
Pontyfikat Jana Pawła II wymaga w Polsce sprawiedliwej oceny. Obok ewidentnych zasług papieża, nie można przemilczeć błędów m.in. dot. polityki personalnej - powiedział PAP ks. prof. Andrzej Kobyliński z UKSW. Z powodu przeakcentowania osoby papieża Kościół w naszym kraju jest nieprzygotowany na sekularyzację - dodał.
20 lat temu - 2 kwietnia 2005 r. o godz. 21.37 w wigilię Niedzieli Bożego Miłosierdzia zmarł w Watykanie Jan Paweł II. Miał 84 lata. Jego pontyfikat trwał 26 lat. Beatyfikacji Jana Pawła II dokonał 1 maja 2011 r. papież Benedykt XVI, a kanonizacji – 27 kwietnia 2014 r. papież Franciszek.
PAP: Śmierć Jana Pawła II wywołała poruszenie wśród wielu Polaków. Tymczasem, po 20 latach od tego wydarzenia coraz więcej jest wrogości i obojętności wobec jego osoby. Wydaje się, że papież-Polak cieszy się dużo większym szacunkiem na świecie niż we własnej ojczyźnie. Co jest tego przyczyną?
Ks. prof. Andrzej Kobyliński, kierownik Katedry Etyki UKSW: Obok materialnych form pamięci, osoba Karola Wojtyły na stałe zamieszkała w sercach i umysłach wielu Polaków, zwłaszcza starszego pokolenia, które świadomie i emocjonalnie przeżyło wybór syna naszego narodu na Stolicę Piotrową, zamach na jego życie, kolejne pielgrzymki do ojczyzny, a także śmierć i pogrzeb. To są często bardzo osobiste, intymne doświadczenia, które niejednokrotnie wpływały na życie wielu ludzi. Natomiast zerwanie z taką pamięcią o polskim papieżu dokonało się wśród ludzi w średnim wieku, a szczególnie wśród dzieci i młodzieży.
"(...) mądrej pamięci o Janie Pawle II bardzo zaszkodziła w ostatnich latach błędna linia obrony jego osoby przez najbliższych współpracowników w kontekście dramatu pedofilii klerykalnej. Publiczne twierdzenia przyjaciół papieża, że on o niczym nie wiedział były zupełnie bezpodstawne i krzywdzące dla niego."
Moim zdaniem, mądrej pamięci o Janie Pawle II bardzo zaszkodziła w ostatnich latach błędna linia obrony jego osoby przez najbliższych współpracowników w kontekście dramatu pedofilii klerykalnej. Publiczne twierdzenia przyjaciół papieża, że on o niczym nie wiedział były zupełnie bezpodstawne i krzywdzące dla niego. Podobnie jak wszyscy inni politycy i liderzy religijni na świecie, bardzo wcześnie dowiedział się on o charakterze i skali tego dramatycznego zjawiska. Natomiast zrobił w tej sprawie więcej niż inni biskupi czy księża w Kościele katolickim, także zdecydowanie więcej niż liderzy innych religii.
Oczywiście można było zrobić więcej, ale to widzimy dopiero z perspektywy obecnej epoki historycznej. W latach 80. i 90. XX wieku nie było takiej wrażliwości społecznej, jaką mamy obecnie, gdy chodzi o wykorzystywanie seksualne dzieci i młodzieży. W związku z tym, z jednej strony, należy zdecydowanie docenić właściwe decyzje podejmowane w tym obszarze przez papieża Karola Wojtyłę, z drugiej zaś nie można twierdzić, że z naszej dzisiejszej perspektywy były one wystarczające.
PAP: Młode pokolenie nie tylko nie identyfikuje się z papieżem, ale część - wręcz obśmiewa? Z czego to wynika?
Ks. prof. A.K.: Karykaturalne przedstawianie Jana Pawła II stanowi, wbrew wielu opiniom, zdecydowany margines. Czasami tego rodzaju zachowania mogą być reakcją na intensywną obecność postaci Karola Wojtyły w przestrzeni życia publicznego. To swego rodzaju odreagowanie, bunt, sprzeciw.
Dla młodego pokolenia Jan Paweł II jest tylko jedną z wielu postaci historycznych. I to jest naturalny proces. Wśród ludzi młodych należy kształtować właściwą formę pamięci o wybitnych postaciach historycznych, które w znaczący sposób wpłynęły na dzieje narodu. Pamięć historyczna stanowi bowiem niezwykle istotny element wychowania naszych dzieci i wnuków.
