Uroczystości w Dębowcu na Śląsku Cieszyńskim z okazji 85. rocznicy lądowania w okupowanej Polsce pierwszych cichociemnych. Fot. PAP/Marek Szafrański
Rocznicę pierwszego zrzutu do okupowanej Polski cichociemnych, elitarnej formacji Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, upamiętnili w piątek (6 marca) mieszkańcy Dębowca na Śląsku Cieszyńskim. To tu, 85 lat temu, wylądowali rtm. Józef Zabielski, kpt. Stanisław Krzymowski i kurier Czesław Raczkowski.
- To wydarzenie na stałe wpisało naszą gminę w historię Polskiego Państwa Podziemnego i walk o wolność Ojczyzny – mówił podczas uroczystości przy pomniku poświęconym cichociemnym wójt Dębowca Tomasz Branny.
Samorządowiec podkreślił wiedzę, odwagę i poświęcenie cichociemnych. - Szkoleni w dywersji, wywiadzie, łączności, byli jak precyzyjnie zaprogramowany system bezpieczeństwa. Jednak zamiast algorytmów mieli odwagę, zamiast dronów spadochron, zamiast anonimowości i internetu konspiracyjną tożsamość, za której ujawnienie groziła śmierć. (…) Byli (…) ludźmi, którzy w tamtym niezwykłym momencie podjęli decyzję, by swoją wiedzę, energię i determinację poświęcić walce o wolną Polskę – wskazał.
Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz w liście do uczestników uroczystości przypomniał, że cichociemni „byli elitą bez wątpienia wpływającą na siłę Armii Krajowej, walczącej o niepodległość Polski”. „Ich odwaga oraz poświęcenie tworzyły jeden z fundamentów, na których opierał się polski ruch oporu. Dziś są symbolami bohaterstwa, patriotyzmu i niezłomnej determinacji. Ich dziedzictwo jest ważne i aktualne, czego wyrazem jest szacunek, jakim darzą cichociemnych żołnierze Wojska Polskiego, a także takie uroczystości jak ta w Dębowcu” – wskazał.
W programie obchodów przewidziano także rekonstrukcję historycznego zrzutu, prezentację sprzętu wojskowego, a także występy artystyczne dzieci i młodzieży i orkiestry dętej „Cieszynianka”.
Pierwszy zrzut pierwotnie miał nastąpić 20 grudnia 1940 roku. Akcja została w ostatnim momencie odwołana. Zdaniem Piotra Wybrańca z Muzeum Spadochroniarstwa w Wiśle, kolejny termin operacji wyznaczono na noc z 15 na 16 lutego 1941 roku. Kryptonim pierwszego zrzutu brzmiał „Adolphus”. Rtm. Józef Zabielski „Żbik”, kpt. Stanisław Krzymowski „Kostka” i kurier Czesław Raczkowski „Włodek” mieli wylądować w okolicach Włoszczowy. Przez błąd w nawigacji stało się to niedaleko wsi Dębowiec. Ten teren był włączony do III Rzeszy.
W trakcie lądowania Zabielski uszkodził staw skokowy i śródstopie. Na zrzutowisku odnalazł się z Raczkowskim. Od polskiego gospodarza wynajęli furmankę, którą dotarli do Skoczowa, a stąd pociągiem do Bielska, gdzie się rozdzielili. Osobno przekraczali granicę Generalnego Gubernatorstwa. Krzymowski i Zabielski dotarli do Warszawy. Później zameldował się tam również Raczkowski, którego Niemcy zatrzymali podczas przekraczania granicy. Uznali go za przemytnika i uwięzili w Wadowicach. Nawiązał kontakt z Batalionami Chłopskimi. Został wykupiony z więzienia.
Niemcy w strefie lądowania znaleźli zrzucone na osobnych spadochronach zasobniki zawierające radiostacje, broń i materiały wybuchowe.
Samolot bezpiecznie wrócił do Wielkiej Brytanii po niemal 12 godzinach lotu.
Podczas uroczystości ks. mjr Marcin Konieczny z Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego przypomniał o postaci luterańskiej diakonisy Annie Szalbot ps. Rachela. Została wytypowana do odnalezienia ładunków zrzuconych nocą z 15 na 16 lutego 1941 roku. Odnalazła plecak z dokumentami i pieniędzmi dla podziemia. – Można powiedzieć, że to drobny epizod. Ale to dzięki takim ludziom operacje nie kończyły się w lesie – mówił.
„Rachela” była później żołnierzem Batalionów Chłopskich; łączniczką i Komendy Głównej BCh. Zginęła 30 grudnia 1942 roku, gdy w Osieku przygotowywała paczki dla więźniów.
Cichociemni byli żołnierzami Polskich Sił Zbrojnych, szkolonymi w Wielkiej Brytanii do zadań specjalnych. Do służby w tej roli zgłosiło się 2413 oficerów i podoficerów. Przeszkolono 606 osób, a do przerzutu zakwalifikowano 579 żołnierzy i kurierów. Na okupowane ziemie polskie przerzucono 316 cichociemnych, w tym jedną kobietę - Elżbietę Zawacką „Zo” oraz 28 kurierów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. W czasie wojny zginęło ich 103. Wielu zostało zamordowanych przez komunistów po wojnie. Ostatnim żyjącym cichociemnym był mjr Aleksander Tarnawski. Zmarł 4 marca 2022 roku. (PAP)
szf/ dki/
