Mémoire de fille (2026) - plakat
„Memoire de fille” to dialog teraźniejszości z przeszłością, spotkanie dojrzałej pisarki z młodziutką dziewczyną, którą była – powiedziała PAP Judith Godreche. Adaptacja autobiograficznego utworu Annie Ernaux w jej reżyserii ubiega się o nagrodę w sekcji Un Certain Regard 79. festiwalu w Cannes.
W początkowej sekwencji „Memoire de fille” oglądamy uznaną pisarkę (Valérie Dréville), która przyjeżdża do rodzinnego Rouen na spotkanie promujące jej najnowszą książkę. W trakcie podróży Annie wraca myślami do lata 1958 r., gdy jako osiemnastolatka po raz pierwszy została wychowawczynią na koloniach. Rekonstruując wydarzenia z przeszłości, dojrzała kobieta stara się zrozumieć naiwną, niedoświadczoną siebie (Tess Barthélemy). Dziewczynę zakochaną bez wzajemności w mężczyźnie o imieniu Herve (Victor Bonnel), który traktuje ją jak nieprzystającą do towarzystwa, ale nie ma oporów, by zaciągnąć ją do łóżka mimo braku wyraźnego przyzwolenia.
Dla Ernaux „liczy się nie to, co nas spotyka, lecz to, co zrobimy z tym, co nas spotyka”. Godreche, która oskarżyła swojego byłego partnera, reżysera Benoîta Jacquota o gwałt, nie podpisałaby się pod tymi słowami. – Uważam, że to, co nam się przydarza, ma znaczenie. Nie da się oddzielić moich filmów od tego, kim jestem. To samo dotyczy sztuki tworzonej przez mężczyzn. Annie Ernaux w swojej literaturze przetwarza przeszłość. Według niej, wszystko, co się stało, było po coś. Służyło temu, by po latach mogło znaleźć się na kartach książek. Wiem, jak trudno jej było nazwać to, co ją spotkało. To piękne, że Annie podzieliła się swoją historią z czytelnikami. Wyszła z założenia, że jeśli nie napisze o tej młodziutkiej dziewczynie, którą była, to tak jakby ona nigdy nie istniała – powiedziała.

Judith Godreche podczas udział w sesji zdjęciowej do filmu „A Girl's Story” (Memoire de Fille) podczas 79. dorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes w Cannes we Francji, 17 maja 2026 r. Fot. EPA/CLEMENS BILAN Strona: PAP/EPA.
Zanim twórczyni przystąpiła do pracy nad tekstem adaptacji, spędziła wiele godzin w towarzystwie noblistki. Wielokrotnie wracała do jej utworu, wyczytując coraz więcej między wierszami. – Myślałam, kto w moim filmie powinien być „okiem kamery”. Wiedziałam, że to nie ja, lecz Annie powinna pełnić tę rolę. „Memoire de fille” to dialog teraźniejszości z przeszłością, spotkanie dojrzałej pisarki z młodziutką dziewczyną, którą była w 1958 r. Kamera odbywa drogę tam i z powrotem, pokazując autorkę, która spogląda z dystansu na swoje życie. Twarz aktorki grającej główną rolę musiała być w kadrze niemal cały czas. Nawet przez moment nie oglądamy jej z perspektywy osoby trzeciej, a już przenigdy z punktu widzenia mężczyzny, z którym przeżyła swój pierwszy raz – zwróciła uwagę.