Oczywiście zasługi papieża-Polaka są ogromne, zarówno gdy chodzi o Kościół powszechny, jak i w naszej ojczyźnie. Natomiast Karol Wojtyła nie był założycielem nowej religii, nie był twórcą Kościoła katolickiego w Polsce. Nie dokonał także żadnych istotnych zmian doktrynalnych w Kościele, które by czyniły z niego rewolucjonistę czy reformatora. Powiedzmy to stanowczo: był mądrym i wiernym 264. następcą św. Piotra, który dobrze się wpisał w trwającą dwadzieścia wieków tradycję Kościoła.
PAP: Był jednak tym, który pokazał Polakom inne oblicze Kościoła powszechnego.
Ks. prof. A.K.: Zdecydowanie tak. Pontyfikat Jana Pawła II wymaga w Polsce sprawiedliwej oceny, która oddzieli ziarna od plew. Obok ewidentnych zasług papieża, nie można przemilczeć także jego błędów, dotyczących m.in. polityki personalnej. Trzeba jednak zachować właściwą miarę, biorąc pod uwagę kontekst historyczny, społeczny i geopolityczny epoki, w której pełnił swoją posługę duszpasterską, społeczną i polityczną. Tego rodzaju oceny nigdy nie mogą być ahistoryczne.
PAP: W perspektywie dwudziestu wieków funkcjonowania Kościoła, co jest zasługą papieża z Polski?
KS. prof. A.K.: Przede wszystkim zatrzymał on dramatyczny kryzys Kościoła katolickiego po Soborze Watykańskim II (1962-1965). Koniec lat 60. i lata 70. to był dla katolików w większości krajów zachodnich niezwykle trudny czas. Wydawało się, że Kościołowi grozi upadek. Jan Paweł II jakby szarpnął cuglami. Przywrócił nadzieję. 22 października 1978 r. w Rzymie odbyła się uroczysta inauguracja jego pontyfikatu. Mocny, donośny i majestatyczny głos stał się znakiem nadziei dla katolików w różnych krajach. Wielu zagubionych wiernych poczuło znowu pewność płynącą z wyznawanej wiary.
Drugim bardzo istotnym dokonaniem tego pontyfikatu było scalenie i uporządkowanie doktryny katolickiej po ogromnym chaosie, do jakiego doprowadziła fałszywa interpretacja Soboru Watykańskiego II. Wielkim osiągnięciem papieża Karola Wojtyły było opublikowanie dwóch istotnych dokumentów: Kodeksu Prawa Kanonicznego w 1983 r., a przede wszystkim Katechizmu Kościoła Katolickiego w 1992 r. Do tego należy dodać setki innych tekstów papieskich o charakterze doktrynalnym, które wpłynęły na kształt myślenia religijnego milionów katolików na świecie.
PAP: Wydaje się, że Polacy patrzą na pontyfikat Jana Pawła II bardziej w perspektywie sentymentalnej oraz politycznej.
Ks. prof. A.K.: Jan Paweł II był najlepszym i największym ambasadorem Polski, jakiego kiedykolwiek mieliśmy w naszych dziejach. Dzięki niemu nasz kraj został zauważony na arenie międzynarodowej. Dzięki pielgrzymkom papieskim, nawet w odległych zakątkach świata miliony osób mogły usłyszeć o polskiej historii, kulturze i tradycji.
Nie można także nie docenić roli, jaką odegrał papież Karol Wojtyła w naszych zmaganiach z komunizmem. Jego pierwsza pielgrzymka do ojczyzny w 1979 r. miała niewątpliwie duży wpływ na powstanie "Solidarności" w 1980 r. Jan Paweł II pomógł nam przetrwać ciemną noc stanu wojennego. Jego wpływ miał kluczowe znaczenie na upadek Muru Berlińskiego i na zerwanie z porządkiem politycznym określonym w Jałcie w 1945 r., czyli na transformację ustrojową 1989 r. w Europie Środkowo-Wschodniej: przejście od komunizmu do postkomunizmu, a następnie od postkomunizmu do demokracji liberalnej.
