31 sierpnia 2026 - uroczystości z okazji 46. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych pod bramą Stoczni Gdańskiej. Fot. PAP/Adam Warżawa
31 sierpnia, rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych, od lat jest świętem obchodzonym oddzielnie przez dwa wywodzące się z „Solidarności”, skłócone obozy. I okazją do politycznej manipulacji oraz dezinformacji.
Niemal każde obchody podpisania Porozumień Sierpniowych w ostatnich latach, zamiast być świętem solidarności i pojednania Polaka z Polakiem, są okazją do podkreślania podziałów i politycznego zawłaszczania wydarzenia.
Instrumentalne wykorzystywanie tej rocznicy nasilało się zwłaszcza w latach, w których wypadały jakieś wybory. Jeszcze pierwsze okrągłe rocznice Porozumień Sierpniowych obchodzone były przez skłócony już wtedy obóz „Solidarności” we względnej zgodzie. W 1990 roku ówczesny ordynariusz gdański bp Tadeusz Gocłowski podjął próbę pojednania Lecha Wałęsy z Tadeuszem Mazowieckim i zapobieżenia sytuacji, w której obaj będą startować przeciw sobie w wyborach prezydenckich.
W 1995 roku urzędujący wówczas prezydent Lech Wałęsa zapowiedział ubieganie się o reelekcję, licząc na poparcie NSZZ „Solidarność” - w tamtym roku uroczystości z powodu ulewy wyjątkowo odbywały się w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Wsparcie związku w końcu otrzymał, bo jego rywalem był „postkomuista” Aleksander Kwaśniewski.
W 2000 roku uroczystości 20. rocznicy przebiegały w miarę zgodnie, z udziałem zarówno ówczesnego lidera „Solidarności” i przywódcy AWS Mariana Krzaklewskiego, jak i Lecha Wałęsy. Mimo że obaj rywalizowali w zaplanowanych na październik tego roku wyborach prezydenckich.
Rok 2005, czyli 25-lecie podpisania porozumień, to ostatnia okrągła rocznica, którą obchodzono bez większych kontrowersji. Obchody były wyjątkowo rozbudowane. W zorganizowanej z okazji rocznicy konferencji „Od »Solidarności« do wolności” wzięli udział przywódcy innych państw, m.in. prezydent Czech Vaclav Havel, prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso oraz Zbigniew Brzeziński.
Zagraniczni goście uczestniczyli też w uroczystym podpisaniu pod Bramą nr 2 aktu założycielskiego Europejskiego Centrum Solidarności. Dokument jako pierwszy podpisał Lech Wałęsa kopią długopisu, którym w 1980 roku podpisywał Porozumienia Sierpniowe. W uroczystości wzięli udział z jednej strony prezydent Aleksander Kwaśniewski i premier Marek Belka, a z drugiej ówczesny przewodniczący NSZZ „Solidarność” Janusz Śniadek czy prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.
Do ogólnej atmosfery zgody nie dostosowali się jedynie związkowcy z „Solidarności” Stoczni Gdańskiej, którzy na noc poprzedzającą uroczystości zamknęli się na terenie zakładu, protestując przeciwko pogarszającej się kondycji firmy.
Rok 2010 to ostatnie wspólne obchody. Miały dramatyczny przebieg, dlatego kolejne rocznice obchodzone były już oddzielnie przez skłócone obozy polityczne. W odbywającym się z okazji rocznicy uroczystym zjeździe „Solidarności” uczestniczyli z jednej strony urzędujący od niedawna prezydent Bronisław Komorowski oraz premier Donald Tusk, a z drugiej - prezes PiS i niedawny rywal Komorowskiego wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński.
