Ewakuacja wojsk radzieckich z Polski - Kęszyca Leśna w województwie lubuskim. Fot. PAP/Ryszard Janowski
35 lat temu Polska podpisała porozumienie z władzami Związku Radzieckiego w sprawie wyjścia z naszego terytorium wojsk tego kraju. Zanim doszło do jego realizacji Związek Radziecki przestał już istnieć.
Armia Czerwona znalazła się na terytorium Polski w 1944 r., w trakcie ofensywy przeciwko Niemcom. Formalnie stało się to już w styczniu, kiedy czerwonoarmiści przekroczyli granicę polsko-radziecką z 1939 r. Stalin jednak tamtej granicy nie uznawał, a na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow zajął tereny aż po Białystok. Po zakończeniu wojny dokonał tylko niewielkich korekt, nie licząc się z tym, co o tym myślą władze RP na uchodźstwie, ani te które sam ustanowił w Lublinie. W podobny, arbitralny sposób ustanowił granice Polski na zachodzie. A gdy wojna się skończyła pozostawił na terytorium Polski część wojsk dawnego II Frontu Białoruskiego.
Zmieniła się tylko tytulatura – na mocy dyrektywy z 10 czerwca 1945 r. powstała Północna Grupa Wojsk Radzieckich pod dowództwem marszałka Konstantego Rokossowskiego. Zachowanie żołnierzy z gwiazdką na czapce niewiele różniło się od postępowania tych, którzy stacjonowali w okupowanej przez ZSRR strefie Niemiec. Na porządku dziennym, zwłaszcza w pierwszym okresie, były grabieże i zabójstwa. Ich ofiarami czasami padali nawet przedstawiciele polskich władz. 10 maja 1945 r. zginął wiceprezydent Gliwic Tadeusz Gruszczyński, a taki sam los spotkał też np. pierwszego po wojnie burmistrza Namysłowa.
Dopóki w Moskwie rządził Stalin, a w Polsce Bierut, dopóty nie było szans na zmianę.
Dowodem na to, że wojska radzieckie w gruncie rzeczy stacjonują na terytorium Polski, żeby pilnować interesów Moskwy, była sytuacja z ostatniej dekady października 1956 r. Na wiadomość o tym, że władzę obejmuje Władysław Gomułka, z kilku garnizonów w stronę Warszawy wyruszyły radzieckie wojska. Zawróciły dopiero po dramatycznych rozmowach, jakie z Nikitą Chruszczowem przeprowadził nowy polski I sekretarz. Chruszczow zresztą przyleciał do Polski nieproszony, co też świadczyło o podejściu Kremla do kwestii polskiej suwerenności.
Niespełna dwa miesiące później, 17 grudnia 1956 r., na mocy umowy między rządami Polski i Związku Radzieckiego udało się jedna porozumieć w sprawie statusu prawnego wojsk radzieckich.
Od tamtego momentu Moskwa była zobowiązana uzgadniać z Warszawą różne kwestie dotyczące swoich wojsk w Polsce. W praktyce Polska nie miała większych szans na to, żeby sprawdzać, czy druga strona do tych uzgodnień się stosuje. Nie było sposobu, żeby zweryfikować, ilu żołnierzy radzieckich przebywa na polskim terytorium (oficjalnie było ich 62-66 tys.), a ok. 70 tysięcy hektarów (czyli więcej niż obecnie zajmuje Warszawa) było właściwie wyłączonych spod polskiej jurysdykcji, bo tyle zajmowały radzieckie koszary, poligony, lotniska i inne obiekty wojskowe. Spora część Legnicy, gdzie znajdowało się dowództwo Północnej Grupy Wojsk nazywane było potocznie „Małą Moskwą”, a duże garnizony znajdowały się również w takich miejscowościach jak Borne Sulinowo, Świętoszów, Białogard, Brzeg i Świdnica.
Z czasem z punktu widzenia radzieckich planistów znaczenie Polski sprowadzało się przede wszystkim do zaplecza dla oddziałów stacjonujących w NRD. Z tego powodu w Moskwie z uwagą przyglądano się wszystkim wydarzeniom nad Wisłą, które by mogły utrudnić im sprawny transport.
Dopiero wraz z końcem Zimnej Wojny pojawiła się szansa na to, że ZSRR uzna obecność swoich wojsk w Polsce i innych krajach bloku wschodniego za zbyteczną.
Gen. Wiktor Dubynin: „Armia Radziecka, która przyniosła Polsce wolność, wyjdzie z Polski, kiedy uzna za stosowne, drogami, które uzna za stosowne i z rozwiniętymi sztandarami, w sposób, który sama ustali, a jeśli ktoś będzie jej przeszkadzał – nie bierze odpowiedzialności za bezpieczeństwo ludności Polski”
Wolę przystąpienia do rozmów Związek Radziecki wyraził już na początku 1990 r., a oświadczenie w tej sprawie zostało nawet opublikowane przez „Prawdę”.
