Flaga Romów. Fot. wikipedia
8 i 9 września 1981 r. trwały w Koninie zamieszki skierowane przeciwko zamieszkującym miasto Romom. Kilkaset osób paliło auta, wybijało szyby w domach i groziło Romom śmiercią. Jak mówił PAP Artur Maroń, badacz mniejszości romskiej, mimo braku ofiar wydarzenia te należy nazywać pogromami.
Bezpośrednim zarzewiem wydarzeń była bójka, do której doszło 9 września 1981 r. przed kinem Górnik na ul. Urbanowskiej w Koninie pomiędzy 19-letnim Romem Maciejem W. ps. „Skarbek” i 25-letnim Polakiem Witoldem J.; obaj notowani byli wcześniej za rozboje, kradzieże i wybryki chuligańskie. Do starcia dołączyli ich znajomi i rodzina. Bójkę chwilowo przerwał patrol milicji. Konflikt obu mężczyzn rozpoczął się dwa miesiące wcześniej w restauracji Hotelowa. Jego szczegóły do tej pory nie były znane. PAP udało się dotrzeć do akt śledztwa dotyczących wydarzeń w Koninie. Wynika z nich, że Witold J. miał wyzywać dziewczyny bawiące się z Romami od „cygańskich dziwek”. Doszło do bójki. „Skarbek” miał się odgrażać Witoldowi J., że jego głowa „będzie ucięta i będzie leżała przed urzędem wojewódzkim”. Witold J. odpowiedział, że ulicami Konina „spłynie krew Cyganów”.
Do ponownego spotkania obu mężczyzn doszło 9 września w starej części Konina. Po bójce na ul. Urbanowskiej rodzina W. zaczęła wracać do swojego domu na Placu Wolności; pozostali uczestnicy zajścia podążyli za nimi. Pod domem W. zebrało się kilkadziesiąt osób, w większości pijanych młodych mężczyzn, ale świadkowie opisywali również podjudzające ich kobiety, a nawet dzieci.
– Krzyczeli, że jeżeli w ciągu trzech dni Cyganie nie wyjadą z Konina, to nas pozabijają i spalą cały nasz dobytek na rynku – wyjaśniał później podczas śledztwa Maciej W.
Rodzina W. pod naporem tłumu zabarykadowała się na strychu, z którego wyszła dopiero na drugi dzień. Ośmieleni zgromadzeni zaczęli wybijać szyby w oknach ich domu; w pewnym momencie podpalono samochód należący do ojca „Skarbka” i nie pozwolono straży pożarnej go ugasić. Na zgromadzenie natknął się dwuosobowy patrol drogówki; w aktach śledztwa zachowały się zeznania interweniującego milicjanta, który w pewnym momencie musiał oddać strzały ostrzegawcze, funkcjonariusze zostali bowiem zaatakowani przez tłum.
Wezwane posiłki milicji aresztowały trzech najbardziej agresywnych Polaków. Tłum – wtedy już w sile 300-500 osób – domagał się ich zwolnienia. Doszło do zamieszek przed komendą i w starej części miasta; zgromadzeni wybijali szyby w oknach romskich domów i próbowali je podpalać.
– O tym, co się stało na Placu Wolności, myśmy długo nic nie wiedzieli. (…) Sąsiady zabrali zaraz szybko mnie i żonę i ukryli u siebie w chlewiku. (…) Całą noc tak siedzieliśmy – relacjonował tamte wydarzenia jeden z Romów na łamach „Kulis”.
Uspokajać zgromadzonych podjęli się lokalni dziennikarze i działacze „Solidarności”. Udało im się doprowadzić do zwolnienia jednego z zatrzymanych, dzięki czemu około drugiej w nocy tłum zaczął się rozchodzić do domów.
W czwartek 10 września milicja wydała list gończy za „Skarbkiem”. Przestraszone rodziny romskie uciekały do swoich krewnych i znajomych w innych miastach. Jedną z nich na zdjęciach uchwycił koniński fotoreporter Andrzej Moś. – W takim poczuciu zagrożenia i strachu te osoby pakowały się do samochodów. Mówiły, że muszą wyjechać z Konina – wspominał w rozmowie z PAP.
Po południu tłum zaczął się ponownie zbierać na Placu Zamkowym. Wśród zgromadzonych - jak wynika z zeznań zawartych w aktach śledztwa - pojawiła się plotka, że Romowie szykują odwet i ściągają do Konina wsparcie. W tym samym czasie na niedalekich błoniach obozowały dwie rodziny romskie. Zatrzymały się w Koninie z powodu awarii auta; były kompletnie nieświadome wydarzeń poprzedniego dnia.
Zgromadzona kilkusetosobowa grupa udała się w stronę błoni. – Jak ludzie podchodzili, to już krzyczeli, że trzeba tych Cyganów spalić albo wydusić – relacjonował na łamach „Kulis” jeden z uczestników zajść.
