I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność w gdańskiej hali Olivia. Fot. PAP/Stefan Kraszewski
5 września 1981 r. w gdańskiej hali Olivia rozpoczął się I Zjazd „Solidarności”. – Czułem się jak w pierwszym polskim parlamencie, kiedy wszyscy się chcieli wygadać po 40 latach milczenia – wspominał ten moment Zbigniew Romaszewski.
Głównymi celami zwołanego do Gdańska I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” było wyłonienie kierownictwa związku oraz sformułowanie szczegółowego programu działania. Na przewodniczącego – już w pierwszej turze – został wybrany Lech Wałęsa, na którego padło 55 proc. głosów. Kolejne trzy miejsca zajęli Marian Jurczyk, Andrzej Gwiazda i Jan Rulewski.
Zjazd, jak zwracają uwagę historycy, rzeczywiście przypominał parlament – zarówno z powodu panującej w trakcie obrad atmosfery, jak i poruszanej tematyki. W poszczególnych uchwałach, oświadczeniach i listach delegaci wypowiadali się m.in. w sprawach edukacji, cenzury, prawa do wyboru miejsca pracy i zamieszkania. Dla władz, które pilnie obserwowały wszystko, co się działo w hali Olivia (również za pomocą założonych urządzeń podsłuchowych i przez podstawionych agentów) już tylko sama tematyka zjazdu stanowiła dowód, że „Solidarność” nie jest jedynie związkiem zawodowym, ale siłą polityczną.
Jedna z pierwszych uchwał zjazdu dotyczyła swobody poruszania się oraz wyboru miejsca pracy i zamieszkania, w tym również poza granicami swego kraju. Głosiła ona m.in., że przez tę swobodę wyraża się wolność osobista człowieka. „Ten element wolności osobistej był i jest w naszym kraju naruszany, co wyraża się utrudnianiem Polakom wyjazdów za granicę oraz powrotów do Polski emigrantom. Decyzje władz w tej sprawie motywowane są opacznie pojmowanymi celami ekonomicznymi, a nie względami humanitarnymi” – napisano w tej uchwale. Przypomniano też Mazurów, Warmiaków i Ślązaków, którzy opuścili Polskę w czasach gierkowskich w ramach tzw. akcji łączenia rodzin. „Nie zrobiono nic, by ludność tę związać silniej z naszym krajem. Niszczony jest ich styl życia, obyczaje, najwyższe wartości. Bolesne to sprawy, tym bardziej, że ludziom tym odcięto możliwość powrotu. Problem ten dotyczy również emigrantów politycznych” – głosiła uchwała.
W tym samym, pierwszym dniu obrad, przyjęta została też uchwała zobowiązująca kierownictwo „Solidarności” do udzielenia pomocy w nauczaniu historii i języka ojczystego. „Troska o wychowanie młodych pokoleń w duchu prawdy i narodowej tradycji jest jednym z ważnych zadań naszego Związku” – zapisano w preambule.
W kolejnej uchwale zjazd udzielił poparcia środowiskom akademickim: „warunkiem dobrego funkcjonowania szkół wyższych i rozwoju nauki w Polsce jest pełna realizacja w przygotowywanej ustawie o szkolnictwie wyższym zasad samorządności szkół” – zaznaczono.
W uchwale dotyczącej mniejszości narodowych delegaci Zjazdu odwołali się do tradycji I Rzeczpospolitej. „Dbając o rozwój kultury polskiej, otwartej na dorobek innych narodów, wyrażamy wolę wykazania nie mniejszej dbałości o to, by obywatele polscy należący do innych narodów i grup etnicznych — Białorusini, Cyganie, Grecy, Litwini, Łemkowie, Niemcy, Ukraińcy, Tatarzy, Żydzi i inne narodowości, znaleźli we wspólnej z Polakami ojczyźnie warunki do swobodnego rozwijania swej kultury i przekazywania jej następnym pokoleniom. Chcemy w ten sposób pozostać wierni tradycji Rzeczypospolitej wielu narodów” - napisali. Podkreślili, że „bogactwo kultury polskiej, to również odrębności regionalne, które winny być kultywowane”. Zaznaczyli ponadto, że „Solidarność” sprzeciwia się wszelkim podziałom narodowościowym i walczyć będzie o zagwarantowanie pełni praw obywatelskich wszystkim Polakom, niezależnie od ich przynależności narodowej lub pochodzenia.
