"Mówią Wieki"
Największa zbrodnia na Polakach popełniona po drugiej wojnie światowej miała pozostać tajemnicą na zawsze. Ujrzała światło dzienne i trafiła do świadomości Polaków dzięki kilkudziesięciu osobom, które nie ugięły się mimo prześladowań. To o nich można przeczytać w czerwcowym numerze „Mówią Wieki”, który poświęcony jest obławie.
„Największa zbrodnia na Polakach popełniona po drugiej wojnie światowej miała pozostać tajemnicą na zawsze. Jej odkrycie i ujawnienie światu było zasługą kilku osób, które wbrew komunistycznej władzy dążyły do poznania okoliczności lipcowej obławy. Ich upór i zaangażowanie ożywiły gasnącą po ponad 40 latach nadzieję na poznanie prawdy i przywrócenie sprawiedliwości” - napisał Jarosław Wasilewski, historyk, pracownik Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku.
Na łamach czerwcowych „Mówią Wieki" opisał praktycznie nieznaną historię tego, jak doszło do ujawnienia zbrodni. Zaczęło się od odnalezienia masowych grobów w czerwcu 1987 roku w Puszczy Augustowskiej w pobliżu Gib.
„Ich odkrywca, Stefan Myszczyński ze wsi Dworczysko, nie ukrywał, że szukał szczątków ojczyma i trzech braci, których w lipcu 1945 roku zabrały wojska sowieckie. Wierzył, że odnalazł ich ciała i tą informacją podzielił się z są siadami. Ponieważ osób, które straciły bliskich w tych samych okolicznościach, było bardzo wiele, wieść szybko się rozeszła i trafiła do mediów” - czytamy.
Choć wyniki ekshumacji, „przeprowadzonej pospiesznie i niedokładnie przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Białymstoku, wykazały, że w odkrytych grobach pochowani zostali polegli w czasie drugiej wojny światowej żołnierze niemieccy” sprawa nie ucichła.
Ludzie zaczęli pytać: A co z naszymi? Czy ktoś od kryje prawdę o ich losie? „Obojętność władz na tragedię rodzin skłoniła Mirosława Basiewicza, Piotra Bajera i Stanisława Kowalczyka, dawnych działaczy Solidarności, do utworzenia Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców.
Mimo że w opinii władz PRL organizacja ta była nielegalna, jej założyciele postanowili podać do publicznej wiadomości swoje nazwiska i adresy zamieszkania oraz działać jawnie, bo ułatwiało to dotarcie do większej liczby osób dysponujących informacjami na temat ofiar lipcowej obławy.
Oczywiście utworzenie Komitetu i jego publiczna działalność spotkały się z reakcją władz. Założyciele byli wzywani m.in. do Urzędu Wojewódzkiego w Suwałkach.
Mimo zakazu Komitet działał i pozyskiwał coraz więcej informacji. Poszerzał także krąg osób zaangażowanych. „Zasługą Komitetu było nie tylko zebranie bezcennych materiałów, lecz także głośne, publiczne zwrócenie uwagi na krzywdę, jaką wyrządzono ofiarom i ich bliskim. Trójka odważnych ludzi zapoczątkowała ruch, który od początku był głosem sprzeciwu wobec kłamstwa i serwilizmu komunistycznych władz. Tego głosu nie zdołano stłumić” - podsumowuje Jarosław Wasilewski.
W czerwcowym „Mówią Wieki” znajduje się szereg artykułów omawiających przebieg obławy augustowskiej, jej przyczyny, a także ukazujących ofiary i sprawców. (PAP)
wnk/