Andrzej Kreutz-Majewski (w 2003 r.). Fot. PAP/Andrzej Rybczyński
15 lat temu, 28 lutego 2011 r. zmarł Andrzej Kreutz-Majewski – scenograf operowy i teatralny, malarz. Był moim mistrzem – powiedział PAP dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej Boris Kudlička. A historyczka teatru Agnieszka Koecher-Hensel pisała, że czuł się przede wszystkim malarzem.
Stworzył ponad 300 scenografii teatralnych i operowych. Jego talent podziwiała publiczność prestiżowych scen m.in. w Atenach, Buenos Aires, Nowym Jorku, Paryżu, Londynie oraz Madrycie, Mediolanie, Turynie, Hamburgu, Salzburgu i Zurychu. Przez niemal czterdzieści lat (1966-2005) był głównym scenografem Teatru Wielkiego w Warszawie. Andrzej Kreutz-Majewski to postać, bez której trudno wyobrazić sobie polską operę ostatniego ponad półwiecza.

Na zdjęciu premiera opery Karola Szymanowskiego Król Roger w Teatrze Wielkim w Warszawie w 1983. Autorem scenografii był Andrzej Kreutz-Majewski. Fot. PAP/Jan Morek
– Andrzej był wszechstronnym erudytą. Człowiekiem o wielkiej wrażliwości, nie tylko artystycznej. Osobą całkowicie oddaną się sztuce – światu, który tworzył na płótnach obrazów i na scenach wielkich oper. Jeśli chodzi o teatr, odcisnął na mnie największe piętno, był moim mistrzem – powiedział PAP dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej i wieloletni współpracownik Majewskiego, Boris Kudlička.
Słowacki scenograf porównał Majewskiego do słynnego włoskiego reżysera i scenografa Franka Zeffirellego. – To tak samo wybitne postacie. Obaj przez wiele lat nieustannie podnosili poprzeczkę, tworząc spektakularne produkcje, które kształtowały gust widowni – zaznaczył.
Kudlička podkreślił, że Majewski otworzył przed nim wielką szansę, która doprowadziła od roli asystenta do osoby zarządzającej największą instytucją kultury w Polsce. – Po raz pierwszy spotkaliśmy się w 1995 r. w krakowskiej ASP. To było spotkanie młodego człowieka z bardzo doświadczonym, światowym artystą. Byłem wtedy początkującym adeptem scenografii i miałem nadzieję, że choć na kilka miesięcy uda mi się wejść do tego świata i rozwijać pod okiem mistrza. Okazało się, że to spotkanie zmieniło moje życie. Andrzej zaproponował, bym został jego asystentem i wkrótce pojawiłem się w Warszawie – wspominał artysta.
Andrzej Majewski urodził się 19 września 1946 r. w Brdowie – niewielkiej wsi położonej na pograniczu Kujaw i Wielkopolski. Człon Kreutz dodał, kiedy w latach 90. odkrył, że jest potomkiem Cypriana von Kreutza, rosyjskiego generała niemieckiego pochodzenia, który swoją służbę zaczynał jeszcze w Polsce pod rządami króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.
W 1959 r. został absolwentem Wydziału Malarstwa i Scenografii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, uzyskując dyplom z wyróżnieniem. Dwa lata wcześniej zadebiutował jako malarz wystawą w Cricot 2. W 1963 r. otrzymał stypendium rządu włoskiego i odbył półroczny staż u prof. Fabricia Clerici w Rzymie. Jako scenograf zadebiutował oprawą plastyczną do dramatu Słowackiego „Horsztyński”, wystawianego na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Trzy lata później rozpoczął współpracę z warszawskim Teatrem Wielkim, jak się później okazało, wieloletnią.
