Warszawa, 6.08.2026. Senator Trzeciej Drogi Waldemar Pawlak na sali obrad Senatu w Warszawie. Jednym z punktów obrad było wyrażenie zgody na powołanie Mateusza Szpytmy na prezesa IPN. Fot. PAP/Leszek Szymański
Odrzucenie przez Senat kandydatury Mateusza Szpytmy na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ponownie podzieliło polityków rządzącej koalicji. Zdaniem senatorów KO i Lewicy Szpytma nie dawał gwarancji niezależnego kierowania IPN, z kolei PSL upatrywało w jego wyborze szansy na poprawę działania instytutu.
Senat nie zgodził się w czwartek na wybór dr Mateusza Szpytmy na stanowisko prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. W głosowaniu poparło go 38 senatorów, 50 było przeciw, jeden senator wstrzymał się od głosu. Za kandydaturą byli senatorowie PiS i PSL oraz jedyny w Senacie przedstawiciel Rozwoju Plus, przeciwko zagłosowali senatorowie KO, Lewicy i Nowej Polski-Centrum. Wcześniej Sejm wybrał Szpytmę głosami posłów PiS, PSL-TD, Konfederacji i częściowo Polski 2050 przy sprzeciwie parlamentarzystów KO, Lewicy, Centrum, reszty Polski 2050 i Razem.
B. marszałek Senatu Tomasz Grodzki (KO) stwierdził, że gdyby Szpytma wykazał, że „nie będzie marionetką prezydenta Nawrockiego, miałby większe szanse na akceptację Senatu”, ale - jak dodał „to się nie zdarzyło”. Senator KO Krzysztof Kwiatkowski podał w wątpliwość to, czy IPN pod kierownictwem Szpytmy działałby w sposób rzetelny.
- Pan Szpytma był w kierownictwie IPN-u, kiedy po wyborach parlamentarnych ta instytucja stała się przechowalnią działaczy PiS-u. Pan Szpytma był w IPN-ie, kiedy Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła liczne nieprawidłowości związane z wydatkowaniem środków publicznych. I po trzecie: dotychczasowe doświadczenia pokazują, że IPN nie był strażnikiem prawdy historycznej, tylko był strażnikiem prawdy politycznej PiS-u, tego, jak powinna wyglądać historyczna narracja - ocenił Kwiatkowski.
Senator Lewicy Wojciech Konieczny skrytykował zaś IPN za dotychczasowe - wybiórcze - podejście do prac badawczych i tematyki publikacji. - Polskie Stronnictwo Ludowe poparło kandydata na prezesa IPN-u, mówiąc, że jest to człowiek, który wspiera badania nad historią ruchu ludowego, nad wkładem w niepodległość Polski, w demokrację w Polsce. Natomiast ja, jako przewodniczący Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej, muszę odnotować, że jeśli chodzi o niepodległościowy, patriotyczny ruch socjalistyczny i ogólnie lewicowy, to w praktyce go nie ma w pracach IPN-u. Uważam, że taka polityka była prowadzona umyślnie - podkreslił w rozmowie z PAP Konieczny.
Wicemarszałek Senatu Maciej Żywno (TD) wstrzymał się od głosu, gdyż - jak tłumaczył - jako jedyny przedstawiciel Polski 2050 w tworzonym razem z ludowcami klubie senackim Trzecia Droga znalazł się między młotem a kowadłem, czyli między PSL-em popierającym kandydaturę Szpytmy na prezesa IPN-u a kontrargumentami Koalicji Obywatelskiej.
- Z jednej strony uważam, że IPN powinien już mieć pełnoprawnego prezesa, który wywodzi się z tej instytucji i który został zarekomendowany przez kolegium IPN. Z drugiej strony argumenty Koalicji Obywatelskiej, wskazujące na powiązania Szpytmy z prezydentem Nawrockim, pokazują, że jest naprawdę ogromny znak zapytania nad tym kandydatem - powiedział Żywno.
Szef senackiego klubu Trzecia Droga Waldemar Pawlak nie zgodził się z twierdzeniem, że PSL wyłamało się z koalicji, głosując za kandydaturą Szpytmy, gdyż - jak podkreślił - sprawa nie dotyczy koalicyjnych rozstrzygnięć, a tylko merytorycznej oceny kandydata. - Doceniamy dorobek osobisty pana Szpytmy, jego zaangażowanie, szczególnie w pamięć o Ulmach czy pracę nad historią ruchu ludowego - mówił Pawlak.
Zwrócił też uwagę, że oprócz celów politycznych należy patrzeć też na realne możliwości. - Ustawa o IPN mówi, że kandydata przedstawia kolegium IPN-u, które w naszej ocenie wskazało kandydaturę kompromisową. Ona mogła zmienić na lepsze funkcjonowanie IPN-u. Teraz kolegium będzie prawdopodobnie przedstawiało kandydatów bardziej radykalnych - uważa b. premier.
B. marszałek Senatu Stanisław Karczewski (PiS), komentując sprzeciw Senatu wobec kandydatury Szpytmy, mówił PAP, że nie wie, z czego wynika wrogość do Instytutu Pamięci Narodowej. - Bardzo się dziwię, bo kandydat popierany przez PSL, ale nie udało się. Jestem bardzo zawiedziony - powiedział.
Jego zdaniem „Koalicja Obywatelska zachowuje się w sposób zupełnie irracjonalny”. - Ta instytucja (IPN), która tak ofiarnie pracuje, po prostu powinna mieć szefa - ocenił. Dodał, że zarzuty dotyczące rzekomej niegospodarności to „stara śpiewka Platformy Obywatelskiej, która powstała w chwili, kiedy obywatelskim kandydatem na prezydenta został Karol Nawrocki”.
Kandydat na prezesa IPN-u zapewnił przed głosowaniem, że nigdy nie był politykiem, a w Instytucie Pamięci Narodowej pracuje od niemal 26 lat. Wyraził też zadowolenie, że popierają go politycy różnych opcji, co - jak wskazał - jest dowodem na jego apolityczność. - Jestem po prostu urzędnikiem państwowym, nigdy w swoim życiu nie byłem członkiem partii politycznej, nigdy nie wypowiadałem się na temat sytuacji politycznej - podkreślił.
Po głosowaniu Szpytma przyznał, że spodziewał się braku zgody Senatu, na co zaważyły jego związki z byłym prezesem IPN-u Karolem Nawrockim. - Dawano mi wielokrotnie do zrozumienia, że to, iż byłem zastępcą Karola Nawrockiego, nie działa na moją korzyść - powiedział Szpytma.
Było to drugie podejście parlamentu do obsadzenia wakatu po Karolu Nawrockim, który w sierpniu ubiegłego roku objął urząd prezydenta. Poprzednia próba zakończyła się niepowodzeniem w listopadzie, kiedy Sejm odrzucił kandydaturę dr hab. Karola Polejowskiego.
Teraz procedura związana z konkursem na prezesa IPN-u rozpocznie się od nowa. Od ogłoszenia konkursu będzie 30 dni na zgłoszenie kandydatur. Potem odbędzie się publiczne przesłuchanie kandydatów, którzy spełnili wymogi formalne. Spośród nich Kolegium IPN-u wybierze w tajnym głosowaniu osobę rekomendowaną parlamentowi.(PAP)