Plantacja chmielu na Wołyniu. FOT. NAC
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości działania Warszawy warunkowała konieczność zintegrowania ziem po zaborach; na drodze do trwałego zbliżenia polsko-ukraińskiego stał ukraiński nacjonalizm, bezkompromisowo dążący do własnego państwa i polskie elity ziemiańskie, głównie konserwatywne, z Małopolski i Wołynia - powiedział PAP historyk z gdańskiego IPN Bartosz Januszewski.
Bartosz Januszewski jest autorem m.in. autor książki „Nie tylko Wołyń. Polacy i Ukraińcy – krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza (1918-1945)".
PAP: Książkę „Nie tylko Wołyń. Polacy i Ukraińcy – krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza 1918-1945” poświęcił Pan pamięci Pawła Majstrenki, polsko-ukraińskiego reżysera z Odessy. Dlaczego?
Bartosz Januszewski: Paweł Majstrenko pochodził z południa Ukrainy. Wychował się w bardzo patriotycznej rodzinie o polskich korzeniach, działał w Związku Polaków na Ukrainie, a w ostatnich latach życia mieszkał w Warszawie. Miał również silne poczucie ukraińskiej tożsamości, z którego wynikała jego antysowiecka postawa. Jako filmowiec często przemieszczał się między Polską a Ukrainą, a głównie między Warszawą a Kijowem. Poznałem go pod koniec 2020 roku, kiedy akurat przyjechał do Trójmiasta, by zrealizować film o Mariuszu Zaruskim. Przeprowadził wtedy ze mną długi wywiad, a rok później, z okazji 80. rocznicy śmierci generała, miałem zaszczyt brać udział w premierze tego filmu w rodzinnej Odessie Pawła. To, że pochodził z wielokulturowej i kosmopolitycznej Odessy, z pewnością miało wpływ na jego postrzeganie świata. W pracy dokumentalisty poszukiwał tego, co łączyło Polaków i Ukraińców na przekór trudnej przeszłości. Najbardziej cenię jego film „Ukraino, oto gdzie Twoi synowie” z 2020 roku, w którym opiewa czyn zbrojny ukraińskich żołnierzy walczących u boku Wojska Polskiego w wojnie polsko-bolszewickiej. Niestety rok później Paweł zmarł tragicznie, mając zaledwie 28 lat. W niektórych kwestiach historycznych nie zgadzałem się z nim i nie podzielałem jego silnego przywiązania do idei nacjonalistycznych. Jednak był artystą o otwartej głowie, wymykał się nacjonalistycznym schematom i pozostawał niezależny w swoich sądach. Mogę powiedzieć, że w przeciwieństwie do wielu swoich rodaków nie miał dogmatycznej wizji świata. Moim zdaniem takich ludzi dzisiaj coraz trudniej znaleźć na Ukrainie.
„Ukraino, oto gdzie Twoi synowie” - film dokumentalny Pawła Majstrenki
PAP: Współcześnie na pamięci historycznej Polaków i Ukraińców ciąży zbrodnia wołyńska dokonana przez ukraińskich nacjonalistów w latach 40-tych XX w. A jakie wydarzenia, kształtujące postawy polityczne i nastroje społeczne, były ważne dla Polaków i Ukraińców w przededniu II wojny światowej?
B. J.: Z różnych względów dla każdej z dwóch społeczności żyjących w II Rzeczypospolitej inne wydarzenia miały zasadnicze znaczenie. Stosunek Polaków do mniejszości ukraińskiej z pewnością kształtowała działalność Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, a następnie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, które od samego początku kontestowały władzę państwa polskiego nad kresami południowo-wschodnimi, uważając je za okupowane ziemie zachodnioukraińskie. Te ugrupowania nie prowadziły walki politycznej na drodze parlamentarnej, lecz z pomocą dywersji, terroru oraz agenturalnej współpracy z ówczesnymi wrogami Polski: z Niemcami, Litwą, Czechosłowacją, a nawet ze Związkiem Sowieckim.
Dopuszczały się także zamachów, na szczęście nieudanych, na funkcjonariuszy państwowych i samorządowych: Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, wojewodę lwowskiego Kazimierza Grabowskiego czy kuratora lwowskiego okręgu szkolnego Stanisława Gadomskiego.
