Józef Wittlin /NAC
„Boga widzę czasem, ale bliźniego ciągle” - zapisał w 1953 roku poeta, prozaik i tłumacz Józef Wittlin, szukający przez większą część życia drogi do swego chrześcijaństwa. Urodził się bowiem 17 sierpnia 1896 roku, zaś chrzest 23 maja 1953 roku, mając 57 lat.
„Jego dorobek nie jest może bardzo obszerny, to nie jest pełna półka w bibliotece, ale wszystkie dzieła mają niezwykle wysoką rangę. Trudno sobie wyobrazić literaturę dwudziestolecia międzywojennego bez takiego arcydzieła jakim była »Sól ziemi«” – ocenił prof. Wojciech Ligęza, historyk literatury. „W dzisiejszych czasach Wittlin jest pisarzem szczególnie ważnym. Z tego powodu, że demaskuje wartości pozorne. Demaskuje wmówienia, mity, frazesy, piękne słowa… Całą obłudę świata politycznego i świata społecznego – wyjaśnił w programie „Sądy i przesądy” (TVP, 2021).
„Chyba nie ma drugiej takiej powieści, w całej literaturze światowej, która by budowała tak uniwersalny obraz wojny jako machiny śmierci pożerającej człowieka” – podsumowała literaturoznawczyni prof. Maria Olszewska o „Soli ziemi” w tym samym programie. „To jest powieść głęboko homerycka” – podkreślił Zygmunt Kubiak w nagraniu z 1994 roku. „Może szczególnie homerycka zarówno w literaturze polskiej jak i literaturze europejskiej… Tomasz Mann uczcił ją mówiąc, że to jest powieść, która osiąga to co mityczne i przez to epickie” – przypomniał popularyzator kultury antycznej.
„Józef Wittlin był pisarzem prawdziwie pokornym wobec świata i wszystkich spraw ludzkich. Nauczył się tej pokory wędrując przez miasta i kraje nie zawsze z własnej woli, ale często przymuszony jako wygnaniec, emigrant i tułacz.”
„Józef Wittlin był pisarzem prawdziwie pokornym wobec świata i wszystkich spraw ludzkich. Nauczył się tej pokory wędrując przez miasta i kraje nie zawsze z własnej woli, ale często przymuszony jako wygnaniec, emigrant i tułacz. Nauczył się tej pokory, szukając swojego miejsca, próbując odgadnąć sens wyznaczonej mu przez Boga i los drogi. Nauczył się jej, szukając właściwych słów, zdolnych udźwignąć cały ciężar doświadczeń i przeżyć nie tylko swoich, ale całego pokolenia, do którego należał” – napisał Wojciech Kaliszewski w artykule pt. „Idący po śladach Orfeusza” („Teologia Polityczna”, 2021). „A była to generacja urodzonych u schyłku XIX stulecia tych, którzy w sposób najbardziej ofiarny i dramatyczny przekroczyli próg wieku, padając na wszystkich polach bitew Wielkiej Wojny” - przypomniał.
„Tam Wittlin ciągle wkłada łyżkę zupy / W zarosłe usta człowieczego głodu” – napisał Czesław Miłosz w „Traktacie poetyckim” (1957) przypominając wiersz „Hymn o łyżce zupy” opublikowany w debiutanckim tomiku poety „Hymny” (1920).
Józef Wittlin urodził się 17 sierpnia 1896 r. w dzierżawionym przez swych rodziców - Karola Wittlina i Elżbiety z Rosenfeldów - majątku Dmytrów w Galicji Wschodniej. Uczył się w gimnazjum klasycznym we Lwowie, maturę zdał w 1915 r. w Wiedniu, tam też podjął studia uniwersyteckie w zakresie filozofii i językoznawstwa. „W roku 1916 wstąpił do armii austriackiej. Wskutek ciężkiej choroby został skierowany do pracy sztabowej jako tłumacz. Był poliglotą. W Wiedniu poznał Rainera Marię Rilkego i Josepha Rotha” – przypomniano w artykule opublikowanym (2021) na stronie Biblioteki Narodowej (BN) z okazji 125 urodzin Wittlina.
