Książka Stefana i Jana Majchrowskich. Fot. bonito.pl
Mój ojciec nie lubił mówić o wojnie ani o obozie, ale ocalił pamięć innych oficerów - mówi PAP prof. Jan Majchrowski, syn polskiego jeńca z niemieckiego oflagu w Murnau. Jak podkreśla, polscy oficerowie stworzyli tam „Rzeczpospolitą Jeniecką” - wspólnotę, która pozwalała zachować wolność mimo niewoli. Razem ojcem Stanisławem napisał książkę „Za drutami Murnau”.
Dla prof. Majchrowskiego Murnau miejsce uwięzienia jego ojca Stefana Majchrowskiego nie jest jednym wspomnieniem, lecz - jak wskazał - „kilkoma warstwami”. Pierwsza z nich wiąże się paradoksalnie nie z drutami obozu, ale z widokiem Alp.
- Kiedy przypominałem sobie Murnau, zawsze kojarzyło mi się ono z tym obrazkiem na ścianie: jakiejś pięknej krainy. Bo z tego obozu było widać ten wolny, piękny również przyrodniczo świat - powiedział.
Druga warstwa to sam obóz, którego jako dziecko - jak przyznał - „do końca tak nie bardzo rozumiał”. - Wiem, że tam było ciężko, głodno, ale mój ojciec nie lubił o tym mówić, nie roztkliwiał się nad sobą - dodał profesor.
Jedno z takich wspomnień pojawiło się niespodziewanie w sylwestra. - Ojciec tak rocznicowo wspomniał: „Najgorszy sylwester w życiu to był w czterdziestym czwartym roku. Całą noc przechodziłem po korytarzu, bo nie miałem nic do jedzenia. Byłem tak głodny, że chciałem to niejako zachodzić” - powiedział Majchrowski. Jak podkreślił, dla niego jako małego chłopca był to „nagle szok”, bo ojciec oszczędzał mu różnych nieprzyjemnych historii.
Prof. Majchrowski zaznaczył jednak, że Murnau nigdy nie było dla niego symbolem traumy. - To nie było coś takiego: „Ach, mój ojciec pięć i pół roku był zamknięty w obozie”. Nie, wręcz przeciwnie, jakoś dziwnie pozytywnie to słowo mi się kojarzyło - przyznał. Jako dowód przywołuje herb Murnau, który dostał od ojca i jako dziecko powiesił nad łóżkiem.
Podkreślił, że ojciec nie lubił mówić ani o wojnie, ani o obozie, ani o okresie bezpośrednio powojennym. - W ogóle nie lubił o sobie mówić. Czasami opowiedział jakąś historię, ale to tylko przy okazji. Na przykład kiedy o czymś tam opowiadał, mówił: „A wtedy był taki człowiek, którego poznałem”. Wtedy jakiś fragment tej historii był. To było w ogóle jego pisarskie i życiowe credo: opowiadał nie o sobie, ale o świecie. On był naprawdę skromnym człowiekiem - przyznał prof. Majchrowski.
Dlatego jego zdaniem książka „Za drutami Murnau”, którą napisał wspólnie ze swoim ojcem, nie jest osobistą relacją wprost. - Książka jest długiem wobec kolegów. Jego w tej książce nie ma. Stefan Majchrowski tam nie występuje. Tam nie ma żadnego „ja” czy „my”. To jest relacja jakiegoś obserwatora - powiedział.
Jak zaznaczył, pojawia się w książce wiele nazwisk osób niekoniecznie znanych. - Ojciec czuł się chyba w obowiązku jakoś je uwiecznić. Pomyślał pewnie, że jeśli on tego nie zrobi, nikt tego nie zrobi - wskazał. Jednocześnie autor jest w tej opowieści obecny poprzez odczucia, wizje i perspektywę jeńców - dodał.
