Decyzja Biura Politycznego WKP(b) o wymordowaniu obywateli polskich wziętych do niewoli we wrześniu 1939 r. Fot. IPN
Zakłamywanie zbrodni katyńskiej służy umacnianiu pozycji Putina i jego ludzi oraz uzasadnianiu wojny w Ukrainie. Nie jest zjawiskiem nowym, ale zmieniają się metody – wskazuje dr Jerzy Rohoziński z Instytutu Pileckiego, specjalizujący się w zagadnieniach związanych z Rosją i ZSRR.
Od 2020 roku przed obchodami Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa prawie co roku ujawnia kolejne „dowody” na to, że masowych mordów prawie 22 tys. Polaków na Smoleńszczyźnie wiosną 1940 r. nie dokonali Sowieci, lecz hitlerowcy. W sukurs rosyjskim służbom idą prokremlowskie media nagłaśniające te rewelacje, a także deputowani do Dumy Państwowej zabiegający o uchylenie rezolucji z 2010 r. stwierdzającej, że mordy katyńskie były zbrodnią stalinizmu.
Jak w rozmowie z PAP podkreślił specjalizujący się w zagadnieniach związanych z Rosją i ZSRR dr Jerzy Rohoziński z Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego, zakłamywanie Katynia przez stronę rosyjską nie jest zjawiskiem nowym. Mamy z nim do czynienia od bardzo dawna, zmieniają się tylko metody. Jak zaznaczył, wyjątek od tej reguły stanowił tylko okres lat 90., w którym zaczęła przebijać się prawda.
Jego zdaniem w tym okresie to okno zostało nie tyle otwarte, ile uchylone. – W roku 2004 zamknięto śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej konkluzją, która w zasadzie była pytaniem: czy w tym przypadku można mówić o zbrodni noszącej znamiona ludobójstwa. W ten oto sposób sprawa zawisła w próżni – powiedział ekspert. Dodał, że od tamtej pory Rosja prowadzi szereg działań mających na celu wymazywanie pamięci historycznej, jak choćby usuwanie tablic i innych pamiątek w miejscach zbrodni. Przykładem jest zdjęcie płaskorzeźb Orderu Wojennego Virtuti Militari i Krzyża Kampanii Wrześniowej 1939 na Cmentarzu Wojennym w Katyniu w listopadzie ub. roku. Sufluje również narrację, że to miejsca zbrodni dokonanych w wyniku represji stalinowskich, ale wyłącznie na narodzie radzieckim.
Rohoziński zwrócił uwagę na fakt, że prawda była w bardzo zmyślny sposób zamazywana jeszcze w czasach radzieckich, a niektóre metody znajdują zastosowanie także po rozpadzie ZSRR. Na przykład stosowano zabieg semantyczny polegający na nagłaśnianiu zbrodni w Chatyniu (przeprowadzonej w marcu 1942 r. przez Niemców pacyfikacji wsi na terenie obecnej Białorusi, w wyniku której zginęło ok. 150 mieszkańców, w tym 75 dzieci – PAP). Radzieckie społeczeństwo wiedziało o Chatyniu, lecz gdy słyszało „Katyń”, przypisywało to temu pierwszemu. – W 2005 roku Putin, uczestnicząc w obchodach 60. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz, w swoim przemówieniu powtórzył ten Chatyń. Oczywiście zrobił to nieprzypadkowo – dodał rozmówca PAP.
W ocenie eksperta zamazywanie sprawstwa ZSRR w zbrodni katyńskiej przez Kreml mieści się w ogólnych ramach polityki rehabilitacji stalinizmu i zakłamywania tak zwanej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Służy to podkreślaniu wybitnej roli ZSRR w triumfie nad faszyzmem. Tym samym zamazuje się ciemne strony jak choćby sojusz sowiecko-niemiecki z lat 1939-41.
Służy to, jego zdaniem, umacnianiu pozycji Putina i jego otoczenia oraz uzasadnianiu wojny w Ukrainie, bo tę ostatnią Rosja prowadzi pod hasłem walki z nazizmem. – Przy okazji, co jakiś czas, rosyjska propaganda próbuje przypisać Łotwie i Estonii współpracę z nazistowskimi Niemcami, która to współpraca miała miejsce, natomiast w przekazach płynących z Kremla jest wyolbrzymiana. To bardzo niepokojący sygnał – podkreślił Rohoziński.
