Saperzy z ręcznym wykrywaczem min podczas II bitwy pod El Alamein. Fot domena publiczna
Tragiczny wypadek na szkockiej plaży stał się impulsem do stworzenia wykrywacza min - urządzenia, które w dużym stopniu wpłynęło na losy II wojny światowej i z powodzeniem było stosowane jeszcze pół wieku później. Autorem wynalazku był polski inżynier Józef Kosacki.
Zakładanie min przez jedną stronę oraz ich wykrywanie przez przeciwną stało się podczas II wojny światowej ważnym elementem prowadzenia działań zbrojnych. Ukrywane płytko pod ziemią lub piaskiem ładunki dziesiątkowały atakujących, ale zdarzało się że powodowały też straty po stronie tych, którzy te miny zakładali.
Do takiego zdarzenia doszło w kwietniu 1941 r. na plaży w Szkocji, którą – w obawie przed niemiecką inwazją – zaminowało wojsko brytyjskie.
Niestety, informacje o dokładnym położeniu pól minowych nie trafiły do wszystkich alianckich oddziałów. W rezultacie doszło do tragicznego wypadku. Podczas patrolowania plaży w rejonie Arbroath od wybuchu brytyjskiej miny zginęli kapitan Stanisław Górski oraz kapral Stanisław Stasiak z 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich. To właśnie ten i podobne do niego wypadku stały się impulsem do stworzeni urządzenia pozwalającego wykryć miny.
Jesienią 1941 r. resort, który odpowiadał w brytyjskim rządzie za zaopatrzenie dla wojska ogłosił konkurs na skuteczny i prosty w obsłudze wykrywacz min.
Sprawdzianem dla zgłoszonych konstrukcji był eksperyment. Na trawniku ukrywano monety i zadaniem operatorów prototypowych wykrywaczy było odnalezienie jak największej ich liczby. Zwycięsko z tej rywalizacji wyszedł konstruktor Józef Kosacki. Jako jedyny odnalazł wszystkie ukryte jednopensówki. Jego przyjaciel i świadek tamtych wydarzeń, późniejszy znany dziennikarz Jan Zakrzewski, wspominał, że Józef Kosacki rozpoczął prace nad urządzeniem jeszcze w Polsce. Ostateczny model powstał już w Anglii, gdzie Kosacki – pracujący wraz z plutonowym Andrzejem Garbosiem – otrzymał nawet własne laboratorium.
Sam wykrywacz, nazywany później „Polish mine detector”, według Zakrzewskiego „wyglądał jak małe pudełko z anteną”. Ważył około 14 kilogramów i przypominał współczesne amatorskie wykrywacze metali. Składał się z cewki, prostego układu elektronicznego, słuchawek oraz lekkiej ramy, umożliwiającej przenoszenie urządzenia przez jednego żołnierza. Stąd, jak zauważa Adam Węglowski, dziennikarz specjalizujący się w tematyce historycznej, obsługujących wykrywacze nazywano żartobliwie „pokojówkami z odkurzaczami”.
Wcześniej miny wykrywano głównie ręcznie, żołnierze sondowali ziemię bagnetami lub metalowymi prętami, co było powolne i skrajnie niebezpieczne. Istniały już wprawdzie prymitywne wykrywacze metalu, ale były ciężkie, zawodne i nie nadawały się do masowego użycia na froncie. W praktyce rozminowywanie pozostawało więc jednym z najbardziej ryzykownych zadań na polu walki.
Początkowo wykonano kilkaset egzemplarzy wykrywacza, które zostały wysłane w pierwsze misje na front, do Afryki Północnej, w rejon działań przed II bitwą pod El Alamein (na przełomie października i listopada 1942 r.). Rozległe pola minowe stanowiły jedno z głównych narzędzi obrony Niemców i rozmieścili oni tam, jak się szacuje, około 445 tys. min, w tym 14 tys. przeciwpiechotnych. Polscy żołnierze trafili tam jako część sił alianckich pod brytyjskim dowództwem po ewakuacji z Francji. Afryka Północna była w tym czasie jednym z kluczowych frontów wojny, bo decydowała o kontroli nad szlakami w basenie Morza Śródziemnego i dostępie do Bliskiego Wschodu. Dzięki użyciu około 500 takich urządzeń armia brytyjska w ciągu zaledwie jednej nocy zdołała przejść przez pole minowe, omijając w ten sposób pozycje wroga.
Sukces prototypu w warunkach frontowych sprawił, że urządzenie przyjęto na wyposażenie armii. Popularyzator historii Marek Borucki opisywał, że „produkcja została powierzona Brytyjskiej Wytwórni Cinema Television Ltd.”. Sam model, wykonany pierwotnie przez Kosackiego, musiał zostać przekonstruowany zgodnie z warunkami produkcji wojskowej oraz wymaganiami wytwórni. W latach 1941-1943 powstały trzy wersje wykrywacza min typu polskiego: Nr 1, 2 i 3.
Co ciekawe, mimo sukcesu swojego wynalazku, Kosacki nigdy nie zdecydował się go opatentować. W praktyce oznaczało to, że wykrywacz został przejęty i wykorzystywany przez alianckie struktury wojskowe bez komercyjnych korzyści dla konstruktora. Polski inżynier nie dorobił się na swoim pomyśle fortuny. Otrzymał przede wszystkim uznanie i oficjalne podziękowania, w tym list od króla Jerzego VI.
Wykrywacze oparte na konstrukcji Kosackiego, w zmodyfikowanych wersjach, pozostawały w użyciu przez kolejne dekady – ostatnie oficjalne ich zastosowanie datuje się na wojnę w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Choć od powstania urządzenia minęło ponad osiemdziesiąt lat, zasada jego działania wciąż stanowi punkt odniesienia dla współczesnych systemów saperskich. Dzisiejszy sprzęt jest znacznie bardziej zaawansowany, jednak podstawowy problem – skuteczne wykrywanie min w złożonym środowisku gruntu – nadal nie został całkowicie rozwiązany. Dodatkowym wyzwaniem stały się materiały, z których wytwarzane są współczesne miny. W dużej mierze są to tworzywa sztuczne, a ilość metalu jest tak mała, że ogranicza to skuteczność klasycznych metod detekcji.
Egzemplarz wykrywacza opartego na konstrukcji Kosackiego można dziś oglądać w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, gdzie stanowi świadectwo przełomu w historii inżynierii wojskowej i polskiego wkładu w rozwój techniki alianckiej. Po wojnie Kosacki wrócił do pracy naukowo-inżynierskiej, pozostając z dala od rozgłosu, jaki przyniósł mu jego wynalazek. (PAP)
Marta Panas-Goworska
mpg