Malarz, pisarz Józef Czapski. Fot. PAP/reprodukcja Andrzej Rybczyński
Czapski był więźniem w sowieckim obozie. Spośród osób, które wykładały Prousta, on wydał mi się szczególnie osobliwy. Wziął to, czego nauczył się od pisarza i dał więźniom powód, by nie rezygnowali ze swojej tożsamości - powiedział PAP amerykański malarz i autor biografii Józefa Czapskiego Eric Karpeles.
Józef Czapski (1896-1993) to polski malarz, pisarz, krytyk i dokumentator zbrodni katyńskiej. Był współtwórcą paryskiej „Kultury”, jeden z filarów Komitetu Paryskiego (K.P.), którego członków nazywano kapistami. Istotą ich twórczości miało być widzenie rzeczywistości poprzez kolor – wyrażanie kolorem światła, przestrzeni, form i zjawisk ukazywanych na płótnie. Sztuka kapistów wywarła niezwykle istotny wpływ na polskie malarstwo drugiej połowy XX w. i stała się jednym z najtrwalszych dziedzictw sztuki dwudziestolecia międzywojennego. Uchwałą Sejmu rok 2026 ustanowiono Rokiem Józefa Czapskiego w związku z przypadającą 130. rocznicą urodzin artysty.
Eric Karpeles jest autorem książki „Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza”. Książkę w tłumaczeniu Marka Fedyszaka w 2019 r. wydało wydawnictwo Noir sur Blanc. Zainteresowanie polskim malarzem zapoczątkowała lektura niewielkiej francuskiej książki na temat Marcela Prousta, którą otrzymał pocztą. „Nazwisko autora, Józefa Czapskiego, nie było mi znane. Do pewnego czerwcowego dnia nigdy o nim nie słyszałem, a nazajutrz byłem nim zafascynowany” - czytamy w książce.
Polska Agencja Prasowa: Dowiedział się pan o Józefie Czapskim dzięki waszej wspólnej pasji do Marcela Prousta. Otrzymał pan i przeczytał jego wykłady o francuskim pisarzu. Co w tym pierwszym spotkaniu sprawiło, że zdecydował pan zgłębić historię Czapskiego?
Eric Karpeles: Głównym bodźcem był kontekst. Czapski był więźniem w sowieckim obozie. Spośród wszystkich osób, które wykładały Prousta on wydał mi się szczególnie osobliwy i niespodziewany. Poruszyła mną myśl o mężczyznach zbierających się w warunkach sowieckiego obozu jenieckiego, żeby rozmawiać o Prouście. Wykłady Czapskiego były w niewielkiej książce napisanej w oryginale nie po polsku, a po francusku. Poczułem, że mogę dołożyć swoją cegiełkę i przetłumaczyć ją na angielski. Tłumaczenie przynosiło kolejne pytania o to, kim był ten mężczyzna i dlaczego nie wiedziałem wcześniej o tych polskich oficerach w sowieckich obozach. Byłem zafascynowany i pomyślałem, że to temat dla mnie, że to coś o czym chcę napisać i stworzyć z tego książkę. Uznałem, że będzie to warte czasu jaki mi zajmie i że chcę go spędzić w towarzystwie Czapskiego.
PAP: Co skłoniło go, żeby wykładać więźniom sowieckiego obozu Prousta i to po francusku?
E.K.: Myślę, że to była kwestia zacięcia. Czapski zawsze był słaby i miał kiepskie zdrowie. Przez to nie był wystawiony na mroźne temperatury, noszenie drewna i inne bezużyteczne zadania, które miały odebrać jeńcom ducha walki. Więźniowie zorientowali się, że to próba obdarcia ich z ich polskości, tożsamości intelektualistów, doktorów. Starając się podtrzymać swoją wolę walki wpadli na pomysł, aby każdego wieczoru któryś z nich opowiedział szczególnie dla niego ważnym temacie. Jedni mówili o sporcie, ktoś inny o historii architektury, o czymkolwiek w czym się specjalizowali. To były bardzo wnikliwe spotkania.
"Wziął to, czego nauczył się od Prousta i zainspirował tych gnębionych mężczyzn, dał im powód, by nie rezygnowali ze swojej tożsamości, pamiętali, kim są i uwierzyli, że to pozwoli im przetrwać."