Przemówienia Kaczyńskiego i Tuska nie były jednak koncyliacyjne. Prezes PiS wspominał brata Lecha, który zginął w kwietniu tego roku w katastrofie smoleńskiej, przekonując, że tylko dzięki niemu udało się doprowadzić w sierpniu 1980 roku do podpisania porozumienia w takim, a nie innym kształcie. Bo czołowi doradcy Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego - Kaczyński nie wymienił nazwisk, ale wiadomo było, że chodzi głównie o nieżyjącego już wtedy Bronisława Geremka i obecnego na sali Tadeusza Mazowieckiego - chcieli iść na większe ustępstwa wobec rządzących komunistów. Słowa Kaczyńskiego wywołały poruszenie, bo uczestnicy tamtych wydarzeń pamiętali, że Lech Kaczyński był co prawda w stoczni, ale nie odgrywał kluczowej roli, samego Jarosława zaś w ogóle nie było.
Z ostrą polemiką wobec słów prezesa PiS wystąpiła jedna z głównych uczestniczek wydarzeń z 1980 roku Henryka Krzywonos - wtedy jeszcze nieidentyfikowana jednoznacznie politycznie (dziś jest posłanką KO). Zarzuciła Kaczyńskiemu, że mówi nieprawdę, choć zaznaczyła, że należy oczywiście pamiętać również o zasługach Lecha Kaczyńskiego. Jej słowa wywołały pomruki niezadowolenia ze strony głównie aktualnych związkowców z „Solidarności”, sympatyzujących raczej z Kaczyńskim.
Związkowcy jeszcze gwałtowniej zareagowali na słowa premiera Donalda Tuska, który przypomniał, że w 1981 roku w „Solidarności” było 10 mln ludzi, a dziś w związku jest zaledwie garstka. Zasugerował, że tych ponad 9 mln ludzi nie identyfikuje się z obecną linią związku. Wywołało to falę głośnych gwizdów, wśród których potem zarówno Tusk, jak i prezydent Komorowski opuszczali salę.
W uroczystości nie wziął wtedy udziału - mimo zaproszenia - Lech Wałęsa. Potem przekonywał, że przeczuwał, co się wydarzy, i dodał, że gdyby był, nie mógłby zostawić słów Kaczyńskiego bez komentarza. Doszłoby więc do „gorszących wydarzeń”.
Następnego dnia, 31 sierpnia 2010 roku, pod historyczną Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej doszło niemal do rękoczynów między Karolem Guzikiewiczem ze stoczniowej „Solidarności” a marszałkiem Senatu i organizatorem strajku w 1980 roku Bogdanem Borusewiczem, wtedy już związanym z PO.
Od tamtego czasu oba polityczne obozy oddzielnie obchodzą rocznicę, choć jeszcze w 2011 roku organizujące uroczystości władze „Solidarności” dbały, by nie było na nich żadnych liderów partyjnych.
W następnych latach środowisko sympatyzujące z PO organizowało obchody zwykle w Europejskim Centrum Solidarności. W tych uroczystościach zwykle brał udział Lech Wałęsa, jeśli był w kraju, a ich elementem było symboliczne otwieranie Bramy nr 2.
Z kolei związkowcy z NSZZ „Solidarność” organizowali swoje uroczystości w historycznej Sali BHP, a zapraszali na nie zwykle głównie polityków PiS oraz prezydentów związanych z tym obozem - Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego. Mieli też swoich bohaterów Sierpnia - m.in. małżeństwo Joanny i Andrzeja Gwiazdów czy Annę Walentynowicz, jedną z ofiar katastrofy smoleńskiej.
Oba obozy, zwłaszcza w okresach wyborczych, nie unikały instrumentalnego wykorzystywania obchodów. W 2015 roku związkowcy z NSZZ „Solidarność” zaprosili na swoje uroczystości urzędującego wówczas niespełna miesiąc prezydenta Andrzeja Dudę, a także polityków PiS, m.in. kandydatkę tej partii na premiera Beatę Szydło. Nie zaprosili jednak premier i liderki PO Ewy Kopacz. Na jesień tego roku planowane były wybory parlamentarne i sprzyjająca PiS „Solidarność” nie chciała zrobić nic, by przeszkodzić tej partii w zwycięstwie nad PO. Która, jak wtedy mówił lider „S” Piotr Duda, jest partią „antypracowniczą”.
