Magdalena Popławska jako Gajka Kuroń w fimie „Nasza rewolucja”, reż. Piotr Domalewski. Fot. Anna Włoch
W „Naszej rewolucji” przyglądamy się ludziom znanym z podręczników historii, by odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobilibyśmy w takiej sytuacji. To film o uczuciach - powiedział Piotr Domalewski. Jego obraz o Grażynie i Jacku Kuroniach pokazano podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych.
„Kiedy zaczyna się miłość, to przylatuje anioł, którego nikt nie widzi oprócz tych, co się kochają. Ja czułem tego anioła, ale nie miałem odwagi powiedzieć, że to miłość” – opisywał po latach swoje pierwsze spotkanie z Grażyną Jacek Kuroń. Poznali się latem 1955 r. na obozie walterowskim w Wolinie, a cztery lata później wzięli ślub. W filmie „Nasza rewolucja” poznajemy ich jako bezgranicznie zakochanych w sobie małżonków (granych przez Magdalenę Popławską i Arkadiusza Jakubika), gotowych poświęcić życie, walcząc o wolność. On jest żywiołowym, charyzmatycznym przywódcą opozycji antykomunistycznej, ona – delikatną, a przy tym silną, odważną kobietą. Wspiera działalność męża, przekazuje informacje, gdy ten trafia do więzienia, pisze do ukochanego pełne czułości listy. Nie ma żalu, że w ich historię wpisane są wieloletnia rozłąka, strach i kolejne rewizje. Kiedy po wprowadzeniu stanu wojennego Gajka zostaje internowana, zaczyna doskwierać jej niepokojący kaszel. Kilka miesięcy później trafia do szpitala, gdzie okazuje się, że cierpi na rzadką chorobę płuc. Marek Edelman (Jacek Koman) robi wszystko, by Kuroń otrzymał przepustkę z więzienia i mógł zobaczyć się z żoną.
Podczas środowego spotkania z dziennikarzami producent Robert Kijak wyraził nadzieję, że obraz „upamiętni historię Gajki i Jacka, bo oni na to zasługują”. Prezes Next Film podkreślił, że dla jego pokolenia rok 1989 był najważniejszym wydarzeniem w życiu, a Jacek Kuroń – gigantem. – Jednym z najistotniejszych zdarzeń w jego życiu było małżeństwo z Gajką. Dlatego poświęciliśmy uwagę nie tylko Jackowi, ale przede wszystkim Gajce.
Chcieliśmy pokazać ludzi niezłomnych, bardzo mocno wierzących w wartości, walczących do końca.
Wywodzę się ze środowiska, w którym Jacek Kuroń bywał na co dzień, więc miałem dodatkową trudność. Ojcowie założyciele, którzy pracowali w „Gazecie Wyborczej” i przyjaźnili się z Jackiem, byli – i są – recenzentami na poziomie scenariusza, a później fabuły – powiedział.
Reżyser Piotr Domalewski, dwukrotny laureat Złotych Lwów, dołączył do projektu kilka lat po rozpoczęciu prac przedprodukcyjnych i – jak przyznał – musiał zaprzyjaźnić się z tematem. – Nie zależało nam, by film był streszczeniem historii działalności opozycyjnej. Obecnie podręcznik do historii każdy ma w kieszeni i może go przeczytać w dowolnej chwili. Chcieliśmy przyjrzeć się ludziom znanym z podręczników, by móc odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobilibyśmy w takiej sytuacji, jak byśmy to znieśli. Chyba to sprawia, że film rezonuje z widzem. Uważam, że uczucia się nie starzeją. Dwadzieścia lat temu wzruszały mnie te same sprawy co teraz. Zrobiliśmy film o uczuciach – zwrócił uwagę.
Pytany o kwestie obsadowe, Domalewski przyznał, że ekipa miała trudne zadanie. – Kiedy portretuje się ludzi znanych nie tylko ze zdjęć, ale też osobiście – bo przecież mnóstwo osób miało okazję zetknąć się z Kuroniami twarzą w twarz – uczciwe wobec widza jest, by odtwórcy ról trochę nam te osoby przypominały. To rodzaj niepisanej umowy, ale wydaje mi się, że ona ułatwia wejście w historię, i czyni ją bardziej nośną – wyjaśnił.
