Antygona w reżyserii Andrzeja Wajdy w Starym Teatrze w Krakowie. Fot. PAP/Jerzy Ochoński
Zaczynając próby, Andrzej Wajda mawiał: „Zebraliśmy się tutaj, żeby zrobić piękne przedstawienie i odnieść sukces, czytajmy”. Nie dawał uwag, czerpał z aktora, ufał, dawał wolność, wyciągał z nas najlepsze rzeczy – wspominają artyści, którzy współpracowali z nim na scenie Starego Teatru w Krakowie.
W piątek (6 marca) mija 100. rocznica urodzin Andrzeja Wajdy, a w październiku minie 10 lat od jego śmierci. Jeden z najwybitniejszych twórców w historii światowego kina związany był ze Starym Teatrem w latach 1963-2004. Na narodowej scenie przygotował 18 tytułów, wśród nich adaptacje dzieł Dostojewskiego - „Biesy”, „Nastazja Filipowna”, „Zbrodnia i kara”, a także „Noc listopadową” na podstawie dramatu Stanisława Wyspiańskiego i kilkukrotne interpretacje „Hamleta”.
- Dawał aktorom, wydawałoby się, absolutną wolność. Było coś takiego, że wydawało ci się, że on ci ufa, jesteś wolny, rosły skrzydła i sobie gdzieś leciałeś. Jak on to robił, że nie mówiąc „źle”, „inaczej”, myśmy i tak robili to, co on chciał? Nie używał do tego słów. Sami się orientowaliśmy, że trzeba inaczej, i to było niezwykłe – opowiedziała Anna Dymna podczas czwartkowego spotkania poświęconego Andrzejowi Wajdzie w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie.
Aktorzy podkreślają, że Wajda zawsze przychodził na próby przygotowany, był systematyczny, zdyscyplinowany, miał dokładnie przemyślany spektakl i wybraną datę jego premiery. Egzemplarze jego scenariuszy były pełne notatek i rysunków.
- Pierwsza próba często zaczynała się u pana Andrzeja zdaniem: „Słuchajcie, zebraliśmy się tutaj, żeby zrobić piękne przedstawienie i odnieść sukces, czytajmy” – wspominał Rafał Jędrzejczyk.
Zespół teatru zwrócił uwagę, że reżyser wyprzedził swoją epokę, obsadzając w roli Hamleta kobietę - Teresę Budzisz-Krzyżanowską. Premiera odbyła się 30 czerwca 1989 roku.
- Była pierwsza próba „Hamleta IV”, wiadomo było, że Hamleta będzie grała Teresa Budzisz-Krzyżanowska i że będzie sporo kontrowersji, pytań. (…) Wajda tłumaczył, że Hamlet to jest najlepsza rola na świecie. I to musi zagrać najlepszy aktor. A najlepszy aktor to Teresa Budzisz-Krzyżanowska – opowiedziała Dorota Segda. Aktorka dodała, że to swoje dość długie, przygotowane przemówienie podczas próby Wajda w całości nagrał; tworzył swoje własne archiwum.
Anna Dymna o Andrzeju Wajdzie: Cudownie umiał korzystać z innych ludzi. Jak obsadzał, to naprawdę było tak, że widział, ufał, wierzył - sprawiał wrażenie, że od ciebie wszystko zależy. Wyciągał z nas najlepsze rzeczy.
Historyczna pozostaje też inscenizacja przygotowana w Starym Teatrze na podstawie „Idioty” Fiodora Dostojewskiego, czyli „Nastazja Filipowna”. Tam Wajda nie obsadził nikogo w tytułowej roli.
- Mówił: „No, nie ma aktorki, która mogłaby zagrać Nastazję Filipowną”. Jerzy Radziwiłowicz grał księcia Myszkina, Jan Nowicki grał Rogożyna; to był moment, kiedy Rogożyn zamordował Filipowną. I Wajda wpadł na taki cudowny pomysł, że tylko leżała suknia Nastazji Filipownej i oni grali wobec niej. To świadczy o wielkości artysty – wspominała aktorka Urszula Kiebzak.
