Uroczystość przed pomnikiem na pl. Czerwca 1976 na warszawskim Ursusie w ramach uroczystości upamiętniającej 42. rocznicę Wydarzeń Czerwca‘76, 24 czerwca 2018 r. Fot. PAP/Adam Guz
Totalitarna władza przez lata czyniła wszystko, aby umniejszyć ich znaczenie, a bohaterów przedstawić jako bandytów i chuliganów – głosi uchwała Senatu o ustanowieniu roku 2026 Rokiem Robotniczych Protestów Czerwca 1976 r.
Robotnicze protesty w 1976 r. były początkiem końca Edwarda Gierka i jego ekipy.
Rządzący od grudnia 1970 r. jako I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Gierek doszedł do władzy po tym, jak kierownictwo tej partii usunęło skompromitowanego krwawym stłumieniem protestów robotniczych na Wybrzeżu Władysława Gomułkę.
Gierek wyciągnął wnioski z losów swojego poprzednika – cofnął decyzję o podwyżce cen podstawowych artykułów (to ona właśnie doprowadziła do protestów w grudniu 1970 r.) i starał się podnieść poziom życia mieszkańców Polski. Zaciągnięte na Zachodzie kredyty, z których w dużej mierze sfinansowana została budowa ogłoszonej przez Gierka „Drugiej Polski” doprowadziły jednak do kryzysu. Państwo, które regulowało wówczas większość cen artykułów i usług (wolny rynek poza rzemiosłem miał symboliczne rozmiary) postanowiło sięgnąć do kieszeni swoich obywateli, żeby znaleźć brakujące pieniądze.
Zdając sobie sprawę z tego, jak niepopularne będą podwyżki cen, dobrze się do tego przygotowało. W przeddzień ogłoszenia decyzji podniesiono gotowość bojową w jednostkach podległych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, wprowadzono tryb przyspieszony w postępowaniu przed sądami i przygotowano dodatkowe miejsca w aresztach.
Wiadomość o podwyżce cen przekazał premier Piotr Jaroszewicz. Zrobił to w długim, ponadgodzinnym przemówieniu wygłoszonym w Sejmie i wyemitowanym w telewizji i radiu 24 czerwca 1976 r. Mięso i jego przetwory miały podrożeć o ponad dwie trzecie, masło i nabiał o połowę, a cukier o sto procent. Ludzi dodatkowo rozsierdziło to, że Jaroszewicz chwalił się sukcesami gospodarczymi oraz informacja, że nie podrożeją np. kawa i owoce cytrusowe. W sklepach i tak były one w tamtym czasie najczęściej „zdobywane” a nie zwyczajnie kupowane, bo ich brakowało. Żadną pociechą nie była też obietnica, że niektórym grupom – np. rodzinom wielodzietnym i emerytom – wypłacone mają być dodatkowe pieniądze. Zasady ustalono bowiem w taki sposób, że osoby zarabiające najmniej (poniżej 1300 zł miesięcznie) miały otrzymywać po 240 zł, a te z zarobkami powyżej 8000 zł - nawet 600 zł.
25 czerwca wybuchły strajki w wielu przedsiębiorstwach. Rano ogłoszono je co najmniej w 54 dużych zakładach przemysłowych, a w ciągu całego dnia strajkowało łącznie około 60 tys. osób z 97 zakładów w 24 województwach.
Na ulicach Radomia, Ursusa i Płocka odbyły się pochody i manifestacje, które zakończyły starcia z milicją. W Radomiu doszło do dramatycznych walk ulicznych. Zginęły dwie osoby - Jan Łabędzki i Tadeusz Ząbecki, przygnieceni przyczepą ciągnikową wypełnioną betonowymi płytami, którą próbowali zepchnąć w kierunku milicjantów. W Ursusie, a także w Płocku wieczorem interweniowały siły ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej). Manifestacje praktycznie dobiegały końca, bo władze ogłosiły, że wycofują się z podwyżek.
Duży zasięg, ale nie aż tak dramatyczny przebieg jak w Radomiu miał protest w Zakładach Mechanicznych „Ursus”, gdzie strajkowała niemal cała załoga. Pracownicy udali się pod gmach dyrekcji. Gdy - podobnie jak w Radomiu - usłyszeli tam jedynie wezwanie do powrotu do pracy, spontanicznie wyszli na przebiegające nieopodal tory kolejowe i zablokowali trasy Warszawa-Kraków i Warszawa-Poznań, zatrzymując wszystkie pociągi. Demonstranci, siedząc przez cały dzień na torach, tworzyli żywą zaporę.
