Spotkanie reprezentacji Polski po przylocie z XII Mistrzostw Świata w piłce nożnej w Hiszpanii w 1982r. Fot. PAP/Teodor Walczak
Przed mistrzostwami świata w 1982 roku polscy piłkarze przez wiele miesięcy nie rozgrywali towarzyskich meczów. W kraju był wówczas stan wojenny, ale mimo trudności drużyna Antoniego Piechniczka osiągnęła sukces, zajmując w Hiszpanii trzecie miejsce.
O mundialu w Hiszpanii można napisać, że dobry wynik rodził się w bólach. Ostatni mecz towarzyski przed turniejem biało-czerwoni rozegrali ponad pół roku wcześniej - w listopadzie 1981 roku w Łodzi przegrali z Hiszpanią 2:3. Brak wartościowych sprawdzianów rekompensowano sobie długimi zgrupowaniami oraz sparingami z drużynami ligowymi.
Początek turnieju zdawał się potwierdzać obawy kibiców. Dwa pierwsze spotkania Polska zremisowała, nie strzelając gola - 0:0 z Włochami i niespodziewanie 0:0 z Kamerunem.
- Mistrzostwom 1982 roku towarzyszyły obawy, bo jechaliśmy w nieznane, długo nie graliśmy meczów towarzyskich. Ale jak zaczynaliśmy turniej, byliśmy przekonani, że jesteśmy mocni. I po dwóch pierwszych meczach zaczęły się cztery dni niepewności. Pojawiło się ryzyko wczesnego odpadnięcia - wspominał w rozmowie z PAP Zbigniew Boniek.
Remis z Włochami nie był złym wynikiem, ale identyczny rezultat z Kamerunem przyjęto z rozczarowaniem. Dopiero zwycięstwo nad Peru 5:1 rozwiało wątpliwości. A drużyna z Ameryki Południowej uchodziła za groźną.
- Oczywiście, gdyż Peru wówczas to m.in. Cubillas, Uribe, Velasguez, bramkarz Quiroga. Po pierwszej połowie było 0:0, ale później nasza niepewność przeszła w euforię. Zwycięstwa dają takie uczucie. Nastąpiła eksplozja przekonania, że jesteśmy silni i stać nas na dużo - przyznał późniejszy prezes PZPN.
W 1982 roku po raz ostatni rozgrywano drugą fazę grupową. W niej Polacy pokonali Belgię 3:0 i zremisowali z Związkiem Radzieckim 0:0. Pierwszy mecz był popisem Bońka, strzelca wszystkich trzech goli. Czy to był najlepszy mecz w jego karierze?
- To chyba trochę przejaskrawienie. W dorosłej karierze byłem wysuniętym pomocnikiem, mogłem występować jako napastnik, defensywny pomocnik, a nawet środkowy obrońca. Mogłem być ustawiany naprawdę wszędzie, na prawej stronie, na lewej. W związku z tym rzadko strzelałem trzy gole. Nie byłem typowym napastnikiem, klasyczną „dziewiątką”. Dlatego mecz z Belgią to taki mój bilet wizytowy, ale uważam, że było dużo spotkań, w których grałem podobnie - tłumaczył Boniek.
Janusz Kupcewicz, zmarły w 2022 roku inny z piłkarzy tamtej reprezentacji, wspominając kilka lat temu w rozmowie z PAP kulisy mundialu w Hiszpanii i przygotowań do niego, zwrócił uwagę na fakt braku klasowych sparingpartnerów.
- Pod tym względem na pewno mieliśmy problemy. Mało która reprezentacja chciała przyjechać do nas w stanie wojennym. Ewentualnie mogliśmy wyjechać grać na jej terenie albo na terenie neutralnym, ale to wiązało się z kosztami. Przygotowania przebiegały w ciężkich warunkach, jednak na pewno nie mogliśmy narzekać na warunki, jakie - jak na tamte czasy - zostały nam stworzone przez PZPN - przyznał Kupcewicz.
Zastrzegł jednocześnie, że warunki, w jakich przebywali polscy piłkarze już na mundialu, były bardzo ciężkie.
- Przede wszystkim chodzi o nasz pobyt trzytygodniowy, już po wyjściu z grupy, w Barcelonie, gdzie hotel był bez klimatyzacji, a temperatury sięgały nawet 40 stopni. Większość z nas kładła się spać o godzinie 3, 4 czy 5 rano, przykrywaliśmy się mokrymi prześcieradłami, które momentalnie schły - wspominał.
Duże emocje pozasportowe wzbudzał podczas hiszpańskiego turnieju zremisowany bezbramkowo mecz Polaków z ZSRR, a taki wynik oznaczał awans biało-czerwonych do półfinału.
- Żaden z nas w politykę się nie bawił, dla nas najważniejsze było odniesienie sukcesu w mistrzostwach świata. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że mecz z ZSRR w tamtym okresie nie mobilizował nas bardziej niż przeciw innym zespołom, bo wiadomo, jaka była sytuacja. Nam bardzo zależało, żeby wyjść i wyprzedzić Związek Radziecki w grupie. I to nam się udało" - zauważył.
W półfinale biało-czerwoni przegrali z Włochami 0:2, a w meczu o trzecie miejsce pokonali grającą bez wielu czołowych piłkarzy Francję 3:2. Jedną z bramek zdobył właśnie Kupcewicz.
- Wiedzieliśmy, że możemy powtórzyć sukces z 1974 roku, ale był to mecz „na dużym wysiłku”, wyczerpaniu fizycznym każdego z nas - nadmienił i dodał, że dały się we znaki trudy turnieju i wysokie temperatury panujące w Hiszpanii. (PAP)
bia/ pp/