Dwóch amerykańskich zakładników podczas irańskiej okupacji ambasady USA w Teheranie, 4 listopada 1979 r. Fot. Public domain, via Wikimedia Commons
Wtargnięcie irańskich rewolucyjnych studentów do amerykańskiej ambasady w Teheranie w 1979 r. i wzięcie jej pracowników jako zakładników doprowadziło do zerwania stosunków dyplomatycznych między USA a Iranem.
Tłum przeskakujący przez płot ambasady, dyplomaci z zasłoniętymi oczami, palenie flag Stanów Zjednoczonych i hasła „Śmierć USA” – przez 444 dni od 4 listopada 1979 roku do 20 stycznia roku 1981 Amerykanie zszokowani oglądali telewizyjne relacje z Teheranu. Irańscy studenci, głównie marksistowscy, złamali najświętsze dyplomatyczne prawo, gdy wzburzyła ich informacja o zgodzie Waszyngtonu na leczenie w USA znienawidzonego przez nich i obalonego kilka miesięcy wcześniej szacha Mohammada Rezy Pahlawiego.
- Byliśmy przekonani, że zgoda na leczenie szacha w USA oznacza, że Waszyngton szykuje w Iranie kolejny przewrót, na wzór tego z 1953 roku – tłumaczyła po latach rzeczniczka studentów Masumah Ektebar.
Na konferencjach prasowych w placówce studenci pokazywali znalezione w niej dokumenty potwierdzające nielegalną działalność USA w ich kraju. Zarzucali Amerykanom szkolenie SAWAK-u, owianej złą sławą tajnej policji z czasów szacha. Żądali też ekstradycji i osądzenia byłego władcy, przejęcia jego majątku i przeprosin ze strony amerykańskiej. „Nie jesteśmy okupantami, to my wyrzuciliśmy okupantów” – głosili.

Irańscy studenci wdrapują się na bramy ambasady USA w Teheranie, 4 listopada 1979 r. Fot. Public domain, via Wikimedia Commons
Działania studentów były - jak utrzymują do tej pory - spontaniczne i nieskoordynowane. Podczas szturmu i wzięcia do niewoli 66 zakładników nikt nie wystrzelił jednak z broni, nie wywiązała się też żadna bójka. Kobiety i Afroamerykanów szybko zwolniono; później postąpiono podobnie z jednym chorym zakładnikiem.
Studenckim szturmem był podobno zaskoczony, a początkowo nawet zaniepokojony, sam przywódca rewolucji islamskiej ajatollah Ruhollah Chomeini. Szybko jednak wykorzystał politycznie sytuację i lojalność studentów. Poparł ich, a szturm na ambasadę nazwał „drugą rewolucją”. „My studenci ponosimy odpowiedzialność za pierwsze 48 godzin przejęcia – tłumaczył w wywiadzie dla AP jeden ze studentów Ebrahim Asgharzadeh. - Potem była ona w rękach Największego Przywódcy Chomeiniego i establishmentu”.
W rękach Amerykanów był za to w 1979 r. chorujący na raka szach, któremu prezydent Jimmy Carter po kilkumiesięcznej tułaczce zezwolił na leczenie w Nowym Jorku. „Człowiek, który przez 37 lat był przyjacielem USA, nie powinien być traktowany jak »Latający Holender«, który nie może znaleźć portu” – wywierał na prezydencie presję Henry Kissinger, były sekretarz stanu i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego z czasów Richarda Nixona i Geralda Forda.
Kryzys zakładników zmienił optykę nad Potomakiem. Polityczny szok spowodowany rewolucją islamską zamienił się po przejęciu ambasady w emocjonalną sprawę wagi państwowej.
I stał się jednym z głównych tematów kampanii prezydenckiej. Republikański kandydat Ronald Reagan zarzucał Carterowi bierność.
Waszyngton długo postrzegał Iran jako zaporę przeciwko sowieckiej ekspansji i zbroił szacha. Rewolucja islamska, kryzys zakładników i inwazja ZSRR na Afganistan w niecały rok wywróciły bliskowschodnią politykę USA. Na początku 1980 r. w orędziu o stanie państwa amerykański prezydent ogłosił doktrynę Cartera. Zgodnie z nią „jakakolwiek próba przejęcia kontroli nad regionem Zatoki Perskiej przez siłę zewnętrzną będzie traktowana jako atak na żywotne interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki i taki atak będzie odparty wszelkimi niezbędnymi środkami, w tym siłą militarną”.
Bezskuteczne okazały się próby mediacji podejmowane przez ONZ i Czerwony Krzyż. Próba odbicia zakładników przez USA 24 kwietnia 1980 r. zakończyła się fiaskiem. Awarii podczas burzy piaskowej uległy trzy z ośmiu uczestniczących w akcji śmigłowce, zginęło ośmiu komandosów. Chomeini mówił o „palcu Boga”, który strącił jedną z maszyn.
Więzienie zakładników z czasem stawało się dla poddanego międzynarodowej presji Iranu ciężarem. Po śmierci szacha i wybuchu wojny iracko-irańskiej w 1980 roku Teheran zgodził się na ich wypuszczenie. Kilka godzin po inauguracji Reagana, który pokonał w wyborach Cartera, ostatnich 52 zakładników opuściło Iran. Odczytano to jako próbę upokorzenia Cartera przez Chomeiniego.
Zerwanych w trakcie kryzysu stosunków dyplomatycznych nie przywrócono do dziś.
Mateusz Obremski (PAP)