Inne zamachy, niestety, powiodły się, a ich ofiarami padli poseł i działacz ruchu prometejskiego Tadeusz Hołówko, lwowski kurator szkolny Stanisław Sobiński, a przede wszystkim minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki. Zamachy potwierdzały wrogość ukraińskich radykałów wobec państwa polskiego.
Ponadto organizacje ekstremistyczne dopuszczały się działań o charakterze sabotażowym, dywersyjnym i wywrotowym. Były to na przykład dwa tak zwane wystąpienia UWO, pierwsze przeprowadzone w latach 1922-1923, a drugie w 1930 roku. W ramach tych dwóch akcji dokonano łącznie około 500 aktów sabotażu i dywersji: podpaleń majątków i zbiorów rolnych, napadów na banki i placówki pocztowe, niszczenia infrastruktury drogowej, kolejowej i telegraficznej, profanowania polskich symboli narodowych, okazywania ostentacyjnej pogardy podczas ważnych uroczystości państwowych, o zamachach na życie już nie wspominając. Spora część Ukraińców nigdy nie zaakceptowała życia w Rzeczypospolitej Polskiej. Ich nastawienie do II RP było od początku skrajnie negatywne.
PAP: Czy były takie wydarzenia, które uzasadniały niechęć ukraińskiej mniejszości do państwa polskiego?
B. J.: Jeśli szukać wydarzeń, które dodatkowo antagonizowały Polaków i Ukraińców, stając się wodą na młyn ultranacjonalistycznej propagandy, to wskazałbym przede wszystkim niezrealizowany postulat autonomii dla Małopolski Wschodniej wraz z utworzeniem Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie. Takim wydarzeniem była również tzw. pacyfikacja Małopolski Wschodniej w 1930 roku, przeprowadzona w odwecie za wspomniane drugie wystąpienie UWO, a także wdrażany pod koniec lat 30., już po śmierci Piłsudskiego i w obliczu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej, tzw. program wzmacniania polskości kraju, będący z ducha projektem endeckim, zakładającym polonizację części Ukraińców, zwłaszcza na Chełmszczyźnie i Wołyniu.
PAP: Na czym polegał ten program?
B. J.: W jego ramach władze w Warszawie zainicjowały tzw. akcję polonizacyjno-rewindykacyjną, która z grubsza polegała na przejmowaniu lub wyburzaniu cerkwi wzniesionych jeszcze przez carat oraz zwracaniu katolikom tych kościołów, które w czasie zaborów zostały zamienione w cerkwie. Skutkiem tej barbarzyńskiej akcji było zniszczenie na terenie między Wieprzem a Bugiem ponad 120 świątyń i kaplic prawosławnych, co stanowiło aż jedną trzecią stanu posiadania Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego w Polsce.
PAP: Jaki był skutek tej akcji?
B. J.: Na pewno nie przyczyniła się do polonizacji tych terenów, lecz przeciwnie – skonsolidowała środowiska rusińskie na Lubelszczyźnie i w pewnym sensie pchnęła je w objęcia radykałów z OUN. Argument o konieczności usunięcia skutków rusyfikacji z czasów zaborów, wysuwany przez inicjatorów akcji, oraz sprzeciw wobec bezprawnych działań metropolity prawosławnego Dionizego, który nielegalnie próbował przejmować opuszczone cerkwie, wydawały się mocno naciągane, tym bardziej że dotychczas na Chełmszczyźnie nie obserwowano nastrojów nacjonalistycznych, a część miejscowych Rusinów nawet nie przejawiała identyfikacji ukraińskiej.
Także ta akcja polonizacyjno-rewindykacyjna, w zasadzie niesprowokowana działaniami ultranacjonalistów, była zupełnie niepotrzebnym zaognianiem i tak niełatwych stosunków oraz niemądrym burzeniem kruchego pokoju społecznego, jaki został wypracowany w połowie lat 30.
Szczególnie, że większość dotychczasowych działań władz wobec Ukraińców obywateli RP, takich jak delegalizacja ekstremistycznych ugrupowań ukraińskich, pacyfikacja z 1930 r. czy stworzenie Ośrodka Odosobnienia w Berezie Kartuskiej w 1934 r. po zabójstwie Pierackiego miały jednak charakter reaktywny, a nie eskalujący.

