Wszechstronny aktor filmowy i teatralny: generał Nil u Ryszarda Bugajskiego, Albercik w „Seksmisji” Juliusza Machulskiego i Gabriel Basista w „Soli ziemi czarnej” Kazimierza Kutza. Olgierd Łukaszewicz w poniedziałek kończy 80 lat.
Przed kamerą zadebiutował w roku 1968 w filmie „Dancing w kwaterze Hitlera”. Rok później, mając zaledwie 23 lata, zagrał główną rolę w filmie „Sól ziemi czarnej” Kazimierza Kutza.
Od tamtej port wystąpił w ponad stu filmach i serialach, w tym w tak cenionych dziełach jak „Perła w koronie” Kazimierza Kutza, „Brzezina”, „Wesele” i „Katyń” Andrzeja Wajdy, „Noce i dnie” Jerzego Antczaka, „Dolina Issy” Tadeusza Konwickiego, „Wierna rzeka” Tadeusza Chmielewskiego, „Krótki film o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego, „Seksmisja” Juliusza Machulskiego, „Magnat” Filipa Bajona, „Generał Nil” Ryszarda Bugajskiego.
Odznaczony, m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla kultury narodowej, za osiągnięcia w twórczości artystycznej i działalności społecznej”.
Laureat Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego za wybitne osiągnięcia aktorskie i nagrody za najlepszą drugoplanową rolę męską na 43. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (za film „Jak pies z kotem”. Z aktorstwem związana jest także jego żona Grażyna Marzec, a jego brat-bliźniak Jerzy Łukaszewicz to ceniony operator, autor zdjęć do takich filmów jak „Vabank” i „Seksmisja”.
W latach 2002-2005 i 2011-2018 stał na czele Związku Artystów Scen Polskich. Angażował się i angażuje również w działalność społeczną oraz polityczną - m.in. w ustanowionej przez siebie Fundacji My obywatele Unii Europejskiej im. Wojciecha Jastrzębowskiego.
Pytany przez PAP o tę aktywność w jednym z wywiadów mówił „to, że jest obywatelem, nie oznacza, że ma nie grać w międzynarodowym, europejskim czy jakimś lekkim repertuarze”.
W tej samej rozmowie podkreślał, że Teatr Narodowy zawsze był dla niego najważniejszy - wychował się na legendzie „Dziadów” Dejmka.
„Teatr Narodowy jest od tego, żeby z narodem rozmawiać. Nie tylko dla piękna czy rozrywki. Dla mojej generacji takim żywym symbolem etosu był Gustaw Holoubek, przy całej wielobarwności jego talentu i różnych ról. Przecież to nie chodzi o to, żeby się skazać na jedynie słuszne i patriotyczne kawałki. Choć trzeba też pamiętać, że ma się wizerunek, że ludzie na nas patrzą i ten wizerunek powinien dobrze służyć”. - mówił w rozmowie z PAP w 2024 roku.
W innym wywiadzie dla PAP wyjaśniał z kolei, jakie - jego zdaniem - ma polski aktor. Przypominał, że tradycja aktora - obywatela sięga w Polsce czasów powstania listopadowego, kiedy w Teatrze Narodowym miały miejsce różne podtrzymujące patriotycznego ducha przedstawienia.
„Już wtedy aktorzy uzyskali nimb tych, którzy niosą sztandar niepodległości” - mówił Olgierd Łukaszewicz i dodawał, że teatr chronił polskie słowo, polską sztukę i literaturę, a aktorzy mieli poczucie, że w rozbitym kraju mają misję krzewienia języka, kultury, spajania kraju.
Przyznał, że „na tle dzisiejszego świata taka misja patriotyczna polskich aktorów może być postrzegana, jako coś egzotycznego, ale - jak podkreślał - w Polsce tak właśnie jest: od aktora oczekuje się zaangażowania w życie społeczne, pewnego rodzaju dialogu ze społeczeństwem, wyrażania jego nadziei i obaw”.
Pierwsze lata życia spędził na Górnym Śląsku, ale jego matka pochodziła z Kresów Wschodnich (z Kamieńca Podolskiego), a ojciec był lekarzem wojskowym, który przyszedł na świat na południowych krańcach Kazachstanu.
