Obrazy Aleksandra Gierymskiego Chłop z Bronowic i Dziewczyna z Bronowic na wystawie w Muzeum Narodowym w Warszawie (2014 r.). Fot. PAP/Radek Pietruszka
Aleksander Gierymski, autor „Pomarańczarki”, „Święta trąbek, „W altanie”, „Wnętrza bazyliki św. Marka w Wenecji” – obrazów, które zaliczają się do kanonu najpiękniejszego malarstwa polskiego, zmarł 6 marca 1901 r. w Rzymie.
Dokładna data śmierci artysty długo nie była znana. Podawano, że zmarł między 6 a 8 marca 1901 r. Dopiero w 2025 r. historyk sztuki Dominika Wronikowska-Sfilio z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego poinformowała PAP o odnalezieniu w archiwum dawnego szpitala psychiatrycznego w Rzymie dokumentacji medycznej Aleksandra Gierymskiego, która pozwala na ostateczne ustalenie daty śmierci malarza. Gierymski zmarł 6 marca 1901 roku o godz. 21.30 w rzymskim szpitalu psychiatrycznym Santa Maria della Pieta. Został pochowany na rzymskim cmentarzu Verano.
Tragiczny koniec był zamknięciem pełnej bólu egzystencji artysty. „Życie Gierymskiego było jednym z najnieszczęśniejszych, najsamotniejszych i najbardziej męczących istnień” - pisał Stanisław Witkiewicz w szkicu poświęconym malarzowi zamieszczonym w zeszytach Biblioteki Warszawskiej w maju 1901 r.
Ignacy Aleksander Gierymski uznawany za prekursora polskiego impresjonizmu i kolorystycznych eksperymentów w malarstwie polskim końca XIX w. był młodszym bratem Maksymiliana, powstańca styczniowego, też malarza. Aleksander był neurotykiem, Maksymilian stonowanym dżentelmenem. Aleksander kochał brata, ale ten związek był trudny. Aleksander był zawsze traktowany jako „ten Oleś, brat Maksa”. „Bardzo dużo zawdzięczał bratu, jednak - chorobliwie zazdrosny, z trudem pozostawał w cieniu docenianego i powszechnie szanowanego artysty. Tym bardziej, że choć targany tysiącem wątpliwości, pewny był akurat jednego: swojego talentu” – pisała Dorota Dzierżanowska w książce „Gierymscy”.
Bracia spędzili dzieciństwo w pięknym miejscu Warszawy – w okolicach Zamku Ujazdowskiego. Ich ojciec Józef Gierymski przeniósł się wraz z żoną Julianną z domu Kielichowską do Ujazdowa, gdzie otrzymał posadę intendenta szpitala. Jednak ani w ich pierwszych próbach malarskich, ani późniejszych obrazach nie zachowały się ślady najpiękniejszych ulic Warszawy – Alej Ujazdowskich, Alei Róż, eleganckiej Doliny Szwajcarskiej, Belwederu czy Łazienek. Pociągał ich zupełnie inny świat – ten, który znajdował się u stóp skarpy, u stóp zamku – świat biedoty Powiśla, Czerniakowa, Solca. Tam Aleksander znalazł inspirację m.in. do jednego ze swoich najsłynniejszych dzieł - „Święta trąbek”. Żydówka z koszem owoców z obrazu „Pomarańczarka” też najpewniej ukazana jest na tle biednego Powiśla. Obrazy o tej tematyce Aleksander malował nie tylko przebywając w Warszawie, ale też w pracowniach Bawarii i Włoch.
Początek drogi artystycznej Aleksandra Gierymskiego był już obiecujący. W 1867 r. rozpoczął naukę w warszawskiej Klasie Rysunkowej. Studia kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium - ukończył je z nagrodą za obraz „Scena sądu z Kupca weneckiego” z 1873 r. Ten akademicki w stylu olej pokazał na Światowej Wystawie w Wiedniu w tym samym roku. W tym okresie zaczął współpracować jako ilustrator z czasopismami warszawskimi, m.in. z „Kłosami”, „Tygodnikiem Ilustrowanym”, z czasem również z niemieckimi i austriackimi.
W 1871 r. podróżował z Maksymilianem do Włoch. Bezpośredni kontakt z włoskim malarstwem renesansowym m.in. w Wenecji i Weronie wywarł istotny wpływ na charakter jego młodzieńczej twórczości. Towarzyszył choremu bratu również podczas jego pobytu w alpejskich miejscowościach kuracyjnych. W latach 1873-79 Gierymski przebywał głównie w Rzymie.
Do 1884 r. mieszkał w Warszawie, gdzie nawiązał bliższe kontakty ze Stanisławem Witkiewiczem i Antonim Sygietyńskim, współpracował z nimi w redakcji „Wędrowca”. W tym czasopiśmie zamieszczał liczne ilustracje, przede wszystkim widoki ulic i zaułków miejskich, którym nadawał charakter reportażu krajoznawczo-obyczajowego. Był to okres w jego twórczości w którym najbardziej zbliżył się do założeń programowych realizmu.
Pod koniec 1884 r. wyjechał na kurację - już wtedy cierpiał na nerwicę, która pod koniec życia artysty przybrała znamiona choroby psychicznej - do Wiednia, następnie wypoczywał nad Morzem Północnym a od wiosny 1885 mieszkał we Włoszech, m.in. w Padwie, Wenecji, Florencji i Rzymie.