Sowieci nieustannie próbowali ich złamać i zrobić z nich poprawnych komunistów, a ci mężczyźni i tak zbierali się po potwornych posiłkach imitujących jedzenie i mówili o tym, co dla nich ważne. Na początku Czapski zdecydował się opowiadać o francuskim malarstwie. Z czasem zrozumiał, że chyba powinien opowiedzieć o Prouście i jego sile pamięci, która byłaby dla współwięźniów budująca i dała im silną podstawę, dzięki której nadal mogli żyć swoim życiem. Wziął to, czego nauczył się od Prousta i zainspirował tych gnębionych mężczyzn, dał im powód, by nie rezygnowali ze swojej tożsamości, pamiętali, kim są i uwierzyli, że to pozwoli im przetrwać.
PAP: Proust był ważną postacią w życiu Czapskiego, ale jak zauważył pan w biografii podjął się on pogłębionej lektury dopiero po rozstaniu z Siergiejem Nabokovem i gdy zachorował na tyfus. Dlaczego w tym trudnym czasie oddał się tej literaturze, co w niej znalazł?
E.K.: Zaczął czytać Prousta jeszcze przed rozstaniem z Nabokovem, ale wydał mu się nierozgarnięty i nie miał ochoty dalej go czytać. Pewna bezbronność, połączenie kruchego zdrowia i wyniszczenia emocjonalnego coś w nim otworzyły. Przez jakiś czas przebywał w jednym miejscu, u swojego wujka w Londynie i czytał kolejne tomy „W poszukiwaniu straconego czasu”. Chyba był wtedy bardziej otwarty na magię Marcela Prousta i bardziej podatny na zaklęcie, które rzuca na czytelnika.
PAP: Jako malarz może pan spojrzeć na Czapskiego z wyjątkowej perspektywy. Czy wpłynęło to na pańskie postrzeganie Czapskiego oraz własnej twórczości?
E.K.: Czapski często cytował malarza Nicolasa de Staëla, który mówił, że „maluje się szok, którego się doświadcza”. I właśnie tak wyglądało to z Czapskim. Doświadczał pragnienia, aby uwiecznić na płótnie to, co widział. Intryguje mnie jego oddanie malarstwu i determinacja w dążeniu do naniesienia wizji jaką ma w głowie na papier lub płótno najprawdziwiej odzwierciedlając dany moment. Ja nie funkcjonuję w ten sposób. Jako malarz nie uwieczniam tego, co obserwuję wokół siebie. Moja estetyka jest raczej przetworzona przez osobisty filtr. Tworzę na podstawie tego, co widzę i co znam, ale nie usiłuję odtwarzać.
Kiedy patrzy się na twórczość Czapskiego i moją można uznać, że nie mają ze sobą nic wspólnego. Z drugiej strony, pewne cechy się powielają, co wynika z sympatii. Niekoniecznie jest to związane z figuratywnością czy abstrakcyjnością, a bardziej z wrażliwością malarza. Nie chciałbym zrównywać się z Czapskim, ponieważ on był wyjątkowym indywidualistą. Ale powiedziałbym, że tak jak ja, Czapski zajmował się malarstwem, ale nie wyłącznie malarstwem i chyba tak bym nas porównał. On jest przykładem i wzorem do naśladowania.
PAP: Pracując nad biografią korzystał pan z tekstów Czapskiego, podróżował jego śladami i rozmawiał z osobami z jego otoczenia. Jak podszedł pan do odszukania i uporządkowania wszystkich materiałów i informacji?
E.K.: Był to proces odkrywania. Trochę jak bycie detektywem podążającym za poszlakami. Największego przełomu doświadczyłem we wczesnych fazach pisania książki. Były to odwiedziny w bibliotece w Krakowie, gdzie mogłem bezpośrednio obcować z jego dziennikami. Widziałem jego koślawy i nieczytelny charakter pisma, piękne szkice, wycinki z gazet, wiersze i fotografie. Wydało mi się to elektryzujące.
