Znak przy wejściu od strony Market Street do browaru St. James's Gate w Dublinie w Irlandii. Fot. Jamt9000 at English Wikipedia, CC BY-SA 3.0 <http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/>, via Wikimedia Commons
Z wraku żaglowca Mindoro, który zatonął w 1864 roku w kanale La Manche, wydobyto w czwartek butelkę prawdopodobnie najstarszego zachowanego Guinnessa. Naukowcy sprawdzą, czy można z niego odtworzyć piwo sprzed 160 lat.
Skrzynkę zawierającą 18–20 butelek znalazł w zeszłym roku, na głębokości około 30 metrów, belgijski nurek Stefan Panis. Identyfikacją wraku i pochodzenia piwa zajął się mieszkający w Belgii polski nurek Paweł Truszyński. Czwartkowa butelka to druga, którą bezpiecznie udało się wydobyć na powierzchnię.
– Pierwsza przekazana przez Stefana była w idealnym stanie. Pozostaje zamknięta i ma w środku pęcherzyk powietrza. To oznacza, że przez ten czas nie została zalana – zdradził PAP polski nurek.
Butelki leżą w skrzyni dnem do góry. Zdaniem nurków takie ułożenie oraz panujące na dnie ciśnienie mogły uchronić korki przed rozeschnięciem i przedostaniem się do środka morskiej wody.
– Wrak „Mindoro” leży na głębokości ok. 30 metrów. Panujące tam warunki dają nadzieję, że nasze odkrycie będzie przełomowe – powiedział Truszyński.
Jedna z XIX-wiecznych butelek trafi teraz na uniwersytet w belgijskim Leuven do zespołu badaczy zajmujących się drożdżami. Naukowcy sprawdzą, czy w piwie przetrwały drożdże.
– Jeżeli się zachowały, sprawa jest prosta: będzie można warzyć Guinessa w oparciu o recepturę sprzed 160 lat. Większą szansę na przetrwanie miały bakterie. Na szczęście, na ich podstawie nauka potrafi odtworzyć szczepy i wyprodukować pierwotne drożdże. To jest dziś cel, na którym się skupiamy – wyjaśnił Truszyński.
Możliwe zatem, że uda się odtworzyć smak Guinnessa z drugiej połowy XIX wieku. Odzyskany materiał mikrobiologiczny ma również trafić do prowadzonego przez irlandzki browar drzewa genealogicznego używanych szczepów drożdży.
„Mindoro” był nowym żaglowcem handlowym, zmierzającym z Wielkiej Brytanii do Vancouver. Ponieważ nie istniał jeszcze Kanał Panamski, statek miał przepłynąć Atlantyk, opłynąć przylądek Horn, a następnie skierować się na północ wzdłuż zachodnich wybrzeży obu Ameryk.
W trakcie feralnego rejsu w 1864 roku na pokładzie znajdowało się wiele luksusowych produktów: dywany, tkaniny, oleje, przyprawy. Wartość frachtu szacowano na astronomiczne na ówczesne czasy 11,2 tys. funtów. Niemal tuż po wyjściu z londyńskiego portu „Mindoro” we mgle zderzył się na kanale La Manche ze statkiem „Hellespont”. Załogi opuściły obie jednostki. Hellespont uratowano, natomiast Mindoro zatonął wraz z ładunkiem. Wypadek był szeroko relacjonowany w wiktoriańskiej prasie.
– Nasze znalezisko wywołało spore poruszenie wśród Irlandczyków. W identyfikacji butelek pomógł były pracownik Guinnessa, związany z klubem pasjonatów marki. To od niego dowiedzieliśmy się, że piwo z Dublina do Londynu przewieziono go w beczkach i dopiero tam rozlane zostało do butelek. Klub fascynatów Guinessa ustalił to na podstawie zachowanych oznaczeń oraz dokumentów archiwalnych.
Sprawa miała też zaciekawić irlandzki browar.
– Guinness jest bardzo zainteresowany. Pojedziemy do Irlandii i oficjalnie przekażemy nasze znalezisko do muzeum – zapowiedział Truszyński.
Polak uczestniczył wcześniej w badaniu wraku na Bałtyku, z którego wydobyto XIX-wieczne butelki szampana Louis Roederer oraz wody mineralnej Selters. Doświadczenia z tej ekspedycji pomogły w opracowaniu sposobu wydobycia i przechowywania Guinnessa.
– Na przykład dlatego nie potrafimy określić wartości znaleziska z wraku „Mindoro”. Gdy wydobyliśmy 100 butelek szampana z wraku XIX-wiecznego szkunera z dna Bałtyku, domy aukcyjne szacowały cenę wywoławczą jednej co najmniej na 36 tys. euro. Ostatecznie zostały sprzedane za ponad 200 tys. euro za sztukę. Tym razem najważniejsze jest dla nas historyczne znaczenie odkrycia i możliwość odzyskania mikroorganizmów używanych do produkcji Guinessa sprzed 160 lat – powiedział Truszyński.
Mieszko Czarnecki (PAP)