W 2023 roku głównym bohaterem uroczystości organizowanych w ECS był lider PO Donald Tusk. W wystąpieniu, które nie różniło się wiele od wystąpień na spotkaniach wyborczych organizowanych w całym kraju, mówił o rządach PiS: „Ta władza zachowuje się jak tamta władza wobec ludzi i my wszyscy powinniśmy zachować się tak, jak wtedy stoczniowcy w Gdańsku. Wstać, otworzyć szeroko oczy i powiedzieć: dosyć”. Z kolei Lech Wałęsa, z którym z okazji rocznicy spotkał się ambasador USA Mark Brzezinski, przekonywał przed Bramą nr 2, że „zwycięstwo »Solidarności« jest niszczone”. „Zróbcie wszystko, aby na wyborach powiedzieć: dość” - apelował.
Za to Piotr Duda mówił podczas uroczystości w Sali BHP o „szopce”, którą organizuje się w ECS, udając, że to obchody rocznicy Porozumień Sierpniowych. Wychwalał zarazem rząd Mateusza Morawieckiego. Jedynie prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, przemawiając w ramach tych drugich obchodów, ubolewała, że „od dawna żyjemy w osobnych plemionach i nawet wspólne świętowanie nie jest możliwe”.
Dla NSZZ „Solidarność” i uczestników uroczystości odbywających się pod auspicjami związku problemem zwykle była osoba Lecha Wałęsy. Lidera MKS z sierpnia 1980, sygnatariusza porozumień i historycznego pierwszego przywódcę „Solidarności” trudno było całkowicie pominąć, ale rzadko go wspominano. Nawet jak formalnie kierowano do niego zaproszenie, wiadomo było, że nie skorzysta.
Podczas uroczystości rocznicowych w 2016 roku ówczesna premier Beata Szydło złożyła kwiaty pod odsłoniętym rok wcześniej Pomnikiem Anny Walentynowicz, przedstawiając ją jako główną bohaterkę Sierpnia '80, a o Wałęsie nie wspominając. W 2020 roku również ówczesny premier Mateusz Morawiecki w ogóle nie wymienił w kontekście Sierpnia '80 nazwiska Wałęsy, choć wspominał o Annie Walentynowicz i Lechu Kaczyńskim. Prezydent Andrzej Duda wymienił Wałęsę, ale dopiero po Walentynowicz.
Natomiast podczas alternatywnych obchodów, organizowanych w 2020 roku przez ówczesną opozycję, marszałek Senatu Tomasz Grodzki z PO wskazywał na Wałęsę jako autora porozumienia i głównego bohatera tamtych wydarzeń.
Prezydent Karol Nawrocki podczas ubiegłorocznych obchodów 45. rocznicy w Sali BHP wspomniał co prawda o Wałęsie, ale w kolejnym zdaniu wyraził podziękowanie dla tych, którzy propagują prawdę o nim, i wymienił w tym kontekście szefa swojego BBN prof. Sławomira Cenckiewicza. Którego jednym z motywów w działalności jako historyka było akcentowanie współpracy Lecha Wałęsy z SB jako TW „Bolka” po Grudniu '70.
Co prawda nie przy okazji rocznicy Sierpnia '80, ale również przed bramą Stoczni Gdańskiej padły podczas wiecu politycznego 1 października 2006 roku słynne słowa Jarosława Kaczyńskiego, wówczas premiera, skierowane do demonstrujących przeciw rządom PiS, a odebrane jako opis usytuowania politycznego ówczesnej opozycji z PO: „My jesteśmy tam, gdzie wtedy, a oni tam, gdzie stało ZOMO”.
Niemniej jednak jego brat prezydent Lech Kaczyński, gdy podczas sierpniowych obchodów w 2008 roku zebrani przed Bramą nr 2 gwizdami powitali ówczesnego marszałka Senatu Bogdana Borusiewicza, zaapelował o uciszenie gwizdów. „Bez niego nie byłoby tego strajku” - podkreślił.
Podczas ubiegłorocznych obchodów 45. rocznicy doszło do jednego zdarzenia, które przełamało tradycyjne podziały. Do wychodzącego z Sali BHP prezydenta Karola Nawrockiego podszedł szef ECS Basil Kerski i obaj serdecznie uścisnęli sobie ręce.
Piotr Śmiłowicz (PAP)
pś/ miś/