Kamień ku czci ppłk. Jana Zumbacha na terenie 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Fot. Facebook/23 Baza Lotnictwa Taktycznego im ppłk pil Jana Zumbacha
To chłopak był na schwał i żołnierz nieulękły - pisał o nim Arkady Fiedler w książce „Dywizjon 303". 3 stycznia 1986 r., zmarł podpułkownik Jan Zumbach, as myśliwski, bohater bitwy o Anglię, po wojnie uczestnik zbrojnych konfliktów i tajemniczych interesów.
Jan Zumbach ps. Kaczor Donald urodził się 14 kwietnia 1915 roku w Ursynowie - obecnie dzielnicy Warszawy - jako syn Eugeniusza i Haliny z domu Gorzechowskiej (We wspomnieniach podawał datę 15 kwietnia). Jako potomek rodziny szwajcarskich emigrantów, miał także obywatelstwo Szwajcarii. Dzieciństwo spędził w majątku ojca w Bobrowie koło Brodnicy (Kujawsko-pomorskie). Tam właśnie złapał lotniczego bakcyla.
„Zaczęło się od tego, że w pogodnych porach roku, każdego dnia o godzinie jedenastej przed południem, przelatywał nad naszym domem liniowy samolot polskiego towarzystwa lotniczego, trzysilnikowy Fokker. Gapiłem się na niego tak, że aż bolał mnie kark” – napisał Zumbach w książce pt. „Ostatnia walka” (2007). „Potem próbowałem naśladować lot samolotu, biegając z poziomo wyprostowanymi ramionami i głosem wydając dźwięk jego silników. Biegałem tak aż do utraty tchu, nad brzeg jeziora; tam padałem, skrajnie wyczerpany, w trawę. Dysząc ze zmęczenia, zaciskając pięści i zęby, powtarzałem gniewnie: ja też będę lotnikiem!” – wspominał. Pewnego dnia patrząc na samolot, który - obojętny na jego „przysięgi” znikał za drzewami miał wściekły krzyknąć: „Naigrywasz się ze mnie! Dobrze, zobaczysz! Zestrzelę cię!”. Trudno tu jednak nie podejrzewać pewnej konfabulacji w spisanych po latach wspomnieniach.
Maturę zdał w płockim Gimnazjum Polskim im. marszałka Stanisława Małachowskiego. Rok później – nie pokazując szwajcarskiego paszportu - zgłosił się na ochotnika do wojska polskiego. W 1938 r. ukończył Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie i rozpoczął służbę w 111. eskadrze myśliwskiej. „21 maja 1939 r. ze swoją jednostką odleciał do Brześcia nad Bugiem, gdzie odbył pięciodniowe ćwiczenia - szkołę ognia. Podczas lądowania w drodze powrotnej, 26 maja w Warszawie, rozbił się na P.11 - podwoziem zahaczył o stojący na lotnisku samochód i przekoziołkował parokrotnie. Zakończyło się to dlań złamaniem lewej nogi w kilku miejscach i utratą przytomności. W szpitalu »poskładano« nogę, założono gips, po którego ściągnięciu Zumbach wyjechał na rekonwalescencję do Zaleszczyk, uzdrowiska niedaleko granicy z Rumunią” – czytamy w nocie biograficznej na stronie polishairforce.pl.
Po napaści ZSRS na Polskę, przez Rumunię i Bejrut dotarł do Francji. Tam, po przejściu przez Centrum Wyszkolenia Lotnictwa Polskiego w bazie Lyon-Bron, został podwładnym mjr Zdzisława Krasnodębskiego, przyszłego dowódcy polskiego dywizjonu myśliwskiego 303. Polscy piloci początkowo bronili lotnisk w Chateaudun i Etampes, jako część francuskiego dywizjonu GCD I/55. 21 czerwca 1940 roku Zumbach ewakuował się z Bordeaux na statku „Kmicic” do Wielkiej Brytanii, gdzie w Northolt otrzymał przydział do Dywizjonu 303.
Polscy piloci wzięli udział w ostatnim etapie bitwy o Anglię, w trakcie którego Zumbach zestrzelił na pewno 8 niemieckich samolotów i jeden prawdopodobnie. Podczas całej wojny zestrzelił ich w sumie 13 na pewno oraz 5 prawdopodobnie - co dało mu szóstą pozycję na tzw. Liście Bajana, wedle której polscy lotnicy zniszczyli w powietrzu ponad 1100 niemieckich samolotów.
