Maria Koterbska na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w 1963 r. (w Gdańsku, później został przeniesiony do Sopotu). Fot. PAP/Jan Tymiński
Pierwsza powojenna polska pieśniarka, która umiała zwykłą piosenkę podnieść do godności sztuki - ocenił Lucjan Kydryński. 18 stycznia 2021 roku zmarła królowa polskiego swingu Maria Koterbska - śpiewała „Karuzelę”, „Brzydulę i rudzielca”, „Augustowskie noce”, „Wrocławską piosenkę” i „Parasolki”.
Teksty dla niej pisali Wojciech Młynarski, Jeremi Przybora, Agnieszka Osiecka. Muzykę do nich komponowali m.in. Jerzy Wasowski, Jerzy Harald, Franciszka i Bogusław Klimczuk - w repertuarze Koterbska miała 1,5 tys. piosenek.
„Zawsze kojarzyć się będzie z uśmiechem, poczuciem humoru, wielką kulturą i elegancją na scenie i poza nią. Okrzyknięta mianem damy polskiej piosenki, pozostawała nią do ostatniego koncertu, a w życiu do ostatnich dni” - napisała na stronie ZASP-u Maria Wilma-Hinz (2021).
„Śpiewałam ponad pięćdziesiąt lat i nigdy się nie zdarzyło, żeby ktoś mnie totalnie skrytykował, nie było żadnych napaści na moją osobę. To zdumiewające” - wspominała Koterbska. „Nie osiągnęłam wielu celów, które zamierzałam na początku mojej artystycznej drogi. Przecież chciałam być aktorką. Szkoda, że nigdy nie zagrałam w ?lmie muzycznym” - oceniła. „Artysta żyje tak długo, jak długo ludzie go pamiętają i śpiewają jego piosenki - dodała.
„A zatem zostanie z nami na zawsze, zaś serdecznym wspomnieniom towarzyszyć będzie ten niepowtarzalny, charakterystyczny głos i promienny uśmiech, który sprawiał, że nawet zimny, pochmurny, czy deszczowy dzień wydawał się ciepły i słoneczny” - podsumowała Maria Wilma Hiznz.
„W każdym niemal jej wykonaniu wyczuwało się jazzową synkopę, a jej wspaniała osobowość sceniczna, nowoczesna sylwetka i niezwykła dynamika rytmiczna przywodziły na myśl bardziej gwiazdy zza Oceanu niż słowiańską rozlewność” - napisał Krzysztof Teodor Toeplitz we wstępie do „Karuzeli mojego życia” (2008) - biografii Marii Koterbskiej, spisanej przez jej syna Romana Frankla, piosenkarza, kompozytora i aktora (występuje m.in. w serialu „Czas niedokonany”).
Urodziła się 13 lipca 1924 r. w Bielsku. Matka Janina, z domu Mierowska, była pianistką amatorką, a ojciec Władysław – skrzypkiem, wykładowcą Konserwatorium w Krakowie, nauczycielem muzyki i śpiewu w Seminarium Nauczycielskim w Białej. „Rodzice byli głównymi ?larami polskiego życia kulturalnego w Białej i w Bielsku. Tatuś należał do założycieli powstałego w 1922 roku Towarzystwa Teatru Polskiego” - opisała piosenkarka.
W 1930 r. powstała amatorska sekcja dramatyczna: „Mama zagrała wtedy wiele wspaniałych ról” - wspominała Koterbska. „A tatuś zajmował się muzycznym opracowywaniem spektakli” - dodała. Już w wieku trzech lub czterech lat, zaczęła występować pod reżyserską opieką mamy. „Grałam, ile się dało, role główne, dziewczęce i chłopięce. A jak ktoś zachorował, to jego rolę przejmowałam natychmiast” - napisała.
Stabilne życie zrujnowała wojna. Podczas okupacji Maria, aby uniknąć wywózki na roboty do Niemiec, podjęła pracę w szwalni fabryki sukna Brülla. „Musiałam szyć tak zwane besatze - wstążki, chorągiewki, chorągwie i cholera wie co, w każdym razie dla niemieckiej marynarki wojennej” - relacjonowała. „Jak tylko zaczynała się przerwa, to wszystkie moje koleżanki wołały natychmiast: »Marysia, zaśpiewaj i zatańcz coś!«. Wskakiwałam na stół i śpiewałam, tańczyłam, stepowałam. Rozrabiałyśmy prawie na każdej przerwie” - dodała.
W 1941 r. do KL Auschwitz trafił jej narzeczony Marian Besz, działający w harcerskiej konspiracji. „Zmarł po kilku zaledwie miesiącach. Nadal zszywałam moje wstążki, ale już nie tańczyłam na stołach” - wspominała.
