Mjr Władysław Dąbrowski. Fot. PAP/Albert Zawada
Czuliśmy ogromną ulgę i wzruszenie. Aż mi zacisnęło gardło, co to było za przeżycie - tak moment zdobycia przez polskich żołnierzy wzgórza Monte Cassino opisywał w rozmowie z PAP 101-letni major Władysław Dąbrowski, weteran 2. Korpusu Polskiego.
Delegacja Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych od soboty przebywa we Włoszech, aby uczcić 82. rocznicę bitwy o Monte Cassino oraz odwiedzić miejsca walk 2. Korpusu Polskiego. W uroczystościach udział biorą weterani, członkowie rodzin żołnierzy, przedstawiciele organizacji kombatanckich i środowisk polonijnych, harcerze z całej Polski oraz reprezentanci władz państwowych i samorządowych Polski i Włoch.
Centralnym punktem obchodów będzie poniedziałkowa uroczystość na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino, gdzie po południu odprawiona zostanie polowa msza święta oraz odbędzie się apel poległych.
Jednym z uczestników patriotycznej pielgrzymki do Włoch jest mjr Władysław Dąbrowski. Pytany o to, dlaczego od lat przyjeżdża na Monte Cassino, odpowiedział: „Doszedłem do wniosku, że jedyne wyjście dla mnie, to nie zapomnieć o moich serdecznych kolegach, dowódcach”.
- My byliśmy faktycznie, ten oddział, ten pułk, jak jedna pięść - podkreślił major Dąbrowski. Jak mówił, najważniejszą rzeczą dla nich była walka.
Opowiadał, jak zapamiętał moment zdobycia Monte Cassino. - Siedzimy na pozycjach, patrzymy, nikt się nie rusza. Wygląda to tak, jakby wszyscy poumierali. Cisza grobowa. Po pewnym czasie zauważyłem, że ktoś się porusza po ruinach klasztoru na Monte Cassino. Z daleka nie rozróżniałem mundurów tych, którzy tam byli, ale jak rozwinęła się flaga i zaczęła łopotać, była biało-czerwona - wspominał weteran.
Podkreślił, że to było niesamowite uczucie. - Czuliśmy ogromną ulgę, to było nie do pomyślenia. Aż mi zacisnęło gardło, co to było za przeżycie! Jednak my, Polacy, zdobyliśmy. My, Polacy, nie Amerykanie, nie Francuzi, ale my! - zaznaczył major Dąbrowski.
Mjr Władysław Antoni Dąbrowski (ur. 6 października 1924 r.) przed wojną mieszkał w Nowogródku, gdzie jego ojciec był rusznikarzem. W kwietniu 1940 r. został aresztowany przez NKWD i deportowany wraz z rodziną z Nowogródczyzny do Kazachstanu.
Został zesłany do Aktiubińskiej Obłasti, gdzie pracował przymusowo w kołchozie im. Kirowa we wsi Sorsajskij. W kwietniu 1942 r. w miejscowości Jangi-Jul w Uzbekistanie wstąpił ochotniczo do formującej się w Związku Sowieckim Armii Polskiej. W Taszkiencie został przydzielony do batalionu szturmowego „S” pod dowództwem rtm. Zbigniewa Kiedacza, w składzie 5. Kresowej Dywizji Piechoty. Po odbyciu przeszkolenia wojskowego od grudnia 1943 r. służył w 15. Pułku Ułanów Poznańskich na stanowisku kierowcy czołgu. Przebywał kolejno w: Iraku, Palestynie, Libanie i Egipcie.
Na przełomie lutego i marca 1944 r. został przerzucony do Włoch, gdzie następnie przeszedł szlak bojowy 5. Kresowej Dywizji Piechoty 2. Korpusu Polskiego. Uczestniczył w walkach frontowych z Niemcami pod Capracottą, a następnie w bitwie o Monte Cassino oraz walkach o wyzwolenie Ankony i Bolonii.
18 maja 1944 r. po niezwykle zaciętych walkach 2. Korpus Polski dowodzony przez gen. Władysława Andersa zdobył Monte Cassino wraz ze znajdującym się tam klasztorem. W bitwie zginęło 923 polskich żołnierzy, 2931 zostało rannych, a 345 uznano za zaginionych.
Po zdobyciu wzgórza patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich, dowodzony przez ppor. Kazimierza Gurbiela, zajął ruiny klasztoru na Monte Cassino i wywiesił na nich proporczyk pułkowy. Wkrótce na murach opactwa pojawił się biało-czerwony sztandar, a następnie obok niego flaga brytyjska. Po południu na wzgórzu odegrany został hejnał mariacki.
Dowódca 2. Korpusu gen. Władysław Anders w swoich wspomnieniach pt. „Bez ostatniego rozdziału” przedstawiał okoliczności podjęcia decyzji o udziale polskich sił w tej bitwie. „Wykonanie tego zadania ze względu na rozgłos, jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie, mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej. Byłoby najlepszą odpowiedzią na propagandę sowiecką, która twierdziła, że Polacy nie chcą się bić z Niemcami. Podtrzymywałoby na duchu opór walczącego Kraju. Przyniosłoby dużą chwałę orężowi polskiemu. Oceniałem ryzyko podjęcia tej walki, nieuniknione straty oraz moją pełną odpowiedzialność w razie niepowodzenia. Po krótkim namyśle oświadczyłem, że podejmuję się tego trudnego zadania” - napisał Anders.
Z Cassino Katarzyna Krzykowska (PAP)
ksi/ dki/
