Josephus Maximilianus Comes de Tenczyn Ossolinski [...]/Źródło: polona.pl
Bez jego zbierackiej pasji wiele dzieł zapewne by nie ocalało. Stworzona przez niego biblioteka jest dziś jedną z najważniejszych instytucji polskiej kultury, choć większość zbiorów znajduje się za granicą. Rok 2026 Sejm ustanowił Rokiem Józefa Maksymiliana Ossolińskiego.
Ossolineum dziś ma w swych zbiorach m.in. oryginał pierwszego wydania „De revolitionibus orbium coelestium” Mikołaja Kopernika, ponad 23 tys. rękopisów, 70 tys. starodruków, w tym unikatowe wydania dzieł Mikołaja Reja, Andrzeja Frycza Modrzewskiego oraz najstarszą zachowaną w całości książkę w języku polskim – „Ecclesiastes” – wydrukowanę w Krakowie w 1522 r., a także wydane w 1586 r. „Pieśni” Jana Kochanowskiego.
Podwaliny tego zbioru zbudował w Wiedniu Józef Maksymilian Ossoliński. Zakład Narodowy im. Ossolińskich przez ponad stulecie znajdował się we Lwowie i to tam po II wojnie światowej została większość kolekcji. Dopiero w ostatnich latach, w cyfrowej formie, znów dostępna jest w Polsce. Do Wrocławia, gdzie od 1946 r. mieści się siedziba Ossolineum, trafiła ta część zbiorów, którą w obliczu nacierającej Armii Czerwonej ze Lwowa wywieźli Niemcy. Choć nalegali, by były to dzieła cenne dla kultury niemieckiej, kierujący placówką w czasach okupacji prof. Mieczysław Gębarowicz zdołał do skrzyń zapakować rzadkie wydania dzieł Słowackiego, Fredry, Reymonta i rękopis „Pana Tadeusza”. Z wcielonego do ZSRR Lwowa w latach 1946-1947 przywieziono ponadto 217 450 woluminów, w tym 7068 rękopisów i 41 505 woluminów starych druków i jakby na ironię nazwano to „darem narodu ukraińskiego dla polskiego”. W liczących dziś ok. 2 mln jednostek zbiorach Ossolineum stanowią one niewielką, ale najbardziej wartościową część.
„Zbieractwo Ossolińskiego nie było pańską fanaberią, mającą na celu uświetnienie siedziby magnata półkami pięknie oprawionych, lecz nie używanych książek, ale dyktowała je konieczność stworzenia własnego warsztatu naukowego.”
Ok. 70 proc. przedwojennych zbiorów Ossolineum znajduje się we Lwowie: w Ukraińskiej Narodowej Bibliotece Naukowej im. Wasyla Stefanyka, Narodowej Galerii Sztuki im. Borysa Woźnickiego, Muzeum Historycznym, Muzeum Historii Religii oraz Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego.
Józef Maksymilian Ossoliński herbu Topór urodził się w Woli Mieleckiej, przysiółku niedaleko Mielca. Pochodził z jednego z najważniejszych magnackich rodów w Rzeczypospolitej. Wśród przodków miał m.in. Jana Ossolińskiego – kasztelana wiślickiego z czasów panowania Władysława Jagiełły, Hieronima Ossolińskiego – przywódcę polskich kalwinistów w XVI wieku, Jana Zbigniewa Ossolińskiego, który po porzuceniu kalwinizmu został jednym z zaufanych króla Zygmunta III Wazy, Jerzego Ossolińskiego – kanclerza wielkiego koronnego i najbliższego doradcę króla Władysława IV Wazy, oraz Franciszka Maksymiliana Ossolińskiego – sekretarza prywatnego króla Augusta II Mocnego, a potem najbliższego współpracownika króla Stanisława Leszczyńskiego.
Ojciec był właścicielem Mielca i kilku okolicznych wiosek. Od cesarza Józefa II otrzymał godność hrabiowską, która przysługiwała również jego dzieciom. Według powtarzanej od lat wersji Józef Maksymilian urodził się w 1748 r., ale dr Dorota Sidorowicz-Mulak, literaturoznawczyni i wicedyrektorka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, ustaliła, że o kilka lat później.