Dla Magdaleny Popławskiej i Arkadiusza Jakubika najważniejszą inspirację stanowiły „Listy jak dotyk” – zbiór korespondencji wymienianej przez Kuroniów w latach 1965-1982 podczas kolejnych pobytów opozycjonisty w aresztach, więzieniach i ośrodkach internowania. – Ich listy przenoszą nas w czasie. Opisują codzienne życie, ale sposób, w jaki Grażyna i Jacek zwracają się do siebie, mówi wiele o ich miłości. Z tej korespondencji możemy dowiedzieć się też o wrażliwości Gajki – stwierdziła aktorka. – Nareszcie wydobywamy na światło dzienne kobiety, które choć nie były frontmenkami w historii, miały w niej bardzo duży udział. Gajka nie należała do KOR-u, ale bardzo ich wspierała. Była silną kobietą, wsparciem moralnym Jacka. W ostatecznym rozrachunku to ona podjęła decyzję, która miała wpływ na zakończenie tej historii – dodała.
Jakubik korzystał również m.in. z prywatnych, archiwalnych nagrań wideo przedstawiających opozycjonistę. – Znamy Jacka Kuronia z wielu materiałów telewizyjnych. Wiemy, że miał własny sposób występowania przed kamerą. Prywatnie zachowywał się odrobinę inaczej. Spisywałem jego teksty i próbowałem powtórzyć je z odpowiednią gestykulacją, intonacją. W końcu doszedłem do wniosku, że nie tędy droga. Wejście w taką charakterystyczność niesie za sobą niebezpieczeństwo, że zapomnimy o człowieku. Postawiłem na takiego bohatera, na którego sam jako widz czekam w kinie. Skupiłem się na emocjach. Oczywiście, są fajki, które palił, jest parę jego gestów, sposób chodzenia, ale nie ma chrapliwego głosu i wszystkiego, co niósł ze sobą protoplasta – stwierdził.
Aktor wspomniał o utworze „Jak my” Kaśki Sochackiej i Korteza, który ujrzał światło dzienne tego samego dnia. Wideoklip ukazuje dalszy ciąg historii miłości Kuroniów. – Robert wpadł na znakomity pomysł, by odegrać scenę, która wydarzyła się naprawdę. W 2004 r., czyli 22 lata po śmierci Grażyny, Jacek Kuroń poszedł podpisać dokumenty do Ośrodka KARTA, który był dysponentem oryginałów korespondencji jego i żony.
Tam dostał ostatni list, który Grażyna napisała do niego przed śmiercią. Nigdy wcześniej go nie czytał, bał się, uciekał od tego.
Wtedy otworzył kopertę, przeczytał list. Mogą się państwo domyślać, co musiało się dziać z Jackiem Kuroniem w tamtej chwili. Zainscenizowaliśmy tę scenę na potrzeby teledysku – powiedział.
„Nasza rewolucja” trafi do kin 11 listopada. Obecnie można ją oglądać na 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie rywalizuje o Złote Lwy m.in. z „Dobrym chłopcem” Jana Komasy, „Exotic” Sonji Orlewicz-Zakrzewskiej, „Hot Spot” Agnieszki Smoczyńskiej, „Pojedynkiem” Łukasza Palkowskiego i „Syrenką Picassa” Janusza Zaorskiego. Do kogo trafi statuetka – zadecyduje jury w składzie: reżyser, scenarzysta Krzysztof Zanussi (przewodniczący), scenarzysta Przemysław Chruścielewski, scenografka Jagna Dobesz, aktorka Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, kompozytor Mikołaj Trzaska, producent Marcin Wierzchosławski i autorka zdjęć filmowych Ita Zbroniec-Zajt.
Wydarzenie zakończy się w sobotę. Jego partnerem medialnym jest Polska Agencja Prasowa.
Z Gdyni Daria Porycka (PAP)