Z ogłoszonego stanowiska wynikało, że ZSRR jest gotowy podjąć negocjacje, jeżeli Polska wystąpi z taką inicjatywą. Potwierdził to zresztą w trakcie wizyty w kwietniu 1990 r. w Moskwie Wojciecha Jaruzelskiego minister spraw zagranicznych Edward Szewardnadze.
Jednakże takiej inicjatywy ze strony Polski nie było. W tamtym momencie takie działania podejmowały już Czechosłowacja oraz Węgry. Rząd oraz stojący na jego czele Tadeusz Mazowiecki wciąż zwlekał, co spotykało się z krytyką ze strony obozu prezydenckiego.
Powodem opóźniania działań była sytuacja na linii Polska – przyszłe zjednoczone Niemcy. Otóż w planach zjednoczenia przedstawionych przez kanclerza Helmuta Kohla brakowało informacji o granicach. Tadeusz Mazowiecki starał się zaś uzyskać wsparcie ZSRR w uregulowaniu sprawy polskiej zachodniej granicy. Satysfakcjonujące polski rząd zapewnienia co do nienaruszalności granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej Krzysztof Skubiszewski uzyskał dopiero podczas konferencji w formule 2+4 (NRD, RFN oraz cztery mocarstwa, które po II wojnie światowej zarządzały poszczególnymi strefami okupacyjnymi Niemiec). To w trakcie tego spotkania w Paryżu 17 lipca 1990 r. ustalono, że sprawa przebiegu granicy polsko-niemieckiej zyska potwierdzenie w traktacie.
Krzysztof Skubiszewski 7 września 1990 r. złożył radzieckiemu ambasadorowi, którym był wtedy Jurij Kaszlew propozycję rozpoczęcia rozmów, natomiast projekt traktatu został ZSRR przedstawiony 15 września. Zakładał on likwidację wszystkich radzieckich placówek do końca 1991 r.
Szczegóły dalszych negocjacji Skubiszewski zaczął ustalać z Szewardnadze 11-16 października w trakcie wizyty w ZSRR. Konkretne zaś rozmowy miały zostać rozpoczęte 15 listopada. Do Moskwy w tym celu pojechała polska delegacja na czele z wiceministrem spraw zagranicznych Jerzym Makarczykiem.
Pojawił się jednak problem. Otóż Związek Radziecki porozumiał się już z Niemcami w sprawie ewakuacji swoich wojsk, ale chciał do tego wykorzystać bazy w Polsce. Różnica zdań z Polską dotyczyła metod tranzytu: nasze władze nie zgadzały się na transport kołowy oczekując wykorzystania dróg lotniczej, morskiej i kolejowej. Polska nalegała ponadto na to, żeby wojska radzieckie wyszły do końca 1991 roku, co w Moskwie uznano za nierealne. Różnica zdań dotyczyła również tego, że ZSRR chciał rozpocząć wycofywanie wojsk z Polski dopiero po zakończeniu ewakuacji z Niemiec (a było to wtedy ponad 300 tys. żołnierzy), podczas gdy zdaniem Polski nic nie stało na przeszkodzie, by działo się to równolegle. Ze względu na politykę ukierunkowaną na przyjęcie w przyszłości do NATO inne podejście do tej kwestii było dla Polski nie do przyjęcia – obecność wojsk ZSRR stanowiłaby w tej sprawie przeszkodę. Rozstrzygnięć nie przyniosła również druga tura rozmów w Warszawie 11-12 grudnia 1990 r.
Sytuacja zaczynała się komplikować, a napięcie rosło. Krzysztof Skubiszewski nie doczekał się odpowiedzi na swój list z 18 grudnia 1990 r. w sprawie terminu (31 grudnia 1991 roku) wycofania wojsk radzieckich ani od Edwarda Szewardnadzego, ani też od jego następcy Aleksandra Biessmiertnycha. A jako że w międzyczasie nie została zawarta umowa tranzytowa, podjęto decyzję o zablokowaniu przejazdu radzieckich jednostek ewakuujących się z Niemiec, które bez ustaleń próbowały przejechać przez terytorium Polski. Na stacji w Szczecinie-Gumieńcach zablokowany został nawet pociąg z radziecką bronią pancerną.
Sytuację dodatkowo zaogniło wystąpienie dowódcy Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej generała Wiktora Dubynina, który stwierdził, iż „Armia Radziecka, która przyniosła Polsce wolność, wyjdzie z Polski, kiedy uzna za stosowne, drogami, które uzna za stosowne i z rozwiniętymi sztandarami, w sposób, który sama ustali, a jeśli ktoś będzie jej przeszkadzał – nie bierze odpowiedzialności za bezpieczeństwo ludności Polski”.
