Mówią Wieki 4/2026 fot. materiały prasowe
Kwietniowy numer magazynu historycznego „Mówią Wieki” w 2026 r. wyszedł dopiero w maju. Warto było czekać - przewodnim jego motywem jest zamach majowy.
Wydawany od prawie 70 lat magazyn historyczny „Mówią Wieki” mierzy się z trudnościami finansowymi. To one stały się powodem opóźnienia, z jakim ukazał się kwietniowy numer tego miesięcznika w 2026 r.
Czasopismo, które już dawno wyrobiło sobie dobrą opinię zarówno wśród profesjonalnych historyków, jak i dydaktyków oraz wielu innych osób zainteresowanych pogłębieniem swojej wiedzy, na przekór trudnościom wciąż utrzymuje wysoki poziom - merytoryczny i edytorski.
Potwierdzeniem takiej oceny może być fakt, że Oficyna Wydawnicza „Mówią wieki” znalazła się na zatwierdzonej przez Ministerstwo Edukacji i Nauki liście wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe na poziomie I (80 punktów).
Wydawca poinformował, że zamierza publikować prace historyczne, a także z dziedzin pokrewnych – archeologii, historii sztuki, prawa i literatury. Fragmenty książek w formie popularnonaukowej mogą być publikowane na łamach miesięcznika „Mówią wieki”.
Przewodnim tematem kwietniowego miesięcznika „Mówią wieki” w 2026 r. jest zamach majowy. Numer powstał we współpracy z Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego.
W kilku oddzielnych tekstach przedstawieni zostali główni aktorzy dramatycznych wydarzeń z 1926 r. - marszałek Józef Piłsudski, premier Wincenty Witos i prezydent Stanisław Wojciechowski.
O motywach działania Piłsudskiego w rozmowie z Piotrem Majewskim i Bogusławem Kubiszem opowiedział prof. Andrzej Chojnowski. Janusz Gmitruk, dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego przedstawił sylwetkę Wincentego Witosa, a Mirosława Bednarzak-Libera napisała o Stanisławie Wojciechowskim.
Dr hab. Marek Sioma, napisał o tym, co sprawiło, że wydarzenia z maja 1926 r. są nazywane przewrotem lub zamachem, ale przez niektórych są określane jako rewolucja bez rewolucyjnych konsekwencji.
Arkadiusz Indraszczyk z Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego opisał stosunek partii ludowych do zamachu majowego.
Przypomniał, że drogi PSL-Piast i Piłsudskiego zaczęły się rozchodzić w końcowym okresie wojny polsko-bolszewickiej. Marszałek uważał, że należy kontynuować działania zbrojne aż do złamania bolszewików, natomiast Witos i piastowcy domagali się szybszego zakończenia wojny i odbudowy kraju, głównie wsi, która poniosła największe straty zarówno podczas pierwszej wojny światowej, jak i podczas wojny polsko-bolszewickiej. Wiemy, że wówczas zwyciężyła idea zawarcia pokoju.
Różne były także poglądy polityczne piastowców i Piłsudskiego, które uwidoczniały się podczas prac nad konstytucją w latach 1919–1921. Ludowcy dążyli do utworzenia systemu demokracji parlamentarnej, w której punkt ciężkości władzy znajduje się w parlamencie. Z kolei Piłsudski był zwolennikiem przewagi władzy wykonawczej.
Po uchwaleniu konstytucji marcowej podczas wyboru pierwszego prezydenta RP w 1922 roku posłowie PSL-Piast, PSL-Wyzwolenie, a także socjaliści i posłowie Narodowej Partii Robotniczej uzgodnili, iż ich kandydatem będzie właśnie Piłsudski, ale ten zdecydowanie odmówił. Marszałek sugerował, by kandydatem na prezydenta został Wincenty Witos, ten jednak także tego stanowiska nie chciał przyjąć.
Do maja 1926 roku Piłsudski był bardzo krytyczny wobec polskiego modelu rządów, który nazywał w najlepszym wypadku z przekąsem „sejmokracją”, ale częściej znacznie bardziej dosadnie, nawet wulgarnie.
