Delegacja partyjno-rządowa Republiki Kuby, pod przewodnictwem I sekretarza KC Komunistycznej Partii Kuby Fidela Castro (nz.) z wizytą w Hucie im. Lenina, 1972 r. Fot. PAP/Stanisław Gawliński
W amerykańsko-kubańskich rozmowach o przyszłości Kuby ma uczestniczyć wnuk Raula Castro; nie zaproszono prezydenta Miguela Diaza-Canele. – Nie rozmawia się z marionetką, zarządcą firmy, której prawdziwym właścicielem pozostaje rodzina Castro – powiedział PAP Alberto Ortega Fonseca, kubański emigrant i analityk polityczny.
Na Kubie trwa poważny kryzys gospodarczy, pogłębiony odcięciem wyspy od wenezuelskich dostaw ropy. Jak pokazują filmy w mediach społecznościowych udostępnione m.in. przez amerykańskiego kongresmana z Florydy Carlosa A. Gimeneza, Kubańczycy mają dość. W stolicy, Hawanie, trwają nietypowe protesty: w ciemnościach spowodowanych blackoutem ludzie rytmicznie uderzają w garnki i patelnie, gwiżdżą oraz krzyczą „Precz z komunizmem”.
Biały Dom liczy, że pogłębiający się kryzys stwarza okazję na wymuszenie ustępstw kubańskiego reżimu. 7 marca, na szczycie „Tarcza Ameryk” w Miami, na którym gościło kilkunastu liderów z krajów Ameryki Łacińskiej i Karaibów, prezydent Trump powiedział, że po „historycznych zmianach” w Wenezueli, teraz kolej na wielką zmianę, „która wkrótce nastąpi” na Kubie.
"Raul Castro junior pełni rolę asystenta i opiekuna dziadka."
Urzędnicy administracji Trumpa, w tym pochodzący z Kuby sekretarz Stanu Marco Rubio, są zaangażowani w nieoficjalne negocjacje z przedstawicielami reżimu. Według medialnych doniesień m.in. „Herald Miami” Rubio rozmawiał dotąd z Raulem Guillermo Rodriguezem Castro, wnukiem starzejącego się seniora rodu Raula Castro, brata nieżyjącego od 2016 r. przywódcy kubańskiej rewolucji Fidela Castro. Dlaczego Amerykanie nie zaprosili do rozmów prezydenta kraju Miguela Diaz-Canela?
– Zawsze było jasne dla Kubańczyków, zarówno tych na emigracji, jak i mieszkających na wyspie, że realna władza nadal pozostaje w rękach klanu Castro. Diaz-Canel jest marionetką, jedynie zarządcą firmy, podczas gdy jej prawdziwym właścicielem jest rodzina Castro, wraz z grupą najstarszych generałów – ocenił dla PAP Alberto Ortega Fonseca, uciekinier z komunistycznej Kuby, analityk polityczny i aktywista działający na rzecz zmian na Kubie. Jego brat Robert Perez Fonseca został skazany na 10 lat więzienia za zniszczenie portretu Fidela Castro w czasie masowych protestów na wyspie z 11 lipca 2021 roku.
Z kolei w przekazanej PAP opinii Jorge Duany, emerytowany profesor Międzynarodowego Uniwersytetu Florydy, ocenił, że administracja Trumpa nie ufa prezydentowi Diaz-Canelowi, ponieważ w ciągu ostatniej dekady swoich rządów nie zdołał przeprowadzić znaczących reform gospodarczych i politycznych na wyspie.
Zamiast tego kubański polityk, z którym na początku wiązano nadzieje na zmiany, przyjął - zdaniem profesora - politykę ideologicznej ciągłości z komunistycznym reżimem Castro. Na masowe protesty w lipcu 2021 r., wywołane niedoborem żywności i leków, władza zareagowała represjami, dokonując setek aresztowań i szafując długimi wyrokami więzienia.