Błąd – jak wyjaśniła w artykule opublikowanym na łamach „Leopoldiana Wratislaviensia” (wyd. Atut, 2024) - wziął się z informacji podanych tuż po śmierci Ossolińskiego. O tym, że urodził się w 1748 r., pisał np. jego przyjaciel i pierwszy dyrektor Ossolineum we Lwowie Franciszek Siarczyński. Tymczasem według metryk parafialnych Ossoliński został ochrzczony 8 czerwca 1754 r., więc urodził się zapewne najwyżej o kilka dni wcześniej. Na taką datę wskazuje też fakt, że jego rodzice – Michał Ossoliński i Anna z Szaniawskich - pobrali się w 1753 r.
Wykształcenie zdobył w warszawskim Collegium Nobilium, elitarnej szkole dla dzieci zamożnej szlachty, którą założył Stanisław Konarski. Po jej ukończeniu wrócił w rodzinne strony, ale w 1793 r. osiadł w Wiedniu. W 1809 r. cesarz Franciszek I mianował go prefektem Biblioteki Nadwornej, a osiem lat później (w 1817 r.) podpisał ustawę fundacyjną, która pozwoliła Ossolińskiemu utworzyć bibliotekę.
Trwałość nowej instytucji i dopływ zbiorów artystycznych miała zapewnić umowa, którą w 1823 r. zawarł z księciem Henrykiem Lubomirskim (spadkobiercą bogatej biblioteki Izabeli Lubomirskiej). W ten sposób przy Bibliotece Ossolińskich powołane zostało Muzeum Lubomirskich. Po śmierci Ossolińskiego (17 marca 1826 r.) zgromadzone w Wiedniu zbiory przewiezione zostały do Lwowa. Oprócz książek i rękopisów były to też grafiki, monety, medale, odciski z numizmatów i pieczęci oraz okazy przyrodnicze. Do uporządkowania i poszerzenia tej kolekcji przyczynił się Samuel Bogumił Linde, autor monumentalnego „Słownika języka polskiego”.
Sam Ossoliński również miał ambicje naukowe i literackie – przetłumaczył na język polski jedno z dzieł Seneki, a pod koniec życia napisał kilkutomowe „Wiadomości historyczno-krytyczne do dziejów literatury polskiej”, ale zasłużył się przede wszystkim ze względu na stworzoną przez siebie bibliotekę.
Jak podkreślił Józef Adam Kosiński, autor monografii z 1971 r.: „Zbieractwo Ossolińskiego nie było pańską fanaberią, mającą na celu uświetnienie siedziby magnata półkami pięknie oprawionych, lecz nie używanych książek, ale dyktowała je konieczność stworzenia własnego warsztatu naukowego do prac historycznych, bibliograficznych i literackich. Stąd też księgozbiór Ossolińskiego – jeszcze przed przewiezieniem do Lwowa, kiedy oficjalnie rozpoczął służbę nauce i kulturze – służył samemu właścicielowi i kręgowi osób z nim związanych, był więc księgozbiorem żywym i wykorzystywanym”.
Ossoliński skupił się głównie na gromadzeniu druków i rękopisów poświęconych historii oraz kulturze Polski. W zbiorach znalazło się też dużo dzieł z literatury francuskiej i niemieckiej. O olbrzymiej skali tego przedsięwzięcia świadczy pismo sporządzone w 1827 r. przez Gwalberta Pawlikowskiego (późniejszego wicedyrektora Ossolineum), który czuwał nad wysyłką poszczególnych przedmiotów z Wiednia do Lwowa.
„Wszystkie książki i inne zbiory potrzebowały pięćdziesiąt pak, które częściami do Lwowa przesłanymi zostały. W tych zbiorach znajduje się książek drukowanych tomów osiemnaście tysięcy dziewięćset czternaście, dzieł zaś, z racji, iż w niektórych tomach po kilka razem jest oprawnych, dwadzieścia pięć tysięcy czterysta dwa. Rękopisów jest tomów siedemset piętnaście. Rycin tysiąc czterysta czterdzieści i trzy. Portretów polskich dziewięćset sześćdziesiąt i dwa numery. Map numerów sto trzydzieści i trzy, i wiele innych tu spisanych drobnostków. Odesłałem oprócz tego odcisków z różnych polskich medalów pięćset pięćdziesiąt i jedna. Skorup morskich sztuk pięćset trzydzieści i cztery. Kruszców większych i mniejszych sztuk sześćset pięćdziesiąt” - pisał.
