Druga połowa lipca 1944 r. była czasem ważnych wydarzeń. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta a kolejne wydarzenia następowały niespodziewanie. Problemem dla Warszawiaków był brak wiarygodnych informacji o sytuacji we wschodniej Polsce i Europie. Z tym samym borykało się dowództwo AK.
Armia Polska, podległa Armii Czerwonej, od ponad pół roku była już na terenie przedwojennej Polski. 4 stycznia 1944 r. przekroczyła na Wołyniu granicę polsko-radziecką, ustaloną w Traktacie Ryskim. W Europie od ponad miesiąca istniał front zachodni, który po czerwcowej inwazji w Normandii zajmował kolejne miasta we Francji. W niemieckim dowództwie rozwijał się spisek, który 20 lipca doprowadził nieudanego zamachu na Hitlera.
- Ostatnie dni lipca 1944 r. były gorącym czasem w Warszawie, nie tyle z powodu aury, która płatała figle, ale wydarzeń związanych z wojną. Sytuacja na froncie wschodnim zmieniała się szybko. Wojska radzieckie posuwały się w kierunku Warszawy. Rząd Polski w Londynie i dowództwo Armii Krajowej w Polsce dopracowywały plany powstania powszechnego – powiedział PAP dr Michał Tomasz Wójciuk, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego. - Duże napięcie widać też było wśród Niemców. Przez Warszawę przetaczają się rzesze Niemców ewakuujących się na zachód. Ten ponury pochód wielu Warszawiaków odbierało jako znak końca III Rzeszy – tłumaczył Wójciuk. (PAP)