Majchrowski pytany, czy żałuje, że o coś nie zapytał ojca, odpowiedział: - Wiele historii pozostało niedopowiedzianych. Dotyczy to m.in. powojennych losów Stefana Majchrowskiego we Włoszech, jego pobytu w Maceracie, służby w 2. Korpusie, wyjazdów do Niemiec i Francji oraz pierwszej książki wydanej pod pseudonimem.
- Nie dopytałem się o to nigdy. To straszny błąd - przyznał. I dodał, że dziś sam mówi studentom: „Spytajcie się waszych rodziców i dziadków, póki ich jeszcze macie, bo potem będziecie bardzo żałować, żeście się nie spytali”. Według niego „nie ma nieważnych historii, nie ma nieważnych ludzi”. - Historia każdego człowieka jest ważną historią - wskazał.
Szczególnie ważny w książce jest dla niego rozdział „Rzeczpospolita Jeniecka”. - Mój ulubiony - przyznał. Jak wyjaśnił, jest to „największy optymizm tej książki”, bo pokazuje „zwycięstwo, tę wolność ludzi w niewoli”.
- Oni potrafili się tak wspaniale zorganizować. To jest radosne memento dla Polski i Polaków - powiedział prof. Majchrowski o polskich oficerach więzionych w Murnau. Zwrócił uwagę, że choć mieli oni różne poglądy polityczne i światopoglądowe, potrafili stworzyć wspólnotę. - Ponad tym wszystkim, co nas dzieli, jesteśmy wspólnotą i jesteśmy jako Polacy. Potrafimy tworzyć rzeczy wielkie i to w tak arcyniedogodnej sytuacji - dodał.
W obozie w Murnau działały m.in. orkiestra symfoniczna, teatr i „uniwersytet”. Zdaniem prof. Majchrowskiego była to zarazem forma przetrwania i oporu. - Żeby stawić opór, trzeba przetrwać. Żeby przetrwać, trzeba stawić opór - podkreślił. Nie chodziło jednak — jak zaznaczył — o „tępy opór, bierny”, lecz o działanie „skierowane ku przyszłości”.
- Edukacja, którą oni prowadzili: samoedukacja, kursy, seminaria, zajęcia quasi-uniwersyteckie, były drogą ku przyszłości. To była inwestycja w samego siebie. Ci ludzie się uczyli, bo oni chcieli po wojnie być w tej Polsce do czegoś przydatni - podkreślił. Jak dodał, wielu byłych jeńców Murnau po wojnie robiło „wspaniałe rzeczy, choćby dla polskiej kultury”. - Mój ojciec też jest tego jakimś przykładem, bo bez Murnau nie zostałby pisarzem - przyznał.
- „Rzeczpospolita Jeniecka” była wspólnotą ludzi chcących stworzyć jakieś wspólne dobro. Miała ciąg dalszy również w okresie powojennym - zauważył prof. Majchrowski.
Opowiadając o wyzwoleniu obozu 29 kwietnia 1945 roku, przywołał symboliczną scenę, gdy pierwszy amerykański żołnierz, który wjechał do obozu czołgiem, przemówił do jeńców po polsku, ponieważ okazał się Polakiem. - To też bardzo symboliczna, wzruszająca scena - ocenił.
Według prof. Majchrowskiego wyzwolenie obozu nie oznaczało jednak końca dramatów. - Z jednej strony była radość, że nie są w obozie, że są na tej wolności, ale z drugiej strony była gorycz, że ten kraj, o który przecież walczyli, znalazł się z powrotem pod pewnego rodzaju okupacją. Inną niż okupacja niemiecka, ale przecież też straszne rzeczy działy się bezpośrednio w okresie stalinowskim w Polsce - powiedział.
Jego ojciec pamiętał kolegów zamordowanych przez Sowietów w Katyniu. - Pamiętam doskonale, kiedy ojciec brał taki album ze zdjęciami, który ocalał, i pokazywał swoje zdjęcia z korpusu kadetów czy z 7. Pułku Ułanów, czy ze szkoły kawalerii w Grudziądzu, palcem wodził po tych twarzach i mówił: „O, tego zabili Sowieci czy bolszewicy w Katyniu. O, ten też zginął w Katyniu. Ten zginął w Katyniu” - opowiadał.