Wielokrotnie wyrażał swoje niezadowolenie z prac sejmu, oskarżając m.in. posłów i partie polityczne o zaprzedanie się obcym. Witos nie pozostawał mu dłużny, wzywając Marszałka na łamach prasy do przejęcia władzy. Nie przypuszczał tylko, w jaki sposób może to nastąpić i jak zmieni się system polityczny.
Podczas zamachu majowego naturalne było, że PSL-Piast oraz Piłsudski i jego zwolennicy znajdą się po dwóch stronach barykady. Wszak Marszałek wystąpił przeciwko rządowi RP, którego premierem kilka dni wcześniej został Wincenty Witos. Od tego momentu datuje się nieprzejednana różnica zdań pomiędzy tymi politykami.
Obóz ludowy był jednak w sprawie Piłsudskiego podzielony. Stronnictwo Chłopskie i PSL-Wyzwolenie, które głównego wroga widziały w endecji, były też bardzo krytyczne wobec PSL-Piast i Witosa (m.in. z powodu jego sojuszu z ruchem narodowym), wyrażając żarliwe poparcie dla Piłsudskiego.
PSL-Wyzwolenie i SCh były partiami o wyraźniejszych lewicowych poglądach niż PSL-Piast. Popierając zamach dokonany przez Piłsudskiego, żądając dla niego najwyższej władzy, wierzyły, iż Marszałek przeprowadzi nie tylko reformy polityczne usprawniające władze państwa, lecz także gospodarcze, w tym przede wszystkim rolną, oddającą ziemię chłopom.
Po zamachu majowym, a przede wszystkim po aresztowaniu, oskarżeniu i skazaniu liderów ludowców, Józef Piłsudski stał się jednym z największych wrogów ruchu ludowego.
Jak zaznaczył Arkadiusz Indraszczyk ta wielka niechęć pozostała do dziś i nadal wzbudza emocje wśród członków PSL.
Mateusz Ratyński w tym samym, kwietniowym magazynie „Mówią Wieki” napisał o kulisach powstania trzeciego rządu Wincentego Witosa, czyli o wydarzeniu, które stało się impulsem do zamachu majowego.
Przypomniał o popełnionych przez lidera PSL-u błędach, które ułatwiły Piłsudskiemu dojście do władzy. Jednym z nich był opublikowany 9 maja wywiad, jakiego udzielił dla „Nowego Kuriera Polskiego”.
Witos stwierdził w nim prowokacyjne: „Mówią, że Piłsudski ma za sobą wojsko, jeśli tak, to nich bierze władzę siłą [...] ja bym nie wahał się tego zrobić; jeśli Piłsudski nie zrobi tego, to, zdaje się, nie ma jednak tych sił za sobą.”
Lewica uznała ten tekst za prowokację, a Piłsudski dostał (niejedyny w tamtych dniach) pretekst do wystąpienia przeciwko rządowi.
W innym artykule Mateusz Ratyński opisał podjętą 13 maja 1926 r. próbę opanowania sytuacji przez siły wierne rządowi, a nie Piłsudskiemu. Przypomniał, że w chwili, gdy w Warszawie nikt już nie miał wątpliwości kto w tej konfrontacji zwyciężył do Poznania polecieli samolotem przedstawiciel PSL-Piast, a zarazem minister przemysłu i handlu Stanisław Osiecki oraz chadecki minister sprawiedliwości Stefan Piechocki.
W wyniku rozmów prowadzonych przez obu polityków w stolicy Wielkopolski ustalono, że do Warszawy zostaną skierowane 56. i 58. pułki piechoty oraz 14. Pułk Artylerii Polowej pod dowództwem gen. Michała Żymierskiego. Realizacja tego planu groziła wybuchem wojny domowej. Jednak z powodu strajku kolejarzy poznańskie oddziały uznawane przez piłsudczyków za najgroźniejsze dotarły 14 maja jedynie do Sochaczewa, a część z nich po starciu z kawalerią wojsk Piłsudskiego wycofała się do Ożarowa.
Maciej Krawczyk w editorialu do kwietniowego magazynu Mówią Wieki przypomniał, że w 1926 r. Józef Piłsudski zmienił Rzeczpospolitą w kraj łagodnej – przynajmniej w porównaniu z innymi autorytaryzmami dwudziestolecia – dyktatury. (PAP)
jkrz/