18 września 1943 r. Koterbska poznała Jana Frankla, syna bielskiego cukiernika. Byli razem przez ponad 70 lat - do śmierci Jana 14 lutego 2020 roku.
Po wojnie Władysław Koterbski reaktywował Towarzystwo Teatru Polskiego, a jego żona wznowiła pracę teatru amatorskiego. 16 czerwca 1945 r. Maria zagrała w pierwszym przedstawieniu na scenie bielskiego teatru po II wojnie - „Krakowiacy i Górale” Jana Nepomucena Kamińskiego, w reżyserii Rudolfa Luszczaka.
W tym samym czasie UB wpadło na trop jej brata Kazimierza - żołnierza antykomunistycznego podziemia. „Cały dom był obstawiony przez ubeków, wpadli do środka, uzbrojeni, głośni i zaczęli robić rewizję” - wspominała Koterbska. „Krzyczeli, wymachując pistoletami: »Bandytę wychowaliście! Mordercę!«. A to wszystko dlatego, że Kazek, jako młody, siedemnasto- może letni chłopak, chcąc walczyć przeciwko Niemcom, wstąpił do AK” - opisała.
UB aresztował również ją. „Siedziałam w zimnej, wilgotnej piwnicy przy ulicy Krasińskiego cały tydzień” - relacjonowała artystka. „Parę razy zabierali mnie na przesłuchania, do których właściwie nie doszło. (…) Robili to, żebym idąc, widziała moich kolegów, którzy siedzieli, stali lub leżeli, z zakrwawionymi twarzami, pobici, słabi po niekończących się przesłuchaniach. Pewnie w ten sposób chcieli mnie zmiękczyć, ale po co?… dlaczego?… ja i tak nic nie wiedziałam” - dodała.
Więcej dowiadujemy się z opisu akt IPN w sprawie Wirgiliusza Habasa, Jana Wadonia, Kazimierza Koterbskiego i innych „oskarżonych o dokonywanie napadów rabunkowych oraz zamachów na funkcjonariuszy MO i UB na terenie pow. Bielsko w czerwcu i lipcu 1945 r.” Zapadły trzy wyroki śmierci, osiem - dożywocia, a pozostałych skazano na długoletnie więzienie: „Kaziu dostał 11 lat, z czego pięć za samą przynależność do AK” - przypomniała Koterbska.
Ostatecznie siedział we Wronkach trzy lata. „Widzenia były zupełnie niesamowite. Siedziało się na krzesłach, przedzielała nas siatka druciana, i tak na odległość wolno nam było rozmawiać. Z czasem znałam już wielu współwięźniów Kazka, chłopaków w jego wieku, biednych, wychudzonych tak jak on, bez zębów, z wielkimi przerażonymi oczami” - opwiadała artystka. Bywały też weselsze momenty. „Na przykład oni zza tej siatki wołali: »Marysia, pokaż nam nogi! Ty masz takie długie nogi! Pokaż je nam«. Więc ja podwijałam wtedy spódnicę i pokazywałam chłopakom nogi. I posyłałam im jeszcze całusy, bo tacy byli biedni, tacy biedni…” - wspominała.
W 1948 r. zdała maturę. Nie było pieniędzy na wymarzone studia w szkole dramatycznej w Krakowie, dzięki wsparciu ciotek – właścicielek dwóch aptek - podjęła studia na farmacji w Katowicach.
W sylwestra 1948/49 wystąpiła na scenie Teatru im. St. Wyspiańskiego w Katowicach piosenką „Stary młyn” - to zmieniło jej życie. Stanisław Bursa, dyrektor muzyczny Radia Katowice i kolega Władysława Koterbskiego, ocenił, że Marysia ma „świetny, mikrofonowy głos”. Skontaktował ją z Jerzym Haraldem, szefem Orkiestry Rozgłośni Śląskiej PR i gospodarzem kultowych audycji „Melodie świata”.
Przesłuchanie odbyło się w lutym 1949 r. Kilka dni później Harald oznjmił Koterbskiej: „dziś wieczorem musimy nagrać dwie piosenki do filmu »Skarb« i chciałbym, żeby pani zaśpiewała razem z »Nas-Trojami«”.
Zaśpiewała tak, że po powrocie do domu Harald miał powiedzieć żonie, autorce większości tekstów do jego piosenek: „Odkryłem skarb”.
