Ewakuacja ludności niemieckiej z terenu Banatu. Kobiety wpisują się na listę ewakuacyjną, 1944 r./NAC
Publicysta „Die Welt” przypomina o losie Niemców przymusowo wysiedlonych z Europy Środkowo-Wschodniej po 1945 r., okazując zrozumienie dla postulatów ziomkostw. Ośrodek Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie powinien pokazywać pamięć o ich cierpieniu mimo krytyki ze strony Polski - ocenia.
„Wypędzenie i ucieczka 12 do 14 mln Niemców ze wschodnich terenów Rzeszy Niemieckiej oraz z Europy Wschodniej i Południowo-Środkowej należy do największych tragedii i zbrodni XX stulecia” – pisze Alan Posener w komentarzu opublikowanym w niedzielę na portalu dziennika.
Autor podkreślił, że trudno znaleźć niemiecką rodzinę, która nie byłaby dotknięta skutkami wysiedleń. Mimo to, w przeciwieństwie do historii choćby Palestyńczyków, w dzisiejszych Niemczech o tym się nie mówi. Posener przypomina, że w latach 60., gdy chodził do szkoły, dawne niemieckie tereny były tematem dyskusji. W atlasach te ziemie zaznaczone były jako obszar „aktualnie pod polską administracją”, a działacze Związku Wypędzonych (BdV) regularnie spotykali się z młodzieżą, wspominając o „pięknie Śląska i Prus Wschodnich, Gdańska i Wrocławia”.
Cezurą był 1968 rok – „rozczulanie się nad sobą zastąpiły samooskarżenia”. Utratę ziem wschodnich uznano za sprawiedliwą karę za wojnę rozpętaną przez Hitlera, ziomkostwa stały się niewygodne. Niewygodna stała się też ich historia, tak jakby wspomnienie o milionach niemieckich ofiar prowadziło do zapomnienia, że miliony Niemców były sprawcami (zbrodni - PAP) – pisze „Die Welt”.
Wysiedlenia pozostają do dziś kwestią wrażliwą politycznie – zauważa Posener, odnosząc się do niedawnego sporu o stanowisko dyrektora Ośrodka Dokumentacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Na wniosek BdV rada fundacji Ośrodka nie przedłużyła umowy z pełniącą dotąd tę funkcję Gundulą Bavendamm. Ziomkostwa zarzucały jej wyeksponowanie na wystawie związku między nazistowskimi zbrodniami wojennymi a wysiedleniami.
Taki związek istnieje – przyznał komentator „Die Welt”. Jego zdaniem historia mogła jednak potoczyć się inaczej, „gdyby zachodni alianci byli gotowi przeciwstawić się etnicznym czystkom na wschodzie”. „Utrzymanie koalicji antyhitlerowskiej uznali jednak za ważniejsze od cierpień niemieckich uciekinierów” – pisze Posener, dodając, że „można to zrozumieć z politycznego punktu widzenia, nie aprobując jednak moralnego aspektu”.
Związek Wypędzonych chciał mieć na stanowisku dyrektora osobę ze swoich szeregów, uważając, że kanclerz Niemiec Friedrich Merz jest po ich stronie. Z Polski dochodziło „donośne burczenie” - podkreśla komentator „Die Welt”. Groził skandal, na którym skorzystałoby przede wszystkim prawicowo-konserwatywne PiS, które „nie przepuści żadnej okazji do połajania Niemiec”, oraz Rosja, która „cieszy się z każdego sporu między jej przeciwnikami”.
Zdaniem Posenera kompromisowy kandydat wybrany na dyrektora Ośrodka, Roland Borchers, powinien zreformować wystawę, która jest „sterylna, hiperdydaktyczna i pozbawiona empatii”. Ich historia powinna być opowiedziana z szacunkiem dla ofiar i z oburzeniem z powodu bezprawia.
„Nikt nie chce niczego zabierać Polsce. Pamięci nie można jednak poświęcać na ołtarzu polityki” – pisze w konkluzji Adam Posener w „Die Welt”.
