Szef Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP Marcin Przydacz. Fot. PAP/Albert Zawada
Strona ukraińska ma czas na to, by odpowiednio przeanalizować, jaką wartość dla strony ukraińskiej mają relacje z Polską, i wie doskonale, co ma zrobić, aby je poprawić - powiedział w czwartek szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.
Na briefingu prasowym szef BPM został zapytany, kiedy można się spodziewać decyzji prezydenta Karola Nawrockiego ws. ewentualnego odebrania Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu, jako że w ubiegły poniedziałek zebrała się Kapituła tego orderu i - jak informowała wcześniej KPRP - przedstawiła swoją opinię uczestniczącemu w jej obradach prezydentowi.
Przydacz, podkreślając, że podjęta przez Zełenskiego decyzja o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA” jest w Polsce absolutnie nieakceptowalna, powiedział, że trwa procedura dotyczące decyzji ws. orderu, a gdy prezydent ją podejmie, będzie ostateczna i zapadnie w odpowiednim czasie.
Zaznaczył, że jest w kontakcie ze stroną ukraińską i obecnie „wszystko” zależy od niej. - Piłka jest po stronie ukraińskiej, jeśli chodzi o działanie. Myślę, że wielu Polaków czuje pewnego rodzaju złość, uzasadnioną, i rozczarowanie, że po tym wszystkim, co Polska dla Ukrainy i Ukraińców zrobiła przez ostatnie lata, spotyka się z taką, a nie inną decyzją prezydenta Zełenskiego - powiedział prezydencki minister.
Dodał, że „strona ukraińska ma jeszcze przestrzeń do tego, by zacząć zabiegać o to, aby relacje z Polską się znacząco poprawiły”.
- Tutaj wszystkie możliwe działania i decyzje są po stronie ukraińskiej. Jeśli w naturalny sposób nie spotka się to z pozytywną reakcją po stronie ukraińskiej - co jest na ten moment widoczne, bo brak jest jakichś realnych działań i gestów - to finalnie procedura zakończy się decyzją pana prezydenta, w takim czasie, który rzeczywiście pozwoli na odpowiednią decyzję - powiedział szef BPM.
Zaznaczył, że prezydent „podejmuje decyzje w pewnej dużo dłuższej perspektywie niż tutaj, po kilku dniach”. Jak powiedział, czasami trwa to tydzień, miesiąc, a czasami nawet kilka miesięcy po przedstawieniu mu opinii. - Ale myślę, że w tej sprawie prezydent podejmie decyzję raczej wcześniej niż później - dodał Przydacz.
- Strona ukraińska ma czas na to, by odpowiednio przeanalizować to, jaką wartość dla strony ukraińskiej mają relacje z Polską, i wie doskonale strona ukraińska, co ma zrobić, aby te relacje poprawić. Uważamy, że to jest postawienie sprawy fair - stwierdził szef BPM.
Powiedział, że strona polska wyraziła wprost brak akceptacji „gloryfikowania bandytów z UPA”. - Natomiast w duchu pewnego sygnału, pewnej gotowości do dialogu jest przestrzeń czasowa, aby móc w odpowiedni sposób zrobić przez stronę ukraińską krok w tył. Mamy nadzieję, że to się wydarzy, a jeśli to się nie wydarzy, to będziemy procedować dalsze decyzje - wyjaśnił.
Dodał, że wszystko dzieje się zgodnie z planem, a najbliższe dni „będą też pokazywać konkretne działania”.
Przydacz był też pytany o zaplanowaną w Gdańsku na 25 i 26 czerwca konferencji dotyczącej odbudowy Ukrainy. Odpowiedział, że to wydarzenie organizowane głównie przez rząd. Wyraził nadzieję, że konferencja nie będzie „kolejnym miejscem, gdzie będzie pan premier Donald Tusk zabiegał tylko o środki finansowe dla Ukrainy”. Według niego „niestety często dokładnie się tym zajmuje, że zabiega o to, by jak najwięcej pieniędzy Ukraina otrzymała od donatorów”.
Szef BPM powiedział, że z jego punktu widzenia dużo ważniejsze jest to, by w przyszłości polskie przedsiębiorstwa mogły brać udział w odbudowie Ukrainy. - Do tego potrzebne są odpowiednie kanały, kontakty. Ja nie widzę przesadnie daleko idących efektów prac specjalnych ciał, komisji, pełnomocników do spraw relacji z Ukrainą, które Donald Tusk powołuje - dodał.
Ocenił, że w sprawach międzynarodowych Polska „jest już nie w drugim wagonie, ale nawet poza pociągiem”, czego - jego zdaniem - najlepszym dowodem była niedzielna konferencja w Londynie, gdzie prezydent Ukrainy spotkał się z liderami grupy E3: premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. - Nie było tam polskiego premiera - powiedział prezydencki minister. Ocenił, że to pokazuje, iż Polska, jeśli chodzi o politykę wobec Ukrainy, jest „na aucie”.
Odnosząc się do nieobecności Polski na londyńskim spotkaniu Zełenskiego z liderami państw E3, premier Tusk podkreślił we wtorek, że „żadne ustalenia, w których Polska nie uczestniczy, nie będą przez nas respektowane”. Zapowiedział też rozmowy w szerszym formacie i zaznaczył, że Europa musi pozostać po stronie Ukrainy.
Przydacz został też zapytany o to, że ukraińskie MSZ uznało za niedopuszczalne wykorzystywanie ukraińskiego pochodzenia polskiego wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego jako pretekstu do ataków na niego i wezwało polskich polityków do powstrzymania się od działań sprzecznych z podstawowymi europejskimi wartościami.
- Nie jest rolą ukraińskiego MSZ wskazywanie na to, kto powinien być członkiem polskiego rządu, a kto nie powinien - odparł Przydacz. Stwierdził, że Polacy jednoznacznie ocenili wypowiedzi Szeptyckiego. Przypomniał, że on sam wzywał do dymisji wiceministra; zaznaczył, że jego zdaniem polskim ministrom i wiceministrom powinna „przede wszystkim przyświecać perspektywa polska, a nie ukraińska”.
Szeptycki pytany w ub. tygodniu w radiu TOK FM „co takiego jest w tym UPA, że Ukraińcy nie mogą się tego pozbyć ze swojego imaginarium historycznego”, odpowiedział, że była to formacja, która „walczyła w ramach tego ukraińskiego imaginarium przede wszystkim z Sowietami i to była taka walka beznadziejna” o niepodległość Ukrainy. – To byli tacy trochę, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa, trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni – dodał Szeptycki.
Posłowie opozycji we wtorek z sejmowej mównicy ostro krytykowali Szeptyckiego za te słowa. Wiceprezes PiS Przemysław Czarnek stwierdził m.in., że rząd to pasożyci i zdrajcy narodu polskiego. Zażądał przerwy w obradach i zwołania konwentu seniorów „w celu wyjaśnienia, dlaczego w tym rządzie dalej są Ukraińcy obrażający Polaków”. Z kolei były poseł PiS Janusz Kowalski zapowiedział kontrolę poselską dotyczącą „ukrainizacji w administracji publicznej”.
Premier Tusk w środę wyraził oburzenie wypowiedziami posłów opozycji. Powiedział, że jeżeli pochodzenie, rasa czy kolor skóry zaczną decydować, to opozycja też padnie ofiarą tej fali, jeśli się nie zatrzyma. Pojedyncze wyzwiska formułowane przez polityków opozycji będą ośmielać większe grupy ludzi do pogardy dla ludzi o innym pochodzeniu - dodał. (PAP)
wni/ mml/ mok/