Fragment reprodukcji obrazu "Śmierć Karola Levittoux" autorstwa Antoniego Kozakiewicza. Źródło: Antoni Kozakiewicz, Public domain, via Wikimedia Commons
Wolał umrzeć śmiercią samobójczą, niż wydać carskim władzom współspiskowców. Karol Levittoux żył zaledwie 21 lat, ale został uwieczniony przez Cypriana Kamila Norwida i Przemysław Gintrowskiego.
Według najczęściej przyjmowanej przez historyków wersji do samobójstwa Karola Levittoux doszło 7 lipca 1841 r. Tego wieczoru nad zwykle pogrążoną w mroku Cytadelą Warszawską unosiła się łuna. Z jednego z więziennych okien wydobywały się płomienie. Musiało jednak minąć trochę czasu, zanim strażnicy odnaleźli właściwe klucze do celi i ugasili pożar. Zginął w nim niespełna 21-letni Karol Levittoux, który podpalił swój siennik, chcąc uniknąć kolejnych brutalnych przesłuchań. Więzień Cytadeli, powstaniec listopadowy Rufin Piotrowski, przebywający wówczas w X Pawilonie, wspominał, że „spalonego ciągniono za nogi (...) i powleczono korytarzem, głową i plecami tłukąc się po podłodze”.
Do dziś historycy nie są zgodni co do daty tego wydarzenia. We współczesnej historiografii najczęściej przyjmuje się 7 lipca 1841 roku, natomiast część przekazów z epoki wskazuje na koniec lipca. Wiadomo jednak, że jeszcze przed zapadnięciem zmroku Levittoux uprzedził swojego towarzysza niedoli Jana Siesickiego, by tego wieczoru nie zasypiał zbyt wcześnie, ponieważ „coś ciekawego (...) ma nastąpić”. Wkrótce potem więzienną ciszę przerwał alarm.
Levittoux nie był pierwszym więźniem Cytadeli Warszawskiej, który postanowił targnąć się na własne życie. Z pewnością był jednak jednym z najmłodszych, a jego śmierć należała do najbardziej tragicznych w dziejach carskiego więzienia. Cyprian Kamil Norwid, który znał Levittoux osobiście, opowiadał później Zygmuntowi Krasińskiemu, że młodzieniec najpierw „Kląkł na łóżku z twardych deszczek, powrozami słomianymi okręconych, pod one deszczki świecę postawił – wolno zapaliły się powrozy kręcone ze słomy”. Płomienie początkowo były niewielkie i ledwie się tliły, dlatego, jak pisał poeta, „Jak wieczność długo musiały się rozżarzać”. Gdy strażnicy wreszcie otworzyli celę, paliło się już na dobre, a Levittoux był „na kolanach, z piersią i twarzą już zwęgloną, bez życia”.
To Levittoux jest bohaterem fragmentu Norwidowskiego dramatu „Za kulisami”: „Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej, Wokoło lecą szmaty zapalone; Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny. Czy to, co twoje, ma być zatracone. Czy popiół tylko zostanie i zamęt, Co idzie w przepaść z burzą? Czy zostanie Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament, Wiekuistego zwycięstwa zaranie?”
Śmierć młodego konspiratora skłoniła władze Cytadeli do wprowadzenia dodatkowych środków ostrożności. Zakazano oświetlania cel świecami, a ciał zmarłych więźniów nie wydawano już matkom. Obawiano się bowiem, że widok skatowanych i noszących ślady tortur zwłok mógłby wywołać niepokoje, których władze za wszelką cenę chciały uniknąć.
Przemysław Gintrowski, Piotr Rubik - „jKarol Levittoux” (Klub Pod Jaszczurami 1991)
Karol Levittoux urodził się w 1820 roku w Kumelsku koło Kolna na obszarze historycznej ziemi łomżyńskiej. Jego ojciec, Piotr Levittoux-Desnouettes, był Francuzem i żołnierzem armii napoleońskiej, natomiast matka, Maria z Życzyńskich, pochodziła z polskiej rodziny. Ojciec często pracował jako guwerner, dlatego pierwsze nauki Karol pobierał także w domu. Szybko dał się poznać jako wyjątkowo zdolny uczeń. W szkole otrzymywał liczne nagrody i listy pochwalne za postępy w nauce. Wcześnie też ukształtowały się jego poglądy polityczne.
Gimnazjum w Łukowie, do którego uczęszczał, nie było przypadkową szkołą. Jak pisał historyk i regionalista Jerzy Skowronek, „już od pierwszych lat po upadku powstania listopadowego odznaczało się patriotyzmem”. Levittoux znalazł tam nie tylko podobnie myślących kolegów, z których wielu wkrótce zaangażowało się w działalność konspiracyjną, ale także pedagogów sprzyjających patriotycznemu wychowaniu. Jednym z nich był Leopold Okniński, „nauczyciel arytmetyki i geografii w niższych klasach”, który, jak zauważa historyk Arkadiusz Kołodziejczyk, odegrał ważną rolę w kształtowaniu poglądów Levittoux.
Po ukończeniu gimnazjum w 1838 roku młodzieniec wyjechał na pewien czas do Krakowa, gdzie, jak przypuszczają historycy, zetknął się z patriotycznymi organizacjami studenckimi. Następnie przeniósł się do Warszawy i rozpoczął naukę na Dopełniających Kursach Pedagogicznych. Nie zerwał jednak kontaktów z Łukowem. To właśnie wtedy, wskazuje Kołodziejczyk, ukształtowało się w tej miejscowości samodzielne środowisko konspiracyjne, niezależne od struktur warszawskich.