Z kolei w deklaracji w sprawie kultury narodowej podkreślono, że „losy społeczeństwa i narodu polskiego zależeć będą nie tylko od uzdrowienia życia gospodarczego i ogólnospołecznego kraju, lecz od uzdrowienia kultury i edukacji narodowej”. „Ponadtysiącletni dorobek kultury polskiej, w którym widzimy fundament bytu narodowego, zawiera niewyczerpane bogactwa, które winny być w procesie edukacji narodowej i upowszechnienia kultury udostępnione, bez kłamstw i przemilczeń całemu społeczeństwu” – napisano w tej deklaracji. „Wyrażamy wolę pełnego otwarcia na wartości wypracowane przez inne narody naszej szerszej Ojczyzny, Europy, pomni, iż od czasu przyjęcia chrześcijaństwa do tej wspólnej duchowej ojczyzny wielu narodów należymy. Pamiętamy, że okresy naszych związków z Europą i światem były zarazem okresami powstawania najoryginalniejszych zjawisk naszej kultury, okresy izolacji przynosiły zastój i upadek”.
Podobnie jak w uchwale dotyczącej mniejszości narodowych odwołano się do tradycji I Rzeczpospolitej: „Pomni tego, że do naszej szerszej ojczyzny — Europy zostaliśmy wprowadzeni przez chrześcijaństwo, że chrześcijaństwo przez ponad tysiąc lat określiło w istotnej mierze kształt i treści polskiej kultury narodowej, że w najtragiczniejszych dla narodu chwilach w Kościele katolickim znajdował on oparcie, że nasza etyka przede wszystkim przez chrześcijaństwo została określona, że wreszcie katolicyzm jest żywą miarą większości Polaków — uważamy, że w procesie edukacji narodowej niezbędne jest uczucie i odpowiednio szerokie uwzględnienie roli i miejsca chrześcijaństwa i Kościoła w dziejach Polski i świata” - podkreślono.
„Zarazem wypowiadamy się za neutralnością światopoglądową państwa we wszystkich dziedzinach, przede wszystkim w dziedzinie edukacji narodowej i kultury i w neutralności takiej upatrujemy zabezpieczenie tolerancji, którą szczycili się nasi przodkowie. Różnorodność i bogactwo, które cechowały okresy rozkwitu polskiej kultury — winny być dziś naszym celem. Wolność wszelkiej twórczości intelektualnej i sztuki, to przede wszystkim prawo do nieskrępowanego współistnienia światopoglądów, postaw i kierunków — i do swobodnego ścierania się ich” – dodali delegaci gdańskiego Zjazdu.
W deklaracji podkreślono, że wolność i tolerancja to podstawowe warunki rozwoju kultury. „Dlatego zdecydowani jesteśmy wydać walkę wszelkiego rodzaju cenzurze dzieł sztuki i nauki. Cenzurę uważamy za zło, na które z konieczności i tylko chwilowo zgodziliśmy się — lecz nie zgodzimy się na cenzurowanie nauki i sztuki. Ochrona przez cenzurę niektórych zasad polityki zagranicznej i wewnętrznej państwa nie może godzić w swobodę badań naukowych, w prawo do znajomości historii. Nadużywanie przez cenzurę ustawy o kontroli publikacji i widowisk, do ograniczania rozwoju kultury i edukacji narodowej, musi spowodować sprzeciw i udzielenie pełnego poparcia społecznego, również ze strony NSZZ „Solidarność” niezależnym wydawnictwom niecenzurowanym” - zapisano.