Uroczystości pogrzebowe Bronisława Pierackiego w Nowym Sączu. Fot. Public domain, via Wikimedia Commons
PAP: Czy krzywdy wyrządzone przez polskie państwo miały decydujące znaczenie dla postawy ukraińskiej mniejszości?
B. J.: Nie uważam tak. Dla wielu Ukraińców było to państwo obce niezależnie od wielu prób pozyskania społeczności ukraińskiej i ustępstw czynionych zarówno przez władze centralne, jak i samorządowe - w tym kontekście interesujący wydaje się tzw. eksperyment wojewody wołyńskiego Józewskiego, który polegał na uznaniu aspiracji narodowych Ukraińców pod warunkiem lojalności wobec II RP.
Właśnie ta obcość wydaje się kluczowa dla zrozumienia tego swoistego węzła gordyjskiego, jakim była sprawa ukraińska w II Rzeczypospolitej. Jakich gestów RP nie czyniłaby względem Ukraińców, część z nich i tak, może nawet szczególnie wtedy, nie akceptowałaby porządku prawnego i destabilizowała Polskę. Nie zatem niesprawiedliwość czy rzekome krzywdy wyrządzone Ukraińcom przez państwo polskiego stały u źródeł coraz bardziej nabrzmiewającego problemu ukraińskiego, lecz silnie rozwinięta świadomość narodowa, zmysł państwowotwórczy i absolutny brak identyfikacji z Polską, chociaż Ukraińcom na tle innych państw, zwłaszcza Związku Sowieckiego, ale również Rumunii i Węgier, na pewno nie żyło się tu źle.
Dla nich jednak kluczowe było uczucie frustracji z powodu nieutrzymania państwowości powstałych w 1918 i 1920 roku. To poczucie krzywdy narastało i w zasadzie pozostawało niemożliwe do przezwyciężenia, dopóki państwo polskie istniało w ówczesnych granicach.

Wasyl Mudry jako wicemarszałek Sejmu w 1935 r. Fot. "Światowid" 1935, Public domain, via Wikimedia Commons
PAP: Jednak oprócz nielegalnie działających nacjonalistów byli w II RP także inni ukraińscy politycy: konserwatywni, ludowi, socjalistyczni, a niektórzy nawet wspierali sanację, startując w wyborach z list Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Jakie ukraińskie ugrupowanie lub jacy politycy cieszyli się największym społecznym zaufaniem w II RP?
B. J.: Przez cały okres funkcjonowania II Rzeczypospolitej ukraińskie życie polityczne cechowała duża różnorodność ugrupowań, które stojąc na gruncie poszanowania prawa oraz integralności terytorialnej Polski, prowadziły legalną walkę polityczną o prawa społeczności ukraińskiej. Wśród legalnych partii największą rolę odgrywało UNDO, czyli Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne, cieszące się dużym zaufaniem Ukraińców w Polsce, czego przejawem była jego wieloletnia reprezentacja w Sejmie i Senacie. Po 1926 roku UNDO pozostawało w opozycji do sanacji. Postulowało większą demokratyzację, reformę rolną i rozwój ruchu spółdzielczego oraz głosiło konieczność wskrzeszenia państwowości ukraińskiej na ziemiach etnicznie ukraińskich, czyli również na terenach Wołynia i Małopolski Wschodniej. Mimo tego ostatniego postulatu UNDO działało legalnie. W 1935 roku w ramach ugody polsko-ukraińskiej przyjęto nawet zasadę, że wicemarszałkiem Sejmu będzie polityk ukraiński. Funkcję tę nieprzerwanie aż do wybuchu wojny pełnił Wasyl Mudry, przewodniczący UNDO, prezes Ukraińskiej Reprezentacji Parlamentarnej, a także członek sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Drugim takim ugrupowaniem politycznym opowiadającym się za niepodległością Ukrainy była Ukraińska Partia Socjalistyczno-Radykalna.
Z oczywistych względów mniejszym poparciem Ukraińców, ale z kolei większym zaufaniem Warszawy cieszyły się te partie ukraińskie, które głosiły program porozumienia z władzami i dążyły wyłącznie do uzyskania autonomii kulturalnej, m.in. w kwestii Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie.