Rolę młodej Annie reżyserka powierzyła swojej córce Tess Barthélemy, z którą wcześniej pracowała przy serialu „Icon of French Cinema” i krótkim metrażu „Moi aussi”. – Początkowo miałam wątpliwości. Nie wiedziałam, czy będzie chciała zagrać tę postać i czy producenci się na to zgodzą. Zależało mi też, żeby Annie Ernaux obejrzała materiały z castingu. Nie chciałam, by dowiedziała się, kto ją gra, dopiero oglądając ukończony film. Przyjechałam do niej, pokazałam nagrania, a ona wskazała Tess, nie wiedząc, że to moja córka. Sytuacja, w której dzieci idą w ślady rodziców, jest dość powszechna - nie tylko w branży filmowej. Jednak bardzo trudno jest otrzymać główną rolę w filmie. Moja córka wie, że to wielki przywilej. Perspektywa pracy z nią uruchomiła we mnie jeszcze silniejszą niż zwykle potrzebę stworzenia bezpiecznych warunków na planie – przyznała.
Godreche zachwyciła świadomość i dojrzałość młodych aktorek oraz aktorów, z którymi pracowała. – Nie wiem, czy dotyczy to całego pokolenia, ale czułam się szczęściarą, że mam taki zespół. Nawet tutaj, w Cannes, nie mogłam wyjść z podziwu, słuchając ich. Udzielaliśmy wspólnie wywiadów, w trakcie których padały pytania dotykające tak wielu kwestii – feminizmu, zgody, różnic pokoleniowych, twórczości Annie Ernaux. Myślałam: och, to naprawdę trudne, ciekawe, jakiej odpowiedzi udzielą. A oni odpowiadali bez chwili wahania! W pewnym momencie stwierdziłam, że powinnam zamilknąć i po prostu pozwolić im mówić. Moja obecność tam była niepotrzebna, doskonale poradziliby sobie beze mnie – podkreśliła.
Pytana o największe wyzwanie realizacyjne, reżyserka wspomniała o scenie gwałtu. – W mojej głowie kłębiły się pytania. Jak sfilmować brak zgody? Jak zarejestrować coś, co w ogóle się do tego nie nadaje? To nie jest sytuacja, w której ktoś zostaje zaatakowany na parkingu. Jak pokazać moment, gdy idziesz za mężczyzną do pokoju, leżysz na łóżku i nie potrafisz nazwać tego, co się wydarzyło? Długo zastanawiałam się, jak do tego podejść. Chciałam uchwycić stan wewnętrzny bohaterki, pokazać, jak odłącza się od tej sytuacji, skupia wzrok na żyrandolu. Zdecydowałam, że nie pokażemy nagich ciał, żeby sekwencja nie miała jakiegokolwiek zabarwienia erotycznego – powiedziała.
Uważana powszechnie za jeden z najważniejszych głosów francuskiego ruchu MeToo, stanowiąca inspirację dla wielu kobiet Godreche odżegnuje się od określeń typu „ikona”. – Traktowanie kogokolwiek w tych kategoriach jest niebezpieczne. Sprawia, że inne osoby stają się niewidzialne, unieważnia ich wysiłki. Mam poczucie, że to samo można powiedzieć o Adele Haenel albo wielu innych kobietach, których nazwiska nie są powszechnie znane. Wiem, że ludzie oglądają mój film przez pryzmat tego, kim jestem, co zrobiłam i powiedziałam. Pogodziłam się z tym, choć czasami wolałabym, żeby moje nazwisko nie pojawiało się w napisach. Ale nie mogę narzekać. Jestem uprzywilejowana, że mogłam zrealizować ten obraz – zapewniła.
Szanse na nagrodę w konkursie Un Certain Regard ma łącznie 19 produkcji, w tym „The Meltdown” Manueli Martelli, „Full Phil” Quentina Dupieux, „Everytime” Sandry Wollner, „Ulysse” Laetitii Masson oraz „Teenage Sex and Death at Camp Miasma” Jane Schoenbrun. Laureata wyłoni jury w składzie: francuska aktorka Leila Bekhti (przewodnicząca), senegalska producentka i reżyserka Angele Diabang, włoska reżyserka i scenarzystka Laura Samani, francuski scenarzysta i reżyser Thomas Cailley oraz libański kompozytor Khaled Mouzanar.
Daria Porycka (PAP)