W latach 1888-90 i 1895-97 przebywał w Monachium, skąd wyjeżdżał na studia plenerowe w Alpy Bawarskie i do Tyrolu. Jesienią 1890 r. wyjechał do Paryża; dostał bowiem zlecenie od Ignacego Korwin-Milewskiego na namalowanie wieczornego widoku placu Opery. Tu po raz bliżej zetknął się z malarstwem impresjonistów. Wkrótce zaczął eksperymentować ze światłem i kolorem.
Pod koniec 1893 r. przybył do Krakowa, prawdopodobnie w związku z propozycją objęcia katedry malarstwa w tamtejszej Szkole Sztuk Pięknych. Często bywał u Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach, tam też powstały jego najważniejsze obrazy z tego okresu.
Poczucie osamotnienia i wyobcowania w rodzimym środowisku artystycznym przyczyniło się do decyzji opuszczenia przez Gierymskiego Polski w połowie 1894 roku, tym razem na zawsze. Ostatnie lata życia artysty wypełniały ustawiczne podróże. Przebywał głównie w miastach włoskich, m.in. w Wenecji, Palermo, Amalfi, Rzymie i Weronie, dwukrotnie przebywał także w Paryżu.
„Aleksander Gierymski to artysta, który wchodzi w kanon malarstwa polskiego, i o którym nie można zapomnieć” – pisała o Aleksandrze Gierymskim Ewa Micke-Broniarek, historyk sztuki i kustosz jego wielkiej wystawy z 2014 roku, którą odwiedziło 100 tysięcy osób. „Jako jeden z nielicznych dziewiętnastowiecznych artystów polskich, przez całe życie pozostawał w centrum zagadnień nurtujących ówczesną sztukę europejską. Niedoceniany w polskim środowisku artystycznym, dziesiątki lat spędził za granicą. Często podejmował podróże w poszukiwaniu nowych wrażeń, nowych impulsów twórczych” – zaznacza Ewa Micke-Broniarek.
Do najbardziej znanych prac Gierymskiego należą: „W altanie” – fascynujące studium światła; „Święto Trąbek” – realistyczny obraz przedstawiający modlących się nad brzegiem Wisły Żydów podczas Rosz ha-Szana, utrzymany w stonowanej palecie barw, oddającej nastrój zmierzchu. A także „ikona odzyskiwanych dzieł sztuki – jak podkreślał historyk sztuki Jacek Miler - najbardziej znane dzieło, które udało się nam odnaleźć i przywrócić w 2011 r. polskim zbiorom” – „Żydówka z pomarańczami”.
Znane i cenione są również warszawskie pejzaże, m.in. Ogród Saski, Powiśle i Stare Miasto, a także „scenki uliczne” z Paryża, Monachium, Rzymu i Wenecji.
Jednym z najwybitniejszych, a zarazem najpiękniejszych dzieł Gierymskiego z ostatniego okresu twórczości jest „Wnętrze bazyliki św. Marka w Wenecji” z 1899 roku. W obrazie tym utrzymanym w poetyce nokturnu wszelkie szczegóły, przymglone subtelnym światłocieniem, straciły ostrość i precyzję konturu. Scenę tę Gierymski przedstawia z dystansu, z odległości i jakby z psychicznego oddalenia.
Znamienna dla całej twórczości Gierymskiego fascynacja światłem zyskała nowy wymiar w serii nokturnów miejskich, rozpoczętej w Monachium, a kontynuowanej w Paryżu. W nokturnach, takich jak „Luwr w nocy” czy „Ulica w Rzymie”, dostrzega się gwałtowny kontrast światła i cienia, podkreślający emocjonalny wyraz osamotnienia i zagubienia człowieka w mrocznych zaułkach wielkiego miasta. Obrazem wieńczącym paryski okres twórczości Gierymskiego - jak zaznacza Micke-Broniarek - był monumentalny w formacie „Wieczór nad Sekwaną” z 1893 r., poprzedzony serią olejnych studiów plenerowych. „Stosując w tych obrazach lekką, szkicową technikę, uogólniającą zarysy form, artysta po mistrzowsku uchwycił ulotne wrażenie barwnych refleksów światła załamującego się na falach rzeki” – pisze znawczyni twórczości artysty.
„Był on szczerym do brutalności, do cynizmu, a zarazem skrytym i wstydliwym – pisał o Aleksandrze Gierymskim Stanisław Witkiewicz. - Był czynnym, energicznym i przedsiębiorczym, a jednocześnie paraliżował go samokrytycyzm, wieczne wątpienie i niepewność, był dobrodusznym i ufnym, jak dziecko, a jednocześnie podejrzliwym do prześladowczej manii; był żądnym bliskiego i dobrego stosunku z ludźmi, a razem samotnikiem, który od ludzi stronił, uciekał. (…) Kto jednak zna sztukę Gierymskiego, ten dowie się, że takim był człowiek, którego obrazy ani w anegdocie, ani w odtwarzanych motywach natury, ani w wyrazie nie ujawniają nieszczęsnego życia swego twórcy, którego obrazy zdają się być wynikiem pracy bardzo obiektywnego i zrównoważonego umysłu, niemającego, poza ustosunkowaniem tonów barwnych i świetlnych, poza doskonałym oddaniem kształtu, nic więcej ludziom do pokazania i powiedzenia. Jest jednak jedno dzieło Gierymskiego, z którego wyjrzała treść jego męczącej się i nie mogącej, nieumiejącej odpoczywać duszy — to jego własny portret”.
Anna Bernat, Józef Krzyk (PAP)
abe/ jkrz/ lm/
