Niemieccy żołnierze w okupowanym Krakowie. Fot. histmag.org
W Krakowie pozostało po okupacji sporo architektury, Niemcy bowiem postanowili stolicę Generalnego Gubernatorstwa nie tylko zdepolonizować, ale i podrasować germanizacją miejskiej przestrzeni — mówi historyk Jan Jakub Grabowski, autor książki „Okupowany Kraków”.
PAP: Ulokowanie w Krakowie stolicy Generalnego Gubernatorstwa było dla miasta okolicznością korzystną czy wręcz przeciwnie?
Jan Jakub Grabowski, historyk: Było przekleństwem, ale też swoistym fenomenem. Niemcy potraktowali Kraków jako miasto praniemieckie, co jest o tyle zaskakujące, że nam kojarzy się z duchem polskości. Wszak to do Krakowa w XIX w. przybywali Polacy z pozostałych zaborów, żeby przypomnieć sobie o państwie, które w 1795 r. zostało na 123 lata wymazane z map.
Niemcy wchodzą więc do Krakowa 6 września 1939 r. i zachowują się zrazu trochę jak turyści, fotografują się na tle różnych budowli, nawet Pomnika Grunwaldzkiego. A dwa miesiące później na Wawel wprowadza się powołany na generalnego gubernatora Hans Frank. Od początku Niemcy starają się przekonać – ale chyba przede wszystkim samych siebie - że oto nie wjechali do miasta, które muszą zająć, ale do odzyskiwanego. Tyle że fakty mówią co innego: spośród 259 tys. mieszkańców w 1939 r. zaledwie 2 proc. język niemiecki uważa za główny, co zresztą nie jest jednoznaczne z deklaracją narodowościową, gdyż częściowo mogli to być Austriacy albo Żydzi.
PAP: Dlaczego Kraków został stolicą Generalnego Gubernatorstwa, a nie Warszawa?
J.J.G.: Była to decyzja trochę ad hoc. Niemcy nie mieli jasnego planu na to, jak ma wyglądać okupowana Polska. Hitler nie chciał, aby wojna przerodziła się w europejską, a docelowo w światową - licząc na drugie Monachium. Pojawiała się więc myśl, aby zostawić tzw. państwo szczątkowe („Reststast”).
Najpierw na stolicę GG typowano Poznań, a później Łódź, jednak oba włączono do Rzeszy. Podobnie jak wszystkie ziemie, które przed 1918 r. wchodziły w skład cesarstwa niemieckiego. Zostały tym samym tylko dwa duże miasta: Warszawa i Kraków.
Warszawa, metropolia milionowa, była jednak trudna do zdominowania, z czego Niemcy zdawali sobie sprawę. Kraków zaś był mały, z drugiej strony znajdował się blisko granic z Rzeszą, a z trzeciej - można było snuć różnego rodzaju tezy o jego pragermańskim pochodzeniu. No bo utworzone na prawie magdeburskim, wśród pierwszych mieszczan dużo było osadników niemieckich itp. itd.
PAP: Jak Niemcy germanizowali Kraków?
J.J.G.: Nieprzypadkowo 6 listopada 1939 r., w wigilię przyjazdu do Krakowa Hansa Franka – i za jego wiedzą - dochodzi do aresztowania polskich profesorów, głównie z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Górniczej, ale nie tylko. Po interwencji Mussoliniego 102 z nich zwolniono, ale 15 spośród 183 uwięzionych zmarło w obozach koncentracyjnych a 5 chwilę po uwolnieniu.
W ramach depolonizacji zdemontowano pomniki – z Grunwaldzkim i Mickiewicza na czele, przemianowano szereg ulic. Rynek Główny, początkowo nazwany Alter Markt, stał się Adolf-Hitler-Platz. To akurat nie było oryginalne, tak się działo w wielu miastach. Zmieniono też herb miasta, pozbawiając go polskich czy piastowskich akcentów.
Nazwa miasta, nawet w tekstach pisanych po polsku, miała brzmieć: Krakau. Zakazano używania słowa Wawel, odtąd był to Burg, ewentualnie Krakauer Burg.