Wiele wskazuje na to, że jedną z najważniejszych postaci tego zgromadzenia był właśnie Levittoux, który przywoził do Łukowa zakazaną literaturę i utrzymywał kontakty z działaczami niepodległościowymi. Co istotne, z zachowanych materiałów śledczych nie wynika, by członkowie planowali zbrojne wystąpienia czy zamachy na przedstawicieli władz. Ich działalność koncentrowała się przede wszystkim na samokształceniu i rozpowszechnianiu zakazanych idei. Aresztowany przez Rosjan Gerwazy Gzowski zeznawał nawet, że Levittoux zachęcał go jedynie, by „obeznać się z literaturą, uczyć się historii i geografii, prowadzić życie moralne”, a ponadto „udzielał (mu) wiadomości z gazet zagranicznych”. Nie wszystkim jednak taka aktywność mogła odpowiadać. Sam car Mikołaj I miał pisać do znienawidzonego przez Polaków namiestnika Królestwa Polskiego Iwana Paskiewicza, że „edukacja była zła i jej to zwłaszcza przypisać należy skłonność młodzieży do byłego buntu; należy na tę dziedzinę zwrócić największą baczność”.
A że nigdy nie brakowało szpiegów, znalazł się i taki w środowisku młodych „buntowszczykow”. Był nim Jan Thierbach, raz opisywany jako nauczyciel, innym razem jako były uczeń, którego później uznano za głównego donosiciela. Latem 1839 roku w Łukowie rozpoczęła się fala zatrzymań. W trybie natychmiastowym odwołano także dyrektora gimnazjum, Kazimierza Nahajewicza. Przesłuchaniami, zarówno prowadzonymi przez policję, jak i w ramach wewnętrznych działań szkoły, zostało objętych aż 200 osób. Arkadiusz Kołodziejczyk zauważa ponadto, że „śledztwem, czy to policyjnym, czy »domowym«, objęto wszystkich uczniów starszych klas łukowskiego gimnazjum”.
Przesłuchania za czasów Paskiewicza przeszły do historii jako wyjątkowo brutalne. Dwudziestowieczny historyk Janusz Berghauzen pisał o dowodzącym wówczas Cytadelą pułkowniku Aleksandrze Golicynie, jako o człowieku, którego „nieludzkość była przysłowiowa w całym Cesarstwie”. Wśród stosowanych przez niego metod praktykowano rozmaite tortury i „nie było środka, którego by komisja nie zastosowała” do wydobycia zeznań, konkludował znawca epoki Eugeniusz Warzyszkiewicz.
Więźniów na przemian głodzono i szantażowano, osadzano ich w celach ze szpiegami, odmawiano im i tak nielicznych widzeń z rodziną.
Sam Karol Levittoux miał otrzymywać „2000 pałek po 400 co dwa dni”, tak że „cały krwią spływał i omdlewał” – opisywał Rufin Piotrowski. Mimo brutalnych metod śledztwo przeciągało się miesiącami. Dopiero latem 1841 roku pojawiła się nadzieja na przerwanie tych męczarni. Z okazji ślubu następcy tronu zapowiedziano bowiem, że wybrani więźniowi polityczni zostaną ułaskawieni. Początkowo wydawało się, że również Levittoux będzie w ich gronie i uniknie najsurowszej kary. Nadzieje te okazały się jednak przedwczesne. Jak pisał historyk Włodzimierz Dzwonkowski, przyjaciele przekazali Levittoux książkę, w grzbiecie której ukryto zaszyfrowany list oraz pilnik do cięcia krat. Strażnicy odkryli to i o całym zajściu natychmiast poinformowano Paskiewicza. Dla Levittoux oznaczało to definitywny koniec nadziei na ułaskawienie. Na nic zdały się starania jego ojca, który próbował zainteresować sprawą francuskich dyplomatów. Ci ograniczali się do ogólnikowych zapewnień, że będą śledzić rozwój wydarzeń.
Wyczerpany wielomiesięcznym śledztwem Karol Levittoux postanowił odebrać sobie życie. Choć władze zrobiły wszystko, by nie dopuścić do rozgłosu i nie wydały żadnego oficjalnego komunikatu, wiadomość o jego śmierci szybko się rozeszła. Wstrząsnęła nawet przedstawicielami francuskiej dyplomacji. Konsul Francji, dotąd zachowujący daleko idącą powściągliwość, pisał później, że wydarzenie to „po raz pierwszy wytrąciło go z uczucia najwyższej rezerwy, która zawsze jest podstawą jego postępowania”. Miał też wypowiedzieć się o pułkowniku Golicynie „z gwałtownością”.

Tablica upamiętniająca Karola Levittoux na bocznej ścianie pałacu Działyńskich w Warszawie. Fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en>, via Wikimedia Commons
Cały wiek po tym, gdy dla Norwida Levittoux był symbolem oporu wobec caratu, postać młodego bohatera znów zainspirowała twórców. W stanie wojennym do tekstu napisanego przez Jerzego Czecha śpiewał o nim swoim niepodrabialnym zachrypniętym głosem Przemysław Gintrowski.
Szczególnie jeden fragment tego utworu kojarzył się wtedy z sytuacją, w której po 13 grudnia znaleźli się podobni duchem do Levittoux aresztowani i internowani opozycjoniści: „Drogi panie Levittoux, prawdę wyznać chciej, Gdy wspólników podasz tu, sercu będzie lżej, Milczysz, panie Levittoux, nie unikniesz kar, Młodzież wiodłeś ty ku złu, smuci się nasz car”.
Marta Panas-Goworska (PAP)