Do takich partii należały Wołyńskie Zjednoczenie Ukraińskie, utworzone z inicjatywy wojewody wołyńskiego Henryka Józewskiego, Ukraiński Związek Ludowy, Ukraińska Partia Ludowa oraz Ukraińska Partia Włościańska, której członków nazywano chliborobami, od ukraińskiego słowa oznaczającego włościan. Jeśli chodzi o to ostatnie ugrupowanie, to już w 1922 roku w wyniku wyborów parlamentarnych, które zbojkotowała część ugrupowań ukraińskich, chliborobi wprowadzili kilku posłów do Sejmu. Być może właśnie dlatego jeszcze w trakcie kampanii lider ugrupowania Sydir Twerdochlib został zamordowany przez członków UWO.

Henryk Józewski. Fot. "Światowid" 1928, Public domain, via Wikimedia Commons
PAP: Ukraińscy nacjonaliści w zamachach terrorystycznych zabili więcej Ukraińców niż Polaków. Jaki był tego powód?
B. J.: Pożywką dla ekstremistów wszelkiej maści są raczej antagonizmy i poczucie krzywdy, dlatego wszelkie próby stworzenia płaszczyzny pokojowej koegzystencji narodów są przez nich bezwzględnie torpedowane. Nacjonaliści ukraińscy największe przeszkody w realizacji swoich planów politycznych widzieli zatem nie w endekach, nacjonalistach czy asymilatorach, lecz w ugodowcach i ukrainofilach po stronie polskiej, a także w tych Ukraińcach, jak wspomniany Twerdochlib czy zamordowany w 1934 r. dyrektor ukraińskiego gimnazjum we Lwowie Iwan Babij, którzy stali na gruncie legalizmu i pragmatyzmu, dążyli do pokoju społecznego i chcieli realizować swoje cele polityczne w parlamencie.
Według ekstremistów z UWO i OUN właśnie ci ostatni legitymizowali istnienie państwa polskiego, a równocześnie kwestionowali mandat ukraińskich nacjonalistów do walki w imię rzekomo dyskryminowanej społeczności ukraińskiej. Wśród ponad sześćdziesięciu zabitych przez terrorystów ukraińskich funkcjonariuszy państwowych i działaczy społecznych próżno szukać polskich nacjonalistów.
PAP: Prawa mniejszości narodowych gwarantowała w II RP konstytucja. W książce napisał Pan: „Codzienna praktyka odbiegała jednak od tych założeń. Niechęć władz do respektowania konstytucyjnych praw mniejszości i zrozumienia delikatnej materii, jaką były interesy i potrzeby grup narodowych i etnicznych, rzutowała na relacje między polską większością a innymi narodowościami, które najczęściej nie układały się zbyt przyjaźnie”. Dlaczego polskie władze nie przestrzegały postanowień konstytucji?
B. J.: Skoro duża część ukraińskich elit w II Rzeczypospolitej nie akceptowała władztwa państwa polskiego nad sporymi terenami, to nastawienie władz w Warszawie do ukraińskiej mniejszości było z oczywistych względów pełne nieufności i dystansu.
Nie jest to, rzecz jasna, próba usprawiedliwiania tych nie zawsze spójnych, sprawiedliwych i przemyślanych działań wobec społeczności ukraińskiej w Polsce. Jest to raczej konstatacja faktu, że młode i z trudem wywalczone państwo nie mogło sobie pozwolić na tolerowanie działań kwestionujących jego integralność terytorialną ani na lekceważenie działalności dywersyjnej, szpiegowskiej i terrorystycznej, która destabilizowała ład wewnętrzny i godziła w międzynarodowy prestiż Polski. Było to tym istotniejsze, że za tymi jednoznacznie wrogimi działaniami stał cel ostateczny, który nacjonaliści ukraińscy wypisali sobie zresztą na sztandarach, czyli irredenta zbrojna na terenie Małopolski Wschodniej.
Polska po wywalczeniu niepodległości i ustaleniu granic stanęła przed niezwykle trudnym wyzwaniem zintegrowania ziem należących wcześniej do trzech zaborów. Do tego jedną trzecią ludności kraju stanowiły mniejszości narodowe i wyznaniowe.
Podejmowana przez Warszawę w dobrej wierze próba zachowania równowagi między poszanowaniem praw mniejszości i dążeniem do pozyskania ich akceptacji dla wspólnego państwa a obroną nienaruszalności granic była wewnętrznie sprzeczna i nie mogła doprowadzić do trwałego ułożenia stosunków między mniejszością ukraińską a państwem polskim. Na przeszkodzie stał ukraiński integralny nacjonalizm, bezwzględny i bezkompromisowy ruch polityczny dążący do ustanowienia za wszelką cenę niepodległego, zjednoczonego i niezależnego państwa.
