Mogiła w lesie w Turach, w miejscu rozstrzelania Polaków przez hitlerowców. Fot. krzymow.pl
Co najmniej kilkanaście ofiar niemieckiego mordu w Turach pochowanych zostanie w środę na cmentarzu w Kościelcu (woj. wielkopolskie). Ich szczątki ekshumowane zostały w 2024 r. w ramach śledztwa prowadzonego przez poznański oddział IPN.
Szczątki ofiar hitlerowskiej zbrodni spoczną na cmentarzu parafialnym w Kościelcu. Pogrzeb poprzedzi uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej zbiorową mogiłę w lesie koło miejscowości Tury i Dąbrowice Częściowe, w której Niemcy pogrzebali zamordowanych podczas II wojny światowej.
Do zbrodni na co najmniej kilkunastu Polakach doszło w lutym 1940 r. – powiedział PAP prok. Artur Orłowski z poznańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. W wyniku prowadzonego przez IPN śledztwa ustalono, że są to najprawdopodobniej więźniowie z pobliskiego Konina. W lutym 1940 r. przewiezieni zostali do lasu niedaleko Kościelca, a następnie rozstrzelani; świadkami tego zdarzenia byli dwaj Polacy, którzy w tym czasie przebywali w lesie.
Przez kolejne kilkadziesiąt lat miejscem zbrodni opiekowali się lokalni mieszkańcy. Po wojnie śledztwo w sprawie mordu prowadziła Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Nie przyniosło ono jednak jednoznacznych wyników; ustalono jedynie możliwe wersje wydarzeń. Na skutek starań lokalnej społeczności IPN wznowił śledztwo, a w 2024 r. przeprowadzono ekshumację szczątków ofiar – przekazał prok. Orłowski.
Dzięki badaniom genetycznym szczątków śledczym udało się zidentyfikować jedną z pochowanych w mogile ofiar. Okazał się nim Kazimierz Budny; jego szczątki pochowane zostały w lipcu tego roku w rodzinnym grobie w Koninie. Rodzina Kazimierza Budnego – dzięki własnym ustaleniom – wiedziała, że był on przetrzymywany przed śmiercią w więzieniu w Koninie. – Ten ślad pozwolił na przyjęcie jednej wersji jako wiarygodnej – powiedział PAP prok. Orłowski.
Tożsamość pozostałych ofiar – choć wiadomo już, że byli to więźniowie z Konina – nie jest na ten moment znana. Dokumentacja więzienia konińskiego z czasów wojny zaginęła. W mogile nie znaleziono niemal żadnych przedmiotów osobistych, zachowały się jedynie niewielkie pozostałości ubrań. Zdaniem prok. Orłowskiego może to wzmacniać tezę, że w lesie rozstrzelani zostali więźniowie, pozbawieni w więzieniu wszelkich osobistych przedmiotów, a przed egzekucją rozebrani.
Nie jest nawet znana dokładna liczba osób, szczątki w mogile były bowiem przemieszane. – Biegli nie byli w stanie jednoznacznie podać tej liczby – wskazał śledczy IPN.
Zdaniem prok. Orłowskiego można zakładać, że były to osoby aresztowane jesienią 1939 r. z uwagi na nieprzestrzeganie przepisów wprowadzonych przez okupanta, np. posiadanie broni czy radioodbiorników. – Ewentualnie mogli to być zakładnicy, którzy zostali przez wczesną administrację niemiecką osadzeni w więzieniu, a ostatecznie, najprawdopodobniej bez sądu, rozstrzelani w tym lesie – dodał śledczy.
Poznański IPN prowadzi obecnie badania mające ustalić tożsamość pozostałych ofiar. Na podstawie źródeł śledczy sprawdzili materiały archiwalne dot. osób zaginionych z okolic lutego 1940 r. Od ich potomków pobrany ma zostać materiał genetyczny, który pozwoli wykonać badania porównawcze ze szczątkami. – Liczę na to, że przynajmniej w części tych przypadków uda się potwierdzić, że są to zstępni osób, które zostały zamordowane, a tym samym rozwiązać tę zagadkę – powiedział prok. Orłowski.
Jak dodał śledczy, niezbadane masowe groby ofiar z II wojny światowej należą dziś do rzadkości. – Wiele takich miejsc zostało objęte pracami ekshumacyjnymi bezpośrednio po wojnie – powiedział prok. Orłowski.
Zaznaczył jednocześnie, że niedaleko mogiły koło Kościelca może znajdować się podobne miejsce kaźni. Po drugiej stronie drogi, koło miejscowości Genowefa, zamordowanych zostało prawdopodobnie 10 osób z więzienia w Koninie. Wskazują na to zachowane zapiski niemieckiego leśniczego, który wspomina w nich rozmowę na ten temat z szefem Gestapo w Koninie.
Poszukiwania utrudnia fakt, że jedyny świadek zbrodni wskazuje jej miejsce nieprecyzyjnie. Dlatego śledczy korzystają z niekonwencjonalnych metod. Rejon badań sprawdzany już był dronem z systemem skanowania laserowego, a śledczy planują teraz wykorzystać psy tropiące wyszkolone do poszukiwania zwłok.
Prok. Orłowski ocenił, że ustalenie tożsamości ofiar i ich pochówek w godny sposób są niezwykle istotne. – Jest to dowód, że Państwo Polskie pamięta o swoich obywatelach, którzy w tak dramatyczny sposób zginęli z rąk okupanta – podkreślił. (PAP)
bsk/ dki/