Od 1921 r. był kierownikiem literackim Teatru Miejskiego w Łodzi. Przełożył „Gilgamesza” (1922) i „Odyseję” (1924) – przekład Homera doskonalił przez następne lata, za co w 1935 r. dostał nagrodę polskiego PEN Clubu. Dzięki stypendium rządowemu odbył szereg podróży po Europie - m.in. w latach 1925–26 we Włoszech, zbierał materiały do nigdy nieukończonej książki o św. Franciszku z Asyżu.
„Mój ojciec zawsze chciał żyć jak św. Franciszek. Był cichy i skromny. Modlił się do niego często, a jego idee starał się wcielać w codzienne życie. Wiele razy podróżował do Asyżu, gdzie nawet mieszkał u mnichów, by lepiej poznać życie swojego duchowego mistrza. Był to paradoks, bo pojechał tam, żeby oddalić się od napadów prasy endeckiej” – wspominała córka pisarza („Fotografie Pamięci. Z Elżbietą Wittlin Lipton rozmawia Wojciech Waliszewski”, „Kurier Plus”, 2005).
W 1927 r. zamieszkał w Warszawie, gdzie związał się ze środowiskiem skamandrytów. Efektem podróży była książka eseistyczno-reporterska „Etapy” (1933). W 1935 r. opublikował powieść „Sól ziemi” która, przełożona na 13 języków, zyskała mu międzynarodowe uznanie i nominację do literackiego Nobla. Nagrody nie dostał prawdopodobnie dlatego - jak twierdził Artur Międzyrzecki – że ogłosił, iż książka jest pierwszą częścią planowanego tryptyku, a komitet noblowski nie nagradzał dzieł niedokończonych.
„Mój ojciec zawsze chciał żyć jak św. Franciszek. Był cichy i skromny. Modlił się do niego często, a jego idee starał się wcielać w codzienne życie. Wiele razy podróżował do Asyżu, gdzie nawet mieszkał u mnichów, by lepiej poznać życie swojego duchowego mistrza.”
Za tę powieść Wittlin otrzymał w 1936 roku nagrodę redakcji i czytelników „Wiadomości Literackich” Rok później uhonorowano go Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury.
W czerwcu 1939 r. pisarz wyjechał do Francji. „Wyjazd na stypendium do znanego miejsca spotkań i pracy pisarzy, pocysterskiego opactwa Royaumont niedaleko Paryża, stał się dla Wittlina początkiem trwającego już do końca życia wydziedziczenia z ojczyzny” – przypomniał prof. Ryszard Zajączkowski w artykule pt. „Wolne usta poety. Ethos słowa Józefa Wittlina” (2012). „Okoliczności tego wyjazdu nie były przyjemne, a Wittlin nie lubił o nich mówić. Pacyfistyczna postawa pisarza, w połączeniu z jego żydowskim pochodzeniem, stała się pod koniec lat trzydziestych przyczyną skierowanych przeciw niemu ataków. O niektórych faktach z tego okresu pisał w pierwszym liście do Jerzego Giedroycia (z 4 kwietnia 1949 roku), nawiązując do zamieszczonego na łamach paryskiej »Kultury« eseju Jerzego Pietrkiewicza” – przypomniał.
„Nie chciałem oczom wierzyć, iż ten pełen głębokich refleksji i oryginalnych oraz odkrywczych sformułowań esej w formie listów napisał ten sam człowiek, który – tu pozwoli Pan, że nawiążę do przykrych wspomnień osobistych – wygnał mnie z Polski i przyczynił się w dużym stopniu do mojego tzw. »zamilknięcia«. Bo to chyba jest ten sam Jerzy Pietrkiewicz, który w latach 1938-1939 rozpętał na łamach prasy powolnej ludziom Rydza Śmigłego bardzo udatną, o co w owych latach nie było trudno, nagonkę na Tuwima, Słonimskiego i mnie” – pisał wówczas Wittlin.
