju Strugu, Bartłomiej Sokołowski o więzionych w X Pawilonie przedstawicielach organizacji konspiracyjnych, zaś Piotr Maroński o niektórych pamiątkach X Pawilonu.
Zwrócił uwagę, że w odtworzonej sali przesłuchań można tam zobaczyć oryginalny łańcuch sędziego, który zakładał przewodniczący sądu karnego.
Ciekawym miejscem jest też ulokowany w części piwnicznej karcer, gdzie trafiali na ogół więźniowie uznani za najbardziej niebezpiecznych.
Poza murem okalającym Cytadelę zachowały się fragmenty szubienicy. Z kolei na dziedzińcu X Pawilonu znajduje się tzw. kibitka – czyli kryty i okratowany wóz, który wykorzystywano do przewożenia więźniów. Pojazd zachował oryginalne fragmenty, podwozie i koła, reszta została zrekonstruowana w latach sześćdziesiątych XX wieku.
Wśród artykułów poświęconych innym zagadnieniom w marcowym numerze miesięcznika „Mówią wieki” uwagę przyciąga ten autorstwa Andrzeja Szwarca. Historyk napisał o rusyfikacji przestrzeni miejskiej na przełomie XIX i XX wieku, czyli o tym, jak zmienił się krajobraz miast Kongresówki za sprawą budowy nowych i przebudową starych gmachów.
W ramach nowej państwowej ideologii władze zerwały z monumentalnym klasycyzmem, charakterystycznym dla Piotra I oraz Katarzyny II. Nawiązania do surowego rzymskiego antyku miały ustąpić przed ociekającymi w złoto budowlami wzorowanymi na Bizancjum i średniowiecznej Rusi.
Zamiast prostych brył, symetrycznych założeń, kolumnad, trójkątnych tympanonów oraz stonowanych, pastelowych barw architekci preferować zaczęli rozczłonkowane bryły z cebulokształtnymi kopułami, dekoracje nawiązujące do wzornictwa ludowego, mozaiki i ceramiczne wykładziny w krzykliwych kolorach.
W Kongresówce ta tendencja najbardziej się uwidoczniła za sprawą cerkwi. Stanęły w reprezentacyjnych miejscach dziesięciu miast gubernialnych i większości z kilkudziesięciu miast powiatowych. Stawiano cerkwie parafialne, wojskowe, kaplice cmentarne, szkolne, a nawet prywatne. Badaczka tej problematyki Paulina Cynalewska-Kuczma doliczyła się za lata 1863–1915 ponad 160 cerkwi murowanych i kilkudziesięciu drewnianych.
Niektóre z tych budowli rozebrano zaraz po tym, jak Polska odzyskała niepodległość.
Taki los spotkał np. wzniesioną w 1867 r. cerkiew w centrum Płocka.
W innym mieście gubernialnym, Lublinie, cerkiew prawosławną wzniesiono w latach 1872–1876, nadając jej wezwanie Podwyższenia Krzyża Świętego. Była utrzymana w stylu neobizantyjskim. Przetrwała bez zmian do roku 1921, kiedy została zburzona.
Podobne były losy świątyni prawosławnej w Kaliszu, kolejnej stolicy guberni. Tamtejszy dość okazały neobizantyjski gmach został oddany do użytku wiernych w roku 1877. Umieszczono go na głównym placu miasta, w bezpośrednim sąsiedztwie dwóch kościołów katolickich oraz siedziby miejscowych rosyjskich władz administracyjnych. Również ta świątynia przetrwała tylko do lat dwudziestych XX wieku, kiedy przywrócono dawny wygląd tej części Kalisza.
Ocalała za to wzniesiona w 1884 r. cerkiew pod wezwaniem św. Aleksandra Newskiego w Łodzi. Starannie odrestaurowana, przyciąga uwagę jaskrawymi barwami fasady.
W samej Warszawie w ostatnim półwieczu rosyjskich rządów przybyło ok. 20 prawosławnych obiektów sakralnych, z których do dziś przetrwało zaledwie kilka.
Zburzony został monumentalny Sobór św. Aleksandra Newskiego, który w oczach wielu Warszawiaków był swego rodzaju odpowiednikiem Cytadeli – symbolem rosyjskiej dominacji nad miastem.
Gmach wzniesiono w latach 1894–1912 na Placu Saskim, a postawiona przy nim ponadsiedemdziesięciometrowa dzwonnica była wtedy najwyższą budowlą w Warszawie.
Co ciekawe, po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, zamiast o zburzeniu myślano początkowo o przebudowie świątyni na katolicką. Gdyby do tego doszło, kształt tej przestrzeni byłby zupełnie inny.
W tym samym artykule w miesięczniku „Mówią wieki” Andrzej Szwarc przypomniał, że urabiając Warszawę na swoją modłę Rosjanie nie darowali nawet Pałacowi Staszica.
Te gmach przy Nowym Świecie w duchu klasycystycznym zaprojektował Antonio Corazzi. Gdyby dożył ostatniej dekady XIX wieku, zapewne by swojego dzieła nie rozpoznał: z elewacji usunięto klasycystyczny detal i nałożono nowy, wykonany w wielobarwnej ceramice, a bryłę zwieńczono nową kopułą z cebulastym hełmem i czterema narożnymi daszkami namiotowymi. Rewaloryzacją pałacu w latach 1924-1926 kierował Marian Lalewicz, jeden z najlepszych polskich architektów tamtej epoki. (PAP)
Mówią Wieki 3/2026
Józef Krzyk
jkrz/