Swoje filmowe rzemiosło wykorzystywał w pracy teatralnej. Szkicował sceniczną przestrzeń i postać kreską, fakturą, kolorem. Był mistrzem w dobieraniu aktorskich obsad, kadrowaniu i montażu obrazów, budowaniu światłem.
- Cudownie umiał korzystać z innych ludzi, to jest ogromna umiejętność dla reżysera. Jak obsadzał, to naprawdę było tak, że widział, ufał, wierzył - sprawiał wrażenie, że od ciebie wszystko zależy. Wyciągał z nas najlepsze rzeczy – zaznaczyła Anna Dymna, dodając, że Wajda potrafił też skorzystać z wybitnych rozwiązań scenograficznych i kostiumowych przygotowywanych przez żonę Krystynę Zachwatowicz.
To z nią stworzył w Starym Teatrze większość swoich dzieł. Projekty Zachwatowicz miały mocny charakter, były podmiotowe, zarówno dla postaci, jak i kreowanej na scenie fikcji. Artyści byli dla siebie źródłem inspiracji.
Wśród pracowników sceny krążą anegdoty, że kiedy dzwoniło się do Wajdy, a on nie mógł odebrać, odzywała się sekretarka: „Mówi Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz”. Relacji nie przenosili na scenę, w teatrze pozostali współpracownikami. Jak wspominają dziś artyści, dając sobie uwagi, zwracali się do siebie per pan/pani. Krystyna Zachwatowicz mówiła: „panie reżyserze”, „panie Andrzeju”, a on: „pani Krystyna tak wymyśliła, to tak będzie”.
Reżyser wierzył, że sztuka może zmienić rzeczywistość, uczyć demokracji i dawać ludziom poczucie wolności. Widzom dawał wrażenie, że podglądają budowany na scenie świat. Tak było m.in. w „Zbrodni i karze” Dostojewskiego w Starym Teatrze i „Emigrantach” Mrożka w Teatrze Kameralnym.
Potrafił docenić aktorów, oni darzyli go sympatią i zaufaniem. - Do tej pory mam poczucie, że mogę to robić, co robię, czuję radość z pracy. To mi Andrzej zostawił. I to, że można ufać reżyserowi i sobie – przyznała Anna Dymna. - Był okropnie sympatyczny. Tym zyskiwał sobie ludzi, otwierał serca. Dla niego się chciało wszystko zrobić. A jak jesteś na planie i chcesz zrobić wszystko, to to daje szczęście i power, poczucie, że to, co robisz właśnie teraz, jest najważniejsze na świecie. On to budził w nas – dodała.
„Andrzej Wajda wywiózł nas też w świat, jego spektakle grane były od Londynu i Rzymu po Nowy Jork i Tokio. Jego obecność w teatrze ułatwiła nam dostęp do ról filmowych, graliśmy przez całe lata 70. i 80. w różnych produkcjach, często także w jego zespole” – wspomniał artystę w liście odczytanym na spotkaniu Jerzy Fedorowicz.
- Jego energia, artystyczna, intelektualna potencja była wielka, imponująca, aż do śmierci – podkreśliła Dorota Segda. Przywołała wspomnienie swoich urodzin: - Bardzo przeżywałam, przynajmniej żartowałam z tego, swoje 40. urodziny. Był ode mnie równe 40 lat starszy, czyli miał wtedy 80 lat. Byliśmy na kolacji i mówi: „Dorotko, jak ja bym miał 40 lat, to ja bym założył teatr objazdowy”.
Andrzej Wajda urodził się 6 marca 1926 r. w Suwałkach. W latach 1946-1949 studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, następnie ukończył wydział reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Wyreżyserował 60 filmów, w tym 40 pełnometrażowych fabuł. Zmarł 9 października 2016 roku, został pochowany na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.
W uznaniu jego twórczości i dokonań jako współtwórcy polskiej szkoły filmowej oraz kina moralnego niepokoju, które zdefiniowały „polską pamięć historyczną i współczesną tożsamość kulturową” - w setną rocznicę urodzin i dziesiątą rocznicę śmierci - Senat RP ustanowił rok 2026 Rokiem Andrzeja Wajdy. (PAP)
juka/ miś/