W opinii Yuri Pereza z waszyngtońskiego Muzeum Ofiar Komunizmu obecny nominalny prezydent Kuby, który pełni również funkcję Pierwszego Sekretarza Partii Komunistycznej, nie ma także wystarczających uprawnień, aby bez zgody rodziny Castro zawierać lub wdrażać jakiekolwiek porozumienia z Amerykanami.
"Raul Castro nadal sprawuje na Kubie najwyższą władzę. 94-latek, pomimo wycofania się z oficjalnych funkcji w państwie i pogarszającego się stanu zdrowia ma - w jego opinii - wciąż wpływ na Partię Komunistyczną i wojsko."
Według Pereza to Raul Castro nadal sprawuje na Kubie najwyższą władzę. 94-latek, pomimo wycofania się z oficjalnych funkcji w państwie i pogarszającego się stanu zdrowia ma - w jego opinii - wciąż wpływ na Partię Komunistyczną i wojsko.
– Dlatego, aby cokolwiek osiągnąć w rozmowach z kubańskim reżimem, trzeba mieć Castro po swojej stronie, nawet jeśli na co dzień nie rządzi. Nie chodzi nawet o jego zdolności przywódcze, a bardziej o to, że jest z klanu Castro, co liczy się dla pokolenia Kubańczyków, którzy walczyli w rewolucji 1959 r. – wyjaśnił w rozmowie z PAP Daniel Battle, ekspert ds. Ameryki Łacińskiej i Karaibów z think tanku Hudson Institute.
W opinii eksperta Amerykanie potrzebowali pośrednika w rozmowach z klanem rządzącym Kubą, zdolnego do wpływania na Raula Castro seniora. Uznano, że w tej roli najskuteczniejszy będzie jego wnuk. Wybór padł na stosunkowo młodego, 41-letniego Raula Guillermo Rodrigueza Castro. Nie zajmuje on żadnego formalnego stanowiska w rządzie Kuby i - jak podają amerykańskie media - jest głównie zajęty luksusowym życiem, ale ma jedną zaletę: bezpośredni dostęp do dziadka.
Raul Castro junior pełni rolę asystenta i opiekuna dziadka. Ma także wpływy w konglomeracie wojskowym GAESA, który według szacunków portalu cibercuba.com kontroluje obecnie prawie 90 proc. handlu detalicznego na Kubie, a jego wkład w PKB wyspy to 30–40 proc.
Raul Castro junior miał rozmawiać z Amerykanami m.in. 25 lutego br., przy okazji dorocznego spotkania przywódców państw członkowskich Karaibskiej Wspólnoty (CARICOM) w Saint Kitts i Nevis.
W opinii Alberto Ortegi Fonseca Amerykanie postrzegają go nie tylko jako pośrednika do kontaktów z dziadkiem, ale także jako przedstawiciela młodszego pokolenia, który nie jest zbyt przywiązany do ideologii starszego pokolenia kubańskich rewolucjonistów.
– Jest bardziej skupiony na zachowaniu statusu i bogactwa, dlatego amerykańska oferta dla reżimu wydaje się polegać na tym, że pieniądze klanu Castro na kontach zagranicznych i w miejscach takich jak Panama, pozostaną nietknięte – ocenił Fonseca.
Jak podkreślił Fonseca, taka propozycja może być dla Castro juniora przekonująca, bo sam prowadzi wystawny i hulaszczy tryb życia. Widywano go na luksusowych weselach, wykwintnych bankietach i rejsach jachtowych jako gościa VIP. Miał też według dziennika La Prensa rozwijać przedsięwzięcia biznesowe rodziny Castro za granicą, szczególnie w Panamie.
Także jego siostra, Vilma Rodriguez Castro, jest przyzwyczajona do luksusu. Była widywana w drogich apartamentach w Genewie, Paryżu i Nowym Jorku. W 2019 roku zrobiło się o niej głośno, po tym, jak okazało się, że wynajmowała luksusową, państwową rezydencję w dzielnicy Miramar w Hawanie za pośrednictwem Airbnb. Nieruchomość ta została wpisana na listę sankcji Departamentu Skarbu USA we wrześniu 2020 r.