Pytany, czy Moskwa liczy na rewizję prawdy historycznej wyłącznie we własnym społeczeństwie, czy również na arenie międzynarodowej, ekspert zwrócił uwagę, że kłamstwo katyńskie jest zniuansowane – w nieco innej formie Kreml kieruje je do własnego społeczeństwa, a w innej na zewnątrz. W przestrzeni postsowieckiej, w krajach współdzielących przestrzeń informacyjną i akademicką, może z wyłączeniem Ukrainy, ma się bardzo dobrze. – Natknąłem się na podnoszony na platformach społecznościowych argument, że skoro powstała armia Andersa, to znaczy, że polscy oficerowie nie mogli zostać wymordowani w Katyniu – przywołał przykład.
Jeżeli chodzi o Zachód, to – jak podkreślił ekspert – skuteczność tej propagandy zależy od poziomu wiedzy. Im mniejsza, tym łatwiej rosyjska propaganda utoruje sobie drogę. – Prowadzę na X akcję informacyjną w języku angielskim, w ramach której przypominam sowieckie zbrodnie. Pozytywnie zaskakuje mnie skala repostowania, lecz zarazem przekonuję się, jak mieszkańcy krajów Zachodu, ale też Globalnego Południa, mało o nich wiedzą – wskazał Rohoziński.
W kwietniu 1990 roku, w 50-lecie zbrodni, prezydent ZSRR Michaił Gorbaczow przyznał z okazji wizyty w Moskwie prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, że zbrodni katyńskiej dokonało NKWD i polecił odtajnienie dokumentów, które ten fakt potwierdzały. Dwa lata później wysłannik prezydenta Rosji Borysa Jelcyna przekazał prezydentowi Lechowi Wałęsie uwierzytelnione kopie dokumentów z „Teczki Specjalnej nr 1”, w tym rozkaz egzekucji podpisany przez Stalina z 5 marca 1940 r.
W 2000 roku, w 60. rocznicę zbrodni odsłonięto uroczyście w Katyniu Polski Cmentarz Wojenny z grobami polskich oficerów, z udziałem premiera Jerzego Buzka i wicepremiera Rosji Wiktora Christienki. W tym samym roku odsłonięto też podobny cmentarz w Miednoje oraz w Charkowie na Ukrainie. Cmentarz w Katyniu był w następnych latach regularnie odwiedzany przez przedstawicieli polskich władz, m.in. we wrześniu 2007 odwiedził go prezydent Lech Kaczyński.
7 kwietnia 2010 roku na tym cmentarzu odbyły się uroczystości z okazji 70-lecia zbrodni z udziałem premierów Polski Donalda Tuska i Federacji Rosyjskiej Władimira Putina. 10 kwietnia 2010 miały się w Katyniu odbyć analogiczne uroczystości z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ale samolot z lecącą na nie delegacją rozbił się w Smoleńsku. W tym okresie w państwowej rosyjskiej telewizji wyemitowano też film Andrzeja Wajdy "Katyń". W listopadzie 2010 r. Duma Państwowa przyjęła rezolucję, że „tragedia katyńska” była zbrodnią stalinowską. W kwietniu 2011 roku, w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej, cmentarz odwiedzili prezydenci Polski Bronisław Komorowski i Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew.
W sierpniu 2020 FSB obwodu smoleńskiego „odtajniła” zawierające zeznania niemieckich jeńców, którzy pod przymusem przyznawali się do udziału w egzekucjach. W kwietniu 2022 r. ta sama służba opublikowała kolejne akta mające wykazywać, że sowieckie sprawstwo to efekt „fałszerstwa Goebbelsa” i opiera się na dowodach spreparowanych przez nazistów w 1943 r.
W kwietniu 2024 regionalny zarząd FSB w Smoleńsku udostępnił kolejne materiały archiwalne, w tym raporty sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz z lat 1944–1945. Wynika z nich, że egzekucje zostały przeprowadzone przez Gestapo jesienią 1941 r., po zajęciu Smoleńszczyzny przez hitlerowców. W dokumentach pojawiają się relacje mówiące o udziale jednostek niemieckich w rozstrzeliwaniach oraz o rzekomym preparowaniu dowodów przez służby wywiadowcze III Rzeszy w 1943 r.
W tym samym czasie w Dumie pojawiła się inicjatywa uchylenia uchwały z 2010 r. W uzasadnieniu podano, że „wyrządziła ona ogromne szkody interesom i reputacji państwa rosyjskiego", a jej treść oparto na „dokumentach o wątpliwej autentyczności”. Przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin powołał grupę roboczą mającą za zadanie „zbadanie interpretacji zbrodni katyńskiej” i przygotowanie merytorycznego gruntu pod formalne uchylenie rezolucji z 2010 r. (PAP)
gru/ pś/ mhr/