„Wychował dwa pokolenia twórców, z których kilku należy dzisiaj do grona filarów polskiego teatru” – zaznaczył w „Dwutygodniku” Marek Weiss. „Był wrażliwcem obdartym ze skóry i każde złe słowo mogło go skrzywdzić i wpędzić w panikę. Praca z nim to były spotkania gwałtowne jak letnie burze. Kłóciliśmy się, rozstawali w gniewie i znów spotykali, żeby wreszcie, dochodząc do odkrycia tych samych wartości, przeżywać w uniesieniu wspólny lot” – podsumował reżyser.
To on ściągnął na warszawską scenę takie osoby, jak Mariusz Treliński i wspominany wcześniej Kudlička. Współpracował z takimi reżyserami, jak John Schlesinger i August Everding. „Andrzej Majewski był artystą o skomplikowanej osobowości, przez wiele lat poszukiwał własnej tożsamości, co stanowiło dla niego poważne obciążenie psychiczne. Ten rozdział zamknął szczęśliwie kilka lat przed śmiercią. Był człowiekiem o wielkiej wiedzy z różnych dziedzin sztuki, znał kilka języków. Teatrem »zaraził« Mariusza Trelińskiego i Borysa Kudličkę, którzy teraz tworzą spektakle na wielu międzynarodowych scenach” – oceniła muzykolog Teresa de Laveaux.
Jego scenografia do „Elektry” Richarda Straussa, określana jest w historii teatru operowego mianem kultowej. Z początku pojaiwła się w wersji warszawskiej (Teatr Wielki 1971) w reżyserii Aleksandra Bardiniego. W kolejnych latach inscenizacja trafiła na takie sceny, jak Opera Hamburska (1973); Opera Paryska (1974) i Teatro Sao Cárlos w Lizbonie (1992). Najbardziej znaczącą była realizacja w Operze Paryskiej. „W czasie prób bardzo zeszczuplałem” – wyznał artysta.
„Z przodu silna swoją symboliką, wznosi się pochylona wieża pałacu Attydów, naznaczona rozdarciem i nieszczęściem jego mieszkańców. (…). W głębi widoczny zamek z rozświetlonymi otworami niczym surrealna wizja fantastycznego parowego okrętu: pałac królewski w mglistych półcieniach niczym więzienny statek. Ściany bogato zdobione ornamentami i symbolicznymi figurami jakby z koralu. Ciemna, duszna, pełna napięcia atmosfera” – recenzowano w branżowym magazynie „Opernwelt”.
14 stycznia 1979 r. odbyła się w Teatrze Wielkim warszawska premiera „Pasji” Krzysztofa Pendereckiego. Był to jednocześnie debiut reżysersko-inscenizacyjny Majewskiego. „Łączenie scenografii, reżyserii i inscenizacji staje się w pewnym momencie koniecznością artystyczną, wynikającą z potrzeby decydowania o wszystkich planach realizacji teatralnej” – zaznaczył wówczas artysta w rozmowie z „Expressem Wieczornym”.
„Twórcą spektaklu jest wybitny scenograf Andrzej Majewski, który tym razem występuje po raz pierwszy także jako reżyser i inscenizator. Nazwisko tego artysty jest dobrze znane międzynarodowej publiczności operowej i teatralnej. (...) Geografia jego podróży artystycznych, ważność scen i ranga premier, tworzą jedyny w swoim rodzaju życiorys artystyczny, nie znajdujący odpowiednika w historii polskiego teatru” – zapowiadano 11 stycznia 1979 r. w „Expressie Wieczornym”.
Nie było to jedyne zetknięcie Majewskiego z twórczością pochodzącego z Dębicy kompozytora. „Prawdziwym potentatem w dziedzinie »przekładu« dzieła Pendereckiego na obraz sceniczny nazwać można Andrzeja Kreutza-Majewskiego, który musiał być niezwykle zafascynowany muzyką Pendereckiego, bo zaprojektował scenografie do »Diabłów z Loudun«, »Raju utraconego«, »Czarnej maski«, zaś »Pasję« zrealizował nie tylko pod względem plastycznym, ale także inscenizacyjnym, łącznie z reżyserią” – zauważył na łamach pisma „Śląsk” krytyk Bogdan Widera.
