Józef Wittlin (1896-1976). Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Nad moją śmiercią niechaj nikt się nie wygłupia – pisał w wierszu „Postscriptum do mojego życia” Józef Wittlin. Poeta, prozaik i tłumacz zmarł 29 lutego 1976 roku. „Boga widzę czasem, ale bliźniego ciągle” - zapisał w 1953 roku szukając drogi do swego chrześcijaństwa.
„Jego dorobek nie jest może bardzo obszerny, to nie jest pełna półka w bibliotece, ale wszystkie dzieła mają niezwykle wysoką rangę. Trudno sobie wyobrazić literaturę dwudziestolecia międzywojennego bez takiego arcydzieła jakim była »Sól ziemi«” – ocenił prof. Wojciech Ligęza, historyk literatury. „W dzisiejszych czasach Wittlin jest pisarzem szczególnie ważnym. Z tego powodu, że demaskuje wartości pozorne. Demaskuje wmówienia, mity, frazesy, piękne słowa… Całą obłudę świata politycznego i świata społecznego – wyjaśnił w programie „Sądy i przesądy” (TVP, 2021).
„Chyba nie ma drugiej takiej powieści, w całej literaturze światowej, która by budowała tak uniwersalny obraz wojny jako machiny śmierci pożerającej człowieka” – podsumowała literaturoznawczyni prof. Maria Olszewska o „Soli ziemi” w tym samym programie. „To jest powieść głęboko homerycka” – podkreślił Zygmunt Kubiak w nagraniu z 1994 roku. „Może szczególnie homerycka zarówno w literaturze polskiej jak i literaturze europejskiej… Tomasz Mann uczcił ją mówiąc, że to jest powieść, która osiąga to co mityczne i przez to epickie” – przypomniał popularyzator kultury antycznej.
„Józef Wittlin był pisarzem prawdziwie pokornym wobec świata i wszystkich spraw ludzkich. Nauczył się tej pokory wędrując przez miasta i kraje nie zawsze z własnej woli, ale często przymuszony jako wygnaniec, emigrant i tułacz. Nauczył się tej pokory, szukając swojego miejsca, próbując odgadnąć sens wyznaczonej mu przez Boga i los drogi. Nauczył się jej, szukając właściwych słów, zdolnych udźwignąć cały ciężar doświadczeń i przeżyć nie tylko swoich, ale całego pokolenia, do którego należał” – napisał Wojciech Kaliszewski w artykule pt. „Idący po śladach Orfeusza” („Teologia Polityczna”, 2021). „A była to generacja urodzonych u schyłku XIX stulecia tych, którzy w sposób najbardziej ofiarny i dramatyczny przekroczyli próg wieku, padając na wszystkich polach bitew Wielkiej Wojny” - przypomniał.
„Tam Wittlin ciągle wkłada łyżkę zupy / W zarosłe usta człowieczego głodu” – napisał Czesław Miłosz w „Traktacie poetyckim” (1957) przypominając wiersz „Hymn o łyżce zupy” opublikowany w debiutanckim tomiku poety „Hymny” (1920).
Józef Wittlin urodził się 17 sierpnia 1896 r. w dzierżawionym przez swych rodziców - Karola Wittlina i Elżbiety z Rosenfeldów - majątku Dmytrów w Galicji Wschodniej. Uczył się w gimnazjum klasycznym we Lwowie, maturę zdał w 1915 r. w Wiedniu, tam też podjął studia uniwersyteckie w zakresie filozofii i językoznawstwa. „W roku 1916 wstąpił do armii austriackiej. Wskutek ciężkiej choroby został skierowany do pracy sztabowej jako tłumacz. Był poliglotą. W Wiedniu poznał Rainera Marię Rilkego i Josepha Rotha” – przypomniano w artykule opublikowanym (2021) na stronie Biblioteki Narodowej (BN) z okazji 125 urodzin Witllina.
Od 1921 r. był kierownikiem literackim Teatru Miejskiego w Łodzi. Przełożył „Gilgamesza” (1922) i „Odyseję” (1924) – przekład Homera doskonalił przez następne lata, za co w 1935 r. dostał nagrodę polskiego PEN Clubu. Dzięki stypendium rządowemu odbył szereg podróży po Europie - m.in. w latach 1925–26 we Włoszech, zbierał materiały do nigdy nieukończonej książki o św. Franciszku z Asyżu.
„Mój ojciec zawsze chciał żyć jak św. Franciszek. Był cichy i skromny. Modlił się do niego często, a jego idee starał się wcielać w codzienne życie. Wiele razy podróżował do Asyżu, gdzie nawet mieszkał u mnichów, by lepiej poznać życie swojego duchowego mistrza. Był to paradoks, bo pojechał tam, żeby oddalić się od napadów prasy endeckiej” – wspominała córka pisarza („Fotografie Pamięci. Z Elżbietą Wittlin Lipton rozmawia Wojciech Waliszewski”, „Kurier Plus”, 2005).