17 maja 1942 roku został mianowany dowódcą Dywizjonu 303. Po kolejnym awansie, 15 kwietnia 1943 roku, powierzono mu funkcję dowódcy 3. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. Od połowy 1944 roku dowodził 133. Polskim Skrzydłem Myśliwskim. 29 stycznia 1945 r. został przeniesiony do sztabu 84 Grupy Myśliwskiej RAF (84 Group), której podlegało m.in. 131 Skrzydło Myśliwskie.
15 kwietnia 1945 roku ppłk Jan Zumbach poleciał z Anglii na alianckie lotnisko Gils-Rijen w Holandii, na „jakieś święto” stacjonującego tam dywizjonu. Tam spotkał Tadeusza Kawalewskiego, „starego kolegę” jeszcze ze szkoły w Dęblinie. „Wychylaliśmy jedną wódkę za drugą” – wspominał Zumbach. Niebawem jednak uroczystość skończyła się „z powodu braku płynnego zaopatrzenia”. Panowie wsiedli za stery swoich samolotów by wrócić do angielskiej bazy. Zumbach podjął się przewodzenia, chcąc zrobić koledze kawał. Zamiast nad kanał La Manche, skierował się za Ren i oba samoloty znalazły się nad terenem kontrolowanym przez Niemców. „Powinienem z tego powodu pęknąć ze śmiechu, ale to nie ja pękłem, lecz mój zbiornik paliwa - dzięki pociskom niemieckiej artylerii przeciwlotniczej” – wspominał. Piloci zdołali wylądować na „stosownej” łące i wkrótce wpadli w ręce Niemców. Trafili do obozu jenieckiego na wyspie Terschelling. gdzie Zumbach najpierw przekonał komendanta, by ten przeniósł ich do najlepszego hotelu na wyspie, a na początku maja odebrał od niego kapitulację miejscowego garnizonu. „Dziś trudno rozsądzić, ile w tej historii prawdy, ile zaś zwyczajnej blagi” – ocenił Łukasz Zalesiński w artykule pt. „Kaczor Donald, historia niezwykła” („Polska Zbrojna”, 2020). „Tak czy inaczej, przywołana anegdota mówi nam o jej autorze naprawdę wiele” - napisał.
„Zumbach, niezależnie od tego, że wiódł niesłychanie barwne życie, lubił swoje opowieści dodatkowo podkoloryzować. Jego książka miała uwieść czytelników” - dodał Robert Gretzyngier, autor publikacji o polskich lotnikach i prezes Fundacji Historycznej Lotnictwa Polskiego, cytowany przez Zalesińskiego.
Po kapitulacji Niemiec Zumbach wrócił 12 maja 1945 r. do Bazy Sił Powietrznych w Blackpool, potem w Dunholme Lodge. Od 1 czerwca do 4 września 1946 r. miał przydział do bazy RAF Hethel, gdzie stacjonowało polskie III Skrzydło Myśliwskie. 23 grudnia 1940 roku został odznaczony Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari, a 1 lutego 1941 roku po raz pierwszy Krzyżem Walecznych – później otrzymał to odznaczenie jeszcze 3 razy a ponadto m.in. dwukrotnie brytyjski Distinguished Flying Cross.
W październiku 1946 roku opuścił szeregi armii i korzystając z posiadanego paszportu osiedlił się w Szwajcarii. „Brytyjskie władze wojskowe zaopatrzyły mnie w kombinowany kolejowo-okrętowo-kolejowy bilet do granicy Szwajcarii. Dołączyły do niego sympatyczną informację: Terytorium Wielkiej Brytanii musi być opuszczone w ciągu najbliższych trzech dni” - napisał Zumbach. „Od sześciu lat jestem w Wielkiej Brytanii. Mam tu wielu przyjaciół. Czyżby panowie chcieli mi zabronić pożegnania z nimi” – zaprotestował otrzymawszy to ultimatum. „Ależ skąd! Na to właśnie ma pan trzy dni – odparł urzędnik. Poza tym może być pan pewien, że za każdym razem, kiedy przyjedzie pan do Wielkiej Brytanii i zechce odwiedzić swych przyjaciół, zostanie panu wystawiona krótka wiza turystyczna. Złożyłem mu serdeczne podziękowanie” – podsumował sarkastycznie bohater Bitwy o Anglię.
