Kartka pocztowa z KL Auschwitz. Fot. IPN
Kartki i listy są dla wielu ostatnim świadectwem życia ich bliskich zamordowanych w Holokauście – mówi w rozmowie z PAP brytyjski kolekcjoner Jonathan Smith, który znaczną część życia poświęcił próbie zrozumienia Holokaustu i z czasem odkrył, że dotknął on także jego rodzinę.
- Zacząłem kolekcjonować kartki pocztowe, gdy byłem bardzo mały, miałem pięć lat. Wtedy zbierałem wszystkie wysyłane do nas widokówki. Używano ich wówczas jako środka komunikacji. Miałem kartki z całego świata – wyjaśnia początek swojej przygody ze zbieraniem pocztówek.
Zainteresowanie Jonathana historią wzięło się od chęci zrozumienia tego, kim jest. - Wszystko, co wiedziałem od strony mojej matki, to, że jestem Żydem i Holokaust miał miejsce, ale nic więcej. Na ten temat w domu się nie rozmawiało. Patrząc z perspektywy czasu myślę, że oni bardzo mało wiedzieli, ale było to też dla nich tak bolesne, że nie chcieli o tym rozmawiać – mówi, opowiadając o swojej rodzinie.
- Byłem świadom Holokaustu, ale bardzo mało na jego temat wiedziałem i w Wielkiej Brytanii niewiele osób o tym mówiło – zaznacza. Jego zdaniem przełom nastąpił wraz z procesem w Izraelu nazistowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna w 1961 roku, który szeroko relacjonowała także brytyjska prasa np. „Jewish Cronicle”, „The Evening Standard” czy „Manchester Guardian”.
Jonathan tłumaczy, że dopiero wtedy świadectwa ludzi, którzy przeżyli Holokaust, zaczęły być szeroko dostępne. – Zacząłem czytać te teksty. Czytałem wszystko co mogłem znaleźć – mówi.
Po skończeniu szkoły Jonathan podjął decyzję o wyjeździe do Europy kontynentalnej. Jak sam podkreśla, ciągnęła go chęć zrozumienia i udania się w miejsca, gdzie doszło do Holokaustu. - W 1967 i 1968 roku pojechałem do Polski i państw Europy Środkowo-Wschodniej – wspomina.
Jonathan wyjaśnia, że nie mając pieniędzy, podróżował autostopem i pociągami, zatrzymując się u ludzi, których spotykał na swojej drodze. Jego głównym celem było zrozumieć, co stało się na tych terenach, które historyk Timothy Snyder kilka dekad później określił mianem „skrwawionych ziem”.
- Ponieważ byłem bardzo młody, to trochę nie wiedziałem, jak się zabrać za te poszukiwania, ale nie mogłem znaleźć żadnych pomników czy miejsc upamiętnienia Holokaustu, a nawet śladów społeczności żydowskiej. Jedynie na Słowacji w miejscowości Bańska Szczawnica, znalazłem dwie synagogi, które się ostały. A, i również w Budapeszcie. To mi się wydało bardzo ciekawe – opowiada.
Niemniej pasja kolekcjonerska Jonathana z czasem pomogła mu chociaż częściowo odpowiedzieć na pytania, które wciąż nie dawały mu spokoju.
Według mężczyzny przez wiele lat niewiele osób interesowało się kartkami pocztowymi i listami, chociaż były one często jedynymi śladami, które pozostały po zamordowanych rodzinach.
Jonathan zbierał kartki odkąd pamięta, ale wraz z pierwszą podróżą do Europy Środkowo-Wschodniej, zdecydował się skupić na tych opowiadających historię tego regionu.
- W latach 90. Zdałem sobie sprawę, że są sklepy filatelistyczne, które sprzedają historyczne pocztówki. W Londynie był niemiecki sprzedawca, który miał pocztówki m.in. z Auschwitz. Wówczas zrozumiałem: „O rany to zostało napisane przez kogoś kto tam był i nie wiadomo, czy przeżył”. Były one niesamowicie drogie i kosztowały 60-70 funtów. Wtedy zacząłem je kupować; najpierw jedną z Sachsenhausen i kilka z Auschwitz – opowiada Jonathan i tłumaczy, że na początku miał bardzo dziwne poczucie towarzyszące kolekcjonowaniu tych kartek.
- Najpierw czułem się z tym bardzo źle, wręcz wścibsko. Wiesz, to nie są rzeczy, które powinieneś wyceniać, to czyjaś prywatna historia. Jednak z czasem ta emocja odeszła, i widziałem, że jest więcej kartek, które pokazują co wtedy się działo. Zacząłem więc kolekcjonować ich coraz więcej – tłumaczy. Dodaje, że jego kolekcja kartek będących świadectwem Holokaustu liczy ok. 400 sztuk. Ma też kilka tysięcy innych, pokazujących historię Europy Środkowo-Wschodniej.