Kraków jest bardzo interesującym przykładem tego, ile zostało po niemieckim okupancie - i nie mam na myśli upamiętnień miejsc egzekucji i kaźni, jak więzienie, areszt czy teren obozu koncentracyjnego KL Plaszow – czemu zresztą poświęcam ostatni rozdział w książce. W Krakowie pozostało po okupacji bardzo dużo przykładów architektury, Niemcy zdawali sobie bowiem sprawę z tego, że germańskość Krakowa jest naciągana. Postanowili więc miasto podrasować nie tylko depolonizacją, ale i architektoniczną germanizacją przestrzeni.
PAP: Jak Hans Frank urządził „swoją” siedzibę?
J.J.G.: Uczciwie musimy przyznać, że może nawet ok. 40 proc. dzisiejszej architektury Wawelu pochodzi z okresu II wojny światowej. Bardzo dobrym tego przykładem są dawne stajnie i kuchnie królewskie. W przebudowanym gmachu, który otrzymał reprezentacyjną formę, ulokowano kancelarię Franka, dziś mieści się tu m.in. dyrekcja Zamku Królewskiego na Wawelu.
Główny konserwator wzgórza wawelskiego w okresie międzywojennym architekt Adolf Szyszko-Bohusz wyremontował w latach II RP znaczną część kompleksu, Frank stwierdził: ja te prace dokończę, postawię kropkę nad „i”. Szyszko-Bohusz w czasach okupacji został na Wawelu i chwała mu za zastosowanie pewnego rodzaju „realpolitik”, bo mógł kontrolować wszystko, co robią Niemcy, a nawet korygować projekty.
Okupanci bardzo szybko przystąpili też do industrializacji Krakowa, poprawiania nawierzchni ulic oraz różnego rodzaju prac remontowych, np. odnowili fasady 400 kamienic.
Charakterystycznym elementem współczesnego krajobrazu Krakowa są arkady w parterach kamienic. Takie podcienia pojawiły się już w projektach Ignacego Drexlera w 1909 r., ale w warunkach państwa prawa, w którym istnieje własność prywatna, było to trudne i kosztowne do wykonania. Niemcy nie przejmowali się zdaniem właścicieli kamienic.
Na Rynku zlikwidowali wyrastającą ponad dachy sąsiednich kamienic attykę w gmachu Feniksa – kontrowersyjnego, modernistycznego budynku z lat międzywojennych, zresztą autorstwa Szyszko-Bohusza. Nie pasowała im do otoczenia, zbytnio zaburzała przestrzeń.
Skalą tych prac bardzo szybko zredukowali bezrobocie, które przed wojną było całkiem spore, szczególnie pod koniec lat 30. Co tu dużo mówić - proletariatowi się to całkiem spodobało. Dopiero gdy runął pomnik Mickiewicza, wszyscy zauważyli, że jest to władza wroga, która niszczy tak naprawdę każdy przejaw polskości.
PAP: Konspiracja?
J.J.G.: Z jednej strony tu najszybciej zaczęto konspirować, bo w Krakowie mieszkało bardzo dużo wojskowych, wielu pamiętało jeszcze czasy Legionów, wiedziało, jak się to robi. Nie przeszkadzało nawet to, że do wielu mieszkań dokwaterowano niemieckich oficerów i urzędników, bo miasto było przeludnione i pozbawione wolnych mieszkań.
Z drugiej strony, w Krakowie było zarejestrowanych aż 2 tys. konfidentów pochodzenia polskiego i żydowskiego. Skala działalności konspiracyjnej była tu nieporównywalnie mniejsza niż w Warszawie. Organizowanie takich rzeczy jak powstanie nie miało tu szans powodzenia.
PAP: Administracja „stołeczna” wymaga kadr, dużo Niemców przyjechało w czasie wojny do Krakowa?
J.J.G.: Jak wspomniałem, na początku okupacji Niemców, czy też osób, dla których język niemiecki był „macierzystym”, było w Krakowie ok. 2 proc. (czyli 5-6 tys. - PAP). Ale już w 1943 r. było ich nawet 50 tys., wliczając w to formacje mundurowe. Ci ludzie niejako wypełniali lukę, która w sposób dramatyczny była pozostawiana przez wymordowanych krakowskich Żydów stanowiących przed wojną jedną trzecią mieszkańców.
Niemcy powiększyli też obszar miasta, włączając okoliczne miejscowości, przez co liczba mieszkańców wzrosła do ponad 350 tys. Hans Frank planował stworzenie Gross Krakau, Wielkiego Krakowa. Na Dębnikach chciał utworzyć reprezentacyjną dzielnicę rządową, co się na szczęście nie udało.