„Za apogeum przedwojennego antysemickiego ataku trzeba uznać tekst J. Pietrkiewicza zatytułowany »Poezja żydowska w języku polskim. Dywersja polityczna i kulturalna«, drukowany pod pseudonimem Eugenia Zdebska w »Jutrze Pracy« (1939, nr 14/15), którego autor nawoływał do eksterminacji trójki uznanych w Polsce twórców oraz do konfiskaty wszystkich ich książek. Późniejszy szanowany powieściopisarz oraz tłumacz poezji polskiej na język angielski (i odwrotnie), w 1939 r. agitował: »Nie ma złudzeń, wiadomo, z kim mamy do czynienia. Za takie wiersze odbiera się obywatelstwo polskie. Do Berezy wsadzano młodzież narodową. Nie wsadzano natomiast najohydniejszych dywersantów, łotrów zasługujących na szubienicę […]: Tuwima, Słonimskiego, Wittlina i i cały legion pacyfistów od Sterna i Wata aż do Alberti. […] Tego dłużej tolerować nie można. Musimy wiedzieć, kogo gościmy wspaniałomyślnie w naszym państwie. I to przez tyle lat«” – przypomniała Ewa Wielgosz w artykule pt. „»Raptus Europae«. Dziennik Józefa Wittlina” („Pamiętnik Literacki”, 2017).
Po wybuchu II wojny światowej Wittlin wraz z żoną – literaturoznawczynią Haliną Handelsman – z Francji przez Portugalię dotarł w styczniu 1941 r. do Nowego Jorku. Tam publikował w „Tygodniowym Przeglądzie Literackim Koła Pisarzy z Polski” i w „Robotniku Polskim”. W 1946 r. wydał zbiór wspomnień pt. „Mój Lwów”.
„Z czasem podjął współpracę z Radiem Wolna Europa, z »Kulturą« Jerzego Giedroycia i »Wiadomościami« Mieczysława Grydzewskiego. Na emigracji czynnie włączył się w działania światowego PEN Clubu, był jednym z inicjatorów i współzałożycielem PEN Club Center for Writers in Exile” – czytamy na stronie BN.
Działał w środowisku polonijnym i międzynarodowym, bo w amerykańskiej metropolii w znaleźli się liczni pisarze języka niemieckiego oraz artyści z Austrii, Węgier i Niemiec. „Było to bardzo specyficzne środowisko, jakby dalszy ciąg monarchii habsburskiej i Niemiec weimarskich, z takimi nazwiskami jak: Hermann Broch, autor »Śmierci Wergilego« czy Béla Bartók” - pisał Czesław Miłosz w eseju pt. „Mój Wittlin” („Dekada Literacka”, 2001).
Od lat 20. do 60. Wittlin prowadził zapiski przechowywane obecnie w Muzeum Literatury w Warszawie. „Zachowało się sto dwadzieścia jeden kieszonkowych notatników. W sumie tworzą one wielki obszar niczym nieskrępowanego wolnego słowa. Stanowią też bardzo interesujące świadectwo ewolucji duchowej oraz intymny komentarz pisarza do własnej twórczości i wydarzeń dwudziestego wieku – zwłaszcza w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Od czasu ich udostępnienia przed kilkoma laty stały się kontekstem nieodzownym do rozumienia twórczości i poglądów pisarza” – przypomniał prof. Zajączkowski.