20 lutego 1983 r. z okazji 150-lecia Teatru Wielkiego, wystawiono operę Karola Szymanowskiego „Król Roger”. „20 lutego 1983 r. rozpoczęcie jubileuszowych uroczystości galową premierą »Król Roger« Karola Szymanowskiego. Fasada Teatru Wielkiego niemal identyczna jak 150 lat temu, lecz układ i wystrój wnętrza już całkowicie odmienny” – odnotował na łamach „Przekroju” Lucjan Kydryński.
Artysta ponownie był nie tylko twórcą scenografii, ale także reżyserem widowiska. – Nigdy nie widziałem piękniejszej scenografii niż do „Króla Rogera”, którego zresztą też wyreżyserował. Kreutz-Majewski był wizjonerem, nic dziwnego, że zrobił światową karierę – ocenił na antenie Polskiego Radia Bogusław Kaczyński.
„Obecna inscenizacja, przygotowana przez Andrzeja Majewskiego (zarazem scenografa i reżysera) oraz Roberta Satanowskiego (zarazem kierownika muzycznego i dyrygenta premiery), nie była wydarzeniem, bo też — w świetle tego, co napisałem wyżej — być zapewne nie mogła. Natomiast obaj panowie w swych właściwych specjalnościach wykazali formę znakomitą: Majewski dał ascetyczną, ale pełną wyrazu, scenografię (choć słabsze kostiumy), Satanowski świetnie przygotował orkiestrę (świetny także był chór, przygotowany przez Henryka Górskiego)” – recenzował Kydryński.
Majewski to także uznany malarz, którego prace prezentowane były m.in. w takich galeriach, jak Wright Hepburn Gallery w Londynie, Galerii Foyer w Kolonii oraz w Palacio de Bellas Artes w Mexico City. „Jestem malarzem pracującym dla teatru. Malarstwo nie jest czymś marginalnym, stanowi basis. To jest mój azyl, enklawa, w której się chronię, doznając pewnego rodzaju zawodu i znużenia pracą zawodową, która mnie obciąża i wyjaławia” – opowiadał w 1995 r. dodając, że „w pracy malarskiej znajduję chwile wytchnienia i koncentracji, pozwalające gromadzić pomysły do późniejszej pracy w teatrze”.
„Całą twórczość Andrzeja Majewskiego cechuje myślenie symboliczne” – zaznaczyła historyczka teatru Agnieszka Koecher-Hensel. „Natura szczodrze obdarzyła Majewskiego (…) w wielki talent, którego nie zmarnował. Od dzieciństwa żył sztuką, zatopiony był w jej idealistycznym świecie marzeń, tęsknot i fantazji. Przeżycia związane z głębokim odbiorem sztuki, podobnie jak wspomnienia różnych wydarzeń z dzieciństwa, zarówno piękne i miłe, jak też okrutne i traumatyczne z czasów wojny, w równej mierze znalazły swój wyraz w jego twórczości” – recenzowała w 2011 r. na łamach magazynu „Aspiracje”.
Koecher-Hensel zalicza Majewskiego do czołówki plastycznych inscenizatorów teatru muzycznego drugiej połowy XX wieku. „Był artystą wszechstronnym. Po pierwsze, co zawsze podkreślał, czuł się malarzem” – zaznaczyła.
Andrzej Kreutz-Majewski zmarł 28 lutego 2011 r. w Warszawie. Tydzień później spoczął na cmentarzu w Wilanowie. W listopadzie 2022 r. w Teatrze Wielkim odsłonięto poświęconą mu tablicę pamiątkową. Waldemar Dąbrowski, ówczesny dyrektor instytucji, określił Kreutz-Majewskiego mianem jednego z najwybitniejszych artystów, jacy kiedykolwiek tworzyli na tej scenie. (PAP).
Mateusz Wyderka
mwd/dki/