
Tematem przewodnim miesięcznika „Mówią Wieki” z sierpnia 2025 r. jest wojna polsko-bolszewicka. Autorom zamieszczonych w piśmie artykułom udało się zwrócić uwagę na różne, mało znane dotąd sprawy.
Na uwagę zasługuje np. opracowanie dotyczące żołnierzy – ochotników.
„Nie brakowało wśród nich młodzieży, przedstawicieli różnych warstw społecznych: ziemian, inteligencji, robotników czy włościan. Wnieśli oni do oddziałów wolę walki, wiarę w sukces i patriotyczny zapał, których po tygodniach klęsk i odwrotu brakowało doświadczonym żołnierzom” – podkreślił autor tego artykułu Bogusław Kubisz.
Przypomniał, że do wojska zgłaszali się studenci, uczniowie, harcerze, członkowie Sokoła, ale także posłowie, urzędnicy, prawnicy, artyści, lekarze, robotnicy, sklepikarze, rzemieślnicy, chłopi.
Według danych Głównego Inspektoratu Armii Ochotniczej od 10 sierpnia do 30 września 1920 roku do jej szeregów wstąpiło 105 744 ochotników.
Ze względu na szybkie postępy bolszewików jednostki ochotnicze kierowano na front, by wsparły Wojsko Polskie. Jako pierwszy wszedł do walki pod Łapami i Szepietowem 201. Ochotniczy Pułk Piechoty nazywany harcerskim − bo to członkowie tej organizacji stanowili w nim aż 70–80 proc. żołnierzy.
"Bolszewicy zajęli Suraż i pchali się na most przez Narew. A my z maszynek po nich i w tyraliery. Dopadliśmy do rzeki, walimy z karabinów, a potem przez most sekcjami! Nadchodzą nowe, radosne wieści. Zdobyto maszynki, odpędzono nieprzyjaciela. [...] Chrzest ogniowy 201 pułku wypadł świetnie – wspominał uczestnik boju.
Na północnym odcinku frontu wyróżnił się także 203. Ochotniczy Pułk Ułanów mjr. Zygmunta Podhorskiego, rekrutowany z ziemian i chłopów z ziemi kaliskiej.
15 sierpnia formacja wsławiła soię brawurowym atakiem na Ciechanów. Na krótko zajęła miasto i rozbiła sztab bolszewickiej IV Armii. Jednak największym sukcesem okazało się zniszczenie sztabowej radiostacji. Dzięki temu na kilka dni zdezorganizowano dowodzenie IV Armią, która miała utrudniony kontakt z dowództwem Frontu Zachodniego. W efekcie jej oddziały zbyt późno rozpoczęły odwrót na wschód, za co zapłaciły dużymi stratami.
Z kolei w kontrofensywie znad Wieprza piękną kartę zapisała sformowana na Lubelszczyźnie Brygada Jazdy Ochotniczej mjr. Feliksa Jaworskiego. 16 sierpnia zajęła ona Radzyń Podlaski, następnego dnia rozbiła bolszewicką brygadę, wyzwoliła Międzyrzec Podlaski oraz Siedlce.
Bogusław Kubisz przypomniał, że z ofiarą ochotników roku 1920 nierozerwalnie kojarzą się dwie miejscowości: Ossów i Zadwórze.
Ossów, wieś znajdująca się pod Wołominem, ok. 20 km na wschód od Warszawy, stał się jednym z miejsc, w których rozstrzygały się losy stolicy.
Gdy bolszewicy z 27. Dywizji Strzeleckiej 13 sierpnia zajęli pobliską Leśniakowiznę sytuacja stała się krytyczna. Utrata Ossowa groziła bowiem oskrzydleniem wojsk polskich broniących Wołomina i próbujących odzyskać Radzymin oraz otwarciem przeciwnikowi drogi na Warszawę. Ostatnią rezerwę w tym rejonie stanowiły kompanie ochotnicze z 236. i 221. Pułku Piechoty. Ponosząc ciężkie straty zdołały one odeprzeć nacierających.
Położona na południowym odcinku frontu wieś Zadwórze (ok. 30 km na północny wschód od Lwowa) też przeszła do legendy dzięki bohaterstwu ochotników. 17 sierpnia 1920 stoczyli krwawy, nierówny bój z bolszewicką kawalerią. Zginęli prawie wszyscy, dlatego do Zadwórza przylgnęła nazwa polskie Termopile.