Po południu podjęto próbę przecięcia szyn palnikiem acetylenowym, a gdy to się nie udało, rozkręcono je i zmuszono maszynistę lokomotywy do zjechania z torów. Około godziny 21.20 oddziały ZOMO obrzuciły pozostałych na torach nielicznych manifestantów petardami, użyły gazów łzawiących, a następnie brutalnie zaatakowały. Byli ranni.
Wprawdzie w porównaniu z Grudniem 1970 r., gdy - według oficjalnych danych - na Wybrzeżu zginęło ponad 40 osób, do robotników już nie strzelano, ale protesty spacyfikowano bardzo brutalnie. Zatrzymywani w Radomiu, Ursusie i Płocku stawali przed kolegiami i sądami. Z Radomia zapamiętano także osławione „ścieżki zdrowia” - szpalery zomowców bijących przepuszczanych pomiędzy nimi manifestantów. W Ursusie w dwóch procesach skazano siedem osób na kary od 5 do 3 lat więzienia. Wielu ludzi zwolniono z pracy.
Jaroszewicz zgłosił Gierkowi swą rezygnację. Do zdymisjonowania premiera jednak nie doszło, ale już wieczorem 25 czerwca ogłosił on w przemówieniu radiowo-telewizyjnym anulowanie decyzji o podwyżce cen. Ani słowem nie wspomniał o spacyfikowaniu demonstracji w Radomiu i na przekór faktom stwierdził, że poprzedniego dnia przedstawił tylko propozycje, a nie decyzje.
„W ciągu dnia dzisiejszego w większości zakładów pracy w całym kraju odbywały się konsultacje w tej sprawie. Wśród przeważającej części ich uczestników motywy i intencje rządowego projektu znalazły zrozumienie. Równocześnie jednak zgłoszono wiele wniosków i uwag co do proponowanej zmiany struktury cen” – mówił Jaroszewicz uzasadniając powody cofnięcia podwyżek cen. Ani słowem nie wspomniał o tym, co się działo w Radomiu.
Również z gazet nie można się było niczego dowiedzieć o dramatycznych wydarzeniach. Na pierwszych stronach drukowano za to wiadomości o wiecach poparcia dla Edwarda Gierka. Rzekomo spontanicznie zwoływane, były w rzeczywistości organizowane przez władze. Chciały one w ten sposób zademonstrować, że panują nad sytuacją. Np. w Łodzi na Pl. Dąbrowskiego zebrało się 80 tys. ludzi, w Olsztynie – 35 tys., a w amfiteatrze w Opolu – 25 tys. Wszędzie pod hasłami takimi jak „Ludzie pracy z Tobą – towarzyszu Gierek” (w Toruniu), „Uchwały partii wykonamy” (w Hucie Warszawa), „Mocnym murem przy boku PZPR” (na Stadionie Dziesięciolecia) i „Klasa robotnicza zawsze z partią i jej narodem” (na stadionie w Tarnowie).
Sprawiało to wrażenie, jakby szefowie lokalnych władz licytowali się, kto z nich najlepiej okaże Gierkowi swoją wierność. On sam zresztą, w trakcie telekonferencji z pierwszymi sekretarzami komitetów wojewódzkich, zażądał zwołania takich wieców. Z jego słów wynikało, że robotnicze protesty w Radomiu uważał za akcję „chuliganów” i „warchołów”. Tymi dwoma epitetami w następnych dniach najczęściej określano protestujących zarówno w partyjnych gazetach, jak i w przemówieniach.
„Żebyście mogli, towarzysze, powiedzieć o słuszności tej właśnie decyzji, tzn. o słuszności propozycji i żebyście mogli powiedzieć, że wy się z tym solidaryzujecie, żebyście mogli powiedzieć na tym wiecu, że nie popieracie metod chuligaństwa i metod narzucania ogromnej większości klasy robotniczej, narodu woli niewielkiej grupy chuliganów. Towarzysze, mnie to jest potrzebne jak słońce, jak woda, jak powietrze” – mówił Gierek partyjnym sekretarzom, wyjaśniając sens wieców.