- Pamiętam kilka kartek które zostały napisane po wszystkim (Holokauście). Były z miejscowości w obecnej Ukrainie, a wówczas Polsce. Autor pisał po angielsku do swoich bliskich w Palestynie, opisując to co się wydarzyło. To był koniec 1945 roku. To są bardzo, ale to bardzo silne i emocjonalne rzeczy do przyswojenia. Ostatnia kartka, którą zdołałem kupić, była skierowana do Czerwonego Krzyża w Krakowie. Autor prosił o informacje o swojej rodzinie, która zniknęła – mówi i zaznacza, że w większości przypadków nie zdołał dowiedzieć się, co dalej wydarzyło się z tymi ludźmi.
Jonathan zwrócił uwagę, że jedną z historii, które go najbardziej poruszyły i po raz kolejny utwierdziły w przekonaniu o sensie zbierania kart pocztowych, usłyszał, gdy wraz z holenderską fundacją Stichting Sobibor pojechał do miejsca, gdzie znajdował się ten nazistowski obóz zagłady.
- Kiedy byłem w Polsce z grupą holenderskich ocalałych lub potomków ocalałych z Sobiboru i Auschwitz, jedna z osób pokazała mi pocztówkę, której kopię zdjęcia miała w telefonie. Kartkę napisał jej wujek, jadąc transportem do jednego z obozów zagłady. Zanim tam trafił, zdołał wyrzucić tę pocztówkę z pociągu. Na szczęście została ona przekazana dalej i wysłana do jej krewnych. Miała więc przed sobą żywy dokument, który był świadectwem życia jej wuja – wspominał.
Żydzi z Holandii byli jedną z największych grup narodowościowych w obozie w Sobiborze spośród około 170 tys. zamordowanych tam ludzi. Do Sobiboru trafiło ich ok. 34 tys. Przeżyło 18.
Jonathan, który od wielu lat jest już emerytem, nadal zajmuje się tematyką zagłady, oprowadzając grupy po największym centrum pamięci o Holokauście w Wielkiej Brytanii. Narodowe Muzeum Holokaustu położone jest ok. 30 km od Nottingham, rozmówca PAP pracuje tam jako wolontariusz, opowiadając zwiedzającym o swojej kolekcji.
Do przełomowego wydarzenia w życiu Jonathana doszło kilka lat temu, gdy jego siostra, studiując rodzinną historię, okryła, że rodzina ich matki pochodziła z Holandii. Dzięki bardzo dokładnej holenderskiej biurokracji, zdołała odnaleźć imiona, nazwiska czy nawet adresy krewnych. Poszukując o nich informacji dowiedziała się, że większość dorosłych została zamordowana w Auschwitz i Sobiborze.
W 2023 roku dzięki współpracy z holenderską fundacją Stichting Sobibor Jonathan wraz z siostrą pojechali po raz pierwszy zmierzyć się z tą tragiczną przeszłością. – Gdy po raz pierwszy pojechałem do Sobiboru, nagle wszystko czego się przez lata uczyłem, uderzyło mnie. Poczułem się jakby zwalił się na mnie ceglany mur. Byłem całkowicie zamroczony – opowiada i tłumaczy, że nagle stanął w miejscu, gdzie zginęli jego bliscy, których znał tylko z historycznych zapisków. – To doświadczenie sprawiło, że historia (Holokaustu) stała się dla mnie czymś osobistym – kończy.
- Po powrocie do domu stwierdziłem, że nie mogę już czytać o Holokauście i nie potrafię się już zagłębiać w tę tematykę tak samo jak wcześniej – wyjaśnia. Jonatham tłumaczy, że „wciąż odczuwa ogromną rozpacz, poruszenie i złość tym, co się wydarzyło, tym, co spotkało naszych ludzi w latach 40.”. Dodaje, że „podobnie czuję się wobec tego co spotkało i nadal spotyka ludzi w innych częściach świata, zwłaszcza obecnie na Bliskim Wschodzie, w Sudanie czy w Ukrainie”.
- Myślę, że bardzo ważne jest, aby ludzie próbowali zrozumieć historię swoich rodzin i ich losy. Moim zdaniem to jeden z ważniejszych sposobów upamiętniania tych wydarzeń – zaznacza Jonathan Smith.
Z Nottingham Antoni Wiśniewski-Mischal (PAP)
awm/ adj/