Przy pomniku - Grobie Nieznanego Sybiraka w Białymstoku odbyły się we wtorek (10 lutego) główne miejskie uroczystości w 86. rocznicę rozpoczęcia pierwszej, z czterech masowych wywózek obywateli polskich na Wschód, przeprowadzonych przez władze sowieckie. Wieńce i kwiaty składali m.in. członkowie Związku Sybiraków i władze.
W związku z rocznicą kwiaty były też składane w innych miejscach w mieście, m.in. przy pomniku Matki-Sybiraczki, znajdującym się przy Muzeum Pamięci Sybiru (MPS). Wieczorem na torach przy tym muzeum zapłonie tzw. Światło Pamięci - znicze upamiętniające ofiary sowieckich deportacji.
Od 10 lutego 1940 r. do czerwca 1941 r. władze Związku Sowieckiego, okupującego tereny II Rzeczypospolitej, zorganizowały cztery wywózki na Wschód obywateli polskich różnych narodowości. Pierwsza z nich objęła głównie rodziny urzędników państwowych, m.in. sędziów, prokuratorów, policjantów, leśników, a także wojskowych, w tym uczestników wojny polsko-bolszewickiej, i właścicieli ziemskich. Wywożeni trafiali do północnych regionów ZSRS, w okolice Archangielska oraz do Irkucka, Kraju Krasnojarskiego i Komi.
Pierwsza wywózka była największa - objęła ok. 140 tys. osób - i najbardziej tragiczna pod względem liczby ofiar. Deportowano wtedy m.in. wielu mieszkańców Białegostoku i okolic. Władze miasta podkreślają, że wtedy na „nieludzką ziemię” wywieziono jedną piątą mieszkańców miasta i okolic, a prześladowaniami sowieckimi była dotknięta niemal każda rodzina.
W Białymstoku od lat znajduje się pomnik - Grób Nieznanego Sybiraka. Tam we wtorek, po modlitwach za zmarłych, wieńce i kwiaty składali Sybiracy, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, służby mundurowe, przedstawiciele różnych instytucji i urzędów. Nie było oficjalnych wystąpień.
Urodzony w 1938 roku pan Michał trafił na Syberię nie w ramach czterech masowych deportacji, ale już po II wojnie światowej, bo w marcu 1949 roku. Jego ziemiańską rodzinę dotknęła kolektywizacja; został z rodzicami i siostrą wywieziony w okolice Irkucka. Do Polski wrócili w 1957 roku.
- Gdy teraz mówi się, że 15 stopni to siarczyste mrozy, to śmiech. My tam przeżyliśmy nawet minus 60 stopni, a gdy było minus 40, to można było nie iść do szkoły. Chodziliśmy we dwójkę, żeby jeden na drugiego patrzył - mówił dziennikarzom.
- Tak naprawdę znamy tylko sam czubek góry tego, czego powinniśmy się (o deportacjach) dowiedzieć - powiedział PAP dyrektor Muzeum Pamięci Sybiru prof. Wojciech Śleszyński; zwrócił uwagę, że zamknięte są dla polskich badaczy archiwa w Rosji. Placówka pracuje nad portalem wspieranym przez AI, który będzie pomagał wyszukać historię osób wywiezionych do Azji Środkowej; ma on zacząć działać w tym roku.
Odnosząc się do pierwszej masowej deportacji na Wschód mówił, że dla osób wywożonych było to zaskoczenie i szok. - Represje trwały już od pierwszych dni okupacji, natomiast ten rodzaj represji, czyli odpowiedzialność zbiorowa na ziemiach dawnych II RP była zupełną nowością. Natomiast nie była to nowość dla NKWD, która te akcje przeprowadzała już wcześniej na terenie Związku Sowieckiego - dodał dyr. Śleszyński.
Całkowita liczba obywateli polskich wywiezionych w latach 1940-1941 w głąb Związku Sowieckiego nie jest znana. Historycy m.in. w oparciu o źródła archiwalne NKWD, tę liczbę szacują na kilkaset tysięcy obywateli polskich. Operują danymi potwierdzonymi przez listy wywiezionych w czterech wielkich wywózkach lat 1940-1941.
Ale nie obejmuje to np. osób wywiezionych w ramach wyroków.
Obchody 86. rocznicy pierwszych masowych deportacji na Wschód trwały w Białymstoku od kilku dni. W sobotę odbył się m.in. Bieg Pamięci Sybiru.(PAP)
rof/ dki/