Rozmowy zostały niemal zerwane przez Polskę. Co prawda kolejny ambasador ZSRR (Walentin Koptielcew) stwierdził, że Dubynin mówił tylko w swoim imieniu, ale słowa te zostały opublikowane w kolportowanej wśród radzieckich żołnierzy w Polsce gazecie.
20 stycznia 1991 r. w Olsztynie zatrzymany został radziecki konwój. Oficjalnie konwoje te były przez ZSRR nazywane humanitarnymi, a zatem 26 stycznia rzecznik MSZ tego państwa Witalij Czurkin stwierdził, że Polska dopuściła się naruszenia praw człowieka.
W całej sprawie w coraz większym stopniu wybrzmiewał też wątek niemiecki. Oto bowiem ambasador Niemiec w Polsce zakomunikował Skubiszewskiemu, że Polska może zostać obciążona przez niemiecką opinię publiczną odpowiedzialnością za opóźnienia w ewakuacji radzieckich wojsk. Otrzymał również radę wykazywania większej elastyczności ze względu na „prestiż armii radzieckiej”. Elastyczność w wykonaniu Polski wyraziła się zaś w tym, że wspomniany konwój został na początku lutego wypuszczony, ale kolejne były załadowywane na platformy kolejowe w celu przewiezienia do granicy ZSRR. Poskutkowało to wstrzymaniem podstawiania kolejnych „humanitarnych” konwojów.
W trakcie negocjacji 11-13 lutego w Warszawie ze strony radzieckiej padła już propozycja rozpoczęcia wycofywania wojsk w maju 1991 roku z zakończeniem w połowie roku 1994. W trakcie tych rozmów pełnomocnik rządu ds. pobytu wojsk radzieckich Zdzisław Ostrowski zaproponował oddzielne terminy dla jednostek bojowych i logistycznych.
W międzyczasie krystalizowała się też sprawa tranzytu: Polska wyraziła zgodę na jego rozpoczęcie jeszcze przed zawarciem umowy podczas rozmów w kwietniu. Rozpoczął się on w maju, ale jego koszt ponosiła Polska ze względu na opóźnienia w płatnościach ze strony ZSRR.
Natomiast w połowie marca 1991 r. w Warszawie pojawił się gen. Michaił Mojsiejew, szef Sztabu Generalnego Armii Radzieckiej z propozycją, by ewakuacja wojsk radzieckich została zakończona do końca 1993 r.
Była to niejako odpowiedź na wcześniejszą deklarację Skubiszewskiego co do elastyczności w kontekście tranzytu za skrócenie czasu wyprowadzenia wojsk ZSRR z Polski.
W 1991 r. strona radziecka wciąż przewlekała rozmowy, ale ostatecznie układ o wycofaniu bojowych sił radzieckich z Polski został wynegocjowany i parafowany 26 października przez wiceministrów spraw zagranicznych: Jerzego Makarczyka i Jurija Dierabina.
10 grudnia 1991 r. zawarte zostało porozumienie co do tranzytu wojsk z Niemiec. Polska postawiła na swoim: ewakuacja tych oddziałów miała odbywać się wyłącznie koleją. Zaledwie dwa tygodnie później Związek Radziecki przestał istnieć.
Całościowy pakiet dotyczący wycofania wojsk (wtedy już rosyjskich, a nie radzieckich) został uzgodniony i podpisany w Moskwie 22 maja 1992 r. Stało się to możliwe po najtrudniejszych ustaleniach zespołu zajmującego się rozliczeniami finansowymi. Polska domagała się tutaj zadośćuczynienia za zniszczenia użytkowanych obiektów oraz szkody w środowisku naturalnym, natomiast Rosjanie oczekiwali zapłaty za pozostawione w Polsce obiekty i omal nie wystawili Polsce rachunku za wyzwolenie opiewającego na 27 miliardów rubli. Ostatecznie przyjęto opcję zerową, czyli obustronną rezygnację z roszczeń finansowych.
Na mocy porozumienia ustalono, że jednostki bojowe zostaną wycofane do 15 listopada 1992 roku (ostatnia z nich wyjechała 28 października), natomiast tranzytowo-likwidacyjne do końca 1993 r. W praktyce udało się to osiągnąć 18 września 1993 r. Tamtego dnia ostatni rosyjscy żołnierze (nie licząc 30-osobowej grupy nadzorującej tranzyt z Niemiec) odjechali z Dworca Wschodniego w Warszawie.
Herbert Gnaś (PAP)