Na początku 1947 r. założył przedsiębiorstwo zajmujące się transportem powietrznym. Z czasem firma stała się przykrywką dla przemytniczej działalności Zumbacha - szmuglował on m.in. zegarki szwajcarskie do Anglii, złoto do Palestyny, papierosy do Włoch. Przemyt nie przyniósł Zumbachowi oczekiwanych zysków, okradli go wspólnicy, musiał także parokrotnie płacić grzywnę za nielegalny przewóz towarów. W 1955 r. otworzył w Paryżu dyskotekę. Później jako Johnny „Kamikaze” Brown uczestniczył w walkach w Afryce.
W 1962 roku zajął się tworzeniem sił powietrznych Katangi, kierował nalotami bombowymi na oddziały wojsk rządowych Konga. Gdy kres konfliktowi położyła interwencja sił ONZ, Zumbach ewakuował się do Angoli, po czym wrócił do Paryża. W 1967 roku znów pojawił się w Afryce, by - jako szef sił lotniczych Biafry - walczyć z rządowymi oddziałami Nigerii. „O Kamikaze Brownie, tajemniczym najemniku z Biafry zaczynają się rozpisywać brytyjscy i amerykańscy dziennikarze. Ostatecznie jednak rebelia nie ma większych szans powodzenia. Zbuntowana prowincja pada i zostaje na powrót wcielona do Nigerii. Trwający kilka lat konflikt pochłania życie sześciu milionów osób” – przypomniał Łukasz Zalesiński.
Spokojne życie nie było tym co bohater Bitwy o Anglię lubił najbardziej.
„W 1972 roku do Zumbacha, który znów mieszka w Paryżu, zgłaszają się dwaj Polacy, proponując sprzedaż sporej ilości złota. Zumbach szybko ustala, że złoto pochodzi z napadu na bank w Belgii, a oferenci to bracia Janoszowie, działający na Zachodzie agenci PRL-owskiej bezpieki, którzy w ramach słynnej potem akcji »Żelazo« rabują na Zachodzie kosztowności, a następnie na polecenie MSW przerzucają do Polski” – napisał Jakub Mielnik w artykule pt. „Przemytnik diamentów i dowódca najemników w jednej osobie. Jan Zumbach wybrał życie na krawędzi” („Focus, 2008). „Wprawdzie Zumbach nie kupuje złota od Janoszów, ale dzięki nim dostrzega możliwość robienia interesów z PRL” – dodał.
Zumbach „w epoce Gierka bywa w Polsce regularnie”. „A Polska tamtych lat to przecież znakomity punkt kontaktowy z arabskimi ekstremistami, którzy utrzymują stałe przedstawicielstwa w Warszawie” – przypomniał Mielnik. Wedle jego ustaleń, w latach 80. słynny pilot myśliwski uwieczniony w kultowej książce Arkadego Fiedlera „decyduje się mocniej zaangażować w Polsce”.
„Postanawia założyć firmę polonijną, co nie jest możliwe bez ścisłej kontroli PRL-owskiej bezpieki i »odpalenia« im części zysków. W rejestracji firmy pomaga sam generał Edwin Rozłubirski, wówczas wpływowy doradca szefa MSW, generała Kiszczaka. Pod koniec 1985 roku grunt pod nowy biznes jest już przygotowany. Zumbach planuje pojawić się w Polsce tuż po Nowym Roku, by osobiście przypilnować sfinalizowania sprawy” – napisał Mielnik.
Do finalizacji jednak nie doszło bowiem Jan Zumbach zmarł 3 stycznia 1986 w Paryżu w wieku 70 lat. „Nagle i w niejasnych okolicznościach” – przypomniał Zalesiński. „Według mnie, naraził się ludziom, którzy konflikty gotowi są rozwiązywać siłą. Tak naprawdę jednak wszystko co w tej sprawie wiemy, pozostaje w sferze przypuszczeń i spekulacji – dodał Robert Gretzyngier.
„Mój brat zajmował się rzeczami, o których nie chcę nic wiedzieć; mogę tylko powiedzieć, że zmarł we własnym łóżku, ale strasznie poraniony” – miał rzec Jakubowi Mielnikowi przez telefon, mieszkający w Zurychu Stefan Zumbach, zanim odłożył słuchawkę. (PAP)
Paweł Tomczyk
top/ akn/ aszw/