"(...) był mądrym i wiernym 264. następcą św. Piotra, który dobrze się wpisał w trwającą dwadzieścia wieków tradycję Kościoła."
PAP: W jaki sposób papież wpłynął na kształt i kondycję Kościoła katolickiego w Polsce? Jakie są tego dziś konsekwencje?
Ks. prof. A.K.: W latach 80. i 90. ubiegłego wieku żyliśmy w Polsce w pewnym sensie od jednej pielgrzymki papieskiej do kolejnej. Dla milionów ludzi były one okazją do masowego świętowania swojej wiary oraz doświadczenia wspólnoty. Z kolei dla biskupów i księży stawały się one swego rodzaju pretekstem, aby nie podejmować koniecznych reform w Kościele. Pielgrzymki się skończyły, a realne problemy czekają na rozwiązanie.
Niestety Kościół w Polsce ponosi dziś negatywne konsekwencje przeakcentowania roli papieża, jest nieprzygotowany do konfrontacji z sekularyzacją. Nie mamy uregulowanego systemu finansowania Kościoła katolickiego. Ciągle dominuje zmowa milczenia, gdy chodzi o pedofilię klerykalną. Ofiary skrzywdzone przez niektórych biskupów i księży wciąż czekają na sprawiedliwie odszkodowania finansowe. Mamy totalny zamęt, gdy chodzi o konieczne oddzielenie nauczania religii w szkołach od katechezy parafialnej. Myślę, że odbudowanie katechezy w parafiach będzie dla biskupów i księży dużym wyzwaniem.
Dodatkowo na rzetelne wyjaśnienie wciąż czeka wiele gorszących skandali kościelnych, m.in. dotyczących abp. Juliusza Paetza (1935-2019). Bez odzyskania wiarygodności przez biskupów i księży nie jest możliwe zatrzymanie galopującej ateizacji młodego pokolenia.
PAP: Przez lata polscy biskupi wykorzystywali w homiliach nauczanie papieskie zamiast wyjaśniać wiernym nauczanie Kościoła...
Ks. prof. A.K.: Ciągłego powoływania się na papieża Karola Wojtyłę jest ostatnio zdecydowanie mniej. Ale oczywiście przez kilkadziesiąt ostatnich lat biskupi bardzo często próbowali wszystko tłumaczyć cytatami z nauczania Jana Pawła II.
Należy odwoływać się do jego tekstów, ale nie możemy zapominać, że dla katolików wykładnia doktryny znajduje się w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Młodzi ludzie mają zaś do swojej dyspozycji wydany specjalnie dla nich w roku 2011 "Youcat", czyli katechizm młodzieżowy, który wyjaśnia prawdy wiary językiem zrozumiałym dla dzieci i młodzieży.
PAP: Mimo tak wielu zasług, Jan Paweł II ma w Polsce bardzo wielu przeciwników. Co jest tego przyczyną?
Ks. prof. A.K.: Po raz pierwszy papież Karol Wojtyła mówił otwarcie o swoich polskich przeciwnikach po powrocie z pielgrzymki do ojczyzny w 1991 r. To niezwykle ciekawa historia, całkowicie przemilczana. Przed laty opublikowałem na ten temat artykuł naukowy pt. Etyka Dekalogu a polscy zwolennicy "programu oświeceniowego".
Niestety w Polsce bardzo często obserwujemy skrajne postawy wobec Jana Pawła II. Są środowiska, które starają się wszystko tłumaczyć Wojtyłą, czyniąc z polskiego papieża swego rodzaju Boga na ziemi, co jest rodzajem idolatrii, ponieważ najważniejszą postacią w religii katolickiej nie jest papież, ale Jezus Chrystus i Jego nauczanie.
Podobnie czymś nagannym są próby całkowitego wyeliminowania Jana Pawła II z naszej pamięci historycznej i przestrzeni publicznej. To jest absurd i coś szkodliwego.
Natomiast w mojej ocenie odrzucenie osoby Jana Pawła II przez wielu młodych ludzi, kpiny z tej postaci są konsekwencją zupełnie innego procesu. W ostatnich dwudziestu latach obserwujemy w naszym kraju głęboki proces banalizacji i ośmieszania religii wśród dzieci i młodzieży. Doszło do tego, że dla dużej części z nich religia kojarzy się negatywnie jako coś śmiesznego, nieistotnego i banalnego.