23 maja 1953 roku, w wieku 57 lat, Wittlin przyjął chrzest w Kościele katolickim, co było konsekwencją jego wieloletnich poszukiwań. „Dbanie o zbawienie duszy – jest egoizmem. Czy zamiast pielgrzymki do Częstochowy nie lepiej pokochać dwóch wrogów?” – zastanawiał się w notatkach w 1934 roku. „Miłość Boga nie da się skontrolować, ale nikczemność wobec ludzi jest widoczna. Często ludzie nikczemni w wobec ludzi – chronią się w miłość Boga” – zanotował rok później. „W naszym rozumieniu nie jest Chrześcijaninem ten, kto zasłania się Bogiem przed miłością bliźniego. Bóg nie może być pretekstem nienawiści ludzkiej. Bóg chrześcijański nie kazał […] kochać siebie kosztem ludzi. Kazał kochać bliźniego – przez co człowiek kocha Boga” – pisał w 1937 roku. „Jestem Chrześcijaninem, ponieważ jestem Żydem. Moje żydostwo ogromnie mi umożliwia zrozumienie Chrystusa. To jest bądź co bądź ta sama substancja. I nie widzę w tym żadnej przesady. Dla mnie Nowy Testament jest oddzielony od Starego tylko jedną pustą stronicą” – zanotował 12 stycznia 1940 roku.
„Moment inicjacji chrześcijańskiej urósł dla niego do sprawy życia i śmierci” – podkreślił prof. Zajączkowski, przywołując zapiski pisarza. „Miałem do wyboru chrzest albo samobójstwo. Wybrałem Chrzest” - zanotował wówczas Wittlin. „23 maja nie zawinąłem do spokojnego, bezpiecznego portu, z którego moja skołatana łódź, czy mój statek, nie wyruszy na pełne burzliwe morze. Przeciwnie: teraz dopiero będę się borykał z nawałnościami” – dodał. „Do tej pory strzelałem ślepymi nabojami – od dziś będę strzelał ostrymi. Otrzymałem przez sakrament Chrztu ostrą amunicję” – podkreślił. „Boga widzę czasem, ale bliźniego ciągle” – dodał Wittlin. „Chrześcijaństwo, jakie wyłania się z zapisków Wittlina, jest twarde i wymagające, ukształtowane przez lekturę Tomasza a Kempis i św. Jana od Krzyża” – ocenił prof. Zajączkowski.
Pisał eseje poświęcone literaturze polskiej i obcej, kulturze antycznej i nowoczesnej. Wydany w 1963 r. w Paryżu tom „Orfeusz w piekle XX wieku” zawiera szkice m.in. o św. Franciszku i św. Augustynie, Stendhalu, Szekspirze i Hemingwayu, Hauptmannie, Rilkem i Döblinie, Gogolu i Pasternaku, ale także o Strugu, Uniłowskim i Gombrowiczu.
W PRL-u jego twórczość była nieznana – miał chyba tego świadomość pisząc w 1975 roku wierszyk pt. „Poeta emigracyjny”. „Dziwaczne gusła czyni, / świat wokół niego robi się coraz bardziej pusty,/ a on na tej pustyni / wolnymi głosi usty / pochwałę wolnych ust”.
W 1978 roku, a więc już po śmierci Wittlina, ukazały się nakładem PIW-u jego „Poezje”, rok później „Sól ziemi”. W obu książkach w nocie od wydawcy znalazło się to samo zdanie: „Pozostawszy po wojnie na emigracji, podjął współpracę literacką z wrogimi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej pismami”. „Gwoli ścisłości, tymi pismami były m.in. londyńskie »Wiadomości« oraz paryska »Kultura«” – przypomniano na stronie BN.
Według ustaleń prof. Ryszarda Zajączkowskiego, Józef Wittlin „zmarł nad ranem 29 lutego 1976 (a nie, jak zwykle się podaje, dzień wcześniej) w Nowym Jorku i został pochowany na cmentarzu Gate of Heaven, trzydzieści pięć kilometrów od tego miasta”.
„Nad moją śmiercią niechaj nikt się nie wygłupia. / Życie me było ciężkie – egzystencja trupia / Też lekka nie jest – delicją robaków / Będzie, co jeszcze dziś jest mym ciałem, / I wszystko, co na ziemi tej kochałem, / Odpływa, na zawsze odpływa” – napisał w wierszu „Postscriptum do mojego życia”.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ dki/