Negocjacje na temat przyszłości Kuby z wnukiem Raula Castro mają też według Fonseca na celu doprowadzenie do wewnętrznych tarć w klanie Castro.
– Równie dobrze Amerykanie mogli się przecież skontaktować z Alejandro Castro Espíną, synem Raula Castro, z wpływami w wywiadzie, którego uważa się za postać o większym znaczeniu niż Castro junior – podkreślił Fonseca.
Matką 55-letniego dziś Castro Espiny była „bohaterka” partyzantki komunistycznej walczącej z dyktaturą Fulgencio Batisty. Jest jedynym synem Raula i co istotne, miał brać udział w negocjacjach z USA w 2015 r., na temat potencjalnych ustępstw gospodarczych reżimu. Miało to miejsce za czasów prezydentury Baracka Obamy, kiedy doszło do ocieplenia w stosunkach amerykańsko-kubańskich i otwarto ponownie ambasadę USA w Hawanie.
Perez wymienił też kilku innych znaczących członków klanu Castro, m.in. córkę Raula, 58-letnią Marielę Castro, która jest deputowaną Zgromadzenia Narodowego i dyrektorką kubańskiego Narodowego Centrum Edukacji Seksualnej CENESEX.
– Jej zadaniem jest zmiękczanie wizerunku komunistycznego reżimu poprzez wspieranie kwestii związanych z LGBT, aby zyskać poparcie traktujących je priorytetowo amerykańskich i europejskich polityków – ocenił Perez i dodał, że na razie brak doniesień o jej bezpośrednim udziale w rozmowach z Amerykanami.
Ekspert zwrócił także uwagę na Oscara Pereza-Oliva Fragę, 54-letniego bratanka Angeli Castro, siostry Fidela i Raula, co czyni go członkiem trzeciego pokolenia klanu trzymającego władzę na Kubie. Jest obecnie wicepremierem i ministrem handlu zagranicznego. Według Pereza mógłby się stać głową technokratycznego rządu w ramach ewentualnej transformacji, choć nie ma doniesień o jego bezpośrednim udziale w rozmowach z USA.
Jak podkreślił Fonseca, nie ma pewności, jak zakończą się negocjacje, ale jeden z możliwych scenariuszy zakłada wynegocjowanie przez administrację Trumpa zgody rodziny Castro na otwarcie systemu politycznego na Kubie.
Nie wykluczył także amerykańskiej operacji wojskowej, podobnej do tej, która miała miejsce w Wenezueli czy obecnie w Iranie. Przyznał jednak, że idealnym scenariuszem byłoby masowe wyjście Kubańczyków na ulice i silna presja ze strony Stanów Zjednoczonych, a w efekcie zmuszenie reżimu do oddania władzy i ucieczki z kraju.
Fonseca zauważył jednak, że reżim może próbować przedstawić rzekome otwarcie gospodarcze i wzmocnienie sektora prywatnego na wyspie, które np. dziennik „USA Today” nazwał Kubastrojką, jako rozwiązanie wszystkich problemów Kuby.
Jeszcze większym pesymistą jest Perez, który wyraził obawę, że klan Castro „może wykorzystać USA” i przetrwać, wprowadzając jedynie kosmetyczne zmiany. Przypomniał, że już tak bywało. Pod presją USA reżim zgadzał się na ustępstwa, a gdy ta słabła, wracał do większej kontroli.
– Dlatego sensowne negocjacje muszą obejmować bezwarunkowe uwolnienie wszystkich więźniów politycznych i likwidację aparatu represji, co umożliwiłoby wolne i uczciwe wybory wielopartyjne po okresie przejściowym – podsumował Perez.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ bst/ mhr/