VII Festiwal Tkactwa „Podlaskie Sploty” w Galerii Podlaskiego Instytutu Kultury w Białymstoku. Fot. PAP/Artur Reszko
Tradycyjne tkactwo przeżywa renesans, interesuje się nim coraz więcej również młodych ludzi i to dobrze wróży tej tradycji na przyszłość - ocenili zgodnie twórcy zajmujący się tkactwem, którzy w niedzielę w Białymstoku prezentowali swoje dzieła podczas pikniku na tkackim festiwalu Podlaskie Sploty.
To siódma edycja festiwalu, który organizuje Podlaski Instytut Kultury w Białymstoku. Piknik odwiedziły tłumy ludzi w różnym wieku, aby podpatrzeć mistrzów czy samemu spróbować zasiąść za krosnami.
Na dziedzińcu Pałacu Branickich na kilkudziesięciu stoiskach można było obejrzeć gotowe tkaniny wykonane w różnych technikach, patrzeć jak powstają kolejne. Były m.in. tradycyjne wełniane tkaniny dwuosnowowe, tkaniny wykonywane metodą w deski, pućki (pętelki) sejpaki, perebory, ale można też było zobaczyć obróbkę lnu.
Twórcy oceniają, że tkanie przyciąga, bo wiele osób szuka powrotu do tradycji, ale też spokoju i relaksu w zaganianym codziennym życiu, a to daje tkanie. Dawne techniki i wzory są też inspiracją do poszukiwań nowych zastosowań, rozwoju pasji, a czasem budowania też na tym życia zawodowego, choć są też i tacy, którzy chcą, by pozostało wyłącznie hobby.
Podlaskie słynie z wełnianych tkanin dwuosnowowych. Na pikniku można było podejrzeć pracę mistrzyni tej tkaniny, 86-letniej Teresy Pryzmont, która powiedziała PAP, że jest najstarszą tkaczką w regionie. Sama wykonała w życiu niezliczoną liczbę tkanin, uczyła i uczy wiele osób z kraju i zagranicy, jej prace są w wielu muzeach w kraju i za granicą. Dodała, że żałuje, iż nigdy tego nie policzyła.
- Teraz jest tak piękny czas dla tkaniny. Ludzie docenili, że to jest coś warte, rękodzieło, wełna — oceniła pani Teresa. Dodała, że gotowych tkanin dwuosnowowych wręcz nie ma, są cały czas wykonywane na zamówienie. Podała przykład zamawianych coraz częściej na śluby tzw. dywanów posażnych, co kiedyś było powszechne, potem zanikło, a obecnie znów wraca. Zamawiają je u tkaczek rodzice przyszłych małżonków. Pani Teresa wciąż wykonuje takie tkaniny.
Teresa Pryzmont przyznała, że kiedyś było inne wzornictwo na tkaninach dwuosnowowych i inne zastosowanie tkanin, którymi np. zaściełano łóżka czy stoły, a obecnie coraz częściej są np. na ozdobnych poduszkach, torbach czy — wykonane z grubszych nici — są luksusowymi dywanami.
- Ważne jest to, że na bazie tej tradycji rodzi się jej nowe życie — podkreśliła pani Teresa. Mistrzyni nauczyła techniki tkania wiele osób, tradycję przekazała także w rodzinie.
Tkaniną zajęła się np. Helena Pryzmont, która pracuje w Izbie Tkactwa w Janowie. Przyznaje, że jest dobry czas dla tradycyjnej tkaniny. - Bo rękodzieło odstresowuje. Każdy przeżywa jakiś mniejszy lub większy stres, a jak siada czy do tkania, czy do lepienia w glinie, kontakt z naturą, z tym tworzywem powoduje, że człowiek odpręża się, skupia na tworzeniu — powiedziała PAP pani Helena.
35-letni Eugeniusz Markiewicz z Biskupca tkał na pikniku tkaninę z lnu techniką w tzw. deski. Tkactwem zajmuje się od dwunastego roku życia. W jego rodzinie tkaczką była babcia. Podkreślił, że tkanie to dla niego hobby i pilnuje, by tylko właśnie hobby pozostało, bo hołdując tradycji, chce dalej czerpać z tego przyjemność, odprężenie, cieszyć się tym. Tka na krosnach, które mają ponad 80 lat. Dodaje, że tkaniny są piękne, nie są masowe i to jest ich wartość.
Tkaczka Magdalena Papakul pokazywała perebory, tkaniny wykonane techniką polegającą na wybieraniu deseczką każdego rzędu rozpisanego wzoru.
- Jest rozkwit tych pereborów. Coraz więcej osób chce się tego uczyć — oceniła. Podkreśliła, że perebory są stosowane np. w strojach ludowych, w których coraz więcej osób chce chodzić, ale też we współczesnych sukienkach. Przypomniała, że kiedyś młode pokolenia — dzieci starszych tkaczek — nie interesowały się tkactwem, nie chciały tego robić, tkaniny te nie były kupowane, wiele z nich wyrzucono, bo może utożsamiano je z biedą, może z rzeczą niepotrzebną, ale to się zmieniło.
- (...) Tkactwo przeżywa swój renesans. Mam nadzieję, że to jest dopiero początek tego renesansu i że jeszcze zainteresowanie tkactwem, różnymi jego technikami jako takim, będzie postępowało. Ludzie w różnym wieku szukają czegoś dla siebie, form wyrazu twórczego — podkreśliła tkaczka, córka pani Magdaleny Zofia Kierylak. (PAP)
kow/ mhr/