Dorota Sidorowicz-Mulak zwróciła uwagę, że ten spis Pawlikowskiego nie obejmuje np. obrazów, wśród nich namalowanego przez Canaletta „Wjazdu Jerzego Ossolińskiego do Rzymu” (obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu – PAP).
„Bóg widzi, żem rozczulony i zajęty jedynie chęcią bycia użytecznym i po mojej śmierci mojemu narodowi. Chodzi mi o tę bibliotekę jak o córkę jedynaczkę na wydaniu, której bym na los nie chciał odumrzeć.”
Wśród XVI-wiecznych unikatów w kolekcji Ossolińskiego znajdowało się najstarsze zachowane dzieło drukowane Jana Kochanowskiego, czyli „Zuzanna”, wydane w krakowskiej drukarni Macieja Wirzbięty na przełomie 1561 i 1562 r. z zamieszczonym na końcu hymnem „Czego chcesz od nas, Panie”. Ossoliński posiadał również „Odprawę posłów greckich” z 1578 r. - pierwszą książkę wydrukowaną w Warszawie, a także pierwszy przekład polski Biblii (Jana Leopolity) z 1561 r. Egzemplarz ten otrzymał od innego bibliofila - Tadeusza Czackiego.
Unikatów nie brakowało również wśród zebranych przez Ossolińskiego prac naukowych. Miał np. drugie i trzecie wydanie dzieła Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium” z 1566 i 1617 r., podręcznik astronomii Johannesa Keplera „Epitome astronomiae Copernicanae” z 1618 roku oraz „Dialogo” Galileusza z 1632 roku. Słynny badacz porównał w tym opracowaniu system Kopernika i Ptolemeusza, opowiadając się za heliocentryczną teorią polskiego uczonego.
Zbiór Ossolińskiego zawierał ponadto mapy: świata starożytnego, Europy, a także Afryki, Ameryki i Azji. Do najcenniejszych należał „Theatrum Orbis Terrarum Abrahama Orteliusa” – pierwszy nowożytny atlas świata wydany w Antwerpii w 1603 roku, zawierający ręcznie kolorowane mapy.
W pewnym sensie konkurował z innym wielkim bibliofilem tamtej epoki, twórcą Liceum Krzemienieckiego Tadeuszem Czackim. Wiele bezcennych dzieł on sam i pracujący na jego zlecenie Linde znaleźli w bibliotekach należących do zlikwidowanych przez cesarza Józefa II zakonów, ale także w tych, które nie pozostały bezpańskie. Często były w bardzo złym stanie, od dawna niedostępne dla nikogo. Bez zbierackiej pasji Ossolińskiego zapewne by nie ocalały. Niekiedy Ossoliński i Linde posuwali się do działań nieetycznych – gdy gospodarze jakiejś biblioteki odmawiali im sprzedania upatrzonej przez nich książki, prosili o jej wypożyczenie. Zostawiali nawet rewers, ale z góry zakładali, że „pożyczonej” książki nie oddadzą. Wiedząc o tych skłonnościach Ossolińskiego, krakowscy dominikanie wpuścili go wprawdzie do swojej biblioteki, ale na krok nie odstępowali. „O hultaje dominikany, ale ja przecież wielkie zrobiłem głupstwo, biorąc się do wielkich ksiąg, bo gdybym udał się był do małych, byłbym może co ułowił” – zwierzał się po tej wizycie Ossoliński pewnemu znajomemu.