Nagranie skończyło się za późno, by Maria mogła wrócić do Bielska, więc Haraldowie ją przenocowali. A rano Harald zagrał jakąś melodię, gdy „Krysia siedziała w fotelu obok fortepianu, z notatnikiem w ręku, i coś tam pisała”. Tak powstała „Brzydula i rudzielec”. „Piosenka, która towarzyszyła mi przez wszystkie lata mojej kariery. W normalnym kraju zrobiłaby z naszej trójki prawdziwych milionerów” - podsumowała artystka.
Kariera Koterbskiej potoczyła się błyskawicznie. Na koncert w Filharmonii Śląskiej, do sali na 700 miejsc, przyszło chyba trzy tysiące słuchaczy. Skandowali: Koterbska! Koterbska! Bisss! Bisssss! „A mama siedziała w pierwszym rzędzie i płakała ze szczęścia” - napisała piosenkarka.
Radość nie trwała długo, gdyż od 1948 r. muzyków wzywano „do twórczości podporządkowanej celom politycznym, opartej na doświadczeniach Związku Radzieckiego i dorobku ideologicznym marksistowsko-leninowskim” - czytamy w materiałach Kompanii Pomaton.
Wkrótce pismo z Warszawy wstrzymało nagrania Koterbskiej. Harald załatwił jej rozmowę z decydentką w ministerstwie. „W wydziale rozrywki przyjęła mnie pani naczelnik Bekerowa. (…) »Dlaczego proponujecie taki styl śpiewania? Taki amerykański! My tu nie chcemy żadnego naśladowania. Po co to komu to szwingowanie?«” - relacjonowała Koterbska. Następnie naczelnik Bekerowa puściła Koterbskiej płyty sowieckich wykonawców. „Możecie sobie śpiewać na koncertach, poza Warszawą, ale w radio was nie będzie” - oświadczyła urzędniczka.
Odtąd Koterbska jeździła po Polsce z big-bandem Haralda, z orkiestrą rozrywkową Jana Cajmera oraz orkiestrą Konrada Bryzka. Musiała jednak też czasem - czego po latach bynajmniej nie zapomniała - pójść na koncesje. „Zdarzały nam się też koncerty, na których trzeba było wystąpić, bo władze chciały i nie było dyskusji. Kiedyś w Boże Ciało, w czasie koncertu, który był wyraźną próbą odciągnięcia ludzi od kościoła (…) żartowaliśmy, że nawet swing i dobre nazwiska nie pomogą rządowi w manipulowaniu Polakami. Widownia była prawie pusta” - napisała we wspomnieniach.
Dla preferowanej wówczas pieśni masowej okazała się zbyt wielką indywidualnością. „Koterbska jest prekursorką większości polskich pieśniarek” - napisał Lucjan Kydryński w książce „Wierzę piosence” (1959). „Była bowiem pierwszą, która odważyła się niegdyś przełamać dziarski styl odtwórczy piosenek o murarzach, kolejarzach i WOP-ie, lansując piosenkę intymną, nieraz nawet półpoetycką lub satyryczną” - wyjaśnił. „Jest to bodaj pierwsza powojenna polska pieśniarka, która umiała zwykłą piosenkę podnieść do godności sztuki” - ocenił.
W 1952 r. zaangażowała się do krakowskiego Teatru Satyryków. Przesłuchanie przeprowadził Władysław Krzemiński, ówczesny dyrektor Starego Teatru. Usiadł daleko od sceny i oparł się na pięknej laseczce ze srebrną rękojeścią. Siedział z przechyloną głową poważny, bez uśmiechu. „Patrzył na mnie, patrzył i naraz powiedział: »Ale nogi to pani sobie musi ogolić«” - wspominała Koterbska.
Niebawem karuzela jeszcze przyspieszyła - w Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi nagrała piosenkę do filmu „Sprawa do załatwienia” (1953) Jana Rybkowskiego i Jana Fethke.
18 marca 1954 r. urodził się Roman Frankl, jedyny syn Koterbskiej. Potem przyszło zaproszenie do udziału w koncercie z okazji dziesięciolecia „Życia Warszawy” – z transmisją radiową. 14 października 1954 r. piosenkarka po raz pierwszy wystąpiła w Warszawie: „Pofrunęły marynarki. Ludzie wprost wrzeszczeli. Nie było mowy, żebym mogła zejść ze sceny. Szał kompletny, nie do opisania. W tym momencie pomyślałam, że po tym nie pozwolą mi już nigdy więcej w Warszawie wystąpić. Raz i do widzenia. Naturalnie musiałam bisować, bisować, bisować…” - wspominała. Bisowała wtedy czternaście razy.