Prof. Majchrowski wspominał, jak po latach sam pojechał do Murnau. Jak przyznał, było to dla niego „całkowicie mistyczne przeżycie”. - W jakiś niezrozumiały i irracjonalny zupełnie sposób czułem, że to nie będzie tylko taki zwykły wyjazd. Że tam na mnie coś czeka. Nie chcę powiedzieć, że tam na mnie ojciec czeka, bo to byłaby zdecydowanie przesada, ale że czeka mnie coś, jakieś spotkanie, znalezienie jakiegoś śladu - powiedział.
- Cała ta historia była historią nieprawdopodobną, a jednocześnie dopełniła we mnie jakiś brak, pustkę. To był sygnał: „Jestem, jestem, nie martw się, jestem”. To było coś pięknego” - przyznał.
Według prof. Majchrowskiego historia związana z Murnau porusza także dlatego, że nie potrzebuje żadnego literackiego upiększenia. - Historia z Murnau jest niezwykła, a najbardziej niezwykłe jest w niej to, że ona jest prawdziwa. Tam nie ma żadnego podkoloryzowania, nic takiego. A okazuje się, że życie jest ciekawsze niż powieść - podkreślił.
Jak powiedział prof. Majchrowski, po ponownym wydaniu książki „Za drutami Murnau”, rozszerzonej o jego część, zaczęły się do niego zgłaszać dzieci innych oficerów więzionych w tym obozie. - Jeden pan, już bardzo wiekowy, do mnie zadzwonił i powiedział, że jest mi wdzięczny, że postarałem się o wznowienie tej książki. Dlatego że dzięki temu on mógł zobaczyć w niej również swojego ojca - wskazał.
Jak dodał, siłą tej książki jest to, że jej narracja „nie jest zawłaszczona” przez autora. - Każdy może odnaleźć tam historię swojego bliskiego. Każdy może odnaleźć historię polskich oficerów, a to przecież jest też element naszej narodowej wspólnoty - zaznaczył.
Dlatego książkę zadedykował „polskim oficerom”. - Chciałbym, żeby ona i dzisiaj była właśnie tak odczytana: polskim oficerom. Myślę, że polscy oficerowie wszystkich czasów, także współcześni, zasługują na szacunek i na to, żeby wiedzieli, pamiętali, że idą w pewnym ciągu pokoleń i muszą zostawić po sobie godnych następców - podsumował prof. Majchrowski.
Oflag VII A Murnau był niemieckim obozem jenieckim dla oficerów, utworzonym jesienią 1939 roku w Bawarii. Trafiali tam głównie oficerowie Wojska Polskiego wzięci do niewoli po kampanii wrześniowej, a od jesieni 1944 roku także oficerowie AK, w tym uczestnicy Powstania Warszawskiego. Wśród osadzonych byli przedstawiciele elity wojskowej, kulturalnej i naukowej II Rzeczypospolitej, m.in. rotmistrz Witold Pilecki, generałowie Władysław Bortnowski, Tadeusz Kutrzeba i Juliusz Rómmel, reżyser Leon Schiller, pisarz Jędrzej Giertych i historyk Henryk Paszkiewicz. Obóz został wyzwolony 29 kwietnia 1945 roku przez amerykańskich żołnierzy. Po wyzwoleniu część byłych jeńców wróciła do Polski, inni pozostali na emigracji.
Jan Majchrowski jest prawnikiem i politologiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, byłym sędzią Sądu Najwyższego oraz członkiem Trybunału Stanu. Jest współautorem książki „Za drutami Murnau. Opowieść ojca i syna”, która łączy wspomnienia Stefana Majchrowskiego o życiu polskich jeńców w Oflagu VII A w Murnau z jego „dopowiedzeniem” - relacją z podróży do Murnau po sześćdziesięciu latach, śladami ojca.
Z Monachium Iwona Weidmann (PAP)
ipa/ miś/