W 1927 r. zamieszkał w Warszawie, gdzie związał się ze środowiskiem skamandrytów. Efektem podróży była książka eseistyczno-reporterska „Etapy” (1933). W 1935 r. opublikował powieść „Sól ziemi” która, przełożona na 13 języków, zyskała mu międzynarodowe uznanie i nominację do literackiego Nobla. Nagrody nie dostał prawdopodobnie dlatego - jak twierdził Artur Międzyrzecki – że ogłosił, iż książka jest pierwszą częścią planowanego tryptyku, a komitet noblowski nie nagradzał dzieł niedokończonych.
Za tę powieść Wittlin otrzymał w 1936 roku nagrodę redakcji i czytelników „Wiadomości Literackich” Rok później uhonorowano go Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury.
W czerwcu 1939 r. pisarz wyjechał do Francji. „Wyjazd na stypendium do znanego miejsca spotkań i pracy pisarzy, pocysterskiego opactwa Royaumont niedaleko Paryża, stał się dla Wittlina początkiem trwającego już do końca życia wydziedziczenia z ojczyzny” – przypomniał prof. Ryszard Zajączkowski w artykule pt. „Wolne usta poety. Ethos słowa Józefa Wittlina” (2012). „Okoliczności tego wyjazdu nie były przyjemne, a Wittlin nie lubił o nich mówić. Pacyfistyczna postawa pisarza, w połączeniu z jego żydowskim pochodzeniem, stała się pod koniec lat trzydziestych przyczyną skierowanych przeciw niemu ataków. O niektórych faktach z tego okresu pisał w pierwszym liście do Jerzego Giedroycia (z 4 kwietnia 1949 roku), nawiązując do zamieszczonego na łamach paryskiej »Kultury« eseju Jerzego Pietrkiewicza” – przypomniał.
„Nie chciałem oczom wierzyć, iż ten pełen głębokich refleksji i oryginalnych oraz odkrywczych sformułowań esej w formie listów napisał ten sam człowiek, który – tu pozwoli Pan, że nawiążę do przykrych wspomnień osobistych – wygnał mnie z Polski i przyczynił się w dużym stopniu do mojego tzw. «zamilknięcia». Bo to chyba jest ten sam Jerzy Pietrkiewicz, który w latach 1938-1939 rozpętał na łamach prasy powolnej ludziom Rydza Śmigłego bardzo udatną, o co w owych latach nie było trudno, nagonkę na Tuwima, Słonimskiego i mnie” – pisał wówczas Witllin.
„Za apogeum przedwojennego antysemickiego ataku trzeba uznać tekst J. Pietrkiewicza zatytułowany »Poezja żydowska w języku polskim. Dywersja polityczna i kulturalna«, drukowany pod pseudonimem Eugenia Zdebska w »Jutrze Pracy« (1939, nr 14/15), którego autor nawoływał do eksterminacji trójki uznanych w Polsce twórców oraz do konfiskaty wszystkich ich książek. Późniejszy szanowany powieściopisarz oraz tłumacz poezji polskiej na język angielski (i odwrotnie), w 1939 r. agitował: »Nie ma złudzeń, wiadomo, z kim mamy do czynienia. Za takie wiersze odbiera się obywatelstwo polskie. Do Berezy wsadzano młodzież narodową. Nie wsadzano natomiast najohydniejszych dywersantów, łotrów zasługujących na szubienicę […]: Tuwima, Słonimskiego, Wittlina i i cały legion pacyfistów od Sterna i Wata aż do Alberti. […] Tego dłużej tolerować nie można. Musimy wiedzieć, kogo gościmy wspaniałomyślnie w naszym państwie. I to przez tyle lat«” – przypomniała Ewa Wielgosz w artykule pt. „»Raptus Europae«. Dziennik Józefa Witllina” („Pamiętnik Literacki”, 2017).
Po wybuchu II wojny światowej Wittlin wraz z żoną – literaturoznawczynią Haliną Handelsman – z Francji przez Portugalię dotarł w styczniu 1941 r. do Nowym Jorku. Tam publikował w „Tygodniowym Przeglądzie Literackim Koła Pisarzy z Polski” i w „Robotniku Polskim”. W 1946 r. wydał zbiór wspomnień pt. „Mój Lwów”.
„Z czasem podjął współpracę z Radiem Wolna Europa, z »Kulturą« Jerzego Giedroycia i »Wiadomościami« Mieczysława Grydzewskiego. Na emigracji czynnie włączył się w działania światowego PEN Clubu, był jednym z inicjatorów i współzałożycielem PEN Club Center for Writers in Exile” – czytamy na stronie BN.
Działał w środowisku polonijnym i międzynarodowym, bo w amerykańskiej metropolii w znaleźli się liczni pisarze języka niemieckiego oraz artyści z Austrii, Węgier i Niemiec. „Było to bardzo specyficzne środowisko, jakby dalszy ciąg monarchii habsburskiej i Niemiec weimarskich, z takimi nazwiskami jak: Hermann Broch, autor »Śmierci Wergilego« czy Béla Bartók” - pisał Czesław Miłosz w eseju pt. „Mój Wittlin” („Dekada Literacka”, 2001).
