Gmach Sejmu. Fot. PAP/Leszek Szymański
Anna Maria Żukowska (Lewica), przedstawiając w Sejmie projekt ustawy o zadośćuczynieniu ofiarom przestępstw na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1946, powiedziała, że krew i pamięć ofiar tych zbrodni domaga się sprawiedliwości. Posłowie opozycji wskazywali, że projekt godzi w polską rację stanu.
10 lutego odbyło się pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zadośćuczynieniu ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1946.
Przewodnicząca klubu Lewicy Anna Maria Żukowska, wnioskodawczyni tego projektu, odczytała świadectwa rodzin ofiar zbrodni w Zaleszanach, której dokonał oddział kpt. Romualda Rajsa „Burego”, działający w ramach części niepodległościowego podziemia zbrojnego.
Mieszkańcy tej wsi, jak zaznaczyła posłanka, ginęli „głównie dlatego, że na ścianach ich w domach wisiała ikona, że byli prawosławni”. - Ta zbrodnia (…) nosiła znamiona ludobójstwa. To nie była w żadnym wypadku walka o niepodległy byt państwa polskiego, ale czystka etniczna i religijna – podkreśliła.
Żukowska przypomniała także, że Instytut Pamięci Narodowej w jednym ze swoich komunikatów stwierdził, że żołnierze Romualda Rajsa ps. „Bury” właśnie z tego powodu dokonali tej zbrodni, a nie dlatego, że walczyli o państwo polskie.
- Uważam, że po tylu latach, zważywszy na to, że rodzina Rajsa „Burego” otrzymała odszkodowania, to krew i pamięć ofiar – tych małych dzieci, kobiet w ciąży – domaga się sprawiedliwości – mówiła.
W jej ocenie projekt tej ustawy jest właśnie sprawiedliwościowy. – Jego sednem jest jednorazowe świadczenie pieniężne w wysokości 50 tys. złotych, przysługujące osobom, które doznały uszczerbku na zdrowiu oraz członkom rodzin ofiar, które zginęły. Wnioski ma rozpatrywać Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Stanowisko klubu PiS przedstawił poseł Marek Ast, który projekt ocenił jako „antypolski” oraz „godzący w dobre imię i pamięć żołnierzy wyklętych oraz w prawdę historyczną”.
- Gdyby się wczytać w sam tytuł ustawy, to można by się było z nim zgodzić, pod warunkiem, że chodziło o zbrodnie popełnione przez komunistów i ich zbrojne ramię, jakim był Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Niestety, dotyczy to spraw, które już zostały rozstrzygnięte i język, który jest tu stosowany (...) sprawia, że czuję się tak, jakbym został przeniesiony do czasów słusznie minionych: lat 50., 60., kiedy to polskich patriotów, walczących z sowieckim okupantem określano najstraszniejszymi określeniami zaplutych karłów reakcji, bandytów. Oddziały niepodległościowe nazywano bandami - powiedział Ast.
- Nie ma mowy w tym projekcie o pomordowanych Polakach w latach nie tylko 1945-46, ale 1944-89. Nie ma mowy o zbrodniach komunistycznych - zauważył, dodając, że projekt nie został skonsultowany z Instytutem Pamięci Narodowej i „posługuje się półprawdami albo wprost kłamstwami”.
Podczas dyskusji głos zabrał także Maciej Tomczykiewicz (KO), który ocenił, że „trzeba mieć w sobie mało pewności siebie, mało przekonania, co do tego, jak bohatersko walczyli Polacy z okupacją sowiecką, żeby bać się prawdy”. - Tylko osoby, które nie mają za grosz pewności, co do tego, jak było naprawdę, mogą się bać takiej ustawy - dodał.
Poseł Konfederacji Witold Tumanowicz powiedział natomiast, że „historycznie i merytorycznie ten projekt ustawy to hańba”. - To stawanie po stronie kolaborantów przeciwko żołnierzom państwa podziemnego, walczącym o wolność i niepodległość - podkreślił, zwracając uwagę, że „również i prawnie ten projekt ustawy to gniot”.
Wiceszef Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Sebastian Gajewski wskazał, że w ocenie resortu w projekcie trzeba dokonać „szeregu zmian o charakterze technicznym, precyzującym i pozwalającym mu nadać kształt bardziej spójny z rozwiązaniami, które już są obecne w systemie prawa”.
- Zmiany te mają charakter legislacyjny, a nie koncepcyjny i z powodzeniem będą mogły zostać wprowadzone w toku ewentualnych prac parlamentarnych, w których Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej deklaruje – z poczuciem tego, że prace są niezwykle potrzebne – pełen udział – zapewnił Gajewski.
Jak wskazano w uzasadnieniu, projekt ustawy dotyczy określenia zasad zadośćuczynienia za przestępstwa popełnione w latach 1945-1946 na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym na skutek działań oddziałów zbrojnego podziemia oraz przyznania ofiarom tych przestępstw statusu równoznacznego z ofiarą represji okresu powojennego. „Zadośćuczynienie, polegające na przyznaniu jednorazowego świadczenia pieniężnego, przysługiwać będzie osobom, które w wyniku wskazanych wyżej przestępstw doznały uszczerbku na zdrowiu, oraz członkom rodzin osób, które na ich skutek straciły życie” - napisano.
Możliwość ubiegania się o zadośćuczynienie będzie zależna od potwierdzenia takiego charakteru przestępstwa prawomocnie zakończonym śledztwem Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
Ze względu na określone w projekcie kryteria uprawniające do zadośćuczynienia, wyniki śledztw IPN i znaczny upływ czasu, można szacować - jak oceniono - że liczba możliwych wniosków nie przekroczy stu. Bardzo niewielka będzie także liczba osób, które będą mogły korzystać z uprawnień kombatanckich. Skutki finansowe wypłaty zadośćuczynień nie przekroczą dla budżetu państwa kwoty 5 mln zł.
Jak wskazano w uzasadnieniu, w 1946 r. Romuald Rajs ps. „Bury” był „dowódcą oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej - Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (PAS NZW); oddział ten w 1946 roku na terenie byłego powiatu Bielsk Podlaski dokonał szeregu zbrodni na ludności przynależącej do białoruskiej grupy narodowościowej o wyznaniu prawosławnym. IPN w ustaleniach śledztwa z 2005 roku stwierdził, że działania oddziału Romualda Rajsa +Burego+ spełniają znamiona ludobójstwa".
W 1946 r. w okolicach Bielska Podlaskiego oddział dokonał pacyfikacji kilku wsi. Zginęli prawosławni mieszkańcy pochodzenia białoruskiego ze wsi Zanie, Zaleszany, Końcowizna, Szpaki i Wólka Wygonowska. Pion śledczy IPN przyjął, że zimą 1946 r. zginęło 79 osób (według członków społecznego komitetu rodzin ofiar - o trzy więcej), w tym dzieci, a także 30 furmanów, z których usług oddział korzystał, przemieszczając się po okolicy. Instytut przyjął kwalifikację prawną zbrodni ludobójstwa. W 2005 r. IPN umorzył śledztwo m.in. z tego powodu, że po wojnie prawomocnie zakończyło się postępowanie wobec części sprawców, inni już nie żyli, a pozostałych nie udało się ustalić.
Kpt. Romuald Rajs „Bury” został w 1949 r. skazany na śmierć przez rozstrzelanie. W 1995 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego unieważnił wyroki śmierci wobec niego i jego zastępcy Kazimierza Chmielowskiego. Obaj skazani zostali wtedy zrehabilitowani. (PAP)
akr/ pj/ aszw/