Oczywiście, nie znałem polskiego, ale spora część jego teksów była przetłumaczona na francuski, który znam. Przeczytałem wszystko, co było dostępne po francusku. Żałuję, że nie byłem w stanie rozczytać jego pisma, ale nie była to wyłącznie kwestia bariery językowej. W swoich dziennikach Czapski pisał też po francusku, czasami po angielsku, ale rozczytanie nawet tych fragmentów było trudne. Same słowa zapisane w dziennikach nie miały takiego znaczenia w obliczu całego doświadczenia oglądania ponad 250 dzienników. To popchnęło mnie do działania i zacząłem głębiej przyglądać się różnym kwestiom.
Wojtek Karpiński był dla mnie olbrzymim wsparciem i źródłem informacji. Opisanie jego relacji z innymi w sposób, który nie wydawał się sztuczny wymagało dużo pracy. Nawiązanie znajomości z jego bliskimi, z siostrzenicami i siostrzeńcami z różnych pokoleń mi pomogło. Mogłem zobaczyć jak na nich wpłynął. Zebranie rzetelnych opisów Czapskiego - zarówno jego własnego autorstwa jak i innych - rozmowy z jego rodziną i bliskimi - oczywiście wiele mi to dało.
Spotkałem się na rozmowę z jego praprasiostrzeńcem. Kiedy wszedł do pomieszczenia, kompletnie mnie speszył. Wyglądał tak bardzo jak jeden z autoportretów, które Czapski stworzył jako młodzieniec. Byłem zdumiony. Była to moja jedyna szansa, by - w pewnym sensie - spotkać Czapskiego.
PAP: Zarówno pan jak i Józef Czapski podjęliście się podobnego zadania. Czapski popularyzował Prousta, który nie był wówczas szeroko dostępnym i tłumaczonym w Polsce autorem. Pan z kolei popularyzuje Czapskiego, który poza granicami Polski nie cieszy się tak dużym zainteresowaniem. Dlaczego zdecydowaliście rozpowszechniać ich dorobek?
E.K.: Będąc artystą często nie ma się typowej pracy i trzeba jakoś ukształtować swoją codzienność. Znajdujemy takie rzeczy, do których się przywiązujemy. Czapski był ogromnie przywiązany do wartości, jaką Proust wnosił do jego życia. Ja podzielam to przywiązanie i na początku przede wszystkim to łączyło mnie z Czapskim. Czapski - tak jak ja - był ogromnie wdzięczny za Prousta. A teraz ja jestem ogromnie wdzięczny również za Czapskiego. Proust jest całym osobnym światem i Czapski również jest całym osobnym światem.
Nadal myślę i piszę o Józefie Czapskim. Aktualnie pracuję nad esejem, który pojawi się przy okazji wystawy twórczości Czapskiego w Paryżu zaplanowanej na przyszły rok. On zawsze tu jest i czuję, że w pewnym sensie pozostajemy ze sobą w kontakcie. Zdaję sobie sprawę z tego, że brzmi to jak omamy, kiedy rozpowiadam, że rozmawiam z kimś, kto nie żyje od ponad 30 lat. Ale dla mnie Czapski nadal jest bardzo żywy.
PAP: Czy w naszej szybkiej codzienności umiemy jeszcze docenić taką sztukę, jaką tworzył Czapski?
E.K.: Myślę, że to uniemożliwia ludziom docenienie czegokolwiek, nie tylko Czapskiego. Jestem przekonany, że ten kult ekranów i urządzeń uznałby za grandę. Ludzie cały czas spoglądają w dół i nie podnoszą wzroku. To dużo większy problem, który nie ogranicza się tylko do Czapskiego.
Po wojnie Czapski malował w sposób niemal reakcyjny. Wszyscy malowali wówczas niefiguratywną abstrakcję. Kiedy skończył 80 lat, malarstwo zwróciło się z powrotem w stronę sztuki figuratywnej, ludzie znów zaczęli malować otaczający ich świat i to dawało Czapskiemu dużo otuchy.
Dzisiaj w ogóle kwestionowane jest zwierzchnictwo malarstwa w sferze sztuk wizualnych. Wideo, instalacje, performans, wszystkie te inne kategorie osłabiają siłę malarstwa. Myślę, że Czapskiemu ciężko by się na to patrzyło, ale są nadal osoby, które podzielają jego wartości. A Czapski tak długo był marginalizowany, że zrozumiałby tę dzisiejszą marginalizację.
Rozmawiała Maria Kuliś (PAP)
maku/ dki/