"Jan Chryzostom Pasek pod Lachowiczami", obraz Juliusza Kossaka. Źródło: Juliusz Kossak, Public domain, via Wikimedia Commons
Największym gwarantem bezpieczeństwa Litwy byłby stacjonujący na jej terytorium stały kontyngent wojsk z Polski, Finlandii i Rumunii - mówi PAP Dariusz Litwinowicz ze Związku Strzelców Litewskich. Dodał, że Polacy i Litwini razem stoczyli 19 wojen z Moskalami, a historia może się powtórzyć.
Państwowa rosyjska agencja informacyjna RIA Novosti zapowiedziała w ubiegłym tygodniu „kolejną specjalną operację wojskową». Autor tekstu zasugerował, że tym razem miałaby się ona odbyć na Litwie. Niedługo po publikacji agencja usunęła artykuł z powodu „braku zgodności z linią redakcji i polityką Federacji Rosyjskiej».
Tekst był najprawdopodobniej reakcją na zatwierdzenie przez Sejm Republiki Litewskiej poprawki do konstytucji, która znosi zakaz rozmieszczenia broni atomowej na terytorium tego kraju. Zdaniem komentatorów widmowa publikacja RIA Novosti wpisuje się w hybrydową kampanię, którą Rosja prowadzi przeciwko NATO, w szczególności przeciw państwom wschodniej flanki.
O tym, jak litewskie społeczeństwo radzi sobie z rosyjskimi groźbami i czy Litwini przygotowują się do ewentualnej inwazji, PAP zapytała Dariusza Litwinowicza, litewskiego Polaka ze Związku Strzelców Litewskich (Lietuvos Šauliu Sąjunga).
Tzw. szaulisi to litewska organizacja paramilitarna założona w 1919 roku i reaktywowana w 1989 roku. Litwinowicz należy do niej od marca 2015 roku, dowodzi wielonarodowościową, liczącą 80 członków Kompanią im. gen. Tadeusza Kościuszki.
Zapytany o „wojenną atmosferę» w Wilnie, nasz rozmówca odpowiedział, że Litwini nie mają złudzeń.
- Historycy naliczyli, że w ponad 200-letniej historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów stoczyliśmy (Polacy i Litwini - PAP) 19 wojen z Moskalami. Litwini mają świadomość, że historia może się powtórzyć. Ludzie nie są naiwni. Wiedzą, jaka jest Rosja - podkreślił.
Zaznaczył przy tym, że "w odróżnieniu od Polski, która istniała po II wojnie jako PRL, Litwa zniknęła z mapy, była okupowana przez Związek Sowiecki".
Dowódca Kompanii im. Tadeusza Kościuszki zwrócił też uwagę, że Putin nie raz mówił, iż rozpad ZSRR był największą tragedią XX wieku. - Odbudowa (...) imperium jest dla Rosjan sprawą honoru. Zdajemy sobie sprawę, że nie chodzi im o zajęcie Berlina Wschodniego czy Warszawy, ale o to, by państwa bałtyckie wróciły na tzw. łono matki Rosji. Mamy to cały czas w tyle głowy — zaznaczył.
Litwinowicz tłumaczył, że niezależnie od historycznych determinantów wielu Litwinów jest złych zarówno na klasę polityczną, jak i na siebie, że Litwa przespała ostatnie 30 lat, jeżeli chodzi o zbrojenia. - Oczywiście po upadku ZSRR wszystkim wydawało się, że nastała era pokoju, więc władze uznały, że nie ma się ci przygotowywać do potencjalnej wojny. Słuszność tego podejścia umocniło to, że Litwa weszła najpierw do UE, a potem do NATO – ocenił.
Zdaniem naszego rozmówcy ludzie zadają sobie dziś pytanie, dlaczego Litwa się nie zbroiła? Do tego dochodzi coraz powszechniejsze przekonanie, że ani NATO, ani tym bardziej UE, nie jest najpewniej w stanie obronić państw bałtyckich. - To powoduje wzrost sentymentów antyeuropejskich i antynatowskich. Dzięki Bogu silne są wciąż emocje antyrosyjskie, ale znając Moskwę, może zadbać o to, by pojawiły się prorosyjskie ciągoty – zauważył Litwinowicz.
Jednocześnie przyznał, że na Litwie wciąż silna jest nostalgia za czasami sowieckimi. - Ulegający jej ludzie pytają: "Dlaczego chcecie wojny z potężnym sąsiadem, skoro nie chce jej ani NATO, ani tym bardziej Amerykanie". Płynie z tego jasny przekaz: "Nie prowokujcie Rosji!" - wyjaśniał.
Zapytany, jak Litwini oceniają gwarancje bezpieczeństwa NATO, Litwinowicz wskazał, że Litwa ma nie tylko sojusznicze gwarancje na papierze, ale i na ścianie Ratusza w Wilnie. Chodzi o słynne słowa George'a W. Busha wypowiedziane 23 listopada 2002 roku na placu przed wileńskim Ratuszem: „Każdy, kto wybierze Litwę na swojego wroga, stanie się wrogiem Stanów Zjednoczonych Ameryki».
