Funkcjonariusze służb PRL mieli 24-godzinne dyżury, żeby namierzyć Radio "Solidarność"; do Warszawy przyjechali nawet spece ze Stasi i GRU, którzy mieli znaleźć sposób na zlokalizowanie nadajnika - powiedział PAP Andrzej Gelberg, w drugiej połowie lat 80. kierujący Programem III Radia "S".
Wzdłuż ulicy na wysokości budynku zarządu regionalnego NSZZ "Solidarność" stoi kilkadziesiąt milicyjnych samochodów. Z budynku związku wynoszono rzeczy i ładowano je na ciężarówki. Sytuacja wyglądała jak w jakimś koszmarnym śnie - tak 13 grudnia 1981 r wspominał b. wiceszef łódzkiej Solidarności Jerzy Kropiwnicki.
Kościół bardzo zaangażował się we współpracę z Solidarnością – powiedział ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. W stanie wojennym - jak podkreślił - to zaangażowanie było szczególnie widoczne. Kościół prowadził wówczas konkretne działania polegające na ochronie ludzi.
Sowietom raczej nie zależało na tym, żeby wkraczać do Polski. Chcieli rozstrzygnąć kwestię Solidarności polskimi siłami – powiedział PAP prof. Wojciech Roszkowski z Instytutu Studiów Politycznych PAN. 36 lat temu, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r., został wprowadzony stan wojenny.
Zacząłem redagować ulotkę, która jako pierwsza w Polsce zawierała słowa o wojnie z Narodem. Było tam wezwanie do strajku generalnego i warunki jego ewentualnego odwołania - mówi PAP były wiceszef łódzkiej Solidarności Jerzy Kropiwnicki. Ulotkę podpisali obaj z Andrzejem Słowikiem i - jak się później okazało - była ona rozpowszechniana w strajkujących zakładach, i krążyła po mieście w liczbie 50 tys. egzemplarzy.
W grudniu 1982 roku zostałem przewieziony do więzienia w Hrubieszowie, gdzie w jednym pawilonie przebywali więźniowie aresztowani za protesty przeciwko stanowi wojennemu. Tam się zaczęła moja walka o prawa więźnia politycznego - powiedział PAP Jerzy Kropiwnicki, wówczas wiceszef łódzkiej Solidarności.
Władze komunistyczne bardzo długo liczyły, że „odbudują” Solidarność i do tego był potrzebny Lech Wałęsa - powiedział PAP historyk IPN Grzegorz Majchrzak. Dodał, że w związku z tym przywódca "S" podczas internowania był trzymany w lepszych warunkach niż inni, można powiedzieć w "złotej klatce".
W grudniu 1981 r. nie było żadnej realnej groźby wkroczenia wojsk sowieckich, o czym w sposób autorytatywny mówią najważniejsze źródła, czyli wypowiedzi przywódców państwa sowieckiego i organów siłowych, którymi to państwo dysponowało – mówi PAP historyk prof. Andrzej Nowak.
W nocy usłyszałem krzyki, huki, dobijanie do drzwi; do mieszkania wpadło SB, ZOMO - opowiadał PAP opozycjonista PRL Ryszard Majdzik o nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. "Powykręcano nam nogi i ręce, wyniesiono nas na rękach, wrzucono do budy milicyjnej w samej bieliźnie" - wspominał.