Do tego stanu w dużym stopniu doprowadziła niewłaściwa forma nauczania religii w szkole. Przez ostatnie 35 lat biskupi w Polsce próbowali prowadzić w szkołach publicznych ewangelizację i katechizację, nie odróżniając katechezy od lekcji religii. To było oczywiście poważnym błędem, który doprowadził do zlikwidowania katechizacji parafialnej oraz ośmieszenia w dużym stopniu katechezy w szkołach.
Obecnie w miastach takich jak Poznań, Warszawa, Łódź czy Szczecin w szkołach średnich na katechezę szkolną chodzi zaledwie kilkanaście procent. W szkołach podstawowych z roku na rok też jest coraz gorzej z frekwencją. Wiele dzieci traktuje katechezę jako lekcję, na której mogą odrabiać prace domowe z innych przedmiotów czy oglądać jakieś filmiki.
Do tego dodajmy komercjalizację i konsumpcyjny charakter uroczystości pierwszokomunijnych, skandale obyczajowe biskupów i księży, negatywny obraz instytucji Kościoła katolickiego w mediach itp.
To wszystko doprowadziło do banalizacji i ośmieszenia religii wśród wielu młodych ludzi. Jedną z konsekwencji tego procesu jest także marginalizacja Jana Pawła II.
PAP: Czy istnieje na to jakieś antidotum? Wydaje się, że zarówno rodzice, jak i duchowni nie znajdują wyjścia z tego impasu.
Ks. prof. A.K.: Gdy chodzi o biskupów i księży, dominuje raczej święty spokój. Nie ma przebudzenia. Kościelne dzwony nie biją na alarm. Także wśród rodziców jest zasadniczo pełna akceptacja dla obecnej formy uroczystości pierwszokomunijnych czy braku katechezy parafialnej.
Niestety, problem merytoryczny i doktrynalny, dotyczący koniecznego odróżnienia lekcji religii od katechezy, stał się tak naprawdę sporem politycznym i prawnym o etaty, a więc o pieniądze. Doszło do tego, że dzisiaj prawie nikt nie pyta o to, czym będzie po wakacjach w polskich szkołach jedna godzina religii: katechezą czy lekcją religii? Przecież to fundamentalna różnica. Lekcje religii powinny być w szkołach, a katecheza w parafiach. Trudno racjonalnie pojąć, dlaczego to nikogo nie interesuje.
"Niestety w Polsce bardzo często obserwujemy skrajne postawy wobec Jana Pawła II. Są środowiska, które starają się wszystko tłumaczyć Wojtyłą, czyniąc z polskiego papieża swego rodzaju Boga na ziemi (...) są próby całkowitego wyeliminowania Jana Pawła II z naszej pamięci historycznej i przestrzeni publicznej."
PAP: Czy dla współczesnego młodego pokolenia postać Jana Pawła II może być w ogóle atrakcyjna?
Ks. prof. A.K.: Zdecydowanie tak. Papież Karol Wojtyła był prawdziwym człowiekiem renesansu. To bardzo bogata osobowość. W jego niezwykle różnorodnym dziedzictwie teologicznym, filozoficznym, literackim, politycznym lub poetyckim każdy może znaleźć coś dla siebie – w Polsce i na świecie.
Warto w tym miejscu podkreślić, że obecnie w wymiarze globalnym obserwujemy proces desekularyzacji, czyli ożywienia religijnego. Dotyczy to nie tylko chrześcijaństwa, ale także innych religii. Widać to zarówno w Afryce, Azji, jak i w obu Amerykach. Wyjątkiem pozostaje Europa, w tym także Polska. W naszej części świata pogłębia się sekularyzacja. W związku z tym w najbliższych latach będziemy obserwować w naszym kraju bolesne konsekwencje wyparowywania religii z serc i umysłów dzieci i młodzieży.
Choć wypowiedzi Jana Pawła II należą do innej epoki historycznej, to są wśród nich takie, które mają ponadczasowy charakter, jak choćby jego przemówienie do młodych na Westerplatte w 1987 r. Padły wówczas następujące słowa: "Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych". Warto słuchać takich słów z drżeniem serca. Budzą one nasze sumienia. Potrzebujemy takich latarni, aby iść do źródła, w stronę światła.
Rozmawiała Magdalena Gronek (PAP)
mgw/ aba/ mhr/