Władimir Władimirowicz Putin Fot. PAP/EPA/ALEXANDER NEMENOV
Putin próbuje wykorzystywać dziedzictwo i nawyki imperialne zarówno do utrzymania władzy, jak i do wzmocnienia pozycji Rosji na świecie – ocenił w rozmowie z PAP Michał Patryk Sadłowski, założyciel Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską.
PAP: Norman Davies w niedawnym wywiadzie dla PAP postawił tezę, że Rosja jest imperium w fazie schyłkowej. Zgadza się pan z profesorem?
Michał Patryk Sadłowski, historyk, znawca Rosji: Mam wrażenie, że Norman Davies patrzy na Rosję, jej dzieje i rosyjską politykę przez zachodni, brytyjski pryzmat. W dodatku pozostaje optymistą, co jest charakterystyczną cechą człowieka Zachodu, członka starej europejskiej inteligencji. Ci ludzie zostali wychowani w liberalnym paradygmacie, zgodnie z którym wielkie państwa, w których trzon władzy nie opiera się na suwerenności narodu, tylko na autorytaryzmie czy despotii, muszą wcześniej czy później upaść.
Z Rosją jest jednak inaczej niż z Imperium Brytyjskim. W XX wieku upadły dwie jej imperialne formy: w 1917 roku Imperium Rosyjskie, zaś w 1991 roku Związek Radziecki. W obu przypadkach powody rozpadu były podobne: wypalenie ideologiczne, brak zdolności reżimu do adaptacji i modernizacji oraz ogólna niemożność sprostania nowoczesnym wyzwaniom wewnętrznym i zewnętrznym.
"(...) nie wiem, czy Rosja ma ambicje i siły narzucania innym narodom ideologii, w sposób globalny, tak jak miało to miejsce w przypadku Związku Radzieckiego."
Obecna forma rosyjskiej państwowości, czyli Federacja Rosyjska, jest stosunkowo nowym tworem. Owszem, odwołuje się do dwóch poprzednich form imperialnych Rosji, ale nie znalazła jeszcze odpowiedniej formuły dla siebie. Uważam, że okres rządów Putina to czas poszukiwania optymalnego modelu rozwoju. Czas, w którym Rosjanie próbują odpowiedzieć na pytanie: „Kim jesteśmy?”. I to na różnych płaszczyznach – politycznej, tożsamościowej i narodowo-etnicznej.
Rosja cały czas próbuje się nie tylko zdefiniować na nowo, ale także ustosunkować do świata zewnętrznego. Jak dotąd Rosjanie nie osiągnęli w tej sprawie konsensusu. Uważam, że Federacja Rosyjska wciąż nie wybrała ostatecznie własnej drogi rozwoju.
PAP: Czy Rosja Putina jest imperium?
M.P.S.: Myślę, że Rosjanie mają problem z samookreśleniem. Putin próbuje wykorzystywać dziedzictwo i nawyki imperialne zarówno do utrzymania władzy, jak i do wzmocnienia pozycji Rosji na arenie międzynarodowej. Co więcej, stara się na tej pamięci imperialnej oraz narracji o odbudowie państwa skonstruować nową rosyjską tożsamość. Pozostaje pytanie, czy nie zmierza to czasem do rekonfiguracji Rosji w mocarstwo regionalne, dążące do dominacji w Europie Środkowej i Wschodniej. Jeśli tak, to dzisiejsza Rosja nie jest imperium.
Szczerze mówiąc, nie wiem, czy Rosja ma ambicje i siły narzucania innym narodom ideologii, w sposób globalny, tak jak miało to miejsce w przypadku Związku Radzieckiego. Być może próby osłabiania demokracji liberalnej czy ogólnie demokracji są jedynie próbą zachowania strefy wpływów albo funkcją polityki antyamerykańskiej?
PAP: Czy Putin nie marzy czasem o tym, by wziąć udział w nowym „koncercie mocarstw” i wraz z Trumpem oraz Xi Jinpingiem podzielić świat na strefy wpływów?
