
Chcę doprowadzić do tego, by Żydowski Instytut Historyczny był ważnym ośrodkiem naukowym na skalę europejską i światową. W przeszłości to była instytucja, która wyznaczała standardy badań. Chcemy wrócić w to miejsce - powiedział PAP dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego Michał Trębacz.
PAP: Przez rok pełnił pan obowiązki dyrektora ŻIH, a od 20 marca jest pan dyrektorem tej instytucji. Co udało się panu zrobić przez ten czas?
Michał Trębacz: Przychodziłem do ŻIH-u w momencie, kiedy odwołana została poprzednia dyrektor tej placówki pani Monika Krawczyk. W Instytucie panowała dość duża nieufność pomiędzy pracownikami a przełożonymi, starałem się przede wszystkim doprowadzić do poprawy wewnętrznej komunikacji, uporządkować kwestie formalne związane z wieloletnimi zaniedbaniami, jeśli chodzi o podstawowe dokumenty mówiące o tym, w jaki sposób jednostka powinna funkcjonować. Doszły do tego wszelkie kwestie regulaminowe i formalne, również podnoszone w zarzutach w stosunku do poprzedniej dyrekcji. To był pierwszy obszar, pracowniczy, związany z procedurami, z odbyciem szkolenia przeprowadzonego przez zewnętrzną firmę zajmującą się kwestiami mobbingu w miejscu pracy, z uświadomieniem pracowników o ich prawach, możliwościach obrony, reagowania na nieprawidłowości ze strony przełożonych, nie tylko dyrekcji, ale także współpracowników.
Drugi obszar dotyczył poprawy wizerunku Instytutu w środowisku naukowym, zarówno polskim, jak i międzynarodowym. Podjąłem rozmowy z naszymi głównymi partnerami, przede wszystkim z Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, z Instytutem Badań Naukowych YIVO w Nowym Jorku i z Yad Vashem, próbując przywrócić, choćby w deklaratywny sposób, wiarę w Instytut jako miejsce prowadzenia niezależnych badań, ważne na mapie instytucji zajmujących się historią Żydów w Europie Wschodniej. Myślę, że to się częściowo udało. To nie jest proces, który zakończy się spektakularnymi działaniami, natomiast podjęliśmy już współpracę z Muzeum w Waszyngtonie i z YIVO, które będą owocowały wspólnymi projektami.
Jeśli chodzi o kontakt ze środowiskiem naukowym, próbą uspokojenia sytuacji wokół ŻIH-u, była zmiana Rady Programowej tak, żeby jej członkami zostali wybitni specjaliści w dziedzinie historii żydowskiej lub reprezentanci ważnych ośrodków bądź środowisk, które są ważne dla Instytutu. Nowa rada, w nowym kształcie, odzwierciedla w dobry sposób to, że ŻIH jest kluczowym punktem na mapie instytucji żydowskich w Polsce i na świecie.
PAP: Jaka jest pana wizja ŻIH-u na kolejne lata?
M.T.: Chcę doprowadzić do tego, żeby ŻIH był ważnym ośrodkiem naukowym na skalę europejską i światową. W przeszłości to była instytucja, która wyznaczała standardy badań. Chciałbym, żebyśmy wrócili w to miejsce. Instytut powinien być placówką, która prowadzi ważne projekty naukowe, pokazujące, że można łączyć działalność naukową z działalnością publiczną.
Michał Trębacz: Nie uważam, że musimy w każdej kwestii mówić jednym głosem, choć oczywiście są takie tematy, w których silny głos wszystkich trzech instytucji - Muzeum POLIN, Muzeum Getta Warszawskiego i ŻIH-u, byłby głosem silniejszym.
W najbliższym czasie będziemy przygotowywać scenariusz wystawy stałej w Muzeum w Treblince. ŻIH będzie także uczestniczył jako koordynator Polski w projekcie naukowym EHRI (European Holocaust Research Infrastructure, Europejska Infrastruktura Badań nad Zagładą).
W kolejnych latach ŻIH musi się również sprofesjonalizować, jeśli chodzi o obsługę administracyjną i finansową, pokonać lata zaniedbań.
PAP: W jednym z wywiadów powiedział pan, że ŻIH jest jedną z trzech najważniejszych instytucji tego typu na świecie. Jest Yad Vashem, nowojorskie YIVO i właśnie ŻIH. Na czym polega ta szczególna rola instytutu?
M.T.: Mamy absolutnie unikatową kolekcję, stanowiącą w większości depozyt Stowarzyszenia Żydowskiego Instytutu Historycznego. Są to nie tylko dokumenty, fotografie, dzieła sztuki, judaika, ale także biblioteka z bardzo cennymi publikacjami – najstarsze pochodzą z piętnastego wieku.
Instytut wyróżnia tradycja sięgającą czasów tużpowojennych. Starszą instytucją od ŻIH jest tylko YIVO, które w tym roku obchodzi swoje stulecie. W skali europejskiej jesteśmy jednostką, która może się poszczycić najdłuższym trwaniem. Nie mniej ważne jest to, że twórcami ŻIH byli ocalali z Zagłady.
PAP: Co zrobić, żeby ŻIH stał się miejscem, które jednoczy społeczność żydowską, a nie budzi spory?