Początkowo zamierzał przekazać swoje zbiory do Zamościa. W 1803 r. zdążył nawet podpisać umowę z tamtejszym ordynatem Stanisławem Kostką Zamoyskim, ale sprawy się skomplikowały, gdy w 1809 r. wchodzący w skład zaboru austriackiego Zamość został przyłączony do Księstwa Warszawskiego, a kilka lat później zaczął podlegać Rosji. W 1817 r. Ossoliński wybrał więc Lwów i kupił opuszczone po kasacji zakonu zabudowania dawnego klasztoru Karmelitanek Trzewiczkowych we Lwowie.
„Bóg widzi, żem rozczulony i zajęty jedynie chęcią bycia użytecznym i po mojej śmierci mojemu narodowi. Chodzi mi o tę bibliotekę jak o córkę jedynaczkę na wydaniu, której bym na los nie chciał odumrzeć” – pisał do przyjaciela.
Biblioteka w pewnym stopniu była jego „córką jedynaczką”, bo sam nie miał dzieci. W 1785 r. wprawdzie się ożenił, ale po sześciu latach małżeństwo - na wniosek żony - zostało kościelnie unieważnione. Oficjalnym powodem było zbyt bliskie pokrewieństwo (mieli wspólnego pradziadka), ale Ambroży Grabowski, krakowski księgarz i dobry znajomy Ossolińskiego, domyślał się innej przyczyny; wypowiedział się o niej w nieco zagadkowy sposób: „Małżeństwo to było bezdzietne, a zatem cel jego chybiony. Przyczyna tego nie była w stronie powodowej, bo zacna śp. Pani Ossolińska, w drugim zamęściu Trzebińska, wypłaciła się społeczeństwu dwoma synami. (…) Była jeszcze i córa Marianna Trzebińska, sławna w swym czasie z wdzięków i przyjemności” – pisał Grabowski.
W ostatnich latach życia Ossoliński zmagał się z różnymi dolegliwościami. W 1822 r. stracił wzrok i odtąd zdany był na pomoc innych osób. Swoje myśli dyktował: „Znikły mi z oczu widoki świata i zdaje mi się, że stoję w ciemnej otchłani, w przysionku wieczności, przez której zaparte podwoje błysk jakiś różny od jaskrawego, mieniącego się i często wahającego się światła do oczów duszy mojej, do uwagi przedziera się. (…) Czuję się, jakobym siebie samego już przeżył, jakobym się przeniósł w życie, różne od tego, jakie wiodłem, gdy mnie oświecało słońce. Mniemam się być mojego czasu tak, jak on jest tysiąców lat przed sobą upłynionych potomkiem. Składam sobie w myśli obrazy rzeczy, których kształt niegdyś oglądałem, z przypomnień tworzę w myśli świat nowy dostępny jej wzrokowi”.
Zajął się tłumaczeniem „Dziejów rzymskich” Liwiusza i „Listów” Pliniusza, a żeby uniknąć bezruchu, spacerował po pokoju, trzymając się przeciągniętych równolegle do siebie sznurów. Dla zaczerpnięcia świeżego powietrza wybierał się powozem do parku. Pisał o nim w pamiętnikach Henryk Bogdański, jeden z członków polskiej diaspory w Wiedniu, w przyszłości członek Sprzysiężenia Demokratów Polskich i uczestnik Wiosny Ludów.
„Pewnego dnia z początku marca 1826, powróciwszy z przejażdżki wyburczał służącego za to, że mu jeden but z innej pary dać musiał, bo był za ciasny. (…) Noga mu bardzo nabrzmiała - za kilka dni porobiły się na niej czarne plamy i powybiegały pryszcze; puchlina szła coraz wyżej i cała noga zaczerwieniała. Lekarze złożyli radę i osądzili, że jest gangrena, a wezwani o wykrycie otwarte i rzetelne swojej opinii, powiedzieli mu, że nad 24 godzin żyć nie może. (…) Wielka przytomność umysłu nie opuszczała go na chwilę i czekał śmierci z rezygnacją, a prawie z uciechą, że się pozbędzie ciężaru życia. Nalegano na niego, by się spowiadał, ale z niechęcią odsuwał wszystkie przedstawienia, i nie pozwalał księdzu przystąpienia do siebie. Nareszcie by ukończyć ciągłe uprzykrzania się o to i pozyskać wolną chwilę, jak się wyraził, do rozmyślania nad nicością życia i do ukończenia testamentu, zażądał księdza obrządku greckokatolickiego barona Michała Neustern Harasiewicza, kanonika lwowskiego od św. Jerzego, bawiącego w Wiedniu, z którym żył w przyjaźni. Wyspowiadał się i prosił, by go pochowano bez żadnej okazałości, tylko po prostu wrzucono w dół, aby ziemia złączyła się z ziemią”.