M.P.S.: Rosja musiałaby odzyskać sprawczość z czasów Imperium Rosyjskiego albo z epoki ZSRR. Uważam, że Putin próbuje odbudować zewnętrzną potęgę Rosji, aby utrzymać wewnętrzną legitymację władzy, ponieważ nie ma już nic więcej do zaoferowania Rosjanom. Krótko mówiąc, nie ma pomysłu na sensowny model rozwojowy kraju.
PAP: Tym bardziej że Rosja za Putina nie stała się ani silniejsza, ani bogatsza, ani bardziej poważana na świecie...
M.P.S.: Patrząc na cały okres rządów Putina, trzeba przyznać, że po burzliwych latach 90. nastał okres pewnej stabilizacji, co Rosjanie do dziś pamiętają i na czym reżim bazuje. Mieliśmy okres „miękkiego autorytaryzmu” napędzanego petrodolarami. Putin jednak nie rozwiązał podstawowych problemów wewnętrznych. Nie przedstawił jasnej wizji, czym ma być Rosja. A od takiego samookreślenia zależy, czy Rosja przetrwa i w jakim kształcie.
Rosja nie wypracowała docelowego ustroju politycznego. To, co proponuje Putin, jest w gruncie rzeczy tymczasowym oświeconym autorytaryzmem dostosowanym do współczesności – takim odświeżonym caratem. Najważniejszym jednak pytaniem nurtującym dziś Rosjan jest to, jaki model władzy i państwa czeka Rosję w przyszłości. Głowią się nad tym również eksperci na Zachodzie.
Putin petryfikuje stary model władzy – jednoosobowej i scentralizowanej, mającej jakąś odgórną, niby boską legitymację. W tym modelu zwyczajni ludzie nie mają nic do powiedzenia, ponieważ lud nie jest źródłem władzy. Nie wiemy, czy kiedy odejdzie, nastąpi zmiękczenie tego modelu za sprawą kontrolowanej, odgórnej liberalizacji i nowoczesnych technologii. Nie wiemy również, jaką rolę odegrają młode elity wychowane w warunkach obecnego reżimu i przygotowywane do tego, by go kontynuować.
Największym wyzwaniem stojącym przed Rosją jest samookreślenie się. Czy Rosja ma być państwem narodowym czy wieloetnicznym? Etniczni Rosjanie muszą odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytania: Kim jesteśmy? Czym chcemy być? Jaką rolę mają odgrywać w państwie język rosyjski, rosyjska kultura i rosyjska tożsamość?
Budowa nowoczesnego narodu i państwa rosyjskiego została przerwana w 1917 roku. ZSRR osłabił „rosyjskość”, ponieważ stworzono republiki narodowe oraz zakonserwowano nacjonalizmy i separatyzmy. Obecnie mamy do czynienia z rosyjskim wzmożeniem patriotyczno-szowinistycznym, co jest spowodowane wojną. Być może przełoży się to na wzmocnienie i rozszerzenie rosyjskiej tożsamości na narody zamieszkujące Federację Rosyjską, a w konsekwencji nastąpi rusyfikacja państwowa i kulturowa.
"Putin petryfikuje stary model władzy – jednoosobowej i scentralizowanej, mającej jakąś odgórną, niby boską legitymację. W tym modelu zwyczajni ludzie nie mają nic do powiedzenia, ponieważ lud nie jest źródłem władzy."
Alternatywą dla tego modelu jest państwo wielonarodowe z dominującą kulturą i językiem rosyjskim. Federacja Rosyjska tym różni się od ZSRR, że rosyjskość postawiono w niej na pierwszym miejscu. Przy okazji wojny w Ukrainie Putin próbuje wykorzystać zagubienie tożsamościowe Rosjan oraz ich kompleks skrzywdzenia przez świat.
Rosjanie są zdezorientowani, bo po 1991 roku znaleźli się w granicach, które nie do końca są dla nich zrozumiałe. I nie wiedzą, kim tak naprawdę są. Pamiętajmy, że Imperium Rosyjskie i sowieckie było narodową mieszanką – można było mieć babkę Ukrainkę, dziadka Białorusina, a rodziny, nawet te rosyjskie, często były wieloetniczne.