Prezydent USA wypowiedział je niedługo po historycznym szczycie NATO w Pradze, na którym Litwa otrzymała oficjalne zaproszenie do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Słowa Busha długo uznawano za deklarację amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla państw bałtyckich. Litwinowicz zaznaczył, że przechodząc obok tej inskrypcji, Litwini dziś nierzadko uśmiechają się ironicznie, mówią "Przekaz obecnej administracji USA jest następujący: Ameryka przyjdzie na pomoc tym, którzy będą się w stanie sami obronić"?
Zapytany o stacjonującą na Litwie niemiecką 45. Brygadę Pancerną „Litwa», która do 2027 r. ma osiągnąć pełną gotowość operacyjną i liczyć około 4,8 tys. żołnierzy, odpowiedział, że to dobrze, iż sojusznicze siły stacjonują na litewskiej ziemi. Zaznaczył jednak, że „złośliwi powiadają, że po telefonie z Berlina mogą rozbroić nasze wojska». - To oczywiście czarny humor, biorący się z gorzkiej historii. Niemcy i Rosjanie już nie raz dochodzili do porozumienia nad naszymi głowami – precyzował.
Przypomniał też, że litewskie ministerstwo obrony poinformowało niedawno, że na Liwie znów będzie stacjonować ciężki batalion USA wyposażony w czołgi M1A2, Abrams i mający wsparcie batalionu inżynieryjnego.
Zdaniem Litwinowicza "największym gwarantem bezpieczeństwa Litwy" byłby stacjonujący na jej terytorium stały międzynawowy kontyngent składający się z wojsk Polski, Finlandii i Rumunii.
Vilmantas Vitkauskus, szef Narodowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, poinformował niedawno, że Litwa wraz z Polską przygotowuje międzynarodowy plan ewakuacji ludności, który w razie potrzeby pozwoliłby na ewakuację przez granicę części mieszkańców Litwy, Łotwy i Estonii. PAP zapytała Litwinowicza o to, co o tych planach sądzą litewscy cywile. - Ludzie zachowują spokój. Wszyscy wiedzą, że możemy ewakuować się tylko przez przesmyk suwalski – odpowiedział.
Nasz rozmówca zaznaczył, że najwięcej ludzi mieszka w Wilnie i Kownie, ale tylko Kownianie mieliby szansę się ewakuować. - Wilno mieści się w tzw. killzonie, strefie bezpośredniego zagrożenia, 30-40 km od granicy z Białorusią. Gdyby Rosja uderzyła z tego kierunku, rosyjską armię można by powstrzymać jedynie na ulicach miasta - zaznaczył.
Czy Litewskie społeczeństwo jest gotowe do obrony? - Jako Związek Strzelców Litewskich jesteśmy gotowi. Liczba członków organizacji rośnie, przekroczyła już 20 tys. Dla porównania, tyle samo liczą wszystkie związki strzeleckie w Polsce, która jest trzynaście razy ludniejsza niż Litwa – podkreślił Litwinowicz. Zaznaczył, że jeśli chodzi o zwyczajnych obywateli, „da się wyczuć powagę i wzrost nastrojów patriotycznych».
- Ludzie przygotowują się na najgorsze. Pracuję w wydziale obrony cywilnej Samorządu Rejonu Wileńskiego. Robię szkolenia dla ludności cywilnej. Nie chodzi o plecak ewakuacyjny czy radio na baterię. Trzeba zmienić sposób myślenia i przejść z tego nastawionego na czasy pokoju na myślenie czasów możliwej wojny — przekonywał.
Litwinowicz przypomniał, że „nasi przodkowie byli zawsze gotowi na najgorszą ewentualność, bo mniej więcej co 20-25 lat wybuchały wojny, zmieniały się granice albo następował przemarsz obcych wojsk». - Ponad 80 lat pokoju to zmieniło. Przerwała się łączność pokoleń, jeśli chodzi o pamięć o wojnie czy sytuacjach ekstremalnych. Spokojne czasy tworzą słabych ludzi — ocenił.
Jego zdaniem Litwa potrzebuje systemów obronnych dalekiego zasięgu, by w razie konfliktu móc razić Rosjan na ich terytorium, tak jak to robią Ukraińcy. - Wojna partyzancka i bieganie po lasach to ostateczność. Chodzi o to, by bronić się skutecznie, a to możliwe jest tylko wtedy, kiedy możesz agresora uderzyć tam, gdzie boli go najbardziej — dodał.
Jak mówi nasz rozmówca, Związek Strzelców Litewskich szykuje się na najgorsze. - Mamy zgrupowania i ćwiczenia, szkolimy się też wspólnie z polskimi strzelcami. Na początku września 10 członków Kompanii im. Tadeusza Kościuszki pojechało do Kwidzyna na "Tarczę Jedności 2026". Najważniejsze jest odstraszanie – pokazanie determinacji i gotowości do walki, by konflikt nie zdarzył się na terytorium Litwy». (PAP)