Odmówiła śpiewania w ?lmie „Irena do domu” (1955), tłumacząc, że ma kilkumiesięcznego syna i nie może sobie pozwolić na wyjazd. Następnego dnia zadzwonił kierownik produkcji: „Pani Mario, my wszystko załatwimy: piastunkę, specjalny pokój w hotelu. Będziemy panią wozili tam i z powrotem, jest pani naszą gwiazdą itd., itd.”. Przekonał ją jednak dopiero reżyser Jan Fethke. Był to jej jedyny występ w filmie fabularnym. Zagrała samą siebie. Zaśpiewała piosenkę „Najpiękniejsze w świecie oczy” i „Karuzelę”.
W 1956 r. Koterbska została spiritus movens kabaretu „Wagabunda”, którego nazwa okazała się zobowiązująca. „Trzykrotnie byliśmy w USA, Kanadzie i Izraelu, dwukrotnie w Czechosłowacji i Anglii. Nasze przedstawienia obejrzało około 2 milionów widzów. Przejechaliśmy - lądem i morzem - około 250 tysięcy km za granicą i 300 tysięcy km w kraju” - podsumowała.
W 1959 r., podczas wizyty u rodziny w Wiedniu, pieśniarka otrzymała – i odrzuciła - propozycję od wytwórni Phillipsa. Głównym punktem zaplanowanej już kampanii reklamowej miała być ucieczka Koterbskiej z Polski. „Miałam zagwarantowane nagranie płyt, występy w niemieckiej i austriackiej telewizji, reklamę, artykuły w prasie i trasę koncertową. I to wszystko za sumy, które do tej pory znałam jedynie z filmów albo z dowcipów o amerykańskich gwiazdach” - wspominała.
W 1963 r. wzięła udział w 3. Międzynarodowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Sopocie. W polskich eliminacjach zdobyła II nagrodę poetycką piosenką Jerzego Millera do muzyki Marka Sarta „Odejdź smutku”. Faktyczną miarą sukcesu było jednak zwycięstwo piosenki „Parasolki” w dniu polskim festiwalu - zdystansowała przedstawicielkę ZSRS Tamarę Miansarową, która poprzedniego dnia, w klasyfikacji międzynarodowej zmiażdżyła konkurencję z 21 krajów przebojem „Pust wsiegda budiet sołnce”- pisano w materiałach informacyjnych Festiwalu w Sopocie.
„Parasolki” stały się ulubioną piosenką Poldka Wantowicza, bohatera kultowej powieści Adama Bahdaja „Podróż za jeden uśmiech”.
Latem 1978 r. gwiazda sięgnęła gwiazd - gdy Mirosław Hermaszewski, odbywał swą kosmiczną podróż na pokładzie „Sojuza 30”. „Oprócz przewidzianych planem meldunków przeprowadzano prywatne rozmowy, nadawano życzenia. I właśnie po jednej z takich rozmów przyjaciele Hermaszewskiego z bliskiego jego sercu Wrocławia, chcąc mu zrobić przyjemność, nadali »Wrocławską piosenkę«” - napisała Koterbska. Została jedyną polską piosenkarką, której głos dotarł w kosmos.
Artystka nigdy nie wyprowadziła się z rodzinnego miasta. W 1994 r. wygrała plebiscyt na bielszczanina XX wieku. „Pokonałam nawet innego słynnego bielszczanina - Zbigniewa Pietrzykowskiego, co do tej pory udało się tylko jednemu człowiekowi na świecie, i to nie bez dużych trudności. Był nim Muhammad Ali” - podkreśliła Koterbska.
Z okazji 70. urodzin Marii Koterbskiej odbył się bene?s w bielskim Teatrze Polskim. Podczas bankietu podszedł do jubilatki ważny urzędnik miejski i szepnął: „Wie pani, chętnie bym nazwał ulicę pani imieniem, ale najpierw, niestety, trzeba umrzeć!”. Artystce widać jednak nie zależało aż tak bardzo na „własnej” ulicy, przeżyła bowiem jeszcze ponad ćwierć wieku.
9 lipca 2022 roku na tarasie widokowym nad jeziorem Necko w Augustowie odsłonięto oryginalny „pomnik” składający się z multimedialnej ławeczki oraz ruchomej - „Karuzela” - figury artystki, wyrzeźbionej przez Grzegorza Łagowskiego. „Pomysł jest po prostu genialny. Postać Marii Koterbskiej obraca się, a z ławki można uruchomić melodię szlagieru »Augustowskie noce« i zatańczyć z artystką” - oceniła internautka Ina na portalu wakacjezdzieciakiem.pl. (PAP)
Paweł Tomczyk, Iwona L. Konieczna
iko/ szf/ top/ dki/