Tymczasem na obszarze poradzieckim mamy do czynienia z budowaniem państw narodowych – weźmy choćby Gruzję, Armenię, Azerbejdżan czy państwa Azji Centralnej. Następuje także konsolidacja tożsamości i państwowości ukraińskiej. To wszystko zmusza Rosjan do wymyślenia się na nowo.
PAP: Czyli wojna w Ukrainie jest nie tyle wojną imperialną, co tożsamościową?
M.P.S.: Jak najbardziej. I wojną samoidentyfikacyjną. To zbrojna próba samookreślenia się Rosjan. Ten proces został przerwany. Partia Kadetów (Partia Konstytucyjno-Demokratyczna – PAP), owa antysamodzierżawna, demokratyczna siła polityczna, której działacze byli ministrami Rządu Tymczasowego po obaleniu caratu, uważała Ukraińców za część „ogólnorosyjskiego” narodu.
PAP: Putin mówi wprost, że Rosjanie i Ukraińcy to niemal ten sam naród...
M.P.S.: Bo oba te narody tworzyły bardzo luźną, różnorodną wspólnotę językową, kulturową i tożsamościową. I tego nie zatrze żadna propaganda. Wspólnota nie oznacza jednak jedności. Co ciekawe, Putin próbuje zrealizować to, co nie udało się w czasach Imperium Rosyjskiego: że rosyjskość miałaby być podstawą państwowości i tożsamości narodowej, a białoruskość czy ukraińskość miałyby być tożsamościami lokalnymi, swoistym folklorem na poziomie samorządu terytorialnego w Rosji.
Na początku XX wieku rosyjska opozycja liberalna dążyła do tego, aby Rosja stała się czymś w rodzaju Wielkiej Brytanii, czyli państwem wielonarodowym, którego spoiwem byłaby rosyjskość. Nie bez powodu Partia Kadetów do końca swego istnienia (rozwiązano ją w grudniu 1917 roku – PAP) oferowała demokratyzację w pakiecie z rusyfikacją. To się oczywiście nie udało, bo wybuchła rewolucja. Dziś te problemy odżyły.
PAP: Wróćmy do 2026 roku. Co dziś jest największym zagrożeniem dla Rosji? Chiny, jak sugeruje Norman Davies?
M.P.S.: Moim zdaniem największym zagrożeniem dla Rosji jest niepohamowanie i brak samokontroli Putina i części kremlowskich elit, ponieważ geopolityka jej sprzyja. Putin korzysta na przykład z rywalizacji między USA a Chinami. W interesie Pekinu jest utrzymanie obecnego reżimu w Moskwie, bo Chiny nie chcą graniczyć z państwem, które miałoby silne związki z Zachodem. Xi Jinping obawia się więc demokratyzacji Rosji, a Rosjanie tym strachem grają.
Putinowi są także na rękę problemy wewnętrzne Zachodu, spory Europy z Ameryką, niekorzystne zmiany społeczno-gospodarcze w UE, czy konflikty na Bliskim Wschodzie.
PAP: Czyli, upraszczając, największym problemem Rosji są obecny model państwa i putinizm, który jest marną ideologią?
M.P.S.: Oraz to, że władza w Rosji skumulowana jest w rękach jednostki, której nic nie ogranicza i której wszystkie działania są skoncentrowane na utrzymaniu władzy. Putin działa na własną korzyść, a nie na korzyść Rosji.
Rozmawiał Jacek Pawlicki
Michał Patryk Sadłowski, historyk państwa i prawa specjalizujący się w dziejach ustroju Imperium Rosyjskiego, ZSRR i Federacji Rosyjskiej, adiunkt na Uniwersytecie Warszawskim, założyciel Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską, będącego częścią organizacyjną Fundacji Instytutu Prawa Wschodniego im. Gabriela Szerszeniewicza.
(PAP)
jap/ mro/