Muzeum pisanek (Galerie kraslic) w miejscowości Libotenice. Fot. Galerie kraslic
W pobliżu legendarnej w Czechach góry Rzip, około sto kilometrów od polskiej granicy, znajduje się gmina Libotenice. W tej liczącej zaledwie 400 mieszkańców miejscowości znajduje się muzeum czeskich pisanek i kwatera główna Stowarzyszenia Pisankarzy i Pisankarek w Czeskiej Republice.
Prezeską Stowarzyszenia i jego „dobrym duchem” jest Olga Hovorkova. Podobnie jak jej koleżanki, jest już na emeryturze, a pisankami zajmuje się od prawie trzydziestu lat. Sama zdobi wielkanocne jajka i przede wszystkim je gromadzi.
- Mamy w kolekcji siedem tysięcy pisanek, które zrobili nasi członkowie. Każde jajko ma swojego autora – wyjaśniła PAP Hovorkova.
Stowarzyszenie powstało w 1998 roku. Wypełniło lukę po zlikwidowanym wcześniej państwowym instytucie sztuki ludowej (ULUV). Twórcy nie byli w stanie przebić się do lokalnych muzeów, które zajmowały się głównie historią, a w niewielkim stopniu dbały o rzemiosło. Dziś Stowarzyszenie liczy 150 członków i m.in. dba o to, by „kraslice” nie stały się jedynie eksponatem pokazywanym przez szybkę.
Techniki, które można zobaczyć w Libotenicach, są bardzo różnorodne, a żadna z nich nie ma nic wspólnego z barwnikami do jaj, sprzedawanymi w supermarketach. Wielkanocne jajka zdobiono tym, co było pod ręką lub rosło za płotem.
- To jest nasza, podrzipska technika, oklejanie skorupek sitowiem. To trawa rosnąca na kwaśnych glebach. Można dotknąć tego białego wnętrza sitowia, Wypychano je zapałką z wnętrza trawy i naklejano na jajko - powiedziała szefowa Stowarzyszenia.
Innym przykładem wykorzystania tego, co jest lub było pod ręką, są pisanki, które powstają w rejonie Hanacka położonym po drugiej stronie Republiki Czeskiej w środkowych Morawach. Ten region kraju zawsze był określany „spichlerzem kraju” i rzeczywiście wszędzie tam jest słoma jęczmienia lub owsa. To jedna z bardziej żmudnych technologii zdobienia. Słomę trzeba namoczyć, rozciąć, wyciąć z niej mikroskopijne wzory i nakleić na skorupkę jajka.
A inne techniki? - W każdej wiosce był szewc, więc rozpuszczano wosk szewski lub pszczeli i nanoszono go na jajka – powiedziała Hovorkova demonstrując kolejne delikatne eksponaty.
Pytana o największą dumę i chlubę zbiorów Hovorkova nie waha się ani chwili i pokazuje pieczołowicie popakowane w bibułki jajka o błękitnym i niebieskim kolorach. To prace Dany Zatopkowej, legendarnej oszczepniczki i mistrzyni olimpijskiej. Jej mężem był także olimpijczyk i wielokrotny mistrz świata w biegach długodystansowych Emil Zatopek. - Ona nie zostawiła po sobie wielu pisanek, bo mówiła, że jak tylko jakąś zrobiła, to mąż Emil natychmiast ją komuś dawał - śmiała się Hovorkova.
Przewodnicząca Stowarzyszenia pokazała także, że autorki i autorzy chętnie wykorzystują wzory znane np. ze strojów regionalnych, ale niektórzy idą o krok dalej.
- Każdy dodaje coś swojego, osobistego - powiedziała Hovorkova. - Pewien pan był pilotem wojskowym. Na jego pisance są owieczki, bo pochodził z Wołoszczyzny, ale u góry namalował swoje ukochane odrzutowce, na których latał - zademonstrowała pisanki z rejonu Beskidów, który nazywa się tak samo jak część Rumunii.
Zbiory muzeum z małych, liczących zaledwie około 400 mieszkańców Libotenic, zwiedziły już pół świata – od Hagi po Bułgarię. Największe zdziwienie wywołały jednak w Hiszpanii, gdy Czechy wchodziły do UE.
- W Santiago de Compostela Hiszpanie myśleli, że to piłeczki pingpongowe i stukali nimi o stół. Musieliśmy je szybko chować – wspominała Hovorkova. Zwróciła także uwagę, że internauci, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o czeskich pisankach, po wpisaniu nazwy kraslice, trafiają na strony położonego w pobliżu niemieckiej granicy miasteczka o tej samej nazwie. Z pisankami nie ma jednak nic wspólnego. Przez lata było centrum produkcji sukna i instrumentów muzycznych.
Z Pragi Piotr Górecki (PAP)
ptg/ zm/