Oddział SA (paramilitarna bojówka NSDAP) w Berlinie w 1932 r. Fot. Bundesarchiv, B 145 Bild-P049500 / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en>, via Wikimedia Commons
O ile w odniesieniu do osób publicznych temat członkostwa w partii nazistowskiej był w Niemczech omawiany, to w życiu rodzinnym długo pozostawał tematem tabu; teraz to tabu zanika - powiedział PAP historyk z niemieckiego Instytutu Historii Współczesnej (IfZ) Felix Lieb.
Tygodnik „Die Zeit” uruchomił w kwietniu nową wyszukiwarkę, która pozwala sprawdzić, czy przodkowie figurowali w dokumentach nazistowskiej partii NSDAP. Gazeta opracowała zbiór danych po udostępnieniu przez Amerykańskie Archiwum Narodowe kopii mikrofilmów z dokumentami dotyczącymi członkostwa w partii nazistowskiej. Wyszukiwarka cieszy się w Niemczech sporą popularnością, odnotowuje miliony wejść.
Zdaniem Lieba istnieje kilka powodów tej wysokiej popularności. - Po pierwsze, najwyraźniej wciąż istnieją luki w wiedzy, szczególnie w kontekście rodzinnym, na temat nazistowskiej przeszłości własnych przodków. O ile w odniesieniu do osób publicznych temat członkostwa w partii nazistowskiej był w Niemczech omawiany, to w życiu rodzinnym długo pozostawał tematem tabu - tłumaczy rozmówca PAP.
W jego ocenie to „tabu coraz bardziej zanika”, gdyż w większości przypadków przodkowie już nie żyją. Teraz to „zazwyczaj wnuki prowadzą badania dotyczące swoich dziadków, wobec których istnieje już większy dystans”.
Przyczyną dużej popularności wyszukiwarki jest też, zdaniem Lieba, to, że „wrażliwość na kwestie związane z polityką pamięci jest dziś inna niż na początku lat 90. XX wieku”, gdy kartoteka członków NSDAP została po raz pierwszy upubliczniona. - Przez długi czas członkostwo w NSDAP było bagatelizowane argumentem, że wynikało jedynie z oportunizmu lub że zainteresowani rzekomo nie wiedzieli o swoim przyjęciu do organizacji - uważa historyk IfZ, instytucji badającej historię nazizmu i pamięć o nim w Niemczech.
Lieb dodaje przy tym, że „sama przynależność partyjna niewiele mówi o rzeczywistym zachowaniu danej osoby w Trzeciej Rzeszy”. Zarazem wyraźnie, w jego ocenie, zwiększyła się świadomość tego, że wstąpienie do partii „było z reguły świadomym aktem wyrażającym albo ideologiczną zgodę na reżim nazistowski, albo przynajmniej dostosowanie się do rządzących”.
Rozmówca PAP odnotowuje, że w ostatnich latach, by poszukiwać członków NSDAP, „trzeba było prowadzić badania na miejscu lub składać wniosek o kwerendę, który należało uzasadnić”. Teraz, m.in. dzięki takim wyszukiwarkom jak ta „Die Zeit”, proces jest „znacznie prostszy”.
Lieb nie uważa, że w przypadku znanych postaci baza danych „Die Zeit” przyniesie nowe ustalenia, bo temat obciążenia nazistowską przeszłością był w ostatnich latach wnikliwie badany. - Potencjał tkwi więc raczej w sferze rodzinnej lub w odniesieniu do „zwykłych” Niemców - przekonuje.
- Badania opinii publicznej regularnie pokazują, że większość Niemców uważa, iż ich przodkowie byli ofiarami nazizmu albo przynajmniej go odrzucali. Teraz można to łatwiej sprawdzić – być może z wynikiem wskazującym na to, że dana osoba była znacznie bliższa narodowemu socjalizmowi, niż sądzono. Wiele z mitów prawdopodobnie się nie utrzyma - uważa ekspert Instytutu Historii Współczesnej.
Równocześnie Lieb zauważa zagrożenia związane z cyfrową dostępnością danych historycznych.
- Łatwy dostęp sugeruje szybkie i łatwo dostępne wnioski, a jednocześnie zaciera fakt, że badania historyczne są złożone i nie można opierać się wyłącznie na jednym źródle - podkreśla.Dlatego też apeluje, by wyszukiwania w bazie danych traktować jako początek procesu. - Kto naprawdę chce wiedzieć, jak zachowywali się jego przodkowie w Trzeciej Rzeszy, musi prowadzić dalsze badania, na przykład poprzez kolejne zapytania do Archiwum Federalnego - zaznacza Lieb.
Rozmówca PAP zwraca uwagę na fakt, że kartoteka członków NSDAP nie jest kompletna, a brak wyniku nie oznacza jeszcze, że dana osoba nie była członkiem partii. Dodatkowo, ze względu na wykorzystanie sztucznej inteligencji przy opracowaniu danych, mogły pojawić się błędy. Dana osoba może nie być ujęta w bazie, mimo że istnieje jej karta. Lieb zastrzega też przy tym, że „nie należy sprowadzać pytania, czy ktoś był nazistą, wyłącznie do kwestii członkostwa w NSDAP”.
Historyk odnotowuje, że w Niemczech „poziom wiedzy historycznej spada, zwłaszcza w odniesieniu do Holokaustu”. Jego zdaniem wynika to także z faktu, że „prawie nie ma już świadków historii, którzy mogliby opowiadać o czasach nazistowskich”. Zamiast tego wielu młodych ludzi świadomie i nieświadomie czerpie dziś informacje głównie z sieci społecznościowych, co często prowadzi do zniekształcania faktów historycznych lub nawet bagatelizowania zbrodni nazistowskich”.
Z tego powodu Lieb uważa, że należy podkreślać, iż „wiedza historyczna opiera się na pracy z oryginalnymi źródłami, a nie może być ot tak wygenerowana”. Choć prognozuje, że zainteresowanie wyszukiwarką będzie spadać, to ma ona „pewien potencjał” i „należałoby dokładnie przemyśleć, jak wykorzystać ją w sposób pedagogicznie sensowny w edukacji historycznej”.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)