Jest absolwentem krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Działał w wielu teatrach studenckich, występował w Teatrze Stu. Karierę rozpoczynał w Krakowie, w Teatrze Rozmaitości (obecnie Bagatela), gdzie występował w latach 1968-70.
Potem był aktorem scen warszawskich: Teatru Dramatycznego (1970-73), Współczesnego (1973-74, 2001-03), Powszechnego (1974-86), Studio (1986-97), Narodowego (1997-2001).
Od roku 2003 występuje w Teatrze Polskim. Na teatralnych deskach Łukaszewicz wystąpił m.in. w "Zemście" Aleksandra Fredry, "Świętoszku" Moliera, "Ameryce" Franza Kafki, "Sprawie Dantona" Stanisławy Przybyszewskiej, sztuce "Lot nad kukułczym gniazdem" Dale'a Wassermana, "Kordianie" Juliusza Słowackiego, "Pułapce" i "Kartotece" Tadeusza Różewicza, "Nocy listopadowej" Stanisława Wyspiańskiego, "Królu Lirze" Williama Szekspira, "Weselu" Wyspiańskiego. Stworzył również wiele wybitnych kreacji w spektaklach telewizyjnych.
Na ekranie debiutował w 1967 roku w filmie "Jowita" (reż. Janusz Morgenstern).
"Jasna twarz i ta rzadka sympatyczność dana od Boga, którą potocznie nazywamy wdziękiem" - tak ekranowy wizerunek Olgierda Łukaszewicza określił Kazimierz Kutz, reżyser dwóch filmów z udziałem aktora - "Sól ziemi czarnej" i "Perły w koronie".
Łukaszewicz wystąpił też m.in. w filmach: "Brzezina" (1971), "Lekcja martwego języka" (1979), "Wierna rzeka" (1983), "Seksmisja" (1984), "C.K. Dezerterzy" (1985), "Zabij mnie, glino" (1987), "Alchemik" (1988), "Jańcio Wodnik" (1993), "Deborah" (1995), "Bajland" (2000), "Ubu Król" (2003), "Generał Nil" (2009), "Mistyfikacja" (2010).
W 2000 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
O roli w Seksmisji: to jest przecież satyra na totalitaryzm, więc opowiedziana językiem komediowym. W trakcie kręcenia zabroniono nam w ogóle mówić o filmie, bo bano się, że zostanie zatrzymana produkcja. Tam się pojawiają niesamowite teksty o zabarwieniu politycznym. Choćby słynne: „Kierunek Wschód! Tam musi być jakaś cywilizacja”.
W 2019 roku w drugiej serii serialu "Chyłka. Kasacja" wcielił się w rolę gangstera Siwowłosego. "Kiedy się trafia na plan i jest tyle wzajemnej serdeczności, szacunku, to jest to taka chwila relaksu, odskocznia od codziennego życia. Fajnie, że jako senior mam jeszcze z nimi kontakt i jestem przez nich tak ciepło przyjmowany" - opowiadał w rozmowie z PAP o pracy na planie tego filmu.
Łukaszewicz podkreślił, że "ukształtowali go przede wszystkim Jarocki, Swinarski, Wajda"
Łukaszewicz, być może najmocniej kojarzony z ekranizacjami Iwaszkiewicza aktor. Zawdzięcza to rzecz jasna "Brzezinie" z 1970 roku Andrzeja Wajdy. "Przyjęła się opinia, że ten film był kręcony bez scenariusza" - powiedział PAP Łukaszewicz. "Potwierdzenie, że tak było, znalazłem w książeczce Andrzeja Wajdy, gdy myślałem, że może pamięć mnie już zawodzi… Rzeczywiście, nie udostępniono nam scenopisu, podstawą dyskusji była nowela Iwaszkiewicza. Daniel Olbrychski miał już wprawę w takich improwizacjach z Wajdą, więc potrafił z niewielkich fragmentów noweli jakąś scenę dialogową wymyślić” – wspomina aktor. „Kiedyś, wędrując po wytwórni filmowej natknąłem się na skrawek papieru. Patrzę, a to było po wielu latach, a to jest +Brzezina+! Myślałem, że w ogóle nie było tego scenopisu…".