Bardzo ważnym elementem „stołecznej polityki” inwestycyjnej Hansa Franka było powstanie Deutsche WohnungSiedlung, czyli niemieckiej dzielnicy mieszkaniowej w rejonie dzisiejszej ul. Królewskiej. Obok znajdujących się już tam, wzniesionych w latach międzywojennych nowoczesnych modernistycznych kamienic, na wciąż wolnych parcelach powstawały kolejne budynki.
Niemcy często adaptowali też to, co już istniało w Krakowie - i mówili, że to ich dzieło. W mieście było sporo budów przerwanych wybuchem wojny. Kończono je więc i mówiono: „O, proszę, dwa miesiące nie minęły, a my tutaj takie gmachy oddajemy do użytku”. Takim przykładem była Staatsbibliothek (Biblioteka Państwowa), czyli Biblioteka Jagiellońska ukończona w 1939 r. mniej więcej w 80-90 proc., czy trochę słabiej zaawansowane, bo w ok. 60 proc., Muzeum Narodowe, gdzie Niemcy mogli wywrzeć większy wpływ na wystrój wnętrza. Ulokowali tam Staatskasino (Kasyno Państwowe).
Były też działania, których nie kojarzylibyśmy z okupacją. Niekiedy wręcz kuriozalne jak wydanie przewodnika turystycznego po Generalnym Gubernatorstwie z kolorowymi mapami i planami ważniejszych miast i uzdrowisk. Albo utworzenie w Berlinie punktu promocyjnego GG, gdzie umieszczono widoczki Krakowa.
PAP: Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego inaczej niż w innych miastach krakowskie getto utworzono nie w dzielnicy zamieszkałej w większości przez Żydów, lecz w Podgórzu.
J.J.G.: Kazimierz widać było z Wawelu, a trudno sobie wyobrazić, aby Hans Frank, wyglądając z okien Zamku Królewskiego albo wchodząc na jakąś basztę, chciał widzieć np. przygotowania do szabatu. A z praktycznych względów – Podgórze było za Wisłą, stwierdzono, że rzeka będzie najlepszą naturalną barierą między ludnością aryjską a żydowską.
Łatwiej było Podgórze otoczyć i spacyfikować. Kraków jednak był stolicą GG, kręciło się tu np. dużo Włochów – bo miasto miało charakter tranzytowy – a oni mieli inny niż Niemcy pogląd na takie sprawy. Nie wypadało tak otwarcie działać, jak np. w Lublinie, uważanym za miasto gdzieś na krańcu europejskości. Może dlatego pierwsze publiczne egzekucje w Krakowie zostały przeprowadzone dość późno, bo w 1942 r. To nie znaczy, że wcześniej nie zabijano ludzi, ale nie działo się to publicznie na ulicach.
PAP: W książce o losie społeczności żydowskiej w zasadzie Pan nie wspomina.
J.J.G.: Uznałem, że historia krakowskich Żydów jest na tyle bogata w swoim dramatyzmie, że zasługuje zawsze na osobną publikację. Nie chciałbym tym samym potraktować jej marginalnie, chociaż tą tematyką jako historyk też się zajmuję.
Nieprzypadkowo w podtytule książki znajduje się słowo „przewodnik”. Poprzez taką formę, która jest wypadkową mojej - równoległej do historyka - profesji przewodnickiej, prowadzę Czytelnika od Dworca Kolejowego kolejnymi ulicami i placami przez historię okupowanego Krakowa, pokazując elementy z tamtych czasów, które do dziś zachowały się w przestrzeni miejskiej. Jest to siłą rzeczy wybór subiektywny i selektywny, przywilej, jaki ma człowiek oprowadzający po mieście wycieczki.
Rozmawiał Tomasz Haładyj (PAP)
Książka „Okupowany Kraków. Przewodnik po stolicy Generalnego Gubernatorstwa” ukazała się we wrześniu nakładem Wydawnictwa Otwartego (HI:STORY).
Jan Jakub Grabowski - historyk, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ukończył także studia podyplomowe z muzealnictwa, historii totalitaryzmów. Jest licencjonowanym przewodnikiem po Krakowie, badaczem dziejów II wojny światowej, autorem wystaw muzealnych oraz twórcą kanału „Okupowana Polska”.