Dziejom zmagań o Węgry dwóch wielkich imperiów, czyli o bitwach pod Mohaczem oraz warszawskiej dzielnicy Wawer z jej świdermajerami poświęcony jest najnowszy (siódmy w tym roku) numer pisma „Mówią wieki”.
„Chyba każdy naród ma w swoich dziejach czarną datę, wiążącą się z wielką klęską. Dla Węgrów może to być 29 sierpnia – tego dnia w 1521 roku stracili Belgrad, chroniący ich przed Turkami. Równo pięć lat później na polach Mohacza armia Sulejmana Wspaniałego rozgromiła węgierskie rycerstwo prowadzone przez młodego Ludwika II Jagiellończyka. Klęska i śmierć króla zapoczątkowały prawie 200-letni okres zmagań o Węgry, które – zgodnie z tytułem książki Gézy Pálffya – znalazły się między dwoma imperiami: Habsburgów i Osmanów” – czytamy w artykule otwierającym najnowsze „Mówią wieki”.
„Pod Mohaczem Węgrzy ulegli Osmanom w nierównym boju” – podsumowuje to dramatyczne wydarzenie sprzed 500 lat Krzysztof Dobosz, historyk, orientalista, pracownik Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Przypomina, że kraj, „wyniszczany regularnymi najazdami, szarpany w wojnie podjazdowej, wyludniany, celowo zubożany, znajdujący się w bardzo trudnym położeniu międzynarodowym, musiał podjąć walkę z doskonale zorganizowanym światowym imperium o zdecydowanie większych możliwościach finansowych i demograficznych, posiadającym w swym arsenale najnowsze osiągnięcia sztuki wojennej”.
Ocenia, że choć był to konflikt z bardzo małą szansą na zwycięstwo, Węgrzy nie mieli jednak wyjścia. „Zaakceptowanie jakiejkolwiek propozycji statusu wasalnego było wręcz niemożliwe z dwóch powodów: tradycji państwa węgierskiego oraz przywiązania do katolicyzmu, który walczył wówczas pod egidą papiestwa z islamem, niesionym na sztandarach przez Turków. Heroiczny wysiłek nie zdołał zmienić przeznaczenia, ale stał się powodem do chwały dla tych, którzy go podjęli wbrew wszelkim przeciwnościom” - czytamy.
Natomiast Valentin Constantinov historyk z Mołdawskiego Uniwersytetu Państwowego przypomina dzieje swojego kraju w kontekście wojny osmańsko-węgierskiej. „Kiedy armia osmańska ugrzęzła podczas działań wojennych w Siedmiogrodzie, który jeszcze niedawno stanowił część Królestwa Węgier, hospodar Piotr Rareș został wezwany do Konstantynopola. Tam złożył przysięgę wierności sułtanowi Sulejmanowi i ponownie objął tron mołdawski, aby raz jeszcze wesprzeć wojska osmańskie podczas kampanii prowadzonej na ziemiach siedmiogrodzkich.
„Jeszcze przed powrotem na tron były hospodar pisał w jednym z listów z wyraźną pewnością siebie: Będziemy tym, czym byliśmy, a nawet czymś więcej” – przypomina Constantinov. Podkreśla, że „rzeczywistość okazała się jednak odmienna”. „Czasy się zmieniły, a skutków osmańskiej wyprawy przeciwko Mołdawii z 1538 roku nie dało się już łatwo odwrócić. To właśnie za panowania Sulejmana Wspaniałego ostatecznie ukształtował się status Mołdawii jako państwa lennego imperium osmańskiego” – ocenia mołdawski historyk.
O tym, że jednak innym udało się wygrać swoją pomyślność w wojnie między silniejszymi, pisze Florin Nicolae Ardelean, z uniwersytetu Babeș-Bolyai w Cluj-Napoca w Rumunii w tekście „Złoty wiek Księstwa Siedmiogrodu”.
„Po zdobyciu Budy przez Osmanów w 1541 roku Siedmiogród i niektóre części wschodnich Węgier zostały przekształcone w nowe państwo: Księstwo Siedmiogrodu. Przejście Siedmiogrodu od prowincji Królestwa Węgierskiego do państwa pod zwierzchnictwem Osmanów było długim procesem, trwającym – według najnowszych badań – aż do końca XVI wieku. W pierwszej połowie XVII wieku Siedmiogród uzyskał uznanie międzynarodowe jako uczestnik wojny trzydziestoletniej (1618–1648), a jego władcy byli szanowani przez sąsiadów. W rzeczy samej polityczne wpływy i siła militarna Siedmiogrodu w tym czasie były uważane za wystarczające, by oddziaływać na równowagę sił między Habsburgami a Osmanami” – podkreśla Ardelean.
Redakcja „Mówią wieki” w najnowszym wydaniu pisma powróciła do znanej sprzed kilku lat formuły podwójnego numeru tematycznego. Oprócz Mohacza opowiada o historii Wawra i nierozłącznego z nim stylu podwarszawskiej architektury drewnianej.
O świdermajerach pisze Paweł Ajdacki, krajoznawca, miłośnik linii otwockiej, nauczyciel akademicki i członek Mazowieckiego Towarzystwa Naukowego. Przypomina, że do popularyzacji powszechnie już używanej nazwy „świdermajer” przyczynił się przedwojenny mieszkaniec Anina Konstanty Ildefons Gałczyński, który w latach trzydziestych często odwiedzał Świder w celach wypoczynkowo-rekreacyjnych.
Pokłosiem tych wizyt jest jego wiersz pt. „Wycieczka do Świdra” z 1949 roku. „Jest willowa miejscowość,/nazywa się groźnie Świder,/rzeczka tej samej nazwy,/lśni za willami w tyle,/tutaj nocą sierpniową,/gdy pod gwiazdami idę,/spadają niektóre gwiazdy,/ale nie na te wille,(…)/Te wille, jak wójt podaje,/ są w stylu »świdermajer«” – pisał poeta.
„Ojcem tego stylu był Michał Elwiro Andriolli, który 21 lutego 1880 roku za 18 tys. rubli nabył od hr. Zygmunta Kurtza część folwarku Anielin, należącego do dóbr otwockich (dzisiaj Otwock Wielki). (…) Swoją posiadłość nad Świdrem nazwał Brzegami. Oprócz dworku dla siebie wybudował wiele domów z przeznaczeniem na wynajem dla letników z Warszawy, którzy chcieliby w ciszy i spokoju wypocząć od wielkomiejskiego gwaru” – wyjaśnia Ajdacki.
Wskazuje, że Andriolli sam opracował konstrukcję ścian. „Własnoręcznie wyrysowywał na deskach projekty wykończeń stolarskich, ozdób i ornamentów, które miały mu służyć do wykańczania szczytów, ścian i ganków” - czytamy.
wnk/