Od lat 20. do 60. Wittlin prowadził zapiski przechowywane obecnie w Muzeum Literatury w Warszawie. „Zachowało się sto dwadzieścia jeden kieszonkowych notatników. W sumie tworzą one wielki obszar niczym nieskrępowanego wolnego słowa. Stanowią też bardzo interesujące świadectwo ewolucji duchowej oraz intymny komentarz pisarza do własnej twórczości i wydarzeń dwudziestego wieku – zwłaszcza w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Od czasu ich udostępnienia przed kilkoma laty stały się kontekstem nieodzownym do rozumienia twórczości i poglądów pisarza” – przypomniał prof. Zajączkowski.
23 maja 1953 roku, w wieku 57 lat, Wittlin przyjął chrzest w Kościele katolickim, co było konsekwencją jego wieloletnich poszukiwań. „Dbanie o zbawienie duszy – jest egoizmem. Czy zamiast pielgrzymki do Częstochowy nie lepiej pokochać dwóch wrogów?” – zastanawiał się w notatkach w 1934 roku. „Miłość Boga nie da się skontrolować, ale nikczemność wobec ludzi jest widoczna. Często ludzie nikczemni w wobec ludzi – chronią się w miłość Boga” – zanotował rok później. „W naszym rozumieniu nie jest Chrześcijaninem ten, kto zasłania się Bogiem przed miłością bliźniego. Bóg nie może być pretekstem nienawiści ludzkiej. Bóg chrześcijański nie kazał […] kochać siebie kosztem ludzi. Kazał kochać bliźniego – przez co człowiek kocha Boga” – pisał w 1937 roku. „Jestem Chrześcijaninem, ponieważ jestem Żydem. Moje żydostwo ogromnie mi umożliwia zrozumienie Chrystusa. To jest bądź co bądź ta sama substancja. I nie widzę w tym żadnej przesady. Dla mnie Nowy Testament jest oddzielony od Starego tylko jedną pustą stronicą” – zanotował 12 stycznia 1940 roku.
„Moment inicjacji chrześcijańskiej urósł dla niego do sprawy życia i śmierci” – podkreślił prof. Zajączkowski, przywołując zapiski pisarza. „Miałem do wyboru chrzest albo samobójstwo. Wybrałem Chrzest”- zanotował wówczas Witllin. „23 maja nie zawinąłem do spokojnego, bezpiecznego portu, z którego moja skołatana łódź, czy mój statek, nie wyruszy na pełne burzliwe morze. Przeciwnie: teraz dopiero będę się borykał z nawałnościami” – dodał. „Do tej pory strzelałem ślepymi nabojami – od dziś będę strzelał ostrymi. Otrzymałem przez sakrament Chrztu ostrą amunicję” – podkreślił. „Boga widzę czasem, ale bliźniego ciągle” – dodał Witllin. „Chrześcijaństwo, jakie wyłania się z zapisków Wittlina, jest twarde i wymagające, ukształtowane przez lekturę Tomasza a Kempis i św. Jana od Krzyża” – ocenił prof. Zajączkowski.
Pisał eseje poświęcone literaturze polskiej i obcej, kulturze antycznej i nowoczesnej. Wydany w 1963 r. w Paryżu tom „Orfeusz w piekle XX wieku” zawiera szkice m.in. o św. Franciszku i św. Augustynie, o Stendhalu, o Szekspirze i Hemingwayu, o Hauptmannie, Rilkem i Döblinie, o Gogolu i Pasternaku, ale także o Strugu, Uniłowskim i Gombrowiczu.
W PRL-u jego twórczość była nieznana – miał chyba tego świadomość pisząc w 1975 roku wierszyk pt. „Poeta emigracyjny”. „Dziwaczne gusła czyni, / świat wokół niego robi się coraz bardziej pusty,/ a on na tej pustyni / wolnymi głosi usty / pochwałę wolnych ust”.
W 1978 roku, a więc już po śmierci Wittlina, ukazały się nakładem PIW-u jego „Poezje”, rok później „Sól ziemi”. W obu książkach w nocie od wydawcy znalazło się to samo zdanie: „Pozostawszy po wojnie na emigracji, podjął współpracę literacką z wrogimi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej pismami”. „Gwoli ścisłości, tymi pismami były m.in. londyńskie »Wiadomości« oraz paryska »Kultura«” – przypomniano na stronie BN.
Według ustaleń prof. Ryszarda Zajączkowskiego, Józef Wittlin „zmarł nad ranem 29 lutego 1976 (a nie, jak zwykle się podaje, dzień wcześniej) w Nowym Jorku i został pochowany na cmentarzu Gate of Heaven, trzydzieści pięć kilometrów od tego miasta”.
„Nad moją śmiercią niechaj nikt się nie wygłupia. / Życie me było ciężkie – egzystencja trupia / Też lekka nie jest – delicją robaków / Będzie, co jeszcze dziś jest mym ciałem, / I wszystko, co na ziemi tej kochałem, / Odpływa, na zawsze odpływa” – napisał w wierszu „Postscriptum do mojego życia”.
Paweł Tomczyk (PAP)
top/ aszw/