Zobowiązanie do przyznania trzem województwom południowo-wschodnim autonomii terytorialnej, które nałożyły na Warszawę w 1923 roku zwycięskie mocarstwa, nie zostało zrealizowane. Warszawa, skądinąd słusznie odczytując cele polityczne galicyjskich Ukraińców, obawiała się próby przekształcenia owej autonomii w coś na kształt ukraińskiego Piemontu, który stałby się matecznikiem ukraińskiej państwowości. Arbitralne posunięcia, np. odsunięcie ukraińskich wykładowców od prowadzenia zajęć na uczelniach Lwowa, można tłumaczyć chyba tylko obawą przed umocnieniem ukraińskiego pierwiastka w tym najważniejszym ówczesnym ukraińskim ośrodku politycznym.
PAP: Co innego pozostawało ukraińskim elitom?
B. J.: Gdyby przeważająca część galicyjskich elit ukraińskich akceptowała postanowienia terytorialne traktatu ryskiego i skupiła się raczej na próbie odzyskania państwowości nie nad Dniestrem, lecz nad Dnieprem, czyli w części zagarniętej przez Sowietów, gdyby współdziałała z władzami w Warszawie – jak mawiał Piłsudski – w rozpruciu Rosji po szwach narodowościowych, gdyby wreszcie realizowała wspólnie z Tadeuszem Hołówką, naczelnikiem Wydziału Wschodniego w polskim MSZ, program prometejski, a nie mordowała tego największego orędownika zbliżenia polsko-ukraińskiego, państwo polskie z pewnością zajęłoby inne stanowisko zarówno w sprawie autonomii, jak i uniwersytetu we Lwowie oraz ukraińskiego szkolnictwa.
Uczciwie trzeba jednak powiedzieć, że na drodze do trwałego zbliżenia polsko-ukraińskiego stały również polskie elity ziemiańskie, głównie konserwatywne, z Małopolski i Wołynia. Konsekwentnie sprzeciwiały się one jakimkolwiek ustępstwom Warszawy wobec mniejszości ukraińskiej, dogmatycznie zakładając, że politykę na Kresach trzeba oprzeć wyłącznie na polskim żywiole.
PAP: Czy może Pan wskazać najważniejsze postaci, które dążyły do pokojowego współistnienia?
B. J.: Wspomniałem o rzecznikach asymilacji państwowej oraz orędownikach polityki prometejskiej – Piłsudskim i Hołówce, dla których traktat ryski, który nie z ich winy okazał się załamaniem koncepcji federacyjnej, był dotkliwą porażką polityczną. Powiedzieć trzeba również o Henryku Józewskim, który w latach 1928–1938 jako wojewoda wołyński z powodzeniem realizował politykę „samorządowego patriotyzmu”, a więc włączania Ukraińców do administracji lokalnej, w czym upatrywał szansę na pokojową koegzystencję obu nacji. Podobnie jak Hołówko w realizacji idei prometejskiej aktywnie uczestniczył również minister spraw wewnętrznych Pieracki. Z jednej strony nieugięcie zwalczał działalność terrorystyczną i wywrotową OUN, z drugiej już na samym początku swoich rządów wykonał kilka gestów wobec społeczności ukraińskiej, wypuszczając z więzień kilku ukraińskich działaczy oraz dopuszczając Ukraińców do pracy w administracji i na kolei. Po zabójstwie Hołówki pozostał on jednym z ostatnich orędowników porozumienia z Ukraińcami, dlatego musiał zginąć. Informacje w podziemnej prasie ukraińskiej, że zabity został rzekomo „kat narodu ukraińskiego”, nie miały nic wspólnego z rzeczywistością i były jedynie propagandową i kolejną już próbą storpedowania wysiłków na rzecz polsko-ukraińskiego zbliżenia.
***
Bartosz Januszewski – historyk, nauczyciel dyplomowany, pracownik Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Gdańsku, autor książek historycznych, m.in. „Nie tylko Wołyń. Polacy i Ukraińcy – krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza (1918-1945)”
Rozmawiał: Igor Rakowski-Kłos (PAP)