W tych swoistych zawodach wygrał nazywany na Śląsku prześmiewczo „cysorzem” I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego w Katowicach Zdzisław Grudzień. Jeśli wierzyć oficjalnym danym, na Pl. Dzierżyńskiego (obecnie Pl. Sejmu Śląskiego) w Katowicach wiecowało aż 200 tys. ludzi. Osiem lat wcześniej, w marcu 1968 r., w tym samym miejscu Gierek grzmiał, że „śląska woda pogruchocze kości Polski Ludowej”. Tym razem hasło było podobne: „Ostre potępienie i żądanie przykładnego ukarania burzycieli porządku publicznego”.
30 czerwca wiec odbył się w Radomiu. Wielu mieszkańców miasta odebrało jego zwołanie jako dodatkowe (po brutalnej pacyfikacji) upokorzenie. Na trybunach stadionu „Radomiaka” zasiadło 35 tys. ludzi. Na transparentach mieli hasła „Towarzysz Gierek naszym wzorem” i „Niech żyje KC PZPR”. Za postawę radomian przepraszał prezydent tego miasta Tadeusz Karwicki. W jego przemówieniu znalazło się wszystko to, czego oczekiwała partyjna centrala: akty potępienia „warchołów i chuliganów” i słowa przeprosin pod adresem „pozostałych uczciwych Polaków”. W podobnym tonie były inne odczytywane z kartek przemówienia. W przerwach siedzący w pierwszej ławce aktyw partyjny skandował „Gierek – Polska”.
Protesty z czerwca 1976 r. okazały się katalizatorem, który przyspieszył upadek Gierka. Prysł mit o budowie „Drugiej Polski”, a symbolicznym dowodem indolencji władz stało się wprowadzenie już miesiąc po wypadkach z Radomia kartek na cukier (choć Polska była jednym z największych w świecie jego producentów). Z kolei brutalność milicji i represje wobec protestujących (w samym tylko Radomiu kilkaset osób wyrzucono z pracy) zachęciły grupę opozycji do do stworzenia Komitetu Obrony Robotników.
23 września 1976 r. grupa opozycjonistów wystosowała „Apel do społeczeństwa i władz PRL”, w którym ogłoszono powstanie Komitetu Obrony Robotników - ofiar represji w związku z wydarzeniami 25 czerwca 1976. W „Apelu” domagano się: przyjęcia do pracy wszystkich zwolnionych, amnestii dla skazanych i więzionych za udział w strajkach, ujawnienia rozmiarów zastosowanych represji i ukarania osób winnych łamania prawa.
Dokument podpisało 14 członków-założycieli KOR: Jerzy Andrzejewski, Stanisław Barańczak, Ludwik Cohn, Jacek Kuroń, Edward Lipiński, Jan Józef Lipski, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Antoni Pajdak, Józef Rybicki, Aniela Steinsbergowa, Adam Szczypiorski, ks. Jan Zieja i Wojciech Ziembiński. W składzie KOR znaleźli się ludzie o różnych światopoglądach (od chadeków, poprzez prawicę, do lewicy i socjalistów). Później (zaraz po powrocie z zagranicy) dołączył do nich Adam Michnik.
29 września wyszedł pierwszy numer „Komunikatu KOR”, w którym podano nazwiska 33 członków KOR i ich adresy oraz telefony. Utajnione były jedynie nazwiska zaufanych adwokatów opozycji: Władysława Siły-Nowickiego, Jana Olszewskiego i Jacka Taylora. Działalność KOR szeroko komentowało Radio Wolna Europa, dzięki czemu złamano monopol państwa na informowanie społeczeństwa.
Ideą KOR i ROPCiO (Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela) było niesienie pomocy robotnikom - organizowanie nowej pracy lub środków do życia dla zwolnionych, kontakt z rodzinami uwięzionych, a także wspieranie podsądnych na rozprawach, które współpracownicy KOR obserwowali formalnie jako publiczność - nieformalnie byli „mężami zaufania” patrzącymi na ręce peerelowskiej władzy sądowniczej. Oskarżonych bronili adwokaci związani z KOR.
Akcja pomocy socjalnej i prawnej dla represjonowanych odbiła się szerokim echem w środowiskach pracowniczych. Wielu opozycjonistów, także Lech Wałęsa, powtarzało, że Czerwiec '76 był przełomowym momentem w ich postrzeganiu polskiej rzeczywistości, ocenie władzy i aktywności społecznej.
Historycy oceniają, że ważnym efektem zapoczątkowanej w 1976 r. współpracy stało się przełamanie przez KOR i ROPCiO silnego poczucia izolacji i anonimowości większości robotników. Wiedza o przypadkach stosowania przez władzę represji: fizycznych i socjalnych, pozwalała przełamać barierę strachu. (PAP)