Dużo krótsza, złożona zaledwie z kilku zdań, była uchwała Zjazdu w sprawie rozwiązania Komitetu Obrony Robotników. Przypomniano w niej, że KOR niósł pomoc prześladowanym robotnikom i ich rodzinom, był wyrazem wspólnoty postaw inteligencji i robotników, a za swoją działalność członkowie i współpracownicy Komitetu byli wielokrotnie prześladowani, więzieni i szykanowani. Pierwszy Zjazd Delegatów złożył podziękowanie członkom i współpracownikom Komitetu Obrony Robotników, którzy zasłużyli się dobrze obronie interesów robotniczych oraz wspólnej sprawie narodowej.
„Czułem się jak w 1918 r., w pierwszym polskim parlamencie. Z całym bagażem opóźnienia historycznego, z brakiem kształtowanej przez stulecia kultury demokratycznej, kultury politycznej, kiedy wszyscy chcieli się wygadać po 40 latach milczenia. I mówili rzeczy najrozmaitsze, mądre i głupie. Czasami człowiekiem skręcało. Ciekawe w tym wszystkim było to, że koniec końców, kiedy dochodziło do głosowania, zdrowy rozsądek zwyciężał” – wspominał atmosferę Zjazdu w hali Olivia uczestnik obrad, a kilka lat wcześniej jeden z filarów KOR-u Zbigniew Romaszewski.
Rządowa propaganda przedstawiała uchwałę gdańskiego Zjazdu jako dowód na „upolitycznienie” związku. W partyjnych gazetach pisano o „antysocjalistycznych elementach”, które rzekomo zdominowały „zdrowy” związek zawodowy. Najgłośniej jednak, również za granicą, było o innej uchwale - „Posłaniu do ludzi pracy Europy Wschodniej”.
Zaadresowane zostało do robotników krajów bloku wschodniego: Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, NRD, Rumunii, Węgier i ZSRR. „Jako pierwszy niezależny związek zawodowy w naszej powojennej historii głęboko czujemy wspólnotę naszych losów. Zapewniamy, że wbrew kłamstwom szerzonym w waszych krajach, jesteśmy autentyczną 10-mlionową reprezentacją powołaną pracowników, powstałą organizacją w wyniku robotniczych strajków. Naszym celem jest walka o poprawę bytu wszystkich ludzi pracy. Popieramy tych z was, którzy zdecydowali się wejść na trudną drogę walki o wolny ruch związkowy. Wierzymy, że już niedługo wasi i nasi przedstawiciele będą mogli się spotkać celem wymiany związkowych doświadczeń” – zapisano w Posłaniu.
Rządzący w ZSRR Leonid Breżniew był wściekły. Posłanie nazwał niebezpiecznym i jątrzącym dokumentem, którego celem miało być „sianie zamętu we wszystkich krajach socjalistycznych i ustanowienie piątej kolumny w ZSRR”.
Inaczej ten sam dokument przyjęto na Zachodzie. „Dla mnie był to wyjątkowy moment w historii, kiedy w imię moralnych racji odrzucono ograniczenia zimnej wojny i konieczności prowadzenia real politics, a zaproponowano sąsiednim narodom program solidarności” – komentował brytyjski historyk Anthony Kemp-Welch.
Bardziej ostrożnie wypowiadali się dyplomaci. Według Cynlaisa Jamesa - ambasadora Wielkiej Brytanii w Warszawie – Posłanie było błędem, zaś zdaniem ambasadora Francji Jacquesa Dupuy miało wręcz prowokacyjny wydźwięk.
Ze wspomnień Henryka Wujca wynika, że nawet uchodzący w opinie władz PRL za „jastrzębia” Jacek Kuroń był przez chwilę sceptyczny – przyjęcie Posłania nazwał podobno „niepotrzebnym drażnieniem niedźwiedzia”. (PAP)
jkrz/ aszw/