Na czele Małopolskich Oddziałów Armii Ochotniczej stał Czesław Mączyński, dowodzący obroną miasta w 1918 roku. Jedną z lwowskich jednostek ochotniczych był oddział wydzielony mjr. Romana Abrahama (który w 1918 roku dowodził obroną odcinka Góra Stracenia), zwany z francuska détachement. Bił się na przedpolach Lwowa, którym zagrażała owianą złą sławą 1. Armia Konna Siemiona Budionnego. Mjr Abraham 6 sierpnia został ranny i musiał przekazać dowodzenie kpt. Bolesławowi Zajączkowskiemu.
17 sierpnia détachement powracał do Lwowa na wypoczynek. Kawaleria i artyleria poszły inną drogą, a piechota (trzy kompanie i oddział karabinów maszynowych) przemieszczała się wzdłuż toru kolejowego. Gdy żołnierze kpt. Zajączkowskiego zbliżyli się do stacji Zadwórze, natknęli się na bolszewików z 6. Dywizji Kawalerii, którzy otworzyli gwałtowny ogień. Dowódca rozwinął tyraliery i uderzył na zabudowania dworcowe i pobliskie wzgórza. Po kilkugodzinnej walce udało się je zdobyć. Równocześnie Polacy musieli odpierać szarżujących Kozaków.
Bolszewików powstrzymały ogniem kaemów polskie samoloty, ale gdy odleciały, sytuacja Polaków stała się krytyczna. Zaczęła się rzeź ochotników, którzy po wyczerpaniu nabojów bili się do końca na bagnety. Ranni i próbujący się poddać byli masakrowani szablami. Kpt. Zajączkowski ostatnią kulą popełnił samobójstwo.
Ogółem pod Zadwórzem poległo 318 polskich żołnierzy. Ocalało zaledwie 12 rannych i 25 jeńców, którzy cudem uniknęli kozackiej furii. Wstrząsający opis zbrodni zostawił pisarz Izaak Babel, który w 1920 roku służył w Konarmii Budionnego.
Drugi artykuł w tym samym numerze miesięcznika Mówią wieki Bogusław Kubisz poświęcił zapomnianym bitwom 1920 roku.
Agnieszka Rogalewicz przypomniała o wkładzie kobiet w zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej.
Pierwszy batalion Ochotniczej Legii Kobiet powstał we Lwowie w grudniu 1918 roku, a jego komendantką została Aleksandra Zagórska. Oprócz milicjantek wstąpiły do niego członkinie Związku Strzeleckiego oraz POW. Wszystkie składały przysięgę wojskową, otrzymały odznakę legii, mundur, były skoszarowane, szkolone, zaprowiantowane i (wreszcie!) otrzymywały żołd. Zakres ich obowiązków pozostawał taki sam jak w milicji. Ostatecznie było ich 427.
Na podstawie rozkazu z 18 maja 1920 roku sformowano tzw. nową OLK i określono jej status jako organizacji posiłkowej Wojska Polskiego na czas wojny. Legia składała się z batalionów lwowskiego, krakowskiego, warszawskiego, poznańskiego, przemyskiego oraz grudziądzkiego.
Na początku sierpnia 1920 roku stan legii wynosił 2022 członkinie. Wówczas utworzono też batalion bojowy. Liczył ok. 400 kobiet i został włączony do obrony stolicy przed głównym uderzeniem bolszewików. 12 sierpnia w katedrze Jana Chrzciciela został poświęcony sztandar, a 14 sierpnia oddział wyruszył Traktem Królewskim na stanowiska bojowe w parku Skaryszewskim. Podczas przemarszu sypały się nań kwiaty z balkonów, padały okrzyki, staruszki oczy pełne łez zatrzymywały na tym niezwykłym zastępie żołnierskim i błogosławiły dziewczętom, idącym na bój w obronie Ojczyzny i wolności.
Bohaterem artykułu Agaty Olenderek jest Ryszard Bolesławski, który w historii kina zapisał się jako twórca 17 filmów w Hollywood.
„Był jednym z najbardziej znanych na świecie polskich reżyserów. Zanim jednak trafił do „fabryki snów”, wsparł polski wysiłek propagandowy podczas wojny polsko-bolszewickiej” - napisała autorka artykułu.
Andrzej Meissner napisał z kolei o francuskiej pomocy militarnej. „Stwierdzenie, że przysłanie do Polski Armii Hallera było jedynym przejawem francuskiej pomocy dla Polski, byłoby z gruntu fałszywe, szczególnie w kontekście tego, co działo się w latach 1919–1921” – podkreślił.
Przypomniał, że od 1919 r. Francja skierowała do Polski prawie 350 transportów kolejowych wypełnionych materialnym wsparciem. Dużą część w tych dostawach stanowiło wyposażenie wojskowe, m.in. karabiny, działa, ale też sukno na mundury. (PAP)
Mówią wieki 8/2025.
jkrz/