Pracę nad filmem "Brzezina" Wajda rozpoczął od wprowadzenia aktorów w nastrój opowiadania. „Andrzej zabierał nas do Zaborowa, do Domu Pracy Twórczej, i tam za podstawę pracy służyła wyłącznie ta nowela" - opowiada aktor. "To nie było łatwe. Decyzja wynikała z tego, że gdy poprosił Iwaszkiewicza o dialogi, pisarz rozłożył bezradnie ręce, czego byliśmy świadkami z Danielem w Stawisku, i mówi: +ja już nie pamiętam, co pisałem+. Nie wiem, jakie rozmowy były wcześniej między oboma mistrzami, ale ta wizyta była bardzo pouczająca i zapadła mi w pamięć. Widok skromności pana Iwaszkiewicza, który siedział zadumany przy biurku i opowiadał: +widzicie, tu spali Barbara i Krzysztof Baczyńscy+... A tu, wyciągnął gdzieś zza łóżka portret jego żony, malowany przez Witkacego: +aaa, nie podobał się żonie+ - mówił i wcisnął go z powrotem na swoje miejsce. On nam urządził zwiedzanie domu, a ja zastanawiałem się, jak taki wysoki mężczyzna zmieścił się w takim łóżku? Ja sam wiem, co to znaczy na skos spać…” – mówił aktor.
„To był taki melancholijny spacer po domu, wręcz +wywoływanie duchów+… Tak jak w +Alei Przyjaciół+ mniej więcej. Zaczął nas w ten sposób nastrajać. A kluczem były proste, otwarte serca” – wyznał Łukaszewicz.
Aktor przypominał o malarskości filmu, inspiracji twórczością Jacka Malczewskiego. „To zawdzięczamy pomysłowi Andrzeja, który koniecznie chciał to umieścić w perspektywie Malczewskiego. Później Iwaszkiewicz bardzo się tym zachwycał. Ale nigdy nie znalazłem się w gronie, w którym on to komentował” – opowiadał aktor.
Łukaszewicz wspominał też, w jaki sposób budował swoją rolę w „Brzezinie”. „Wskazówką dla mnie był uśmiech, którym grany przeze mnie Stanisław denerwował swego brata Bolesława. To zapamiętałem z tekstu i to się przydało, a Andrzej potem tę intuicję rozwinął. Rolę zbudowałem z drobiazgów” – podkreślił.
Wajda zrealizował „Brzezinę” dość szybko, wykorzystując przełom wiosny i lata. „Nakręciliśmy +Brzezinę+ w 28 dni zdjęciowych. Andrzej jeszcze do Londynu leciał, dlatego część dokrętek zrobił Jan Budkiewicz, asystent. A Wajda tak szkicował, dawał wskazówki: +pokaż mi coś, a ja będę wiedział, jak kamerę ustawić…+ Ale jednocześnie zmuszał całą ekipę do uwagi w kwestii tego, co będzie za chwilę, jak włączy kamerę. To niezwykle mobilizująco działa na aktora” – wspominał Łukaszewicz. „Zapoznałem się z tą nowelą, gdy parę miesięcy przedtem kręciłem +Romantycznych+ Stanisława Różewicza. Zachwyciłem się postacią Stacha, nie wiedząc, że to mi będzie za niedługo pisane. Nawet chciałem swojego Władysława w +Romantycznych+ troszkę w tym kierunku pchnąć, ale tam był potrzebny chłopak bardziej dziarski. Andrzej dbał o klimat kameralności, nie dawał nam się rozkojarzać. Starałem się być najwrażliwszym, najdelikatniejszym, - i to się sfotografowało! To jest w tej postaci. Już jest częścią przyrody, już jest częścią tej brzeziny, a to się dało odczuć, bo Andrzej wybrał ten przełom między wiosną i bardzo gorącym latem. I taki przeskok się zdarzył w ciągu dwudziestu paru dni. A do tego oko Zygmunta Samosiuka, który dopieszczał światłem aktorów, tworzył klimat, z którego można było czerpać własne nastroje” – wyjawił aktor.
(PAP)
dki/ agz