Śmierć Józefa Maksymiliana Ossolińskiego 17 marca 1826 r. odbiła się echem wśród mieszkających w Wiedniu Polaków. „I widzieli Niemcy, ile Polacy umią cenić zasłużonych sobie mężów” – komentował to w pamiętniku Henryk Bogdański. Szczegółowo zrelacjonował też ceremonie pogrzebowe, które odbyły się 19 marca.
„Rozporządzono, by ciało jego wieziono do parafialnego kościoła na karawanie czterema czarno ubrane mi końmi, ale młodzież oparła się temu i zażądała z natarczywością, aby go niosła na barkach swoich - i tak się stało, ci, co byli czarno ubrani, zmieniając się, zanieśli go do kościoła. Młody medyk Marjan Ogończyk Zakrzewski przygotował się z mową polską, lecz gdy się zabierał do jej powiedzenia po ukończonej kościelnej ceremonii, przeszkodziła mu policja i zagroziła aresztem, gdyby się mówić odważył - nie było więc żadnej mowy”.
Z niepozbawionego makabrycznych szczegółów opisu Bogdańskiego wynika, że Ossoliński o mało nie podzielił losu pochowanego w zbiorowej mogile Mozarta.
„Jest zwyczajem w Wiedniu, że po odprawionem nabożeństwie składają trumnę nie na karawan, ale na czekający już wóz grabarza i odwożą ją prędko na cmentarz bez księdza i bez kogokolwiek z obecnych na nabożeństwie - my z zadziwieniem wiedeńczyków nie pozwolili na to; wóz musiał jechać powoli i wszystka młodzież polska szła za nim już zupełnie ciemnym wieczorem więcej niż pół mili na przeznaczone miejsce. (…) Grabarze tamtejsi, utworzyli sobie z pogrzebów nowy sposób zarobkowania: gdy nikt za trumną nie przychodzi, wyjmują zwykle trupa z trumny, obdzierają go ze sukien, i wrzucają z innymi trupami; jeżeli w przeciągu jednego lub dwu dni nazbiera się ich więcej bez trumien do jednego dołu” – pisał polski pamiętnikarz. Wyjaśnił, że Polacy złożyli ciało Ossolińskiego w cmentarnej kaplicy i następnego ranka sami je pochowali, wcześniej wykopując dół.
Grób Ossolińskiego już nie istnieje. Razem z wieloma innymi w połowie XIX wieku zniknął, gdy przez część cmentarza Matzleindorf w Wiedniu wytyczono tory kolejowe. Dzięki staraniom wiedeńskiej Polonii 17 marca 2025 r. odsłonięta została tam jednak tablica poświęcona Ossolińskiemu. W uroczystościach wzięli udział m.in. przedstawiciele Zakładu Narodowego im. Ossolińskich oraz Zenon Kosiniak-Kamysz, chargé d’affaires RP w Wiedniu. Przyjechała też Ilona Oleksiw, która reprezentowała założoną w oparciu o część Ossolineum lwowską Narodową Naukową Bibliotekę Ukrainy im. Wasyla Stefanyka. Mówiła, że choć po II wojnie światowej Ossolineum przeniosło się do Wrocławia, jego duch wciąż obecny jest we lwowskich murach.
Z okazji ustanowionego przez Sejm Roku Ossolińskiego cykl dziesięciu wykładów jemu poświęconych zaplanowało Ossolineum. Mają się odbywać co miesiąc w refektarzu Ossolineum we Wrocławiu przy ul. Szewskiej 37. Pierwszy, pt. „Historia Ossolińskich: od średniowiecznej legendy rodowej po XIX stulecie” - w czwartek o godz. 17.
Józef Krzyk (PAP)
jkrz/ dki/ miś/