M.T.: Nie wiem, czy to jest rola ŻIH-u, żeby być jednostką jednoczącą środowiska żydowskie, a nie budzącą spory. Rolą ŻIH-u jest budowanie silnej pozycji, jeśli chodzi o referencyjność dotyczącą wiedzy na temat przeszłości, która umożliwia także udzielanie rzeczowej informacji na temat tego, co się obecnie dzieje na świecie w związku ze wzrostem antysemityzmu. W czasie, w którym tak trudno jest o weryfikowanie faktów, o uzyskanie rzetelnej informacji, chciałbym, żeby ŻIH był miejscem, które kojarzy się w sposób naturalny z tym, że przekazywane przez nas informacje są sprawdzone.
PAP: Na ile możliwe jest, żeby narracja kształtowana przez instytucje zajmujące się w Polsce upowszechnianiem historii żydowskiej, była spójna?
M.T.: Nie uważam, że konieczna jest jednolita narracja. Konieczna jest zgoda co do podstawowych faktów. Inna rzecz to kwestia interpretacji zdarzeń, która może być różna i można do pewnego stopnia starać się dyskutować. To, czego oczekiwałbym po instytucjach zajmujących się tą tematyką, jest otwartość na dyskusję. Nie uważam, że musimy w każdej kwestii mówić jednym głosem, choć oczywiście są takie tematy, w których silny głos wszystkich trzech instytucji - Muzeum POLIN, Muzeum Getta Warszawskiego i ŻIH-u, byłby głosem silniejszym. Jestem zwolennikiem tego, żeby instytucje pozostawały ze sobą w dialogu.
PAP: Patronem ŻIH-u jest Emanuel Ringelblum. W Instytucie zgromadzone są m.in. materiały Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego, tzw. Archiwum Ringelbluma. Proszę powiedzieć, co to są za dokumenty i dlaczego są tak istotne?
M.T.: Emanuel Ringelblum w czasie wojny próbował dokumentować to, co działo się z Żydami pod niemiecką okupacją. W pewnym momencie doszedł do przekonania, że samodzielne działania są z góry skazane na porażkę i nie jest w stanie wszystkiego objąć swoimi pracami, musi szukać współpracowników. Jesienią 1940 r. narodził się pomysł, aby powołać grupę Oneg Szabat (radość soboty), która pod pozorem obchodzenia szabatu spotykała się, aby dyskutować. Grupa była niezwykle różnorodna, podjęła się zadania dokumentowania w całości tego, co działo się z Żydami pod niemiecką okupacją, nie tylko w Warszawie, ale również poza nią. Wyjątkowość działania grupy polegała na tym, że nie ograniczała się jedynie do zbierania dokumentów, bo to działo się również w innych gettach, oczywiście na mniejszą skalę, natomiast kluczowe było przyjęcie szerokiej perspektywy tego, co zbierali. A były to rzeczy, które z punktu widzenia nawet im współczesnym mogły wydawać się nieistotne czy błahe, jak na przykład opakowania po cukierkach produkowanych w getcie warszawskim.
Podjęli się również wywoływania źródeł, nakłaniania różnych osób do tego, żeby składali relacje, pisali dzienniki i wspomnienia, przekazywali dokumenty osobiste, listy do Archiwum. Grupa prowadziła także projekty badawcze dotyczące zmian, jakie zachodziły w społeczeństwie żydowskim w czasie wojny.
W momencie, gdy członkowie grupy zorientowali się, że dokonuje się coś więcej niż tylko próba poniżenia, utrudnienia funkcjonowania Żydom, a celem Niemców jest masowa eksterminacja, skupili się na próbach poinformowania o tym świata.
Fakt najpierw oporu cywilnego, próby niepoddania się opresji niemieckiej, dokumentowania tego, co się dzieje, by później inni dowiedzieli się o tym, a następnie próba wysłania tego na zewnątrz, ma walor niezwykle uniwersalny, który widzimy teraz, kiedy obserwujemy inne konflikty zbrojne.
Myślę, że niezwykła jest historia ocalenia Archiwum. Mamy relacje członków grupy, którzy złożyli w piwnicy jednej z warszawskich kamienic skrzynię z pierwszą częścią Archiwum, włożyli tam także swoje testamenty spisane tuż przed zamknięciem. To bardzo poruszający element tej historii. To opowieść o tym, jak silną świadomość tego, co się dzieje, mieli, chowając w ziemi "coś", z nadzieją na jej ocalenie, nie mając przy tym pewności, że zostanie to później odkryte. To są unikatowe dokumenty, kluczowe dla historii getta warszawskiego, ale również niezwykle istotne dla historii Zagłady. Jedne z najważniejszych, jeśli nie najważniejsze, tego typu źródła.
Rozmawiała Katarzyna Krzykowska
Michał Trębacz to doktor nauk humanistycznych, członek European Association for Jewish Studies (EAJS) oraz Association for Slavic, East European and Eurasian Studies (ASEEES).
Od 2017 r. kierował Działem Naukowym w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Sprawował nadzór merytoryczny nad programem Global Education Outreach Program, którego celem była budowa infrastruktury naukowej dla rozwoju studiów żydowskich w Polsce i na świecie. Wykładał zagadnienia XX-wiecznej historii polskich Żydów na uniwersytetach w Niemczech, Izraelu i USA. Współpracował także z Memorial de la Shoah w Paryżu. Uczestniczył i prowadził wiele projektów badawczych dotyczących historii Żydów w Polsce.
Jest autorem ponad 40 artykułów naukowych i popularnonaukowych. Publikował m.in. w "Zagładzie Żydów. Studia i materiały", "Kwartalniku Historii Żydów" oraz "Polityce". Był redaktorem i współredaktorem tomów źródłowych oraz specjalnego numeru "East European Jewish Affiars".
Od 20 marca 2024 r. pełnił obowiązki dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma. (PAP)
ksi/ wj/ dki/