Podstawą prawną przymusowych przesiedleń Niemców po II wojnie światowej była uchwała Sojuszniczej Rady Kontroli (złożonej z przedstawicieli USA, Wielkiej Brytanii, ZSRR oraz Francji) z 20 listopada 1945 r. W myśl tej decyzji z terenów Polski, Czechosłowacji oraz Węgier do brytyjskiej i radzieckiej strefy okupacyjnej miało zostać przesiedlonych 3,5 mln Niemców. W rzeczywistości jednak wysiedlenia (przez Niemców nazywane wypędzeniami) rozpoczęły się już wcześniej.
Z postulatem wysiedlenia Niemców już w trakcie wojny występowały emigracyjne rządy Polski (Władysława Sikorskiego, a potem Stanisława Mikołajczyka) oraz Czechosłowacji (Edvard Beneš).
Łączna liczba Niemców, która musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania, wyniosła ok. 14 mln. Oprócz osób przymusowo wysiedlonych po II wojnie światowej w tej grupie znalazło się kilka milionów uciekinierów z terenów zajmowanych przez Armię Czerwoną.
Dokładne oszacowanie liczby przesiedlonych było i wciąż jest źródłem kontrowersji wśród historyków. Działo się tak m.in. z powodu organizacyjnego chaosu - część deportowanych czasami wracała w rodzinne strony przez słabo strzeżone granice, a urzędnicy przymykali na to oko zwłaszcza wtedy gdy chodziło o osoby potrzebne do funkcjonowania gospodarki (górnicy, inżynierowie itd.)
Spory dotyczą też tego, ile deportowanych osób w trakcie tej akcji zmarło lub zostało zamordowanych. Według źródeł niemieckich tylko wśród 3 mln deportowanych z Czechosłowacji Niemców Sudeckich w wyniku samosądów i organizowanych przez władze egzekucji zginęło 25-30 tys. osób. W najgłośniejszej z takich akcji - w Przerowie niedaleko Ołomuńca - czechosłowackie wojsko rozstrzelało 265 osób, w tym kobiety i dzieci, a ofiary masakry przed egzekucją zostały zmuszone do wykopania grobu. Doszło do tego w połowie czerwca 1945 r., czyli na kilka miesięcy przed sankcjonującą wysiedlenia Niemców uchwałą Sojuszniczej Rady Kontroli.
W Polsce koordynacją wysiedleń Niemców zajmowało się kierowane przez Władysława Gomułkę Ministerstwo Ziem Odzyskanych. Pierwsza duża akcja wysiedleńcza na polecenie tego organu nastąpiła wczesnym latem 1945 r. - w obliczu narastającego napływu ludności polskiej z terenów anektowanych przez ZSRR. Przeprowadzenie akcji powierzono wojsku oraz Korpusowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego. „Należy wykonywać swoje zadanie w sposób tak twardy i zdecydowany, żeby germańskie plugastwo nie chowało się po domach, a uciekało od nas samo, a znalazłszy się na swojej ziemi, dziękowało Bogu za szczęśliwe wyniesienie głów” – podkreślano w rozkazie do żołnierzy 10 Dywizji Piechoty z końca czerwca 1945 r. Po otoczeniu wsi lub części miasta Niemcom dawano kilkadziesiąt minut, lub kilka godzin na spakowanie. Uformowane kolumny konwojowano do granicy na Odrze lub Nysie. Tam rekwirowano furmanki i inne środki transportu i przepuszczano wysiedlonych do sowieckiej strefy okupacyjnej.
Niemcy zostali zmuszeni do opuszczenia nie tylko Polski, Czechosłowacji (w której stanowili prawie jedną czwartą mieszkańców) i Węgier, ale też Rumunii (głównie z Siedmiogrodu) oraz Jugosławii (głównie ze Słowenii i Wojwodiny) i wcielonej do ZSRR części Prus Wschodnich.
Jacek Lepiarz (PAP)
lep/ akl/ jkrz/ mhr/