Romów zabezpieczało zaledwie dwóch milicjantów w cywilnej Wołdze. Na widok nadciągającego tłumu nakazali wejść do auta kobietom i kilkunastu dzieciom; jeden z milicjantów wywiózł ich do komendy. Drugi funkcjonariusz pozostał przy Romach i próbował powstrzymać tłum przed linczem. Zgromadzeni zaczęli jednak wrzucać do ogniska ubrania i zabawki Romów, a w końcu podpalili oba auta.
– Widziałem, jak mali chłopcy lali benzynę na samochody i podkładali słomę pod koła, żeby się lepiej paliło – opowiadał dziennikarzom „Razem” jeden z późniejszych zatrzymanych.
Następnie tłum przeniósł się ponownie pod komendę. Ochraniający budynek milicjanci i żołnierze Wojskowej Służby Wewnętrznej byli obrzucani kamieniami; ranny został jeden z wojskowych oraz przypadkowy strażak.
– Agresja unosiła się w powietrzu, było to bardzo odczuwalne. Emocje były bardzo zdecydowane. Po raz pierwszy, nie tylko jako dziennikarz, ale jako obywatel PRL-u, byłem świadkiem takiej konfrontacji – powiedział PAP Moś.
Spokój około godz. 22 zaprowadziły dopiero ściągnięte z powrotem do Konina kolumny ZOMO z Poznania. Aresztowano 40 osób. W późniejszym śledztwie w związku z początkowymi bójkami prokuratura oskarżyła sześciu Polaków i czterech Romów. W oddzielnym procesie sądzonych było dziesięć osób zamieszanych w podpalanie aut i manifestacje pod komendą; sąd rodzinny zajmował się sprawami małoletnich uczestników zajść.
Badacz mniejszości romskiej związany z Uniwersytetem Wrocławskim Artur Maroń w rozmowie z PAP przypomniał, że podobne wystąpienia antyromskie miały również miejsce w Kłodawie, Łukowie, Oświęcimiu i w Mławie. Jego zdaniem były to „wybuchy bardzo silnie zakorzenionego w tradycyjnych stereotypach szowinizmu”.
Maroń dodał, że wydarzenia w tych miejscowościach należy nazywać pogromami, mimo braku ofiar śmiertelnych wśród Romów. Ich celem było przekazanie komunikatu: „Nie jesteście tutaj mile widziani”. W ich trakcie niszczono mienie, np. auta i domy, ponieważ były symbolami kojarzonymi z bogactwem i przypisywanymi Romom nielegalnymi dochodami.
Zdaniem Maronia Romowie byli przez wieki, obok Żydów, kozłami ofiarnymi niezależnie od panującego systemu polityczno-ekonomicznego. Wszystkie pogromy wydarzyły się w czasie kryzysów gospodarczych. Jako potencjalny czynnik warunkujący pogromy badacz wymienił również zasadniczo nieudaną politykę integracyjną połączoną z przymusowym osiedleniem Romów na podstawie uchwały z 1964 r.
Maroń zauważył, że Romowie, którzy byli przeciwni osiedleniu, znaleźli się niespodziewanie w sytuacji, która stworzyła dla nich nowe problemy i wyzwania, nie rozwiązując starych. W momencie kryzysu zajęli symbolicznie i czasem dosłownie miejsce Żydów jako cel ataku. Badacz dodał, że pogromy nie występowały na południu Polski w miejscach, gdzie żyli Romowie prowadzący od wieków osiadły tryb życia.
Ciekawe – zdaniem Maronia – były reakcje prasy na wydarzenia w Koninie. – Bardzo wnikliwie potraktowano ten problem i badano, jak to możliwe, że do czegoś takiego w ogóle dochodzi i jak temu zaradzić – stwierdził. Tak skrupulatnej analizy prasowej nie doczekały się inne tego typu zdarzenia w PRL.
Jednocześnie zauważył, że dotyczyło to głównie regionalnych wydawnictw, które zachowywały pewną niezależność od władz partyjnych. Jako przeciwieństwo podał przykład „Trybuny Ludu”, organu prasowego PZPR, która przedstawiała wydarzenia jako wybryki chuligańskie. Zdaniem Maronia obrazuje to podejście ówczesnych władz, które problem chciały przede wszystkim wyciszyć i podkreślić skuteczną reakcję swoich służb na zamieszki.
W ten sam nurt wpisywały się konsekwencje, które dotykały Romów już po pogromach w Oświęcimiu i Koninie. Maroń podkreślił, że władze PRL „usilnie zachęcały” ich w 1981 r. do opuszczenia kraju, wydając paszporty w jedną stronę; wielu z Romów w ten sposób znalazło się na przymusowej emigracji w Szwecji. – W działaniach władz widać było, że zachowywała się w stosunku do Romów tak, jakby to była ich wina – ocenił.
Zdaniem badacza pogrom w Koninie w 1981 r. powinien być przyczynkiem do pracy nad pamięcią. – Możemy się od Romów uczyć bycia odpornym, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Podziwiam odwagę, dumę i dzielność, z jakimi ta mniejszość potrafi funkcjonować pomimo nierzadko wrogiego otoczenia – ocenił. (PAP)
bsk/ miś/